poniedziałek, 5 marca 2018

Bernadette McDonald "Kurtyka. Sztuka wolności"
[RECENZJA]



Chociaż uznawał fizyczny, sportowy wymiar wspinaczki, to w równym stopniu fascynowały go wyzwania intelektualne, ciągła konieczność podejmowania decyzji, rozwiązywania problemów i tworzenia strategii, których wymagało wspinanie. Jeszcze ważniejszy był dla Wojtka estetyczny wymiar alpinizmu, który, w przypadku pewnych wejść, zbliżał się do wymiaru duchowego. Był ambitnym wspinaczem, którego  pociągały wielkie lodowe ściany, techniczne skalne urwiska i niezrealizowane jeszcze wysokościowe trawersy. Kiedy szukał nowych linii na tych urzekających szczytach, miał na oku piękno, a w sobie głód śmiałości. Powiadał, że "Piękno jest dla mnie bramą do innego świata"[1].


Nie cel, a droga


Najpierw Jerzy Kukuczka, później Adam Bielecki, teraz czas na Wojciecha Kurtykę. Zgłębiam życiorysy polskich alpinistów i himalaistów, niezmiennie podziwiając ich siłę, determinację i pasję. Tak. Gdy wszechwiedzący Polacy podzielili się na dwa obozy, tych, którzy uważają himalaistów za szaleńców narażających bliskich na cierpienie, podatników na wydatki, a siebie na śmierć oraz tych, którzy rozumieją potrzebę wyjścia poza strefę komfortu i realizację marzeń obciążonych dużym ryzykiem, ja konsekwentnie trzymam się tej drugiej grupy. Każdy z nas ma coś, co go napędza, co nadaje życiu sens, co zostawia w cieniu wszystko inne. I każdemu życzę tego, by odnalazł w sobie taką pasję, nawet jeśli wiąże się ona z ryzykiem.





Dla Wojciecha Kurtyki okazały się nią góry, przy czym nie tyle same szczyty, ile drogi do nich. Jako himalaista Kurtyka nie odczuwa potrzeby rywalizacji. Nie kolekcjonuje ośmiotysięczników. Nie dla niego pęd w stylu Jerzego Kukuczki, Reinholda Messnera, pierwszego zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum czy Wandy Rutkiewicz. Podczas gdy jedni ścigali się w drodze na kolejne szczyty, dla niego liczy się sposób, w jaki na nie wchodzi. Nie cel, a droga. Nie odhaczanie kolejnych punktów na mapie, a docieranie do nich tak, jak nie dotarł wcześniej nikt.


W cieniu



Wojciech Kurtyka nie należy do tych, którzy pchają się na pierwszy plan. Jego biografię, Kurtyka. sztuka wolności, Bernadette McDonald zamknęła klamrą historii wręczenia Złotego Czekana, prestiżowej nagrody przyznawanej za wybitne osiągnięcia wspinaczkowe. Nagrody, której przyjęcia Kurtyka odmawiał kilkakrotnie, nim w końcu, za całokształt dokonań, przyjął ją w 2016 roku. I wcale nie świadczy to o tym, że Himalaista zmienił swoje przekonania. Nie. On wciąż pozostał im wierny. Zmieniła się tylko taktyka, tak jak przez lata zmieniały się sposoby, w jakie mierzył się z górami.





Jego stylem wspinaczki był styl alpejski (mały zespół, minimum sprzętu, brak poręczówek, atak szczytowy realizowany w jednym ciągu, czyli bez powrotu po biwakach do bazy głównej). Nazwał go wspinaniem bez smyczy. Popularność tej metody sprawiła, że zaczął szukać innych wyzwań. Jednodniowe wejścia (w stylu "light and fast" zdobył Broad Peak i było to pierwsze w historii wejście na lekko na ośmiotysięcznik), zdobycie dwóch ośmiotysięczników podczas jednej wyprawy, a gdy już zakończył himalajską karierę, w wieku 46 lat przeszedł na żywca (bez asekuracji) Chińskiego Maharadżę, jedną z najtrudniejszych dróg w polskich górach. Lista jego osiągnięć jest długa, dokonania imponujące, choć sam himalaista pozostawał raczej w cieniu, podczas gdy media reflektory kierowały na tych, którzy dostarczali emocji ścigając się o miano pierwszych na kolejnych szczytach.

