środa, 26 października 2016

Marta Kisiel "Siła niższa"
[RECENZJA]

Marta Kisiel
Siła niższa
Wyd. Uroboros
2016
320 stron
Premiera: 26 października

Czasami dzień dobiega końca i wiesz, że to nie był twój dzień. Sięgasz myślami wstecz i zdajesz sobie sprawę, że to nie był twój tydzień, a może nawet, o zgrozo!, miesiąc.

Próbujesz ratować nastrój na różne sposoby. Jeśli jednym z nich jest książka - dobra nasza! Jeśli jej okładka utrzymana jest w szaro-fioletowej tonacji, z upiornym domem w tle i pierwszym planem zdominowanym przez rosłą, brodatą Roszpunką obejmującą królika, to znak, że wkraczasz na właściwą ścieżkę. Nie jest powiedziane, że zejdziesz z niej o zdrowych zmysłach, ale na pewno z dużo lepszym humorem.


Raz, dwa, trzy, moją ofiarą będziesz ty!


Już z pierwszych stron dowiesz się czemu zawdzięczasz chronicznego pecha lub pasmo katastrof zamieniających urocze poranki w nierówną walkę o zachowanie równowagi psychicznej i uniknięcie kontuzji fizycznych. Zawdzięczasz je tytułowej sile niższej. Po mistrzowski łamała obcasy, tłukła filiżanki z kompletu, pryskała keczupem na śnieżnobiałe koszule, puszczała oczka w pończochach i zacinała windy między piętrami. I to wszystko. Niby nic wielkiego, niby proza życia zamiast dramatu w trzech aktach, poświęcała się jej jednak z prawdziwym oddaniem, gorliwością nadrabiając braki w potencjale bojowym[1]. I ta właśnie złośliwa kreatura upatrzyła sobie na kolejną ofiarę bohatera powieści Siła niższa Marty Kisiel, serwując Konradowi Romańczukowi takie niespodzianki, że tylko ktoś kto ma na podorędziu anioła stróża, ma szansę je przeżyć. 

Cztery, pięć, sześć, ile stworzeń możesz znieść?


Po rewelacyjnym Dożywociu, czas na ogromnie wyczekiwaną kontynuację debiutanckiej Marty Kisiel. Spotkamy się z niektórymi znanymi nam już bohaterami, choć nie wszyscy starzy znajomi pojawią się w nowej historii. Na ich miejsce wskoczą inni. Równie atrakcyjni, charakterystyczni i posiadający zdolności do siania zamętu. Mamy więc Konrada i jego prozę życia oraz goszczącego go Tura z rzyciowym i życiowym tekstem na każdą okazję. Mamy anioła z uczuleniem na pierze i tęsknotą za kaloszkami, utopca okupującego łazienkę, uzdolnionego kulinarnie stwora z głębin odwiecznego zła, gromadkę królików siejących spustoszenie pod czujnym okiem swej różowej matki, trzech zdolnych chłopaków z Wehrmachtu, agentkę literacką w dwupaku, pół psa, całego kota, a z czasem i inne postaci razem tworzące równie wesołą, co chaosotwórczą czeredę.





Ach, zapomniałam o jeszcze jednym bohaterze, którego pojawienie się sporo namiesza. Jak się okaże poczciwe Licho nie jest jedynym aniołem na tym świecie. Dożywotnik, którego Konrad otrzymał w spadku, stworzenie cieplusie, milusie, kochane, czasem pociągające noskiem, gdy alergia na pierze znów daje się we znaki, szurające bamboszkami, miłujące porządek i radośnie machające to ścierką to mopem upajając się zapachem konwaliowych psikaczy, przeżywa trudne chwile. Teraz będzie mu jeszcze trudniej, bo do zmartwień smarkatej poczciwiny, dojdzie jeszcze jedno, w postaci anioła potężnego, posiadającego wiedzę faktograficzną jaką tylko posiąść można (od prowadzenia firmy po wybór najlepszej musztardy). A na imię mu Tsadkiel. Oficjalnie jest to anioł skromności i sprawiedliwości, ale określenie upierdliwy zarozumialec zdaje się bardziej do niego pasować.

