czwartek, 28 stycznia 2016

John Steinbeck "Zagubiony autobus"
Pechowy dzień

John Steinbeck
Zagubiony autobus
Wyd. Prószyński i S-ka
2016
304 strony
Johna Steinbecka znajdziecie wśród laureatów nagrody Pulitzera oraz w poczcie noblistów. W tym drugim znalazł miejsce w 1962 roku, choć podobno na to nie zasłużył. Trzy lata temu Akademia Szwedzka zdradziła, że uhonorowano Amerykanina... z braku lepszego kandydata. Niby nagrodzono go za realizm, wyobraźnię, empatyczny humor i społeczne zaangażowanie, ale uczyniono to bez przekonania. Decyzja Akademii wzbudziła w Szwecji spore kontrowersje, w rodzinnym kraju autora także. Tamtejsze media nie widziały w nim pisarza godnego miana noblisty. Steinbeck zapytany o to, czy na Nobla zasłużył, miał powiedzieć: frankly, no[1].



Wśród najbardziej cenionych i najpopularniejszych utworów Steinbecka wymienia się takie jak: Tortilla Flat, Myszy i ludzie, zbiór opowiadań Długa Dolina, Grona gniewu i Na wschód od Edenu. Jednak nie o tych książkach będzie dzisiaj mowa, a o wznowionym niedawno Zagubionym autobusie (wcześniej znanym pod tytułem Autobus do San Juan). powieści może nie napisanej z tak wielkim rozmachem jak wspomniane Grona gniewu, nie tak popularnej jak Myszy i ludzie czy pozostałe wymienione wcześniej tytuły, ale nie znaczy to, że niewartej uwagi.

Na rozdrożu


Przeniesiemy się do Kalifornii lat czterdziestych XX wieku, do miejsca niebędącego pępkiem wszechświata. Przeciwnie. Miejsce, w którym się znajdziemy to ledwie kilka budynków położonych na uboczu, na rozdrożu. Restauracja z przylegającym doń mieszkaniem, stancja benzynowa, garaż służący głównie za warsztat, dwa niewielkie budynki przeznaczone na toalety. Znajdziemy tu ledwie kilku bohaterów. Juan Chicoy, jego żonę Alice, pomocnika Juana zwanego to Pryszczem, to Kitem, no i Norma niedawno najętą do służby.

Oto Rebel Corners - otoczony drzewami mikroświat wyróżniający się na płaskiej równinie. Z ustalonym porządkiem zadań, z rzadka mąconym spokojem.

Zwykły autobus, niezwykła podróż


Jak ludzie gdzieś jadą, nie cierpią, gdy coś się nie układa[2].

W historii, którą opowiada John Steinbeck spokój pryska. W autobusie prowadzonym przez Juana, spotykają się ludzie zbyt różni od siebie, by móc jechać obok siebie w ciszy, bez interakcji, rozmów, spięć, związków. Młodzi i starsi. Mężczyźni i kobiety. Bogaci i ledwie wiążący koniec z końcem. Ładni i brzydcy. Towarzyscy i introwertyczni. Łagodni i kłótliwi. Inteligentni i nierozgarnięci. Spolegliwi i podejrzani. Szczerzy i kryjący się za fasadą kłamstw. Przeciętni i zwracający na siebie uwagę. Pewni siebie i zagubieni. Tak, w tej powieści zagubiony jest nie tylko tytułowy autobus.

Dopóki pojazd jedzie, pasażerowie potrafią ukryć pod płaszczykiem uprzejmości. Grają te swoje role, trochę przed sobą, trochę przed innymi. Gdy jednak autobus utknie w błocie i dalsza podróż staje pod znakiem zapytania, emocje biorą górę, a warstewka pozorów spływa jak zmyta deszczem. John Steinbeck świetnie swoich bohaterów portretuje, przypatrując się temu jak zmieniają się oni w zależności od potrzeb i warunków. Podróż autobusem jest dla nich nie tylko rzeczywista, ale i symboliczna. Dla wielu stanowi moment zwrotny, moment refleksji, podejmowania decyzji, odważenia się na zmiany. Przymusowy postój sprawia, że mówią oni to, czego nie powiedzieliby w innych warunkach, robią to, czego inaczej zrobić by się nie odważyli.

Nie jest łatwo zajmująco pisać o tym co zwyczajne


Fabuła Zagubionego autobusu to zwyczajna opowieść o zwyczajnych ludzi. Niby nic wielkiego, a jednak coś. Niby bez fajerwerków, a jednak mocno przykuwa uwagę. Steinbeck starannie maluje tło i bohaterów. Nie szczędzi szczegółów, a mimo to nie nuży. Jego spostrzegawczość, oko do detali odgrywa tu niemałą rolę, bo w połączeniu z plastycznym językiem autora, pozwala czytelnikowi przenieść się do Kalifornii choć na moment, na czas śledzenia losów bohaterów. Nozdrzami wciągnąć zapach łubinów, na twarzy poczuć lekki wiatr, na języku smak karmelowego ciasta.

Pola zbóż rozciągały się płasko doliną na wschód - aż po stoki wzgórz i wysokich gór, na zachodzie podchodziły do baniastych pagórków, gdzie wybujałe dęby rozsiadły się w czarnych plamach cienia.
Latem żółty upał skrzył się i palił, i błyszczał na rozpierzchłych pagórkach, a chłód wielkich drzew wyrosłych ponad Rebel Corners był niezwykle pożądany i wart zapamiętania. Zimą, kiedy padały ciężkie deszcze, restauracja w Rebel Corners dawała ciepłe, pachnące kawą i gorącym ciastem schronienie. Gdy wiosna była w pełni, gdy trawa zieleniła się na polach i u podnóża pagórków, gdy maki i łubiny czyniły ziemię wspaniale niebieską i złotą, gdy wielkie drzewa budziły się w żółtozielonym kolorze młodych liści - wtedy nigdzie na świecie nie znalazłbyś piękniejszego miejsca. Nie była to piękność, której się nie spostrzega, bo już się do niej przywykło. Każdego ranka chwytała na nowo za gardło. Słodki zapach łubinów i trawy przyspieszał oddech i dyszałeś niemal pożądliwie[3].

