czwartek, 16 października 2014

Ałbena Grabowska "Lot nisko nad ziemią"
Co ze mnie za kobieta?

Ałbena Grabowska
Lot nisko nad ziemią
Wyd. Zwierciadło
2014
336 stron
Literaturę można klasyfikować według kryteriów rozmaitych. Dzielić na pełną głębokich myśli i płytką niczym kałuża przypadkiem wylanej herbaty. Klasykę i współczesną. Wojenną i miłosną. Wydaną pięknie i niechlujnie. W oprawach błękitnych, okładkach czerwonych, obwolutach wielobarwnych. Pisanych frazą przyciężką lub z motylą lekkością. Taką, którą można czytać w drodze do pracy i tę, która nie nadaje się do zgłębiania w komunikacji miejskiej. Ani podmiejskiej. Dalekobieżnej też.

Chyba, że sięgnąć po nią w czasie dalekomorskiego rejsu, kiedy intymność luksusowej, jednoosobowej kajuty pozwala zatracić się w lekturze bez reszty i chlipać w poduszkę bez konieczności tłumaczenia się, że to nie nas spotkał dramat, a Weronikę Przybyszewską. Że to jej mąż zginął tak bez sensu, że to jej dziecko nigdy nie zostało poczęte. I że to ona, ślizgając się nisko nad ziemią, starała się nie wyjść ponad zakodowaną jej przez ojca przeciętność.

Odkąd pamiętam, ojciec powtarzał mi, żebym się niczym nie wyróżniała. Najlepsi ludzie, wygłaszał tyrady do znudzenia, to tacy, których nie zauważamy. Rodzą się, żyją, umierają, a my o tym nawet nie wiemy[1].



Bezbarwna i podporządkowana w dzieciństwie ojcowskim zamysłom, wyrastała na wtapiającą się w tło nastolatkę. Przeciętną, do bólu, szarą w najbardziej myszowaty sposób. Co prawda wiedziała czego chce (pracować w przedszkolu) i czego nie chce (pracować na kolei), ale nie bardzo miała pomysł na to, jak ową wiedzę przekazać ojcu.

Nie byłam ani trochę samodzielna. Nie stać mnie było na to, żeby trzasnąć drzwiami i odejść do własnego życia. Kontynuowałam więc swój domowy lot nisko nad ziemią i niewykryta przez radary ojca leciałam ku własnej przyszłości, wyobrażając sobie, że będzie świetlana[2].

Nie będzie.

Młodzieńcza miłość okazała się za słaba, by przyszła przedszkolanka i oceanograf in spe mogli wspólnie planować przyszłość. Nie przeszkodziło to Weronice w realizacji własnych planów. Ojciec jakoś przebolał zaskakujący opór córki przed włożeniem kolejarskiej czapki. Jej marzenie się urzeczywistniło i w otoczeniu gromadki uwielbiających ją dzieciaków spełniała się jako ich opiekunka. Później pojawił się Sławek. Ot, zwykły facet, ale od razu wpadł Werze w oko. Jej rodzicom nieco mniej, zwłaszcza, gdy okazało się, że nieco nad ową przeciętność wyrasta i wcale nie zamierza być potulnym zięciem. Ale to przecież mało ważne, bo przecież Weronika jest szczęśliwa. Wymarzona praca, wymarzony dom, jeszcze tylko wymarzone potomstwo i będzie prawie jak w bajce.

No właśnie, dzieci.

Te jakoś nie chcą się na świecie pojawić. Mimo wielu prób, leczenia, nieustającej nadziei. mieszkania nie wypełnia dziecięce gaworzenie, ścian nie brudzą maleńkie rączki, małe stópki nie przemierzają pokoi i korytarza.

Co ze mnie za kobieta, skoro nie umiem począć dziecka, po co mi piersi, skoro nie wypełnią się mlekiem, po co brzuch, skoro zawsze będzie pusty?[3]

Później, jakby smutku było mało, Weronika zostaje sama w czterech ścianach. Jeżeli można mówić o śmierci głupiej, bezsensownej, niezawinionej i nie w porę, to tak właśnie umiera Sławek.

Najbardziej bolą tematy bliskie. Najmocniej poruszają dramaty zwyczajne. Takie, od których trzęsie się ziemia twoja i twoich bliskich, ale świat się nie zatrzymuje, słońce nie gaśnie, a ziemia nie przestaje wydawać plonów, choć każdy radośnie kwitnący kwiat wydaje się być nie na miejscu. Taki dramat przeżywa Weronika, otępiała, obojętna, izolująca się od innych. Nawet do przedszkolaków straciła serce. Właściwie tylko jedno trzyma ją w pozornym pionie: lokatorzy, zmieniający się jak w kalejdoskopie, którzy zasiedlają wynajmowane przez nią mieszkanie. Znajomości, zawierane w ten sposób, nadają jej życiu nowy sens.

