wtorek, 5 stycznia 2016

W cieniu zamachów,
czyli sylwester w Paryżu 2015/2016



Sylwester w Paryżu. Brzmi magicznie, prawda? Wieża Eiffla o północy rozświetlona fajerwerkami działa na wyobraźnię. 

Tym razem miało być jednak inaczej. Po zamachach terrorystycznych z 13 listopada 2015 roku, władze miasta podjęły decyzję: fajerwerków nie będzie. 


Pomysł na wyjazd na sylwestra do stolicy Francji, pojawił się nagle tuż przed Świętami. W ciągu niecałej godziny sprawdziliśmy połączenia lotnicze, przeliczyliśmy gotówkę, podjęliśmy decyzję, załatwiliśmy urlopy i kupiliśmy bilety. Miesiąc wcześniej, gdy po tragicznych wydarzeniach w Paryżu, emocje nie zdążyły jeszcze ostygnąć, byłam pewna, że Francja na długi czas zniknie z mojej listy pomysłów na zagraniczne wypady. Wyszło inaczej, dzięki czemu do listy wspomnień mogę dorzucić cztery dni w Mieście Świateł. A że był okres świąteczno-noworoczny, to i świateł nie brakowało.




Ptaszki ćwierkały, że pod Wieżą Eiffla nic się nie będzie działo i faktycznie, gdy przechodziliśmy w tamtej okolicy tuż przed dwudziestą, nic nie wskazywało na to, że paryżanie mają zamiar w tym miejscu świętować nadejście nowego roku. Ruszyliśmy więc na Pola Elizejskie. Tam, dwie godziny wcześniej, rozstawione wzdłuż ulicy budki tworzące świąteczny jarmark, błyskawicznie zostały zamknięte. Sprzedawcy zwinęli towar, drewniane domki zabezpieczyli metalowymi ogrodzeniami. Policjanci, na których co jakiś czas natykaliśmy się za dnia, o tej porze licznie stawili się na Polach Elizejskich (terenie pomiędzy Placem de la Concorde, a Rondem de Gaulle'a, na którym stoi Łuk Tryumfalny) oraz w ich okolicy. 






Główną atrakcją nocy sylwestrowej był pokaz iluminacji wyświetlany właśnie na Łuku. Mimo iż według mediów, w Paryżu przebywało mniej turystów niż zwykle o tej porze roku, a i paryżanie chętniej zostawali w domu niż zjawiali się tam, gdzie powstawały większe skupiska ludzi, na Polach Elizejskich zgromadził się spory tłum. Z głośników płynęła muzyka. Leciały główne nieśmiertelne piosenki francuskie oraz utwory nawiązujące do Paryża. Moment, w którym zgromadzeni ludzie odśpiewali Champs Elysées był zwyczajnie wzruszający.





Pięć minut przed północą, pokaz iluminacji rozświetlił Łuk. Nowy rok przyszedł bez hałasu, mimo chóralnego odliczania. Na zamkniętym terenie Pól Elizejskich nie można było mieć szklanych butelek (chcąc dotrzeć w Arc de triomphe dwukrotnie byliśmy dokładnie sprawdzani), nie było więc huku korków, mokrych kurtek i bąbelków łaskoczących podniebienia. Toast wypiliśmy winem, wcześniej przelanym do plastikowej butelki. Kilka minut po północy popłynęliśmy z falą tłumu, oddalając się od Ronda de Gaulle'a. 





To był dziwny wieczór, raczej refleksyjny niż rozrywkowy. Skromny ze względów bezpieczeństwa. Choć śmiałam się, że ze względu na liczną obstawę mundurowych, jest to najbezpieczniejsza impreza, jaka odbywała się w tym czasie w Europie, to jednak widok licznych policyjnych czapek czy żandarmów paradujących z bronią, był nieco przygnębiający. 