Dwa anioły pod jednym dachem to dość dużo, a jeśli dodać do tego duetu pozostałe charakterne postaci, to otrzymamy nie kisiel, a kogel-mogel. Uroczy, zwariowany, taki, który nie pozwala na nudę.




Siedem, osiem, smutki mamy w nosie!


Co tu dużo mówić. Czekałam na tę książkę ogromnie. Ja, zaczytująca się w lekturach spod znaku zbrodni, wertująca książki podróżnicze, chętnie podczytująca reportaże, rzuciłam wszystko w kąt, by spędzić czas z aniołami, utopcami i... Sami już zresztą wiecie. Ja, wciąż bez przekonania towarzysząca mężowi w zgłębianiu fantastycznych filmowych światów, przepadłam bez reszty w tym, w którym dom będący szaloną wizją pijanego architekta okupują stworzenia, jakich moja wyobraźnia nie ogarnia i którym przytrafiają się historie zwariowane, choć problemy bohaterów są zastanawiająco podobne do tych, które znam z własnego podwórka.

Skłamałabym pisząc, że w tym szaleństwie nie pojawiają się sceny skłaniające do refleksji. Siła niższa to historia pełna pokręconych zdań wielokrotnie złożonych, za to pozbawionych nadmiaru przydawek, wytrwale tropionych i kolejno mordowanych przez redaktora. Marta Kisiel ma ogromne poczucie humoru i jeśli ono jest choć trochę zbieżne z waszym, będziecie się bawić znakomicie. Autorka ma lekkość pisania, stosowania barwnych, sugestywnych porównań. Udanie korzysta z językowych dwuznaczności, bawi się słowami. Tej powieści nie da się czytać bez szerokiego uśmiechu na paszczy. Bez parskania śmiechem i ukradkowego ocierania łez parskaniem wywołanych.


Rysunki występują w ilościach śladowych, ale występują. I tylko z wizerunkiem Licha się nie zgadzam. ;)


Dziewięć, dziesięć, niech się radość dalej niesie!


Co ważne, Siła niższa nie jest wydmuszką, która pod warstwą erudycji i humoru kryje fabularną i psychologiczną pustkę. Gdy już otrzemy łzy, dotrze do nas, że między zabawnymi dialogami, wzbudzającymi wesołość kadrami, pojawiają się refleksje o poczuciu wartości, o samotności, odrzuceniu, o tym, że mądrość to nie tylko to, co wyczytamy w książkach, bo życiowej mądrości nabywa się w inny sposób. Będzie też o priorytetach, o tym, że czasami coś ważnego nam umyka, bo skupiamy się na czymś zupełnie innym. I o tym, że warto doceniać tych, których ma się wokół w myśl zasady: Szanuj anioła swego, bo możesz dostać gorszego[2].

Siła niższa to ogrom humoru, garść refleksji i nieco wzruszeń. To wspaniały ładunek pozytywnej energii. Może nie sprawi, że życie stanie się prostsze, ale z pewnością weselsze, ilekroć przypomnimy sobie którąś ze scen powieści. Ot, choćby tę, w której chłopcy z Wehrmachtu siedzą na dachu, raźno stukając weń młotkami i śpiewają chóralnie:
- Schla dze... dzevetchka dooo lazechka, do zje... zjelonego, HA-HA! Do zjelonego, HA-HA! Do zjelonego. Napotkallla my... myzli... myzlivetchka bar... barrrrrrrrrtzo sch... stch... eh, verdammt,,,
- Bardzo szwarnego! - huknęło litościwie z dołu.
- HA-HA!!!

Czytajcie, bawcie się dobrze i nie dajcie smuteczkom. Ani jesiennym, ani innym. Alleluja!





