czwartek, 2 października 2014

Jaka jest blogosfera książkowa?
O miodzio-recenzjach i innych bolączkach



Być może to było tylko jedno spotkanie.
Być może to tylko jeden artykuł.

Będę jednak optymistką i ośmielę się stwierdzić, że istnieje realna szansa, że tradycyjne media dostrzegą nasze małe, niedoceniane poletko: blogosferę książkową.


Nie wiem czy wśród blogów jest druga tak strefa jak nasza: ogromna, stale się rozrastająca, a jednak wciąż na marginesie. Tak jak wszędzie, tak i tu, są strony wybitne, bardzo dobre, rozwojowe, przeciętne, kiepskie i marnujące miejsce w sieci. Czasem trzeba się przebić przez kilka(naście) słabych blogów, by trafić na prawdziwe perły. Niestety piszemy o książkach, co z miejsca wykreśla nas z rozmaitych rankingów, plebiscytów, zestawień. W oczach innych "sprzedajemy się" za "darmowe" egzemplarze książek, o których nie piszemy źle z obawy przed zerwaniem współpracy. Bo przecież jeżeli nie współpracujemy z wydawnictwami, to nie współpracujemy z nikim. Nie dla nas plenery z książką z pieniądze biur podróży, nie dla nas testowanie wytrzymałości regałów (łóżka już tak - ale, żeby powstrzymać tych, którzy właśnie rezerwują sobie adres na bloga w nadziei, że dzięki pisaniu recenzji urządzą sobie sypialnię - donoszę, że nie jest to w blogosferze książkowej standard).

Żalę się?

Skąd! No, może trochę, ale przecież wiadomo na co się piszę, poruszając na takie a nie inne tematy. Z książką w dłoni zrobię o wiele mniejszą furorę niż w ekstra ciuchach, na wypasionych wczasach ze świetnie wychowanym dzieckiem trzymanym za rękę. Tym samym blog książkowy, ma mniejszą siłę przebicia niż modowy, lajfstajlowy czy parentingowy. 

Nie wiem czy w Polsce czytamy coraz mniej czy więcej, bo statystyki grzmią na alarm, a w komunikacji miejskiej obserwuję zupełnie co innego, a tak naprawdę jedno i drugie to tylko mały, niereprezentatywny wycinek całości, więc nie ma co się podniecać, ani wpadać w panikę. Jest jak jest. Książki to wiedza, rozrywka, świetny sposób na spędzanie wolnego czasu. Kto tego nie wie, trudno. 

Zanim popłynę na fali dygresji w stronę zachodzącego słońca, wrócę do powodu, dla którego zamiast pisać o Zrób to w Warszawie (co się odwlecze, to się napisze jutro), jęczę, że taka jestem niedoceniana, choć przecież szczęśliwa (uwielbiam tego służącego wydawnictwom, grafomańskiego stwora - no, kto mi zabroni? kto?). Może mam szczęście, a może to norma - ale blogerzy książkowi, których miałam okazję poznać na żywo, to prawdziwi pasjonaci. I ta pasja trzyma nas w swoich szponach dość mocno. Uwielbiamy zdobywać nowe tytuły (zdarza nam się je kupować, pożyczać od znajomych czy z biblioteki, ale ciiii, to tajemnica - nie psujmy wizerunku "sprzedajnych blogerów"), zatapiać się w dobrych (!) książkach i dzielić wrażeniami. 

Rozmawiamy nie tylko za pośrednictwem Internetu. Coraz częściej spotykamy się oko w oko. Ostatnio miałam okazję poznać ok. trzydziestu moli książkowych w Warszawie (zobacz: Po wyjściu z bloga). To właśnie to spotkanie, a także odbywający się w ubiegły weekend w Siedlcach Festiwal Literatury Kobiecej Pióro i Pazur, stały się początkiem dyskusji o blogerach wiecznie zatopionych w lekturach.

We wczorajszej Gazecie Wyborczej pojawił się nawet artykuł na ten temat, który z jednej strony mnie ucieszył (bo to miłe, że tradycyjne media dostrzegły nasze istnienie - o czym możecie przekonać się klikając TUTAJ), z drugiej, na wstępie zirytował... tytułem. Reckę napisałaś miodzio - głoszą wielkie litery i choć tekst nienajgorzej przybliża świat blogosfery książkowej, to samym tytułem znów przypina nam łatkę kiepskich blogasków, a przecież bloger Piotr Chojnacki (którego wypowiedź posłużyła do stworzenia tego irytującego tytułu) wyraźnie mówi, że to tylko część blogosfery, że nie brak także dobrych, rzetelnie prowadzonych stron. Tego już tytuł nie sugeruje.

