czwartek, 22 marca 2018

Bernard Minier "Krąg"
[RECENZJA]

cykl z Martinem Servazem, tom 2


Biegła do utraty tchu, oglądając się za siebie. Nikogo jednak nie dostrzegła. Las wciąż rozbrzmiewał śpiewem ptaków. Echo za jej plecami nadal grało mroczną muzykę, powtarzając ją jak wszechobecną groźbę.
Kiedy sądziła, że na dobre zostawiła ją za sobą, w miejscu, w którym ścieżka rozdzielała się na dwoje w kształcie litery T, niemal się nie zderzyła z przybitą do drzewa tabliczką. Była na niej namalowana linia zakończona dwiema strzałkami, oferująca dwa kierunki do wyboru. Pod strzałkami dwa słowa: WOLNOŚĆ i ŚMIERĆ[1].


Ach, te dreszcze!


W drugim tomie kryminalnej serii z komendantem Martinem Servazem, francuski pisarz Bernard Minier potwierdza to, co zauważyłam przy lekturze Bielszego odcienia śmierci - tworzenie klimatu powieści udaje mu się wybornie. Jest tu należycie dawkowane napięcie, jest odpowiednia gęstość zdarzeń, jest ten dreszczyk emocji, który powoduje unoszenie się włosków na rękach i to przyjemne mrowienie, które lekturze kryminałów towarzyszyć powinno. 

W Kręgu okazuje się, że do wywołania takiego efektu autor wcale nie potrzebuje położonego w zaśnieżonych górach szpitala psychiatrycznego, który już sam w sobie tworzy upiorny klimat. Równie dobrze sprawdza się basen z lalkami unoszącymi się na powierzchni wody czy las w pobliżu licealnego kampusu. Albo muzyka Mahlera wdzierająca się w uszy. Sama w sobie piękna o ile nie przywołuje wspomnień rodem z najgorszego koszmaru.

Choć to kontynuacja, można czytać Krąg jako odrębną historię, ale będę Was zachęcać do tego, abyście lekturę cyklu zaczęli tak, jak nakazuje chronologia. Argument jest krótki: bo warto.

Makabryczne znalezisko


Zło, które sprawiedliwości umknęło i czai się na wolności, uderzy prędzej czy później. Komendant Martin Servaz ma tego świadomość i jest pełen obaw, że oto nastąpił ten moment. Ma powód by sądzić, że to seryjny morderca, psychopata nad wyraz inteligentny i równie niebezpieczny co nieobliczalny, jest odpowiedzialny za makabryczne znalezisko w domu pewnej pani profesor. Tzn. byłej pani profesor, bo tym makabrycznym znaleziskiem są jej zwłoki, na dodatek potraktowane w paskudny sposób.

Póki co, to jednak głównie przeczucie i poszlaki. Policjant sam nie wie, czy jego podejrzenia to nie efekt traumy związanej z niedawno prowadzoną jedną z najcięższych spraw w jego karierze lub wynikającej z tego obsesji. Servaz stawia czoło swoim demonom, a tymczasem do aresztu trafia niespełna osiemnastoletni Hugo, uczeń zamordowanej profesorki, który jako pierwszy znalazł się na miejscu zbrodni. Nastolatek do popełnienia przestępstwa się nie przyznaje i tak zaczyna się śledztwo, którego finał wprawia w osłupienie.




Klimat, wielowątkowość, realizm


Jako się rzekło, Bernard Minier to mistrz budowania klimatu i dawkowania napięcia. Może odrobinę cierpi na tym tempo akcji, ale to będzie przeszkadzać tylko nielicznym, przyzwyczajonym do lawiny zdarzeń rodem z cyklu o Forście Remigiusza Mroza. Mnie zgrzytały jedynie wstawki odnoszące się do mistrzostw w piłce kopanej, bo jest ich sporo, a autor nie zdołał mnie przekonać do tego, że dla fabuły są istotne (w przeciwieństwie do Mariusza Czubaja; patrz: Piąty Beatles). Zgrzytałam zębami do wtóru Servazowi, który fanem nożnej nie jest. Cała reszta to miód na serce miłośników kryminału.

