środa, 12 października 2016

María Dueñas "Templanza znaczy umiar"
[RECENZJA]





Premiera: 12 października

María Dueñas, znana jest polskim czytelnikom z powieści Krawcowa z Madrytu oraz Olvido znaczy zapomnienie. Mieszkająca w Cartagenie Hiszpanka tym razem osadziła swą powieść w drugiej połowie XIX wieku, plenery wybierając interesujące i malownicze.


Niepodległy Meksyk, kolonialna Hawana, winem płynące Jerez


Będziemy mieli okazję włamać się do pewnego archiwum w Meksyku, w Hawanie zagrać w bilard o dużą stawkę, a w niewielkim andaluzyjskim Jerez de la Frontera (które z bólem pominęłam podczas własnej ubiegłorocznej wyprawy w tamte rejony) zajrzymy do pewnej nieco podupadłej, ale wciąż dobrze rokującej winnicy. Na tym interesującym tle buzują emocje. Ktoś coś traci, ktoś zyskuje. Intrygi, szantaże i oszustwa kładą się cieniem na szczęściu bohaterów, ale nie zabraknie tu miejsca na miłość, przyjaźń czy szacunek. Trzeba "tylko" uważać, komu powierza się swoje finanse i serce.

Z dnia na dzień stracił dorobek życia...


Życie mieszkającego w Meksyku Hiszpana Mauro Larrera nigdy nie było usłane różami, ale dzięki wytrwałości, pracy i pociągu do ryzykownych, choć na szczęście trafnych decyzji w interesach, zdołał on zgromadzić niemałą fortunę i wyrobić sobie pozycję wśród szanowanych i poważanych obywateli, z którymi należy się liczyć. Jego córka spodziewa się dziecka, natomiast syn przysparza mu nieco zmartwień szalejąc w Europie nim obowiązek pojęcia za żonę kobiety z dobrej rodziny zmusi go do powrotu, ale większych zmartwień nasz bohater nie ma. 

A raczej nie miał aż do tego feralnego dnia, w którym stracił dorobek całego życia.

Mauro Lerrera ma u boku przyjaciela, który jest jego głosem rozsądku i będzie nim bardzo długo, nawet gdy wdowiec-bankrut opuści Meksyk, by ratować honor rodziny i szukać inwestycji pozwalającej stanąć mu na nogi. Goni go czas. By mieć fundusze na wyprawę sprzedaje wszystko co mu zostało, a dom zastawia. Pierwsza ratę pożyczki zaciągniętej przed wyjazdem u wrogo nastawionego lichwiarza musi spłacić po czterech miesiącach. Jeśli do tego czasu czegoś nie wymyśli zostanie z niczym i okryje rodzinę hańbą. Wspomniany głos rozsądku odzywa się bardzo często, ale Mauro jest zdesperowany. Podejmuje więc kolejne ryzykowne decyzje, które poprowadzą go najpierw do podejrzanych miejsc w Hawanie, a w końcu do Hiszpanii. Tam kłopotów mu nie zabraknie i to nie tylko związanych z jego stanem finansowym, ale i pewną piękną, choć niestety zamężną, kobietą.



Egzotyka, interesy, miłość i wino


Co tu dużo mówić - uwielbiam takie powieści, z egzotycznym dla mnie tłem, cudnie oddaną atmosferą miejsc i wartką akcją. Zwłaszcza zaułki kolonialnej Hawany czy nasycone zapachem wina powietrze andaluzyjskich miasteczek wprawiły mnie w stan czytelniczej euforii. Nie brakuje tu intryg, a akcja toczy się dynamicznie. Ryzykowne decyzje bohatera i sytuacje, w które wikła się w trakcie podróży sprawiają, że nie ma tu czasu na nudę. 

María Dueñas pisze o czasach, w których społeczeństwo jest podzielone na klasy, niewolnictwo ma się nazbyt dobrze (w przeciwieństwie do niewolników), a odpowiednie zamążpójście stanowi ważką kwestię i poróżnić może nawet najbliższych, gdy nie wszystko układa się wedle woli zainteresowanych stron. Miłość często musi zejść na dalszy plan.