[źródło]


Ogromnie się cieszę, że autorka artykułu oddała blogerom głos. Opowiedzieli o tym, jak widzą tę naszą niszę, co im się w niej nie podoba. Wypowiedzieli się także wydawcy i tu, przyznaję, ciśnienie mi nieco podskoczyło, przede wszystkim po przeczytaniu takich oto słów: [Wysyłając blogerom bezpłatne egzemplarze] dostarczamy im materiału do prowadzenia bloga. Odnosi się to oczywiście do kwestii wynagrodzeń za pisanie recenzji. Że niby powinniśmy być wdzięczni za materiały, zamknąć dziób na kłódkę, a wszelkie roszczenia wsadzić sobie w d...owolnie wybraną przestrzeń szczelnie zamkniętą. Być może błędnie tę wypowiedź rozumiem, ale wygląda mi na to, że z chwilą, kiedy przestaniemy dostawać "darmowe" egzemplarze, przestaniemy istnieć. Biedny, niezaradny, nieświadomy istnienia księgarń czy bibliotek bloger, będzie musiał zakończyć swą żebraczą działalność. Ba! Będzie musiał w ogóle zawiesić bloga. 

Pozostałe wypowiedzi wydawców także nie pozostawiają złudzeń: nikt nigdy nam za pisanie nie zapłaci. Jeśli komuś marzy się kariera z Manhattanem w tle, to musi się przekwalifikować. 

Artykuł z Wyborczej to zbiór różnych wypowiedzi - część jest świeżutka, część zdążyła się już nieco przykurzyć. Tematu nie wyczerpuje (ale go zaczyna!) i trochę mu nie ufam (Śląscy Blogerzy Książkowi specjalizują się w czytaniu fantastyki?). No i ma nieco smutny wydźwięk,  bo skupia się głównie na tym, co złe i nastrajające pesymistycznie. A przecież blogosfera książkowa to pasja, zaangażowanie, wspaniałe znajomości, spotkania, wiele godzin spędzonych na rozmowach o książkach, ale nie tylko. Każda książka może być punktem wyjścia do dyskusji o życiu. I takie toczą się coraz częściej.

Ufff... I to by było na tyle. Pogadałam sobie, pomarudziłam. Ustawiam notkę na 9 rano i idę coś poczytać. Na tapecie mam Ości, co to dostaną Nike bądź nie.

Dziś musiałam sobie pogadać. W piątek będzie recka. Miodzio, mam nadzieję.

[źródło]

***

Skoro już jesteśmy przy blogach książkowych i lansowaniu się tychże, to śpieszę donieść, że wczoraj ruszyło głosowanie na eBukę czytelników.

Gdyby ktoś chciał oddać głos na mojego bloga, to nie będę go zniechęcać.

Wystarczy wysłać maila popierającego głos na: ebuka@duzeka.pl, w tytule wpisując "Myśli i słowa wiatrem niesione".

Z góry dziękuję i kłaniam się w pas.


104 komentarze:

  1. Ok, wszystko się zgadza, fajnie, że oddano głos blogerom, ale dlaczego tylko kilku. Liczebność wypowiadających się w w/w artykule osób można policzyć na palcach jednej ręki + 1-2 osoby. To chyba mało mów o samej blogosferze. Kilka spraw, które drażnią tego czy owego blogera mnie nie przeszkadzają, irytuje mnie za to co innego. Mogłabym kilka spraw jeszcze poruszyć, zwrócić uwagę na kilka rzeczy w artykule, które mnie po prostu śmieszą, z którymi się nie zgadzam, ale po co, w jakim celu? Żeby się doczepił do mnie jakiś hejter?!
    A, że moda, czy lifestyle (a tak na marginesie, cóż to dokładnie jest?, tzn. tłumaczenie rozumiem, ale sensu nie) są bardziej dochodowe to raczej nic odkrywczego.
    To tyle, bo jeszcze za dużo napiszę, a język mam niewyparzony.
    Poza tym muszę do pracy wracać:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypowiadali się ci, którzy byli "pod ręką", ale nie da się ukryć, że to są ważne głosy, bo należące do liczących się blogerów.

      Lifestyle? No wiesz... Co jadłaś, z kim imprezowałaś, co przeczytałaś, gdzie byłaś na weekend, a gdzie na wakacjach, jakiej muzyki słuchasz, jaki buty ostatnio kupiłaś i dlaczego wolisz szampon Garnier od Pantine. ;)

      A ja myślałam, że Ty taka spokojna jesteś. :D

      Usuń
  2. hi hi Karpowicz po ostatnich plotkach będzie miał z Nike pod górkę.
    A artykuł? fajnie, że jest, ale szkoda że tytuł dziwny i w treści też trochę tak po łebkach... To takie dziennikarstwo gdzie biedzisz się z mądrą wypowiedzią, a i tak wezmą jedno zdanie, jak najbardziej "sensacyjne" i pod ich tezy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podepnę się pod Twój komentarz, bo zgadzam się z tym co napisałeś :D Zastanawiam się czy będzie więcej artykułów o blogerach książkowych. Byłoby ciekawie :)

      Usuń
    2. *Przynadziei: Okazało się, że ta góra wcale nie była taka wysoka - przynajmniej w drodze do Nike czytelników. :D
      Klasyka. Na to już nic nie poradzisz.