To nie był sylwester w cieniu Wieży Eiffla, a w cieniu zamachów. Nie w świetle fajerwerków, a z pokazem sugerującym, że Paryż jest miastem otwartym, wielokulturowym i może stać się domem dla każdego, bez względu na narodowość, kolor skóry czy wyznanie. Być może tak właśnie będzie, ale póki co, władze utrzymują stan wyjątkowy, na granicy są wzmożone kontrole (o czym sami się przekonaliśmy), a w ważnych, często odwiedzanych miejscach nie brak uzbrojonych patroli. Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem huk wystrzałów znów będzie zwiastował nadejście nowego roku i kojarzył się z barwnym spektaklem fajerwerków rozświetlających niebo, a nie z zagrożeniem terrorystycznym.




48 komentarzy:

  1. Gratuluję odwagi i wspaniałego wpisu. Łzy stały mi w oczach, gdy czytałam Twoje słowa. Oby ten Nowy Rok przyniósł pokój, spokój i bezpieczeństwo. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i życzę nam dokładnie tego samego.

      Usuń
  2. Niesamowite zdjęcia! lepsze niż w TV. Mam nadzieję, że 2016 rok będzie dla Ciebie tak barwny jak iluminacje na Łuku Tryumfalnym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i oczywiście życzę Ci tego samego. :)

      Usuń
  3. Tak, odwagi to ja gratuluję, ale mi osobiście Francja się nie podoba. Tak samo, jak Niemcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Francji znam tylko Paryż (mimo dwóch wyjazdów nadal tak sobie), z Niemiec tylko Berlin (bardzo tak sobie), więc trudno mi się wypowiadać o całych krajach, ale póki co - Paryż za drugim razem mnie zauroczył, Berlin jeszcze nie zdążył.

      Usuń
  4. Rzeczywiście atmosfera musiała być specyficzna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tłumie nie dało się tego odczuć, ale o północy i podczas kontroli - jak najbardziej.

      Usuń
  5. Atmosfera specyficzna, ale mimo wszystko jest coś wyjątkowego w uczestniczeniu w czymś takim! Ja w Paryżu nigdy nie byłam i chociaż to nie jest jakieś moje wielkie marzenie, to jednak chciałabym go zwiedzić. Zwłaszcza, że czytam właśnie "Kod Leonarda da Vinci" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do "Kodu..." muszę wrócić, właśnie ze względu na Paryż. A co do atmosfery - wiedziałam, że będzie "inaczej", ale dla mnie to też pewne doświadczenie, tak jak napisałaś - wyjątkowe. Choć mam nadzieję, że Paryż znów będzie bezpieczny.

      Usuń
  6. Mi bliżej do refleksyjności przełomu niż do hucznego jego obchodzenia więc podoba mi się Twój paryski reportaż Aniu.
    Może lepiej gdyby nie wydawano w tym czasie na świecie ogromnych pieniędzy na fajerwerki, bo świat ma ogrom potrzeb bytowych a i to co się dzieje i dziać nadal będzie jakoś nie skłania do wielkich radości.

    Tak piszę, ale pozytywnie nie przestaję myśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jestem miłośniczką huku i fajerwerków. Zwykle sylwestra spędzam w domu i wcale mnie do tłumów i chaosu nie ciągnie. Tu propozycja padła z zaskoczenia i właściwie nie tyle o sylwestra mi chodziło, co o samą możliwość wyjazdu.
      Co do wydawania pieniędzy np. na fajerwerki, tu sprawa już nie jest dla mnie taka prosta. Świat ma wiele potrzeb i pewnie mądrzej by było kupić biednemu obiad niż sobie cukierki, ale jakieś przyjemności trzeba mieć.

      A pozytywnego myślenia i pozytywnych chwil życzę Ci z całego serca.

      Usuń
  7. Zazdroszczę wyjazdu do Paryża, ale nie zazdroszczę tej atmosfery.

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę spędziłam tam cztery świetne dni. Owszem, gdzieś tam czaił się niepokój, sylwester był inny niż zwykle, ale przecież żyć trzeba dalej.