***

Książkę polecam
czytelnikom z poczuciem humoru
szukającym lekarstwa na złe dni
miłośnikom nietuzinkowych postaci
ceniącym zabawy językiem
wielbicielom aniołów w bamboszach

***

[1] Marta Kisiel, Siła niższa, Wyd. Uroboros, 2016, s. 7.
[2] Tamże, s. 55.
[3] Tamże, s. 223.

24 komentarze:

  1. No bo ja wiem. Chyba nie podzielam zachwytu. Przydawek wciąż za dużo, zdania wciąż zbyt pokręcone, redaktor się napracował, ale efekt wciąż niezadowalający :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Trzeba chyba zmienić redaktora. Na takiego, pod którego spojrzeniem przydawki same będą czmychać w siną dal. Ale skoro Zadkiela odrzuciłeś, to nie wiem kto mógłby podołać zadaniu. ;)

      Usuń
    2. Ja bym zmienił jeszcze Ałtorkę i będzie lepiej :P

      Usuń
    3. Tylko czy Licho bez Ałtorki nadal będzie Lichem???

      Usuń
    4. Ono i tak Liche, to co za różnica? :D

      Usuń
    5. A wcale że bo nie! Może i gabarytowo niepozorne, ale jakie serce ma!

      Usuń
    6. Ugh. Przypomniałeś mi te straszne momenty, kiedy chciałam Kondrada utopić w utopcowej, śmierdzącej wannie z utopcową śmierdzącą wodą.

      Usuń
    7. Dla Konrada? No nie wiem. :D

      Usuń
  2. I Ty twierdzisz, ze nie czytasz książek fantastycznych? ;) Osz Ty !
    Autorkę znam ino ze słyszenia. "Siła niższa" przypomina mi "Podatek" Mileny Wójtowicz, jak to różne istoty unikają płacenia podatków, a inni ich za to ścigają, i nie tylko... Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest pierwsza od... Hmm... Chyba od poprzedniej książki Marty Kisiel. :D

      "Podatku" nie znam (mooooooże kieeeeeedyś), ale kiślowe książki polecam ogromnie. Będziesz się dobrze bawić. :D

      Usuń
  3. Chyba sobie kupię na Targach, przecież nie wyrobię, zanim pojawi się w bibliotece...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kup, kup! Bo to taka książka, do której warto wrócić w ponury dzień. Otwierasz wtedy gdziekolwiek i czytasz na chybił-trafił. I fajnie jest. :)

      Usuń
  4. Jejku!!! Jakie cudowne wieści!!! Tak długo czekałam na tę książkę, a jak przyszło co do czego, to prawie ją przegapiłam. Moja lista książek "must have" ciągle się wydłuża, ale "Siły niższej" sobie nie odmówię. Przecież tam czeka kochane zasmarkane Licho, któremu trzeba wytrzeć nosek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj i wpadaj na spotkanie z autorką w sobotę w samo południe na TK w Krakowie. :)

      Usuń
  5. Już się nie mogę doczekać powrotu do świata, który stworzyła pani Marta Kisiel. Konrad, Panicz, Licho i Krakers skradli moje serce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brrr... Panicz działa mi na nerwy! :D
      A w tym tomie czekają na Ciebie nowe postaci. Też... eee... oryginalne. :P

      Usuń
  6. Czytałam "Dożywocie", podobało mi się. Może i ta książka wpadnie w moje łapki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby wpadła, bo to bardzo fajna książka jest. ;)

      Usuń
  7. Nie podzielam zachwytu autorką. Po "Nomen Omen" jakoś nie mam ochoty na inne książki Kisiel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dożywocie" jest dużo lepsze, moim zdaniem.
      Ale może też być tak, że to po prostu nie Twój styl, nie Twoje poczucie humoru. Nic na siłę. :)

      Usuń
  8. Ałtorkę znam z "Nomen Omen", "Dożywocie" mam w planach, ale jak dobrze czytać, że i "Siła niższa" tak świetnie poprawia humor. Przyda mi się! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry humor jest zawsze mile widziany. ;)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...