środa, 28 marca 2018

Sam Christer "Cienie śmierci"
[RECENZJA]




O północy w całym Londynie uderzono w dzwony. Wyobrażałem sobie ludzi w różnym wieku całujących się i życzących sobie wszystkiego dobrego. Hołubiących nadzieję na lepsze jutro. Podejmujących noworoczne postanowienia.
Głupcy! Ludzkiej natury odmienić się nie da. Bóg wie, że próbowałem! Potrafimy w najlepszym razie sterować naszymi nawykami i instynktami, a nawet przez jakiś czas nad nimi panować, co pozwala ukryć albo przynajmniej zamaskować stare słabości. W końcu jednak i tak weźmie górę nasze prawdziwe ja. Okaże się, kim jesteśmy naprawdę.
Ja jestem mordercą[1].


Siedemnaście dni do śmierci


Na hasło "dziewiętnastowieczny Londyn" moja wyobraźnia robi fikołka z radości, zwłaszcza, gdy hasło to odnosi się do literatury kryminalnej. Ciemne zaułki, niebezpieczne uliczki, złoczyńcy kryjący się w bramach i gęsty, mroczny, budzący przerażenie klimat. O tak, wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach.

Brytyjski pisarz Sam Christer nie tylko zabrał czytelników do czasów Sherlocka Holmesa, ale nawet umieścił tę kultową postać literacką na kartach swojej powieści. Co więcej, umieścił w niej także największego wroga mistrza dedukcji - profesora Moriarty'ego. Pomiędzy nimi tkwi nasz główny bohater, Simeon Lynch, który krok po kroku, rozdział po rozdziale, opowiada swoją dramatyczną historię, której paskudny finał zbliża się nieubłaganie. W chwili gdy go poznajemy zaledwie siedemnaście dni dzieli go od egzekucji, wykonania wyroku za okropieństwa, których się dopuścił.

Prawda o sobie samym



O mojej przyszłości zadecydował los. Moją profesją stało się mordowanie[2].

Akcja Cieni śmierci toczy się dwutorowo. Oczekujący na śmierć Simeon Lynch w więziennych murach przywitał właśnie 1900 rok. Jego położenie jest zaiste nieciekawe, choć on sam ani myśli się poddać. Jego głowę wypełniają bolesne wspomnienia i przemożna chęć dokonania zemsty na człowieku, który skrzywdził jego bliskich a jemu samemu zniszczył życie. To powoduje, że zamierza zrobić co się da, by wydostać się poza mury i złem odpowiedzieć za zło, rozlać krew tego, kto odebrał mu wszystko. 

Kadry z więzienia przeplatają się ze wspomnieniami Lyncha. Stopniowo poznawać będziemy historię człowieka, który przeszedł drogę od nieszkodliwego łobuza z przytułku do żyjącego dostatnio zabójcy na zlecenie. Historię, w której kryje się wiele mrocznych plam. Historię, która zaskoczy nie tylko czytelników, ale i samego Simeona, bo nawet on nie wie o sobie wszystkiego. I nawet od będzie zdumiony wydarzeniami rozgrywającymi się w finale.

Solidna dawka rozrywki


Cienie śmierci okazały się powieścią ogromnie klimatyczną, trochę łotrzykowską, trochę kryminalną, z miejscem i na miłość, i na nienawiść, dość mroczną, miejscami humorystyczną, dostarczającą nieco emocji i sporo rozrywki. Lekko się czyta, a bohatera nie sposób nie polubić. Mimo ciężaru czynów jakich się dopuścił wzbudza sympatię.

Sherlock Holmes pojawia się z rzadka, częściej spotykamy jego wroga. Żaden z nich nie gwarantuje nam klasycznego kryminału z morderstwem na pierwszych stronach i opartym na dedukcji śledztwie pozytywnie rozstrzygniętym w finale. Sam Christer wybrał zupełnie inny sposób opowiadania tej historii, mniej oczywisty, a przez to ciekawszy. Wprawdzie mimo wielu niewiadomych stosunkowo łatwo odgadnąć kto stoi za dramatem głównego bohatera, ale przyjemność czytania pozostaje.

Brytyjczyk nie tylko stworzył ciekawą historię i interesującą postać głównego bohatera, ale i zadbał o dekoracje, sprawnie kreśląc portret Londynu na przełomie wieków. Jest i romantycznie, i niebezpiecznie, ulicami mkną powozy, lampy gazowe oświetlają ulice, postęp widać coraz wyraźniej.

Mniej udały mu się portrety pozostałych bohaterów i ogromnie mi żal, że wizerunek Profesora nie został pogłębiony, a Sherlock Holmes dostał tak niewielką rolę. Zazgrzytał mi też motyw chińskiej żałoby. Z szacunku dla zmarłej, bliskiej osoby, Chińczycy raczej nie ubierają się na czarno...

Mimo tych mankamentów Cienie śmierci dostarczają naprawdę solidnej dawki rozrywki, historia wciąga, działa na wyobraźnię, a Londyn pokazuje tę mroczną twarz, która zapewni czytelnikom dreszcze niepokoju.


Sam Christer
Cienie śmierci
Wyd. Sonia Draga
2018
360 stron



[1] Sam Christer, Cienie śmierci, przeł. Paweł Cichawa, Wyd. Sonia Draga, 2018, s. 9.
[2] Tamże, s. 220.


https://www.instagram.com/ann_rk/



12 komentarzy:

  1. Świetna recenzja, ale książka raczej nie wpisze się w moje gusta czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie czytam takie mroczne książki, które potrafią wzbudzić dreszczyk niepokoju. Zapisałam sobie tytuł. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super recenzja.Szkoda,że postać profesora nie była aż tak dopracowana ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam. Drobiazg. I tak warto przeczytać. :)

      Usuń
  4. Ciekawa sprawa, jestem skłonna dać powieść szansę, zwłaszcza że nieczęsto mam do czynienia z kryminałem, który został opowiedziany sposób inny niż zazwyczaj. No i XIX wieczny Londyn też zawsze mnie przyciąga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typowo rozrywkowy, bez drugiego dna, ale naprawdę fajny. :)

      Usuń
  5. Uwielbiam takiego rodzaju książki, bardzo spodobała mi się fabuła, wydaję mi się, że to coś dla mnie.
    Dodaję bloga do obserwowanych,
    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/03/miedzy-zyciem-zyciem-jessica-shirvington.html

    OdpowiedzUsuń
  6. To wydaje się baaardzo klimatyczna powieść...muszę koniecznie zapamietać sobie ten tytuł!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...