      Usuń
  8. Ja bym się jednak nie zdecydowała bo po prostu źle bym się tam czuła, miałam jechać do Disneylandu ale zrezygnowałam właśnie z tego powodu, że głupio by mi było się tam tak po prostu cieszyć, gdy tylu ludzi straciło bliskich :( Poczekam i pojadę na pewno za jakiś czas, może na kolejnego sylwestra, kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę rozumiem, ale z drugiej strony - to, że Ty się będziesz bawić, nikomu nie zaszkodzi. Żyć trzeba dalej. Jedna z mieszkających w Paryżu Polek, pisała o "tarasowej akcji" w jakiej wzięli udział mieszkańcy miasta tydzień po zamachach. Mimo strachu, w weekend ruszyli do knajpek, na miasto. Żałoba nikomu nie przywróci życia, choć trudno jest się śmiać, gdy na świecie dzieją się takie potworności. Dlatego cieszę się, że sylwester choć skromny, zgromadził tak wielu paryżan i turystów. Terroryści chcą, żeby ludzie się bali. Dla nich to wygrana.

      Usuń
  9. Refleksje też są potrzebne. A Paryż jest zawsze piękny, fajerwerków do tego nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, ale z drugiej strony - smutne jest to, że miasto musi się bać bandy szaleńców.

      Usuń
  10. Nie dziwię się, że Francuzi zrezygnowali z typowego świętowania Sylwestra. Atmosfera musiała być specyficzna, dość niepewna... Ja bym nie miała oporów, by być w takim dniu w Paryżu, dlatego podziwiam Cię za decyzję!

    PS. Powaliły mnie te wyciągnięte smartfony ;) Dobre zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się nie dziwię. Nigdy nic nie wiadomo...

      Mnie również powaliły. Ledwie zaczął się spektakl, w górze pojawił się las rąk. Zabawny widok. :D

      Usuń
  11. Ostrożności nigdy za wiele, Francja się boi. Ja bym chyba nie wyjechała do Paryża na sylwester. Za duże niebezpieczeństwo mimo wszystko :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okolica była tak chroniona, że czułam się tam bardzo bezpiecznie.

      Usuń
  12. Marzy mi się Paryż zimą <3 Pięknie, szkoda, że nie było fajerwerków, ale bezpieczeństwo miasta jest najważniejsze. Buziaki, Idalia ;**

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimy nie lubię, więc marzę raczej o powrocie tam wiosną. ;)

      Usuń
  13. Przerażające jest to, co wydarzyło się w Paryżu. Z jednej strony, dla nas niewyobrażalne, z drugiej, przygnębiające, z trzeciej, Paryżanom na pewno nie żyje się łatwo. Czytałyśmy krótko po zamachu wpis jednej blogerki, mieszkającej w stolicy Francji, która pisała, że strach paraliżuje ludzi, ale nie mogą zamknąć się w domach, bo o to terrorystom chodzi. Żyją normalnie, z dnia na dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówicie o Paulinie z bloga Mama w Paryżu? Jeśli tak, to też czytałam jej wpisy. Bardzo poruszające.

      Usuń
  14. Przeczytałam i teraz mi głupio za tamten poprzedni komentarz (pod życzeniami). No, ale wszystko już rozumiem. I nadal podziwiam odwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głupio? Ale dlaczego? Dla mnie to był wpis dający pozytywnego kopa. :)

      Usuń
  15. Gratuluję odwagi, ja jeszcze przez jakiś czas będę się bała jechać do Paryża. Kiedyś na pewno, w końcu to jedno z najpiękniejszych miast świata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszłam z założenia, że coś złego może wydarzyć się równie dobrze w sylwestra, jak i w inny dzień. Z tym, że w okolicach sylwestra miasto (zwłaszcza w miejscach dużych skupisk ludzi) było bardzo chronione, więc jak dla mnie - bezpieczniejsze. Sytuacja jest teraz taka, że nie wiadomo gdzie i kiedy coś może się wydarzyć. Nie chcę rezygnować z wyjazdów dlatego, że nie wiadomo co się roi w głowach bandzie świrów i jaki będzie ich następny krok (oby żaden).

      Usuń
  16. Na taki sylwester bym się nie zdecydowała teraz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam moment zawahania, ale czy za rok będzie bezpieczniej? A za dwa lata? Czy wyjazd do innego wielkiego miasta byłby bezpieczny? Pewnie, że mądrzej byłoby zostać w domu, ale tego nie chciałam. Nie wiadomo, co może się wydarzyć, ale nie chcę rezygnować ze swoich planów.