      @Marta: Chciałabym, ale może coś mniej kontrowersyjnego. ;)

      Usuń
  3. Prawda jest taka, że blogerzy książkowi nigdy nie będą doceniani:) Czytanie jest niemodne, nudne i mało atrakcyjne a do tego drogie;) I dlatego to kocham:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby było modne i bardzo atrakcyjne to byś nie czytała?

      Usuń
    2. A nie jest modne? A ci ludzie z autobusach i metrze z czytnikami najnowszej generacji? Idealny gadżet, ma go co druga osoba, którą spotykam rano.

      Usuń
    3. @Gosia: obawiam się, że masz rację.

      @Agnieszka D.: może moda jest na gadżety, a nie na czytanie. :D

      Usuń
    4. Agnieszka D. Jeżdże inną komunikacją najwyraźniej. Wcale nie co druga osoba czyta.

      Usuń
  4. A propos komunikacji miejskiej, mnie zawsze zastanawia, ile z czytających to blogerzy książkowi. Powinniśmy mieć jakieś przypinki, albo tajny ruch brwią (dłonie, jak wiadomo, zajęte książkami), żeby się rozpoznawać ^^.

    OdpowiedzUsuń
  5. Głosuję na Twojego bloga z ogromną przyjemnością!

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mam tylko pytanie: od kiedy zwierz jest blogerką książkową?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiałam :D

      Usuń
    2. Nawet Zwierz się zastanawiała :).

      Usuń
    3. Wszyscy się zastanawiają:P

      Usuń
    4. No ale Zwierz to Zwierz, markę ma ;) Dziwię się, że jeszcze Kominka tu nie wrzucili jako "czołowego blogera książkowego"

      Usuń
    5. To dopiero zagwozdka. :D

      @Joly_fh - bo Kominek podpada już pod pisarza. :D

      Usuń
  7. Puściłam w świat na swoim fejsbuku, świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń
  8. Niezbyt mi się ten artykuł spodobał. Taki... powierzchowny jakiś.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się komentarz tutaj: http://widowniablog.pl/komu-brakuje-kompetencji/

    Tekst w wyborczej nie powala na kolana. Ślizga się po temacie blogów książkowych. Chętnie bym poznała jakieś statystyki, zbiorcze podsumowanie. Nie odpowiada to nijak na "kim są polscy blogerzy książkowi". Ani skąd biorą książki, ani jakie rzeczy najczęściej czytają, ani w jakich językach.

    Cóż, najwyraźniej niegodnam miana "blogera książkowego" bo żadne wydawnictwo dotąd nie dostarczało mi materiału do prowadzenia bloga (żebym o to w ogóle zabiegała.. ;)). Mnóstwo książek stoi u mnie na półkach i czeka aż je przeczytam, i o zgrozo może nawet zrecenzuję. Bloga piszę dla przyjemności, więc recenzje są różne, w zależności od książki. Nie wgryzam się w analizę książki i nie zjadam zębów na recenzji. Jak nie mam wiele czasu, napiszę coś krótkiego. Najcześciej są to impresje. Pociesza mnie jedynie to, że ci wielce mądrzy krytycy zapewne w życiu nie rzucą na mój anglojęzyczny blog okiem. I dzięki temu nadal będę mogła sobie pisać na tym moim paskudnym blogu tak jak chcę bez przejmowania się co inni sądzą na ten temat. Och chwila, i tak bym olała ich zdanie ;)

    Najważniejsze, że ludzie czytają książki i piszą o nich. A "kiepskich" blogów nie ma przymusu czytać, każdy może wybrać sobie co chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie że Wyborcza na siłę chce promować "książki jako medium elitarne". Bo jak inaczej rozumieć kolejny kiepski tekst, tym razem Nowaka na temat księgarni? http://wyborcza.pl/1,75475,16730632.html I aż wstyd przyznać, ze ja też wolę analogowe księgarnie, bo zaraz mnie ktoś wrzuci do jednego worka z tym zadzierającym nosa snobem. :/
      P.S. To wciąż ta sama Kama. :P

      Usuń
    2. A w moim odczuciu on nie miał dotknąć sedna i całkowicie się w temat blogów książkowych zagłębić. On po prostu prześlizgnął się po powierzchni na zasadzie: "no okej, są blogerzy książkowi, wygląda to tak i tak i tak, koniec".

