piątek, 30 marca 2018

Maurice Herzog "Annapurna"
[RECENZJA]

literatura górska



Przekraczając nasze ograniczenia, sięgając poza granice ludzkiego świata, poznaliśmy coś z jego prawdziwego piękna. W najgorszych chwilach udręki wydawało mi się, że odkryłem głębokie znaczenie istnienia, którego dotychczas nie byłem świadomy. Zrozumiałem, że lepiej być lojalnym niż silnym. Na ciele noszę znamiona naszej gehenny. Zostałem uratowany i zdobyłem wolność. Ta wolność, której nigdy nie stracę, dała mi pewność i spokój spełnionego człowieka. Dała mi rzadką radość kochania tego, czego niegdyś nie doceniałem. Rozpoczęło się dla mnie nowe, wspaniałe życie[1].



Zabójcza Annapurna


Wznowiona niedawno Annapurna Maurice'a Herzoga to historia tylko jednej wyprawy, ale jakże istotnej we wspinaczkowym kalendarium. 3 czerwca 1950 roku Maurice Herzog i Louis Lachenal dokonali tego, czego przed nimi nie dokonał nikt. Stanęli na szczycie ośmiotysięcznika. 

Tym samym Annapurna stała się pierwszym zdobytym wierzchołkiem spośród czternastu tworzących Koronę Himalajów i Karakorum. Później przez dwie dekady ta nieprzyjazna himalaistom góra broniła do siebie dostępu. Do teraz jest uznawana za jeden z najniebezpieczniejszych ośmiotysięczników. Statystyki wypadków śmiertelnych są przerażające. Według informacji jakie znalazłam na stronie portalgorski.pl, do 2012 roku na szczycie stanęło 191 osób, dla 61 z nich była to ostatnia wyprawa i to nie dlatego, że postanowili zrezygnować z wypraw w góry. To góry zrezygnowały z nich. Wskaźnik śmiertelności na Annapurnie wynosi ok. 32%, a to oznacza że niemal jedna trzecia porywających się na zdobycie szczytu nigdy nie wróciła do domu. 

Tak to wygląda od strony statystycznej. Tę techniczną i emocjonalną znajdziecie w relacji jednego z pierwszych zdobywców góry.




W drodze na szczyt



Francuski alpinista i himalaista opowiada o momencie przełomowym w historii światowej wspinaczki. Wraz z ośmioma pozostałymi uczestnikami wyprawy w stosunkowo krótkim czasie musi dokonać tego, czego nie dokonali ci, którzy przygotowaniom poświęcili znacznie więcej czasu. Im tego czasu powoli zaczyna brakować. Zbliża się pora monsunowa, a ta nie może ich zastać na górze. Członkowie wyprawy szukają najdogodniejszej drogi na szczyt, nierzadko błądzą nie mając pojęcia, w którym miejscu masywu się znajdują. Wysiłek jest ogromny, warunki ciężkie. Ostatecznie na atak szczytowy decydują się Maurice Herzog i Louis Lachenal.

Francuz szczegółowo opisuje kolejne etapy posługując się fachową terminologią. To może sprawić problem mniej obeznanym w temacie (słowniczek byłby mile widziany) i tym, którzy od opisów technicznych wolą relacje utkane z emocji. Tych ostatnich jednak także nie brakuje. Maurice Herzog góry kocha i nie daje o tym zapomnieć nawet na moment.





Śnieg błyszczy w słońcu, pokrywający najmniejszą nawet skałkę, nadaje otoczeniu radosne piękno, które wzrusza mnie bezmiernie. Zupełna, niezwykła przejrzystość panuje w tym kryształowym świecie. Dźwięki są przytłumione, jakby atmosfera była z waty.
Przenika mnie radość; nie umiem jej określić. To wszystko jest tak nowe i tak niezwykłe!
Jestem zupełnie odcięty od świata. Poruszam się w innej przestrzeni: pustynnej, bez życia, wysuszonej. Przestrzeń fantastyczna, w której obecność człowieka nie jest anie przewidziana, ani - być może - pożądana. Łamiemy zakazy, przekraczamy dozwolone granice, a jednak idziemy w górę bez żadnego lęku[2].