      Usuń
  17. Fajnie, że znów udało Wam się odwiedzić Paryż. Wcale się nie dziwię, że była taka atmosfera po niedawnych wydarzeniach. Jesteście odważni, że zdecydowaliście się na ten wyjazd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, ale mam nadzieję, że kolejny wyjazd będzie już w spokojniejszej atmosferze.

      Usuń
  18. To dobrze, że Paryż spędził ten dzień w normalny sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca normalny, bo choćby brak fajerwerków wskazywał na to, że coś jest nie tak, że o ogromnej liczbie mundurowych nie wspomnę.

      Usuń
  19. witaj, mam na imię Magda i bardzo podoba mi się Twoja refleksja o sylwestrze w Paryżu. Ja również tam spędziłam tę noc i zgadzam się całkowicie z tym jak, to opisałaś. Dodam tylko, że z jednej strony odczuwałam radość, bo to był mój pierwszy wyjazd do Francji, z drugiej strony jakąś taką melancholię... i w sumie nie tylko w noc sylwestrową, ale przez cały pobyt. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mówisz. To był bardzo specyficzny wyjazd, dający do myślenia. Nie wiem czy byłaś dzień później na paradzie na Polach Elizejskich. Tak patrzyłam na ludzi z USA, Chin, Francji, Hiszpanii, Boliwii itp. i tak myślałam sobie, że to niesamowite, jak różni jesteśmy, ja interesujący - każde na swój sposób - i że mam nadzieję, że jednak da się tę różnorodność pogodzić.

      Usuń
    2. Nie, nie byłam tam następnego dnia, to był dość napięty wyjazd... Jednak właśnie to co mnie najbardziej zafascynowało i jednocześnie zaniepokoiło to ogromna różnorodność w samym Paryżu. Tzn wcześniej byłam w kilku różnych miejscach, spotkałam ludzi różnych krajów i kultur. Zresztą ludzie mnie najbardziej zawsze intrygują :) Natomiast jeszcze nie spotkałam się z tak niesamowitą niejednorodnością w jednym miejscu. I z jednej strony to jest niesamowite, że mimo wszystko wszyscy razem jakoś funkcjonują, jednocześnie mam poczucie jakby byli obok siebie i zarazem daleko od siebie... Generalnie Paryż to takie miejsce, które wywołało u mnie dużo odczuć zarówno pozytywnych jak i też negatywnych. Jednak byłam tam zdecydowanie za krótko. Chciałabym tam wrócić niebawem żeby lepiej poczuć to miasto... pozdrawiam

      Usuń
    3. Ja też mam nadzieję tam wrócić. Mam długą listę miejsc do zobaczenia. Byłam dwa razy, po 3-4 dni i to zdecydowanie za mało, mimo, że jesteśmy typami intensywnie zwiedzającymi.
      Ta różnorodność jest fascynująca i byłoby niesamowitą sprawą, gdyby dało się ją pogodzić. Myślę, że to w dużej mierze dzięki niej, w końcu pokochałam to miasto. Nie wyobrażam sobie w polskim mieście, o drugiej w nocy szukać metra z poznanym przed chwilą Egipcjaninem mieszkającym w Dubaju. I nie chodzi tu o brak metra. ;)

      A tak z ciekawości, co udało Ci się zobaczyć?