Z racji pozycji Lerrera, przyglądamy się ludziom interesu. Także i tym, którzy gotowi są do spotkań na zapleczu sklepu z tandetną porcelaną, by snuć wizje zarobku na niecnych i nieludzkich procederach. Strach przed upadkiem i utratą pozycji jest ogromny, a pomysły na pomnożenie majątku mnożą się i nie zawsze ocierają się o metody legalne. Gdy w świat interesów wkraczają emocje, robi się jeszcze bardziej niebezpiecznie. Perypetie głównego bohatera sprawiają, że nieco bliżej, choć raczej dzięki wspomnieniom i opowieściom, poznajemy świat górników i producentów wina.

Barwnie i interesująco


Im mniej stron do końca, tym więcej się w tej powieści dzieje. Wychodzą na jaw sekrety i  animozje, padają najtrudniejsze i najważniejsze decyzje. Powieść kończy się jednak dość gładko. Zwłaszcza w przypadku jednego z najbardziej złowrogich wątków, który wprawdzie autorka zamknęła realistycznie, ale trochę bez pomysłu, zdając się tu na jakże nagle sprzyjające zrządzenia losu. To jednak jedyny mój zarzut. Spędziłam kilka pięknych godzin w towarzystwie Lerrea i innych bohaterów. Dobrych, złych, godnych zaufania, narwanych, bystrych, zawistnych, zdesperowanych, zakochanych, rozgoryczonych, szczęśliwych, rozmaitych.

Templanza znaczy umiar to powieść barwna, dynamiczna, pełna tajemnic, emocji, trudnych decyzji. Ma charakter przygodowy, niekiedy wpada w ton romantyczny, innym razem nabiera charakteru dramatycznego. Bywa, że bawi, bywa, że wzrusza. Niezmienne intryguje i przyciąga atrakcyjnością miejsc, czasów, zdarzeń.

Odpalamy wehikuł czasu. Przystanek pierwszy: Meksyk.

***

Książkę polecam
 miłośnikom egzotycznych plenerów
wielbicielom dynamicznych fabuł
chcącym przenieść się do XIX wieku

***





18 komentarzy:

  1. Ja lekturę planuję dopiero na przyszły tydzień. Krawcowa..bardzo mi się podobała, Olvido.. odrobinę mniej. Ciekawe, jak będzie z tą pozycją.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Olvido" i niestety nie jest to porywająca powieść, wobec czego nieco się zraziłam do autorki, mimo że "Krawcowa..." czeka na półce od bardzo dawna. Ale może jednak zmienię zdanie, bo z Twojej recenzji wynika, że ta historia mogłaby mi się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... "Olvido..." na mnie czeka, więc nie strasz. ;)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że tobie będzie podobać się bardziej :)

      Usuń
  3. Mnie też bardzo się podobała "Krawcowa z Madrytu", ale "Olvido" skutecznie zraziło mnie do autorki. W Hiszpanii "Templanza" też jakoś wielkiego sukcesu nie odniosła (a "Krawcowa" to jeden z największych bestsellerów ostatnich lat i dużo osób kupiło kolejne powieści autorki z uwagi na to). Szkoda, że Muza nie zachowała oryginalnych okładek powieści María Dueñas, bo są zdecydowanie bardziej atrakcyjne. Natomiast muszę przyznać, że tłumacz/ka "Krawcowej" świetnie wybrnęła z kłopotliwego tytułu hiszpańskiego "czas między szwami"- jak dla mnie, w wersji polskiej, zupełnie nie do przyjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż muszę zobaczyć te okładki. :)
      "Krawcowej..." nie czytałam. Właściwie nie wiem, jak to się stało. Krótko mówiąc: jeszcze jedna zaległość do nadrobienia.

      Usuń
  4. To może być dobra powieść na jesienne wieczory.

    OdpowiedzUsuń
  5. Autorki nie znam, ale lubię takie klimatyczno-historyczne opowieści, w których nie brakuje intryg, a akcja toczy się dynamicznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, może i ta przypadnie Ci do gustu. :)

      Usuń
  6. Też uwielbiam takie egzotyczne powieści, szczególnie, że to Meksyk! Zmyliłaby mnie trochę okładka, która sugeruje trochę tani romans :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meksyk, Kuba, Andaluzja - dla mnie wymarzony zestaw na miejsce akcji powieści i podróżnicze marzenia. :)

      Usuń
  7. Krawcową mam w planach od bardzo dawna, ta powieść zapowiada się całkiem ciekawie, chciałabym kiedyś przeczytać 😉

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...