czwartek, 26 czerwca 2014

Will Ferguson "W drodze na Hokkaido"
Japonia okiem autostopowicza

Will Ferguson
W drodze na Hokkaido
Wyd. Dolnośląskie
2011
528 stron
Przewodniki świetnie nadają się do powierzchownego przeglądania - a poza tym, bez nich bym się zgubił - ale chcąc przeżyć coś autentycznego, powałęsać się po zapadłych dziurach, przedzierać się przez bezdroża, trzeba podróżować w towarzystwie tubylców. Pasażerowie pociągów, choćby nie wiem jak samodzielnie organizowali sobie podróż, koniec końców pozostają widzami. Autostopowicze są współspiskowcami, towarzyszami podróży[1].

Tę teorię potwierdza wielu podróżników. Zresztą, nie trzeba być wielce spostrzegawczym doświadczonym włóczykijem, by zauważyć, że wizerunek danego państwa czy regionu kreowany na potrzeby turystyki, nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością w jakiej żyją autochtoni. Trzeba zejść z utartego szlaku, zbratać się z lokalną ludnością, wejść do baru na poboczu, zagadać, posłuchać, przeżuć lokalny przysmak i wznieść toast za zdrowie gospodarzy.


Japonia to kraj specyficzny, egzotyczny, jedyny w swoim rodzaju, a przez to ogromnie intrygujący. Czytałam o nim niewiele, kilka powieści, trochę wspomnień, z których najbardziej intrygujące były eseje Nicolasa Bouvier'a zatytułowane Pustka i pełnia: Zapiski z Japonii 1964-1970. Szwajcarski podróżnik i fotograf wspomina Kraj Kwitnącej Wiśni sprzed pół wieku. Jak wygląda on współcześnie? Tego właśnie miałam nadzieję się dowiedzieć z książki Willa Fergusona W drodze na Hokkaido. Autostopem przez Kraj Kwitnącej Wiśni.

Wydawało mi się, że wiem czego mogę się spodziewać po stylu Fergusona. Myliłam się. Nie znalazłam w jego relacji z podróży żadnych punktów wspólnych ze znanym mi thrillerem 419. Wielki przekręt. Nie ten język, nie ten sposób narracji. Zupełnie inna wrażliwość, odmienny nastrój. Zdawałoby się, że obie te książki napisał inny autor. Zmiana gatunku i tematyki zmieniła wszystko. Po lekturze W drodze na Hokkaido jeszcze bardziej doceniłam wspomniany thriller, w którym Kanadyjczyk pozbył się swego naturalnego poczucia humoru, ironii i maniery faceta, któremu zew wolności lekko uderza do głowy. Strząsnąwszy z siebie płaszczyk luzaka stworzył kawał mrocznej, trzymającej w napięciu literatury. W tym wydaniu ogromnie go polubiłam.

Wróćmy jednak do Japonii, na południowe jej krańce, skąd Will Ferguson zamierza wyruszyć na północ. Nie wiem co jest bardziej zaskakujące: jego motywacja, czy moment, w jakim wpadł na ten pomysł. A było to tak...

Pewnego roku, gdy byłem bardziej pijany niż zazwyczaj, oświadczyłem pracującym ze mną japońskim nauczycielom, że ruszę z frontem kwitnienia wiśni i dotrę aż na Hokkaido, an północnym krańcu Japonii. A raczej o czymś takim nazajutrz usłyszałem. Nie pamiętałem momentu składania tej obietnicy, ale ciągle mi o niej przypominano[2].

Tak to się zaczęło, od nadmiaru alkoholu, po którym wielu z nas wpada na iście genialne pomysły. Niewielu jednak owe pomysły doprowadza do fazy realizacji. Zwykle ulatują one w procesie zwanym trzeźwieniem lub też zabija je kwaśna, poranna proza życia, potocznie określana mianem kaca. Will Ferguson, choć po przebudzeniu zdziwiony swą inwencją, postanowił podjąć rękawicę, którą sam sobie rzucił. Ku zaskoczeniu japońskich kolegów, kraj postanowił przemierzyć autostopem, ignorując dumę narodu, czyli superszybki pociąg. Przyjmując heroiczną pozę, oznajmiłem, że zamierzam być pierwszą osobą w historii, która przejedzie "okazją" Japonię na całej długości - od końca do końca, od przylądka do przylądka, od morza do morza[3]. Zapowiadało się więc świetnie. Podróż na własną rękę, mnóstwo napotkanych ludzi, ciekawe anegdoty, bogate spostrzeżenia.