      Usuń
    4. Fajna historia z tym Egipcjaninem :) takie rzeczy się wg mnie pamięta najlepiej :) Udało mi się być na przedstawieniu w Moulin Rouge pierwszego wieczora spędzonego w Paryżu. Ja od dawna zakochana jestem w legendzie spowijającej Moulin Rouge, francuską bohemę itp, więc nie mogłam odpuścić i nie pójść na to show :) i zdecydowanie się nie rozczarowałam, jak dla mnie - magiczne miejsce :) Tego samego wieczora odwiedziliśmy kilka knajpek w pobliżu Montmartre, co było ciekawym doświadczeniem. W jednej z nich odbywało się coś przypominającego karaoke (powiedzmy, bo ciężko mi to opisać, takie stricte karaoke z wybijającym rytm podkładem i wyświetlanymi słowami to na pewno nie było). Ktoś zaczął śpiewać piosenkę Edith Piaf "l'hymne à l'amour", po czym ludzie zaczęli do niego dołączać... To było jak dla mnie niesamowite, kocham Edith i tę piosenkę i jak ci Paryżanie zaczęli wszyscy spontanicznie śpiewać poczułam taki Paryż jaki sobie wyobrażałam... Spotkaliśmy tego wieczora bardzo sympatycznych Francuzów (zastanawiałam jacy są Francuzi, raczej nie nie miałam wyobrażenia, że są jakoś specjalnie przyjacielscy), jednak przynajmniej ci byli, no i ta noc zakończyła się dość późno... co spowodowało, że następnego dnia, czyli w sylwestra jakoś specjalnie nie było nastroju i siły na zwiedzanie ;) jednak tak jak wspomniałam, mnie zafascynowali tam ludzie bardziej niż słynne monumenty (ja w ogóle uwielbiam poznawać ludzi, uważam, że dane miejsce, kraj najlepiej się poznaje z perspektywy właśnie mieszkańców, takie moje zdanie ;) ), więc było to ciekawe doświadczenie. W noc sylwestrową byliśmy pod wieżą Eiffla, a potem przenieśliśmy się właśnie na Pola Elizejskie. No a pozostały czas to wieża Eiffla "za dnia", Louvre, Muzeum Erotyki, Bazylika Sacre Coeur i generalnie dużo czasu spędzonego na przechadzaniu się uliczkami Montmartre. Widziałam katedrę Notre Dame, jednak niestety tylko z zewnątrz, bo ta kolejka do wejścia była kompletnie nie do wystania.... pospacerowaliśmy też nad Sekwaną. Jak na ten wyjazd to było tyle. Przysłowiowa kropla w morzu...

      Usuń
    5. No to teraz Ci bardzo zazdroszczę, bo Moulin Rouge marzy mi się przeogromnie. Dużo wcześniej musiałaś kupować bilet?

      Może i kropla w morzu, ale zdaje się, że wyjazd wykorzystałaś w pełni. Musisz być mega towarzyską osobą, czego także Ci trochę zazdroszczę, bo masz dużo większe szanse na poznanie miejsce takim, jakim jest, niż ja - zwiedzając tak zwyczajnie. :)

      Usuń
  20. No nie wiem czy tak mega towarzyska jestem, jednak to fakt lubię poznawać ludzi i zwykle jak gdzieś jestem to nawiązuję znajomosci, bo lubię widzieć miejsce z perspektywy mieszkańców. Oczywiście to wielkie uogólnienie, bo jak można poznać perspektywę mieszkańca w 4 dni, jednak i tak można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, poobserwować, a np przy kolejnej wizycie jest się z kim spotkać i pozwiedzać :) Zresztą szczerze mówiąc, to poznaje też czasem obcokrajowców w moim mieście i to też jest fajne, kiedy ja jestem tą osobą, która w jakimś stopniu "przybliża" im Polskę :)

    Jeśli chodzi o Moulin Rouge, to bilety rezerwowałam za pośrednictwem portalu paryzbilety.pl ok 3 dni wcześniej. W pierwszej kolejności dostałam mail z informacją, że moja rezerwacja wymaga potwierdzenia i następnego dnia faktycznie otrzymałam potwierdzenie rezerwacji, ktore zostało wymienione na bilety w samym Moulin Rouge. Odbyło się to naprawdę sprawnie i chyba taniej niż gdybym rezerwowała bezpośrednio na stronie Moulin Rouge. W tym portalu kwota podana była w PLN i taką obciążono moją kartę, na stronie MR kwoty w EUR, a wiadomo jak jest z kursem... jak sobie przeliczałam to korzystniej wychodziło przez ww. portal :) ale to tak na marginesie :) Jeśli o mnie chodzi to nie żałuję ani złotówki wydanej na Moulin Rouge, jestem pod ogromnym wrażeniem :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno więcej możesz zaobserwować niż włócząc się po utartych, turystycznych szlakach. :)