Ałbena Grabowska
Kraków, 2013

Lot nisko nad ziemią Ałbeny Grabowskiej to historia "przed" i "po", "zanim" i "następnie". Dotyczy to nie tylko życia bohaterki, ale i samej książki. Jej pierwsza część, ta przed wypadkiem i chwilę po nim, gdy los Sławka nie jest jeszcze przesądzony i nieco później, gdy świat się wali, a Wera rozsypuje na miliony krwawiących kawałków, pełna jest przytłaczających emocji. Szczęścia nie ma lub jest jest to pozorne, to znów wybrakowane. Żal Weroniki jest mocno wyczuwalny, rozpacz udziela się bardzo silnie. To jest właśnie ten fragment historii, który kompletnie nie nadaje się do czytania wśród ludzi. Przetrawić go należy w samotności, pozwolić sobie na chwile zadumy, może nawet kilka łez. Trywialna myśl o niesprawiedliwości, o nierównym rozdziale nieszczęść nie chce wówczas odejść. Smutno się robi, tak po prostu.

W dalszej części powieści, z jednej strony trudno Weronice nie współczuć, z drugiej - bohaterka staje się nieco irytująca. No dobra, bardziej niż nieco. Nie mnie oceniać to, jak ludzie radzą sobie z traumą, nie mnie opiniować ich zachowania, ale wielokrotnie miałam ochotę nią potrząsnąć. Pewnych rzeczy się po prostu nie robi, niektórych działań nie da się tak po prostu usprawiedliwić. Ponadto ta część historii "po" wydawała mi się nico zbyt długa. Kolejne znajomości opierają się na podobnym schemacie i tych samych potrzebach. W przeciwieństwie do innej książki autorki - Coraz mniej olśnień, w przypadku Lotu nisko nad ziemią, łatwo przewidzieć finał. Na szczęście to nie kryminał, więc nie psuje to odbioru powieści.

Książka Ałbeny Grabowskiej to opowieść o dramacie, który zmienia wszystko, o tragedii, która nie pozwala normalnie funkcjonować. Tu pustka po nienarodzonym dziecku i straconym mężu, ulatniający się zapach z męskich koszul, łóżko małżeńskie w którym nie da się spać, życie nagle pozbawione sensu. Bohaterka powieści, wtłoczona w przeciętność, nienauczona zaradności, niewyposażona przez rodziców w umiejętność przetrwania w trudnych warunkach, nie potrafi stanąć na nogi.

Zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja - Weronika nie potrafi dotrzeć do ostatniego etapu radzenia sobie z ciężarem, który spadł na jej barki. Znajduje jednak powód, by żyć, sposób na wypełnienie pustych dni, grafików, odsunięcie przykrych myśli.

Lot nisko nad ziemią zaczyna się mocno, ściskając za serce i powodując jego ból. Nieco dalej, bywa irytująco za sprawą poczynań bohaterki i nieco monotonnie, ze względu na podobny schemat przebiegu kolejnych znajomości Wery. Nie udało się ustrzec od pewnych błędów: wyjeżdżania schodami w szpitalu (w ruchome trudno mi wierzyć) czy Zuzi, która sto stron dalej staje się Moniką. Nie zmienia to jednak faktu, że co się wzruszyłam to moje, co sobie przemyślałam też. Książki tej autorki po prostu dobrze się czyta. Ta napisana jest lekko, choć tematyka tej lekkości nie zawiera.

Ałbena Grabowska dotyka tematów trudnych i bolesnych. W jej powieści Lot nisko nad ziemią próżno szukać optymizmu. To opowieść o samotności, stracie, braku wsparcia i nieumiejętności stawianiu czoła problemom. Wydawałoby się, że lecąc tuż nad ziemią, trudno upaść boleśnie. Mam jednak wrażenie, że to taki lot, podczas którego zawadza się o tak wiele przeszkód, że traci się przy tym ochronny pancerz. I trudno nagle wznieść się wyżej, by spojrzeć na wszystko z nowej, szerszej perspektywy.





Rafał Blechacz - Chopin Sonata N°3 - Mov 4°, Presto, non tanto.


***

Książkę polecam
wrażliwcom, ale nie nadwrażliwcom
poszukującym wzruszeń
ciekawym jak bohaterka poradziła sobie ze stratą

***

[1] Ałbena Grabowska, Lot nisko nad ziemią, Wyd. Zwierciadło, 2014, s. 5.
[2] Tamże, s. 13.
[3] Tamże, s. 57-58.

***


Jeżeli macie ochotę na lekturę Lotu nisko nad ziemię, zachęcam do zapisania się na listę TUTAJ i przeczytania jej w ramach Obiegu Zamkniętego.

38 komentarzy:

  1. A. Ja nie przewidziałam finału, dla mnie był to wspaniały suspens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się udało go przeczuć. Może dlatego, że po "Coraz mniej olśnień" spodziewałam się, że autorka wywinie jakiś numer. ;)

      Usuń
  2. Ałbena potrafi pisać, potrafi wzruszać. Bardzo lubię jej styl. Lot...czeka na mnie na półce - na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapisuję tytuł. Sięgnę po nią jednak nieco później. Obecnie to zbyt wielki jak dla mnie ładunek tragizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że o niej nie zapomnisz. :)

      Usuń
  4. Nie czytałam jeszcze... niestety. Ale obiecuję, że nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wciąż nie znam prozy autorki, choć już od jakiegoś czasu mam na nią ochotę. Lubię gdy książki poruszają niełatwe tematy, a wręcz uwielbiam, gdy autor potrafi dobrze owe tematy ująć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, myślę, że ta książka Ci się spodoba.