      Usuń
    3. Jeżeli w tytule stawia się jakieś pytanie, to logiczne jest, że czytelnik oczekuje odpowiedzi. Kim są polscy blogerzy? Np. 90% piszących blogi to kobiety, 50% z nich ma mniej niż 18 lat, etc. (tworzę sobie statystyki na poczekaniu).

      Usuń
    4. Faktycznie - dobry artykuł. Mnie też drażni ocenianie całej blogosfery przez pryzmat iluś tam blogów. Z drugiej strony, jak ktoś ma dużego pecha i szukając czegoś w sieci, trafi kolejno na dziesięć bardzo słabych blogów, to trudno mu się dziwić, że więcej na blogi nie zajrzy. Z trzeciej :P strony, szukać trzeba umieć. Można czytać o ludziach mediów porządne biografie (zakładam optymistycznie, że takie bywają), a można zadowolić się Pudelkiem, lub też czytając Pudelka narzekać, że wszystkie teksty o gwiazdach są takie płytkie.

      Kama, lit. indonezyjskiej z wydawnictw raczej nie dostaniesz, więc wiesz... :P

      Usuń
    5. Ja jeszcze nie trafiłam kolejno na 10 słabych blogów. Kwestia wyszukiwania. :P No nie dostanę, acz w jednej z wolskich bibliotek wypatrzyłam "Gadis pantai" czyli "Dziewczynę z wybrzeża". Ale mamy wydawnictwo specjalizujące się w literaturze koreańskiej. Są też wydawnictwa z literaturą japońską, etc.

      Usuń
    6. Czekaj, czekaj i Ciebie to dopadnie. :P

      Szczerze mówiąc, nawet nie znam takich wydawnictw. Widać to nie są te, które współpracują z blogerami. :P A swoją drogą, ciekawa jestem ile jest takich małych, ukierunkowanych wydawnictw, o których istnienia, o ignorancjo!, nie mam pojęcia.

      Usuń
    7. Może. Kiedyś. :P

      Nikt nie jest w stanie znać wszystkich wydawnictw. Cytując Instytut Książki: W Polsce zarejestrowanych jest ponad 31 000 wydawnictw,

      Usuń
    8. trzydzieści jeden tysięcy... szaleństwo w kraju gdzie 60% nie czyta książek, a średnie roczne wydatki na książki to niecałe 20 zł.

      Usuń
    9. Ciekawe czy te wydawnictwa powstają i znikają, powstają i jakiś pasjonat do nich dokłada, czy też są się w stanie utrzymywać dłuższy czas.

      Usuń
  10. Artykuł, jak artykuł. Bywały lepsze. Ale dobrze, że chociaż zwracają uwagę na ten kawałek Internetu. Ostatnio nawet w serialu jeden drugiego zachęca co stworzenia bloga (kulinarnego), a jakiś czas temu w telewizji śniadaniowej dyskutowali na temat zarabiania na blogu (gdzie gościem oczywiście była blogerka modowa). Ale jedno prowadzi do drugiego. Chcąc rozpromować czytelnictwo, w końcu i blogi książkowe staną się modne.

    W ogóle wchodzę sobie na bloga, żeby sprawdzi nowe wytyczne wyzwaniowe, a tu szok... Jak ten czas szybko mija!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O blogach modowych czy kulinarnych się mówi. O książkowych nie. :(

      Gdyby nie rozpiska z boku bloga, to sama bym nie zauważyła, że wyzwanie się kończy. :D

      Usuń
  11. Gosiarelli się wczoraj też podniosło ciśnienie i spłodziła tekst, ale opublikuje pewnie dopiero koło 15, ale ja go już czytałam i postanowiłam przygotować sobie komentarz. Wyszło mi 1,5 strony A4, także tego, u mnie też będzie post o tym artykule, bo jeżeli artykuły o blogosferze książkowej mają tak wyglądać, to ja dziękuję za taka reklamę. W tym przypadku raczej nie działa powiedzenie 'nieważne co mówią, ważne by mówili'. Świetnie to podsumowałaś, dziękuję Ci za to i zajrzyj potem do Gośki i do mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaszalałyście obydwie. :D
      No dobra, Gosiarella bardziej. :P

      Usuń
  12. Jestem nie w temacie, ale w jakim kontekście wyszło to tytułowe zdanie? ;)

    Jak zwykle świetna i skłaniająca do refleksji notka. Rzeczywiście blogerzy książkowi są traktowani jako trochę gorsza kategoria, bo "wyłudzają" książki i piszą nieszczere recenzje. Szkoda, że tak krążą tak krzywdzące opinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj artykuł. Link jest w tekście. Będziesz wiedziała wszystko. :)

      Dla wielu krzywdząca, ale niestety trochę prawdy w niej jest.