Lubię pióro Steinbecka. Za to, że tak sprawnie i zgrabnie opisuje miejsca, w których pozornie nic nie ma i nic się nie dzieje. Za bohaterów, zlepki nas samych, niedoskonałych, niepewnych, aktorów na scenie życia z nierzadko kiepsko dopasowanymi rolami. Za bohaterów złożonych z cech różnorodnych, za ich siłę i słabość, za zwyczajność i niezwykłość. Lubię Steinbecka. Za dostrzeganie uroków tego, co nie zawsze urokliwe, za upór w zaglądanie pod ludzkie maski, za pokazywanie ludzi takimi jakimi są, a nie tylko takimi, jakimi chcieliby być. Za tę walkę wewnętrzną, którą jego postaci prowadzą, a której tak wnikliwie możemy się przyjrzeć.

Nie wiem jak to jest, że powieść, w której na poziomie fabularnym dzieje się tak niewiele, tak bardzo wciąga. Kładę to na karb wspaniale realistycznych opisów. Miejsc, ludzi, emocji. Na uniwersalność opowieści, której bohaterem mógłby stać się każdy z nas. Ty, ja, twój kolega w zielonym sweterku i koleżanka mieszkająca naprzeciwko. Każde z nas mogłoby wsiąść na rozdrożu do takiego autobusu i kto wie, czym ta podróż mogłaby się dla nas skończyć. Bo czy możemy przewidzieć kiedy zwykła podróż pozwoli nam dokonać niezwykłych odkryć?

Frankly, no.

***

Książkę polecam:
chcącym uciec od zgiełku miasta
szukającym bohaterów z krwi i kości
chcącym się przenieść na odludzie
poszukującym lektur zmuszających do refleksji
ceniącym niespieszne fabuły
doceniającym realizm opisów

***

[1] http://www.theguardian.com/books/2013/jan/03/swedish-academy-controversy-steinbeck-nobel
[2] John Steinbeck, Zagubiony autobus, przeł. Andrzej Nowicki, Wyd. Prószyński i S-ka.
[3] Tamże.

***



15 komentarzy:

  1. Hmm.. chyba na chwilę obecną tego nie czuję.

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze okazji czytać żadnej książki Steinbecka, mimo że mam w swoich zbiorach "Na wschód od Edenu". Nie wiedziałam natomiast o wspomnianych kontrowersjach, ale wcale mnie to nie zniechęca. Wręcz przeciwnie, chętnie zmierzę się z jego nieco odbrązowioną twórczością. Czuję potencjał w "Zagubionym autobusie", to historia mogąca mi się podobać, dlatego będę szukać własnego egzemplarza tej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie wiedziałam, że komisja noblowska musi odczekać pół wieku, żeby udostępnić kulisy przyznawania nagrody. :D
      Mnie się marzy cały komplet Steinbecka. Ech.

      Usuń
  3. Ja właśnie lubię tego typu lektury, kiedy nie pisze się o fajerwerkach lecz o zwykłych sprawach, ale tak, że czytelnik nie może się od książki oderwać:) Pamiętam, że lata temu bardzo podobała mi się książka "Na wschód od Edenu", niestety na tym tytule jakoś się zatrzymałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety też znam słabo Steinbecka. A to co czytałam, czytałam na tyle dawno, że oprócz pozytywnych wrażeń, w pamięci pozostało niewiele. :/

      Usuń
  4. Pozycja wydaje się być bardzo interesująca i warta poświęconego jej czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z utworów autora znam tylko "Myszy i ludzie". Nie będę się jednak zarzekać, że nie sięgnę po inne, kto to wie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę książkę też czytałam, ale bardzo dawno temu. :/

      Usuń
  6. Nie chcę żeby to zabrzmiało protekcjonalnie, ale szczerze zazdroszczę młodym. Tyle jeszcze przed wami odkryć, tyle nieprzeczytanych książek, tyle niewidzianych miejsc...
    A co do Stenibecka, "Grona gniewu" to jedna z nielicznych lektur, które czytałam z przyjemnością. Nawet nie pytajcie, ile lat temu to było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym się chętnie nieco odmłodziła. Mam wrażenie, że z tych minionych lat mogłabym wyciągnąć dużo więcej. ;)

      Usuń
  7. Im więcej blogów odwiedzam, tym więcej zaniedbań mi się przypomina. Steinbeck to jedno z większych (czytałem Tortilla Flat). I Faulkner.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniale zachęciłaś do sięgnięcia po książkę...nie znałam tego tytułu.
    Zacytowany opis zachęca dodatkowo....szczególnie : "restauracja w Rebel Corners dawała ciepłe, pachnące kawą i gorącym ciastem schronienie".
    W zasadzie Steinbecka znam tylko z " Na wschód od Edenu", który czytałam a film pewno ze dwa razy już oglądałam.
    Muszę sprawdzić co biblioteka posiada, bo już od dłuższego czasu chodzi za mną chęć poznania go bliżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Myślę, że nie powinnaś mieć problemu ze znalezieniem tej książki. Nawet jeśli nie będzie tego najnowszego wydania, to może mają starsze pt. "Autobus do San Juan". :)

      Usuń
  9. Jest na mojej liście tegorocznej do przeczytania, także mam nadzieję, że już niedługo zapoznam się z tą książką :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...