      Usuń
  6. Odebrałam tę książkę w ten sposób, że głównym motywem jest ukazanie - co dzieje się z ludzką psychiką, jakie mechanizmy obronne się włączają, jeśli człowiek nie radzi sobie z rzeczywistością... Weronika potrzebowała otoczenia ludzi, którzy radzą sobie gorzej od niej, ona zajęła się bardziej "ich" problemami, niż swoimi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odniosłam wrażenie, że nie tylko takich, którzy radzą sobie gorzej, ale i nie mają wsparcia bliskich, np. rodziców. Wtedy bohaterka może wskoczyć w rolę troskliwej mamy.

      Usuń
  7. Nie znam jeszcze tej Autorki, ale ja się już tyle dobrego naczytałam na jej temat, że teraz chyba muszę już w końcu coś przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie raz i nie dwa czytałam, że to mocna lektura :) Pomimo drobnych niedociągnięć chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna recenzja! Jakbym miała taka mozliwość to już bym biegła do księgarni i kupiła :Lot nisko nad ziemią" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Już czytając popadłam w przygnębienie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, uszy do góry! Mamy piękną jesień za oknem. ;)

      Usuń
  11. Jakże ja lubię czytać te Twoje recenzje :), hoc tym razem z paroma tezami się nie zgadzam. To że nie przewidziałam zakończenia, to może wynika z mojej tępoty, ale wg mnie było zaskakujące. Druga rzecz, to błędy, na które zwróciłaś uwagę. Odebrałam to inaczej - wg mnie Ałbena w ten sposób sygnalizowała stan umysłu Weroniki, dawała nam sygnały, że niedobrze się u niej w głowie dzieje - choć mogę się mylić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. ;)

      Pfff... Jeżeli to by był objaw tępoty, to na moją zabrakłoby skali, zważywszy na to, jak rzadko udaje mi się przewidzieć rozwiązania kryminalnych zagadek. :D

      Ciekawa interpretacja. Nie pomyślałam o takiej. :) W sumie Zuzio-Monika by mogła pasować. Ale schody były jeszcze przed śmiercią męża, o ile pamiętam. Chyba, że już wtedy mocniej przeżywała to wszystko, niż mi się wydawało.

      Usuń
  12. Przeczytałam i podobała mi się. Ta wnikliwość i w ogóle. Owszem, Weronika później staje się irytująca, ale to też ma swój powód. Choć książka jest naprawdę dobra to jednak bardziej podoba mi się "Stulecie Winnych", które czytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma. Dlatego napisałam, że być może nie mnie to oceniać, bo przecież (na szczęście!) nie wiem jak to jest, a poza tym, każdy inaczej reaguje na tragedię.

      Usuń
  13. Słyszałam o tej autorce, ale póki co jeszcze nic nie przeczytałam z jej tówrczości.

    OdpowiedzUsuń
  14. Parę razy zetknęłam się już z tą książką i chciałabym ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja czasami czytam książki, które wywołują u mnie łzy, jednak już dość ich popłynęło z moich oczu w ostatnim czasie. Na tę chwilę spasuję, ale tytuł sobie zapiszę w kalendarzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu... To faktycznie - lepiej na razie nie czytaj. Równowaga, dobra rzecz. Na smutki codzienności najlepsze są radosne książki.

      Dużo uśmiechu życzę! I mam nadzieję, że co złe, to już za Tobą. :)

      Usuń
  16. Zapisałam się na tę lekturę jakiś czas temu. Jestem ciekawa, czy mi się spodoba. W sumie nie ma w niej słowa na w... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w... myśli, w... uczuć i ogólnie wewnętrzna w... :P

      Usuń
  17. Awiola przekonała mnie do lektury tej książki. Od przeczytania jej recenzji, nie mogę zapomnieć o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdobądź ją koniecznie. Albo zapisz się do obiegu. :)

      Usuń
  18. Nie spotkałam się jeszcze z dorobkiem literackim tej autorki. Nie wątpię, że książka jest dobra, ale mnie do lektury nie zachęca. Być może w przyszłości, ale nie w tym momencie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno na wszystko jest odpowiedni czas, więc może i na tę książkę przyjdzie. :)

      Usuń
  19. Chociażby ze względu na tę część przed - chętnie bym przeczytała. Masz rację, że takie dramaty, z które są w jakiś sposób bliskie działają na nas najbardziej. I wtedy nie liczy się, że to tylko książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej, że nietrudno sobie wyobrazić siebie samą w podobnej sytuacji. (Tfu! głupi pomysł!)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...