      Usuń
    2. Wreszcie przeczytałam. I dochodzę do wniosku, że wybrałam nieopłacalny zawód. I 6 lat studiów poszło do kosza ;)

      Usuń
    3. W przyszłym życiu wybierzesz lepiej. ;)

      Usuń
  13. Ja odniosę się do jednego fragmentu - cieszę się, że nie tylko ja zauważyłem, że w komunikacji miejskiej i innych publicznych miejscach, można spotkać ludzi z książką. I to wielu. I zawsze, gdy widzę ludzi czytających w takim miejscach, przypominają mi się statystyki, które wtedy nie mają racji bytu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak się zastanowisz, 60% pasażerów na pewno nic nie czyta. Na autobus zazwyczaj jest kilka osób. ;)

      Usuń
    2. @Czytelnik - taki widok niezmiennie cieszy. :)

      @Kama - więcej optymizmu! Reszta pewnie przysypia, żeby mieć trzeźwy umysl i poczytać w domu. :D

      Usuń
  14. Oho, no proszę artykuł w gazecie o blogosferze książkowej. Zawsze to jakiś początek, może zrobią kiedyś inny artykuł, gdzie wypowie się więcej osób i będzie "szersza" perspektywa, a nie tylko stereotypu. Na pewno krzywdzące są wypowiedzi wydawców, aż jestem szczęśliwa, że z żadnym nie współpracuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie współprace są złe. Ja raczej narzekam, a jak było coś nie tak, to po prostu współpraca się urwała.

      Usuń
  15. Ze wszystkim się z Tobą zgadzam, az nie wiem do czego się odnieść. Dlaczego panuje przekonanie, że bez egz. recenzenckich nie istniejemy? Są biblioteki! Ale to prawda, jesteśmy na marginesie i to się raczej nie zmieni, cóż, polski rynek wydawniczy to jednak klapa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie najpierw rzuca się w oczy fakt, że piszemy o egzemplarzu recenzenckim, a później dopiero to jak piszemy. :D

      Usuń
  16. Najważniejsze, by robić to, co się lubi. Jeśli komuś to nie odpowiada, nie będzie zaglądał na bloga o książkach... Dla mnie lektury są ważne, więc będę czytała nie tylko powieści, ale też recenzje. Internet dał nam wiele możliwości, ale zauważyłam, że blogosfera książkowa nie ogranicza się tylko i wyłącznie do świata wirtualnego. A ja sama lubię pogadać na żywo z ludźmi, którzy mają podobne pasje. Dzięki blogom mam okazję, by ich poznawać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, tak i jeszcze raz tak. :) W pełni się z Tobą zgadzam.

      Usuń
  17. Mi artykuł (wyborcza) wcale, ale to zupełnie się nie podoba.Nie wiem z czego taka radość, że w ogóle napisali o blogaskach książkowych? Czy, że nazwali blogerów frajerami? Polecam:

    http://wstuprocentach.blogspot.com/2014/10/pisze-o-ksiazkach-jestem-frajerem.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, że wcześniej nie napisali wcale. ;) Ale większości chyba się jednak tekst nie spodobał.

      Usuń
  18. Moje zdanie znasz: piana z gęby mi leciała, gdy pisałam swój tekst. Poleciałam na totalnym wnerwie i mam problem chyba ze wszystkim co napisano w tym artykuliku (fuj).
    Chciałam się tylko odnieść do "nikt nigdy nam za pisanie nie zapłaci" - jak pisałaś, te informacje sprzed roku są już mocno nie aktualne i naprawdę się pozmieniało ;) Wierz mi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam, oj, znam. :D

      Pozostaje mi wierzyć. Ja nadal jestem frajerką. ;)