Wolność mam we krwi



Kurtyka. Sztuka wolności to opowieść o indywidualiście, dla którego góry to więcej niż szczyty. Nie brak więc w biografii himalaisty rozważań metafizycznych. Czytelnika ma możliwość prześledzenia życiorysu Wojciecha Kurtyki od lat dziecięcych po odebranie Złotego Czekana. Trochę w tym będzie prywaty, ale niewiele. Ot, tyle by pokazać, że ceną podążania za pasją może być rozpad małżeństwa, a życie z wolnym duchem do łatwych nie należy.

Wojciech Kurtyka mówi o sobie, że ma wolność we krwi. W górach wytyczał nowe szlaki, szukał nowych wyzwań. Łamał zasady. Sporo szczytów zdobył nielegalnie, a w komunistycznych czasach na wiele wypraw zarabiał... przemytem. Polska guma do żucia wędrowała do Rosji, polskie pocztówki do Nepalu, szale z Afganistanu kupowali Kazachowie, a whisky ukryta w bębnie ze sprzętem wspinaczkowym wędrowała do Pakistanu (jeden z takich przemytów mógł mieć dramatyczny finał). Do kraju przysyłał setki puszek nescafé, biżuterię, odzież. Obrotność, pewność siebie i wierność przekonaniom pchały go do przodu.





Poczucie bliskości ze światłem i przestrzenią



Bernadette McDonald pisze o kolejnych dokonaniach Kurtyki, przeplatając je opowieściami o ludziach, kolejnych partnerach wspinaczkowych (bardzo interesujący wątek Jerzego Kukuczki), przyjaźniach i rozłamach, sukcesach i stratach (żałoba po śmierci Alexa McIntyre’a i Erharda Loretana należy do tych, które nie mijają nigdy).

Kurtyka. Sztuka wolności to kolejna ciekawa biografia związana ze światem wspinaczkowym jaka pojawiła się u nas w ostatnim czasie. To zawarta w słowach i zdjęciach opowieść o pasji, ludziach, miejscach. Jest w niej jednak coś, co sprawia, że czyta się ją z nieco mniejszym zaangażowaniem niż wspomniane wcześniej biografie Kukuczki czy Bieleckiego.

Trudno mi to "coś" zdefiniować. Może to efekt wyczuwalnej ostrożności w operowaniu słowem, być może związanej z niechęcią bohatera biografii do wystawiania swojego życia na widok publiczny? Może taki jest styl autorki (nie czytałam jej poprzednich książek, więc nie mam porównania)? Może przyczyna jest jeszcze inna, ale koniec końców to nie ma wielkiego znaczenia, bo zainteresowani tematyką wspinaczkową po prostu muszą tę książkę przeczytać, spojrzeć na góry i himalaizm okiem kogoś, kto spytany o to, co jest dla niego najważniejsze mówi:
Poczucie więzi oraz bliskości ze światłem i przestrzenią jest najcenniejszym dorobkiem mojego życia. Stworzyły go kontakty z niezwykłymi miejscami. Tak właśnie działał na mnie widok Changabangu i tego kawału skały - Trango. To samo działo się ze Świetlistą Ścianą Gaszerbrum IV - z tymi wszystkimi pięknymi miejscami. Zrobiłbym wszystko, żeby się do nich zbliżyć[2].


Bernadette McDonald
Kurtyka. Sztuka wolności
Wyd. Agora
2018
368 stron



[1] Bernadette McDonald, Kurtyka. Sztuka wolności, przeł. Maciej Krupa, Wyd. Agora, s. 10.
[2] Tamże, s. 327.


Zobacz też:

17 komentarzy:

  1. Dawno już nie czytałam biografii. Chętnie zajrzałabym do tej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto. Podobnie jak do dwóch poprzednich z tej serii.

      Usuń
  2. Na chwilę obecną raczej się nie skuszę, ale za jakiś czas może przeczytam tę książkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie książki i za jakiś czas na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. cudownie mieć taką pasję, zawsze podziwiam takich ludzi...

    OdpowiedzUsuń
  5. Biografie himalaistów to chyba jedyne jakie czytam. Podziwiam tę pasję i walkę z własnymi słabościami, a więc z chęcią się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie będziesz zawiedziona. :)

      Usuń
  6. Niestety przez jedno nieszczęście ostatnio zrobiło się głośno o himalaistach, ale ja wciąż podziękuje za tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Nagle wszyscy zainteresowali się tematem.

      Usuń
  7. Wpis szczerze zachęcił mnie do przeczytania tej książki. Bardzo fajny blog, serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie przeczytam, biografia + temat himalaizmu to coś co lubię!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...