Autor uknuł wielowątkową intrygę i wcale się nie śpieszy z podaniem rozwiązania zagadki. Podrzuca mylne tropy, wie jak podnieść ciśnienie i skołować czytelnika, któremu się wydaje, że wie o co w tym wszystkim chodzi. Ta wielowątkowość sprawia, że rozwiązanie zagadki morderstwa profesorki wcale łatwe nie jest. Mnie się ta sztuka nie udała. Błądziłam po omacku, co rusz naiwnie wierząc, że oto jestem na dobrej drodze. Nie byłam. Niełatwo jest w tej historii odsiać to, co ważne od tego, co autor podrzuca, by zaciemnić obraz. Niełatwo było ustalić, kto w tej grze jest pionkiem, kto rozdaje karty, a kto pełni rolę przechodnia zupełnie dla głównego wątku nieistotnego. 

Bez względu na rolę w fabule, czy to z pierwszego czy dalszego planu, postaci się tu ciekawe i dopracowane, a przede wszystkim z rodzaju tych zwyczajnych zlepków wad i zalet, w których realność się nie wątpi. Taki jest też Martin Servaz, jak na literackiego śledczego przystało, samotnik zmagający się z demonami przeszłości.

Plastyczność opisów jest niezaprzeczalna. Wyobraźnia pracuje, obrazy same pojawiają się przed oczami. W przeciwieństwie do swych francuskich kolegów, Pierre'a Lemaitre i Maxime'a Chattama, Bernard Minier nie epatuje scenami przemocy, nie szafuje ohydą, nie stawia na makabrę. Stawia na klimat, wielowątkowość i realizm. Ja to kupuję i niebawem biorę się za kolejny tom.



Bernard Minier
Krąg
Wyd. Rebis
2013
544 strony



*Bernard Minier, Krąg, przeł. Monika Szewc-Osiecka, Wyd. Rebis, 2013, s. 104.



Zobacz też:

cykl z Martinem Servazem:
2. Krąg
3. Nie gaś światła
4. Noc






18 komentarzy:

  1. Obecnie nie mogą pozwolić sobie na rozpoczęcie kolejnej serii, ale będę miała ją na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, bo ta jest naprawdę dobra. :)

      Usuń
  2. Uwielbiam Miniera! Przede mną jeszcze tylko ostatni tom:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo będę tak samo marudzić. ;)

      Usuń
  3. Brzmi interesująco, ale wpierw trzeba poszukać pierwszego tomu serii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak niedawno wspominałam, posiadam pierwszy tom cyklu i niecierpliwie czekam na lekturę, czyli na moment, w którym żadna inna książka nie odwróci mojej uwagi od Miniera. Dobrze wiedzieć, że akurat u tego pisarza nie trafi się na wiele scen przemocy, bo pomimo całej sympatii do Chattama, czasami czuję przesyt makabrycznymi wydarzeniami i potrzebuję historii, budującej napięcie w inny sposób.
    PS Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się przydaje taka mniej krwawa odskocznia, zwłaszcza, że niebawem biorę się za najnowszego Cartera. ;)

      Dziękuję!

      Usuń
    2. Właśnie słyszałam, że nowy Carter już jest, nie powiem kusi mnie jego twórczość nadal, mimo że pierwszy tom oceniłam "tylko" jako dobry. Także niewykluczone, że za długiej przerwy między krwawymi opowieściami nie zrobię :)

      Usuń
    3. Ja Cartera uwielbiam od pierwszego tomu. :)

      Usuń
    4. U mnie ma kredyt zaufania, ale wciąż liczę, że będzie dla mnie drugim Chattamem :)

      Usuń
    5. Ciekawe, czy tak się stanie. :D

      Usuń
  5. To jednak nie dla mnie, ale może jak kiedyś dopadne gdzieś pierwszą część, to przeczytam.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie dla Ciebie, to nie maco się zmuszać. ;)
      Ale dla miłośników kryminałów jest to zdecydowanie cykl wart uwagi.

      Usuń
  6. Lubię plastyczne opisy i intrygi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę mnie ta książka przeraża, dlatego na razie sobie odpuszczę :o to chyba jeszcze nie jest gatunek dla mnie!
    http://teczowabiblioteczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę. Ja akurat bardzo lubię kryminały. Lepiej przeżywać takie emocje w książkach niż w życiu. :P

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...