      O, myślałam, że trzeba rezerwować dużo wcześniej. Ale faktycznie, zajrzałam do nich na stronę i nie ma wielkiego problemu. Jest kilka terminów, na które już nie ma biletów, ale ogólnie - są dostępne.
      Co do cennika, to wydaje mi się, że jednak taniej jest bezpośrednio na stronie Moulin Rouge. Przeliczyłam pierwsze z brzegu i wyszło siedem dych do przodu, ale może wtedy jak Ty kupowałaś, opłacało się bardziej przez tamten portal. Pewnie też wygodniej tak, ale jednak wolę kupować bilety bezpośrednio.
      Z ciekawości przejrzałam inne ceny. Zwiedzanie Luwru za 176 złotych z audioguidem, którego musisz zwrócić po 3,5 godziny, gdzie normalnie bilet + audioguide kosztuje 20 euro, czyli niecałe 9 dych, to lekkie przegięcie. O_o

      No, ale wracając do Moulin Rouge, to wciąż zazdroszczę całym sercem. Bardzo bym chciała zobaczyć taki spektakl. To musi być niezapomniane przeżycie. Nic to, pozostaje odkładać kasę i liczyć na powrót. :D

      Usuń
    2. Faktycznie, zerknęłam na ceny przed chwilą zarówno na stronę Moulin Rouge jak i na ww. portal... sporo się pozmieniało. W tym okresie świątecznym w ogóle inne były opcje do wyboru, a ten show o 23 (bo na tym byłam) w ogóle kosztował więcej niż teraz pewnie dlatego, że to taki czas był(132 eur z szampanem za osobę, teraz widzę od 92 do 112/os albo w ogóle FULL na tę godzinę;) ) no i mi wtedy bardziej się opłacało przez portal :) teraz zgadzam się, że już nie.

      Wg mnie warto bardzo warto, chociaż miałam rozterki co do ceny... w zasadzie od samego wejścia czuć magię tego miejsca (przynajmniej dla mnie to była magia, bo to takie miejsce kultowe, emocjonowałam się tak jak bym na jakiś casting sama szła ;) ), klimat, ten wystrój, czerwone lampki na stołach, po prostu jakby wkroczyło się w inną epokę, no tyle że kiedyś podobno show odbywał się w miejscu, gdzie dziś stoją stoliki, a sceny nie było. No a jeszcze mieliśmy takiego farta, że kelner zaprowadził nas do stolika przy samej scenie :) :) :) tak więc chłonęłam wszystko wszystkim zmysłami :) Spektakl jest świetny, zaskakujący, feria kolorów, wymyślnych strojów, pięknych ciał, układów, głosów. Więcej nie będę o nim opowiadać, żeby nie psuć Ci przyjemności, gdy będziesz go oglądać :) Powiem tylko, że osoba, z którą byłam nie rozumiała wcześniej moich emocji związanych z pójściem do Moulin Rouge, a jednak po spektaklu była pod ogromnym wrażeniem :) pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. O, to faktycznie - różnica spora, ale pewnie rzeczywiście ze względu na świąteczno-noworoczny okres. Jakby co, będę więc celować w inny termin. :D

      Wiesz co? Może nie pisz już nic więcej na tema spektaklu, ale nie dlatego, żebyś miała mi cokolwiek zepsuć, ale dla tego, że jeszcze chwila, a skręcę się z zazdrości. Wiem, że tak szybko się tam nie wybiorę, więc sama rozumiesz... Litości. :P

      Usuń
  21. Nostalgiczny wpis, przykro mi się zrobiło, jak sobie pomyślę o Paryżu i tym, co mieszkańcy przeżyli nadal przeżywają, ciągły strach, niepokój... Na pewno na długo zapamiętasz tego sylwestra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wyjazd w ogóle nastroił mnie nostalgicznie. I fakt, mam wrażenie, że tego sylwestra zapamiętam bardziej niż takiego "normalnego".

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...