      Usuń
  19. Ten artykuł według mojego nic nie znaczącego zdania jest jest okropny, po przemyśleniu, o tak blogerzy nawet myślą, zdarza się;D stwierdziłam,że gdyby nie wydawcy nie miałabym racji bytu, to nic,że przez 9 miesięcy (dziwnie się złożyło z tym czasem) nie miałam pojęcia,że można otrzymywać książki w zamian za recenzje, no jak tu siedzę i piszę, nie wiedziałam, pisałam bo chciałam, bo fajnie mi się komentowało innych posty, bo poznałam moli takich jak se jestem ja, a tutaj proszę, gdyby nie materiał to bym nie miała o czym pisać, oj biedna Irenka chyba już nie odzyska książków, które mi posłała :D w końcu nie pożyczamy i NIE kupujemy, empiku oddawaj mi moją kasę! :D ,że o allegro nie wspomnę... A tak na poważnie, nie wiem do czego miał być ten artykuł, beznadziejny, i ogólnie głupi. Sama nie poczuwam się, aby pisała Bóg wie jakie teksty, ale czy mam książki swoje, czy do promocji nie robi mi różnicy. Nikogo nie zmuszam do czytania moich wypocin, jeżeli coś jest nie tak, proszę bardzo, można zwrócić o coś uwagę ale żebyśmy byli jacyś gorsi? łeee nie ładnie. Z tej okazji jadę na wakacje i nie będę pisała przez dwa tygodnie,. o! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, 9 miesięcy trzymałaś bloga w ukryciu przy sercu, a dopiero później pozwoliłaś, by zaopiekował się nim świat. :P

      Dwa tygodnie bez bloga? Fajnie, zostanie dla nas więcej książek do wyżebrania. :D

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. Ja też nie czytam (ale tak po prostu, nie z zasady), ale ten artykuł musiałam. ;)

      Usuń
    2. Szkoda Aniu Was, które tyle wysiłku i inwencji wkładacie w prowadzenie swoich blogów dla takich pismaków. Piszecie lepiej niż niejeden i niejedna z nich.

      Usuń
    3. Dziękuję. Milo czytać takie słowa. :)

      Usuń
  21. Oj, zbiera ten artykuł cięgi na blogach, po początkowym wybuchu radości. ŚBK i fantastyka? To tylko jeden przykład. Choć z drugiej strony - może w końcu coś się ruszy i powstanie o blogerach książkowych rzetelny artykuł.
    P.S. Powodzenia w konkursie, w tym roku też się zgłosiłam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocje opadły i zaczęła się analiza. ;)

      Wzajemnie!

      Usuń
  22. Nie czytałam tego artykułu, ale zauważyłam w ciągu tych kilku dni, że stał się tematem przewodnim na blogach. Pewnie jak na pierwszy raz o nas, blogerach książkowych nie wszystko zostało właściwie powiedziane, ale w końcu coś ruszyło :) Cieszę się, że od czasu do czasu jesteśmy zauważani. Może to sprawi, że w końcu oklei się od nas łatka słodzących blogerów w zamian za darmowe egzemplarze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie, bo w artykule jest jasno napisane, że bez darmowych egzemplarzy nie istniejemy (ciekawe, hmm, jak ja sobie radziłam tyle czasu...)

      Usuń
    2. @Meme - ten artykuł nie mógł pozostać w blogosferze bez echa, ale niestety joly_fh ma rację.

      Usuń
  23. Przyznam, że wczoraj po przeczytaniu artykułu trochę mnie ruszyło. Czy jeśli już o nas piszą, nie może to być na poziomie? Przecież można się było bardziej wgryźć w temat, poczytać, popytać, dowiedzieć!? Nie ma w nim nic nowego, odkrywczego. Tytuł mnie zagrzał, bo jednak ma raczej negatywny wydźwięk. A już wypowiedź o rzekomym dostarczaniu nam materiałów do tworzenia bloga... ehhh szkoda słów. Widzę, że niektóre wydawnictwa czują się jedynymi "dostarczycielami" książek w tym kraju. No i ŚBK i fantastyka - to już odebrałam osobiście i bardzo negatywnie. Wyborcza i taka niekompetencja? Nijak nie podoba mi się ten artykuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też tytuł wkurzył. Od razu przykleja nam paskudną łatkę.

      Swoją drogą, ciekawe skąd im się ta fantastyka wzięła.

      Usuń
  24. Oddałam na Ciebie swój głos, bo masz mega wartościowego i ciekawego bloga :) Lubię tu zaglądać i szukać nowych inspiracji.

    Co do artykułu, to brak słów. Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem blogosfera książkowa zyska w oczach publiczności, w końcu nie można wszystkich sprowadzać do poziomu osób, które prowadzą blogaski, by wyłudzać książki od wydawnictw. Choć niestety chyba to właśnie one, robią czarny PR takim fajnym blogerom jak Ty czy Karolina z "zwiedzam wszechświat".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję! :)

      Wierzę, może naiwnie, że te lepsze blogi poradzą sobie pomimo tego, że mamy taką a nie inną opinię. Choć wrzucanie wszystkich do jednego wora jest przykre.