Wydanie, które trzymałam w rękach, jak głosiła przedmowa, było wydaniem skróconym. 528 stron jak, za przeproszeniem, w mordę strzelił. Przez moment byłam ciekawa, co też wydawca kazał nieszczęśliwemu autorowi wyrzucić, ale w trakcie lektury owa ciekawość wyparowała. Mam wrażenie, że całą tę japońską odyseję, przysłoniła postać autora - gruba według Japończyków, krzepka i czerstwa według niego samego. Jeśli miałabym wyrazić własne zdanie, to pomijając fizjonomię Kanadyjczyka, która akurat najmniej mnie interesuje, powiedziałabym, że wyprawa znalazła się cieniu sporawego ego, ironii i poczucia humoru, które można z autorem dzielić lub nie. Owszem, W drodze na Hokkaido czyta się szybko, z uśmiechem, niekiedy nawet zaciekawieniem (charakterystyka hoteli miłości jest moim numerem jeden!). Problem w tym, że autor za bardzo się stara podkreślić inność narodu japońskiego i trochę się przy tym zapętla, bo japońskie poczucie wyższości jakoś mniej w oczy się rzuca, niż to, które bez wątpienia posiada on sam.

Początkowo było zabawnie, nie przeczę, ale całość składa się z bardzo podobnych do siebie scen. Złapać stopa - usłyszeć, że w Japonii nikt nie bierze autostopowiczów - zdać relację z jazdy z Japończykiem, który wyjątkowo zgarnął biednego gaijina z pobocza, a przy tym mniej lub bardziej się z niego ponabijać - wysiąść - podziękować - złapać stopa... Być może sens tego był taki, by ukazać japońską przewidywalność. Jeśli tak, cel został osiągnięty. Właściwie niemal każdy napotkany przez Fergusona Japończyk jest jak z zdjęty z fabrycznej taśmy. Ugrzeczniony, zawsze służący pomocą, gościnny, a przy tym zdystansowany, z jednej strony ciekawy obcokrajowca, z drugiej traktujący go jak egzotyczne zwierzątko. Załapałam schemat dość szybko, serio. Nie potrzebowałam do tego aż taki licznych powtórzeń.

Opowieść Willa Fergusona to opowieść przede wszystkim o ludziach. Owszem, autor zdołał zobaczyć kilka ciekawych miejsc, jak choćby wyspę, na której małpy myją ziemniaki  przed jedzeniem (czego jednak Ferguson nie może potwierdzić, bo akurat tego dnia w małpim menu czyste kartofle się nie znajdowały) czy muzeum seksu w Uwajimie, wspomni coś o kulturze, kapsułowych hotelach czy społeczeństwie kastowym, ale w tak obszernej (mimo iż to wersja skrócona) książce, spodziewałabym się raczej więcej opisów samej Japonii niż przywar jej mieszkańców. Być może rozczarowanie zaburzeniem proporcji (więcej autora niż Japonii) spowodowało iż ta książka nie zachwyciła mnie tak, jak się spodziewałam. Nie do końca przekonał mnie sposób, w jaki Ferguson opisuje mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Sporo tu zabawnych scen i dialogów, ale z większości z nich przebija poczucie wyższości, brak taktu, czasami wręcz arogancja. Autor kpi nieustannie, co szybko przestaje być zabawne, a staje się nieco męczące. Myślę, że z powodzeniem można było tę książkę jeszcze skrócić i zostawić ciekawe opisy miejsc, trafne uwagi, interesujące spotkania, jak choćby poruszający wieczór w towarzystwie pana Nakamury, jeńca wojennego.