Wzruszenia i strach, piękno i ohyda



W ilustrowanej czarno-białymi zdjęciami Annapurnie opisy techniczne przeplatają się z emocjami, a zachwyty z dramatami. Mozolne podejście Herzog relacjonuje bardzo szczegółowo, później następuje euforia zdobywcy, ale to nie koniec opowieści. Do końca książki zostaje jeszcze sporo stron. Zejściu towarzyszą dramatyczne okoliczności i nie sposób tych drastycznych opisów czytać bez emocji. Obydwaj zdobywcy nabawili się koszmarnych odmrożeń i strach pomyśleć do czego mogło dość, gdyby nie pomoc pozostałych uczestników wyprawy. O tym Herzog także pisze bardzo szczegółowo i nic dziwnego, wszak wisiało nad nim nie tylko widmo amputacji kończyn, ale także i widmo śmierci.





Niełatwo mi ocenić Annapurnę. Są takie partie tekstu, które czyta się z policzkami rumianymi od emocji i takie, przez które brnie się z mozołem. Razi sztuczność dialogów, ale przecież nie dla nich sięgamy po tę publikację. Nie da się ukryć, że jest to książka ważna, utrwalająca moment przełomowy w historii światowej wspinaczki, choć także... budząca kontrowersje. Wiarygodność opowieści Herzoga podważył Louis Lachenal, zarzucając mu manipulowanie faktami i nadmierne eksponowanie własnego heroizmu oraz wkładu w zdobycie Annapurny.

Maurice Herzog pisze o tym co w górach atrakcyjne i co budzi grozę, o radości ze zdobycia szczytu, ale i o wszelkich trudach z tym związanych, o konsekwencjach spełnienia ekstremalnych marzeń. a także o tym jak wzruszenia mieszają się ze strachem, a piękno krajobrazu z obrzydliwymi scenami chirurgii polowej. To opowieść o walce z własnymi słabościami i determinacji, która pcha do przodu nawet gdy warunki zmuszają do tego, by się cofnąć.

Całość kończy się refleksyjnie, bo spełnianie marzeń ma swoją cenę. Herzog nie mógł wrócić do wspinaczki, ale nie ma tu miejsca na żal. Opowieść zamyka słowami, które warto sobie wziąć do serca:
Z urzeczywistnieniem tego marzenia odwraca się karta...
Zaczyna się nowe życie.
Są inne Annapurny w życiu ludzkim...[3]


Maurice Herzog
Annapurna
Wyd. Marginesy
2018
304 strony




[1] Maurice Herzog, Annapurna, przeł. Rafał Unrug, Wyd. Marginesy, 2018, s. 7-8.
[2] Tamże, s. 174. 
[3] Tamże, s. 299.




11 komentarzy:

  1. Ciekawa recenzja, ale nie moje tematyka. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyprawy w góry brzmią dla mnie za bardzo egzotycznie, ale podziwiam pasję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ją podziwiam. Fascynujący temat. :)

      Usuń
  3. Świetna puenta! Chętnie sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Są inne Annapurny w życiu ludzkim..." świetny tekst. Na pewno trafi do mojego codziennego słownika.

      Usuń
  4. Podziwiam takich ludzi i ich pasje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. To fantastyczne, mieć tak silną pasję, potrzebę realizowania się w jakiejś dziedzinie. :)

      Usuń
  5. hmm jakoś nigdy mmie to nie kusiło ale ksiązka hmm czemu nie może przyblizy ich świat

    OdpowiedzUsuń
  6. Sporo książek ostatnio ukazuje się o tematyce górskiej, ale to dobrze, ja to lubię :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...