      Usuń
  25. Lubię te Twoje marudzenia :) Na moje możesz marudzić częściej, bo świetnie się to czyta :) Oczywiście zgadzam się z tym, co napisałaś :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Postaram się pomarudzić od czasu do czasu. :D

      Usuń
  26. Blogi o książkach nigdy nie powstaną bez pasji. I nawet jeżeli są wśród nich blogi, które "zabierają miejsce" w blogosferze, to i tak są ważne dla autora, bo pewnie robi to jak umie, ale na pewno z pasją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że niektóre powstają dla książek. Na szczęście zwykle szybko znikają.

      Usuń
  27. Też bardzo się zdziwiłam, że Śląscy Blogerzy Książkowi specjalizują się w czytaniu fantastyki... :) Ale to raczej niejedyna bzdura, która znalazła się w tym artykule.
    Ja tam lubię nasz świat blogowy. Zaglądam na te lepsze blogi, jak Twój, ale też na te gorsze. Każdy pisze jak umie i chociaż fajnie jest dostać książkę od wydawnictwa, autora czy jakiegoś portalu, to jednak raczej miły dodatek do tego naszego blogowania, miły prezent, niż cały jego sens. Dostaję książki, może nie tyle co blogerzy starsi stażem, z lepszym warsztatem, ale i tak kupuję książki, bo jakoś nie potrafię przestać, dostaję je też w prezencie, więc i bez egzemplarzy recenzenckich dałybyśmy radę. Szkoda, że nasza praca nie jest przez wielu doceniana. Być może istnieją też tacy blogerzy, którzy nabiorą egzemplarzy recenzenckich i znikają z blogosfery. Dlatego wydawcy też mają prawo czasami czuć się rozgoryczeni, bo w końcu mają sprzedawać swoje książki, a nie je rozdawać na prawo i lewo. Jednak chyba w każdej grupie znajdą się tacy cwaniacy, więc nic dziwnego, że i tutaj można takich znaleźć.
    Ja podziwiam każdego blogera (oczywiście poza wyżej wymienionymi delikwentami, którzy robią nam złą reklamę), bo robi coś konstruktywnego, zamiast siedzieć na kanapie i oglądać całymi dniami telewizję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest dokładnie tak samo - część książek dostaję od wydawnictw, ale i tak sporo kupuję. O tym co mam, mogłabym spokojnie pisać przez kilka lat. :)

      Co do znikających blogerów, to mam wrażenie, że raczej nie dotyczy to ludzi, którzy mają np. dwuletni staż. Może po prostu warto zaufać przede wszystkim tym, którzy istnieją w sieci nieco dłużej niż dwa czy trzy miesiące.

      Usuń
  28. osobiście uważam, że my o wiele bardziej musimy się napracować niż niektórzy blogerzy modowi, bo kurcze jak przeglądasz tego typu blogi to często trafiasz na same zdjęcia i krótki opis stroju, a my musimy przeczytać książkę, napisać tekst, dopracować go i w ogóle... można zarabiać na blogu książkowym choć są to grosze - tylko wielu z nas na tym nie zależy, żyjemy, kupujemy, wypożyczamy i piszemy...ja w ogóle zaczęłam pierwszą współpracę po 9 miesiącach , a o współpracach dowiedziałam się po 6-ciu , teraz mam ich całkiem sporo, jednak bardzo wybieram książki...za to najbardziej boli mnie, iż żeby osiągnąć sukces jakimś tekstem często , nawet za często trzeba być chamskim i ostrym, a ja tego nie umiem;) Poza tym jestem zadowolona z obecnej sytuacji...współpracy nie będzie? trudno...mam jeszcze około 700 książek, których nie przeczytałam....tekst bardzo mi się podoba, artykuł nie...a co do wydawców sama nie wiem, to wygląda mi na staranie się by tania siła robocza pozostała....bo kto inny niż pasjonat poświęci tyle czasu na czytanie i pisanie o danej pozycji? pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszystko zależy od bloga i blogera. Recenzje książek też bywają bardzo króciutkie i pisane na kolanach. Wbrew pozorom zrobienie ciekawej sesji, wybór i obróbka zdjęć, to też kawał roboty. Myślę, że jak ktoś poważnie podchodzi do tematu, to i blog książkowi, i modowy, i kulinarny itp. mogą być prowadzone na szybko i byle jak, albo starannie i wtedy faktycznie - pracy jest sporo.

      Też na początku nie myślałam o współpracy. Wysłałam jednego maila, trzepnęłam się w łeb i później już nie pisałam. Propozycje zaczęły się same pojawiać, a ja tak naprawdę w wakacje dopiero wysłałam dwie prośby o książki, bo szalenie mi na nich zależało w krótkim czasie. Gdybym ich nie dostała, pewnie za jakiś czas bym je kupiła.

      Usuń
    2. pewnie masz rację...może po prostu nie widziałam dobrych blogów modowych bo to nie moje kółko zainteresowań... w każdym razie nie chcę nikogo urażać, ale z mojej perspektywy tak to wygląda. Podejrzewam, że prawdziwe blogi modowe to więcej pracy, ale i spora kasa, i wtedy to już praca a nie zabawa czy pisanie o zainteresowaniach;) buziaki

      Usuń
    3. Coś w tym jest, a wtedy chce się przykładać jeszcze bardziej i poświącać pasji więcej czasu.

      Usuń
  29. Twój tekst jak zwykle genialny, a artykuł..brak słów, wszyscy powyżej już napisali to co chciałam dodać, więc nie będę się powtarzać. Czekam na dzisiejszą reckę, tymczasem zaraz wyślę emaila z głosem:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Dosadnie skomentowała to blogerka Agnieszka czyta...
    tu link:
    http://agnieszkaczyta.blogspot.com/2014/10/uprasza-sie-uprzejmie.html

    OdpowiedzUsuń
  31. Również się na blogu odniosłam do tekstu, bo nie mogę czytać jednego i tego samego - jakby książki się nie liczyły, a jedynie współpraca i ich darmowe pozyskanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nikt nie widzi, ile czytamy własnych, bibliotecznych czy pożyczonych od znajomych książek.

      Usuń
  32. Oj ciężki temat tej naszej blogosfery. Najważniejsze jednak jest to, że istnieją tutaj ludzie, którzy naprawdę kochają książki i to mnie podnosi na duchu :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie zostawiam komentarza. Załapałam mega doła.

    OdpowiedzUsuń
  34. Rzeczywiście jesteśmy swego rodzaju niszą - i jest to paradoks, bo to nisza tylko na płaszczyźnie tematycznej, w końcu z liczebnością jest u nas doskonale! ;) Z jednej strony zgadzam się z Twoim spojrzeniem na sprawę, a już na pewno z tym, że wspomniany w artykule Wyborczej "światek" to tylko wycinek blogosfery książkowej. Ale szczerze mówiąc po przeczytaniu rzeczonego artykułu moją pierwszą myślą było: "cholera, jest tak". Jest mnóstwo osób (i mam tu na myśli nawet te, które piszą dużo i prężnie rozwijają ten nasz kawałek sieci!), które spacerują po kolejnych zaprzyjaźnionych blogach i pozostawiają komentarze w stylu "o, mam tę książkę" lub "super, przeczytam"/"daruję sobie". Nie wydaje mi się, żeby to coś wnosiło do tematu i nie wydaje mi się, żeby było ukłonem w stronę blogera, który pracował nad tekstem. I z tego punktu widzenia jest u nas sporo tego niedobrego czegoś, z czego wyrastają "miodzio recki" i, tym samym, "miodzio komentarze". Smutne to trochę, ale też się cieszę, że mogłam wylać swoje żale! ;-)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, na liczebność nie mamy co narzekać.

      Przyznaję, że samej zdarza mi się zostawiać niezbyt lotne komentarze. Zawsze pod przeczytanym tekstem, ale bywa, że dość krótkie (choć nie tak ekstremalnie, jak te przytoczone przez Ciebie :D ). Dlaczego? Bo skoro przeczytałam tekst, to chcę, żeby autor miał świadomość tego, że byłam, czytałam i że nie pisze w próżnię.

      Zaglądaj częściej. U mnie można bezkarnie wylewać żale. :D

      Usuń
    2. ja na początku pisałam długie komentarze, ale teraz przyznaję, iż nie zawsze zostawiam wylewne komentarze, bo po prostu nie wiem co napisać...nawet jak mi się tekst podoba...

      Usuń
    3. Mam podobnie. I wtedy zostawiam choć kilka słów, na znak, że byłam i czytałam. :)

      Usuń
  35. Prowadzę bloga, bo kocham książki, nie po to, żeby na nim zarabiać. To nie praca na pełen etat. Moim zdaniem korzyść jest obustronna i dla wydawnictw i dla nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, własnie - to jest ważne. To korzyść obustronna! Szkoda, że tego nikt nie widzi.

      Usuń
  36. Też czytałam ten artykuł. Dla mnie jest śmieszna współpraca typu wydawca przyśle plik pdf, a ty go zrecenzuj (niech recenzent chociaż książkę z tego wyniesie).
    Ciekawe czy "Ości" wygrają...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to jest gotowy e-book, to nie widzę problemu. W końcu to też pełnowartościowa książka. Natomiast nie wyobrażam sobie robić za korektora czy redaktora - bo nie od tego jestem i zwyczajnie się też na tym nie znam.
      Zdarza mi się też czasem czytanie egzemplarzy przed korektą, ale zgadzam się na to świadomie, gdy np. bardzo mi zależy na przeczytaniu jakiejś książki na już. ;)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...