Na szczęście Japonia jest tak ciekawym, intrygującym miejscem, że nawet, gdy postać autora spycha ją na drugi plan, ona wciąż hipnotyzuje, przyciąga, wzbudza zainteresowanie. Stylem jest o wiele bliższa książkom Marcina Bruczkowskiego niż Nicolasa Bouvier'a, ale w książkach naszego rodzimego autora jest coś, czego nie znalazłam u Kanadyjczyka - umiar, takt i delikatny humor, który podkreśla wyjątkowość mieszkańców Nipponu, ale jej nie wyśmiewa. Szkoda, że autor próbując pokazać to, co jest mocą każdego kraju, czyli jego mieszkańców, ich poglądy, zwyczaje, charaktery, czyni to w tak niefortunny, złośliwy, ironiczny sposób. Czas, który spędził z Japończykami podróżując autostopem, był z pewnością czasem niezwykle cennym, umożliwiającym dokonanie wielu ciekawych obserwacji. Autor skupił się jednak na tym, za co można wyśmiać uczynnych kierowców. Bywa zabawnie, ale niestety dużo częściej robi się żenująco.

Zabrakło mi tu głębszych refleksji i wniosków. Autor nudzą muzea czy spektakle, ma zdecydowanie towarzysko-imprezowe usposobienie. Nie jest to niczym złym, o ile w książce podróżniczej przekłada się na celne obserwacje czy ciekawe rozmowy, których nie brak i po spożyciu sake czy piwa. W drodze do Hokkaido to raczej zapiski luzaka z pobocza, który podróżuje z zadartymi do góry kciukiem i nosem, niż reportaż podróżniczy. Trzeba do tej książki podejść z przymrużeniem oka. Jeśli poczucie humoru Fergusona do czytelnika trafi, będzie się on dobrze bawił, jeśli nie - poczuje jedynie irytację. Ja znalazłam się gdzieś po środku, więc czasem głośno się śmiałam, a innym razem krzywiłam się z niesmakiem. I tak sobie myślę, że trudno jest poznać i zrozumieć prawdziwą Japonię, skoro robi się wszystko, by ona się poznać nie dała.



***

Książkę polecam
miłośnikom lekkich książek przygodowo-podróżniczych
poszukującym lekkiej, niewymagającej lektury
czytelnikom o dużym poczucie humory
ciekawym Japonii okiem autostopowicza

***

[1] Will Ferguson, W drodze na Hokkaido. Autostopem przez kraj kwitnącej wiśni, przeł. Jarosław Włodarczyk, Wyd. Dolnośląskie, 2011, s. 389.
[2] Tamże, s. 17.
[3] Tamże, s. 20.

***

Przeczytaj także

51 komentarzy:

  1. Tematyka jaką lubię, ale skoro książka średnia, to na razie podziękuję, bo mam ciekawsze pozycje na oku :) Szczególnie czekam n1 4 lipca i nową książkę Cejrowskiego ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, na Cejrowskiego też się czaję, ale pewnie dopiero jesienią kupię.

      Usuń
  2. Nie interesuje mnie życie autostopowicza, a Japonia też średnio mnie zachwyca, więc raczej podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, to faktycznie książka nie dla Ciebie.

      Usuń
  3. Mam przeczucie, że ta lektura nie trafi w moje gusta

    OdpowiedzUsuń
  4. Może i jest to książka ciekawa, ale zupełnie nie dla mnie. Nie ta tematyka, nie ten gatunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Japonia to taki fascynujący kraj. :)

      Usuń
  5. Kiedy zaczęłam czytać, że książka jest o podróży po Japonii to nabrałam ochoty na jej czytanie, ale jak doszłam do końca recenzji mój zapał opadł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi tak na 100% odradzać, bo jednak sporo tam ciekawych opisów, gdyby tylko autor nieco powstrzymał się od złośliwych komentarzy, byłoby naprawdę fajnie.

      Usuń
  6. Mam duży sentyment do Japonii, czytam sporo książek, które o tym kraju opowiadają, bądź akcja się tam dzieje i swego czasu posiadałam opisaną przez Ciebie książkę, ale jakoś nigdy nie mogłam się do niej zabrać. Zawsze mi coś przeszkadzało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może przeczucie? ;)

      A co o Japonii byś poleciła?

      Usuń
  7. Jestem ogromna fanką książek o Japonii, jednak o tej słyszałam praktycznie same negatywne opinie. Tak jak sama wskazałaś, zwłaszcza charakter autora i jego podejście do Japonii jest podobno kiepskie, dlatego mimo iż początkowo chciałam ją kupić- zrezygnowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako fanka Japonii pewnie mimo wszystko bym po tę książkę sięgnęła, ale raczej po egzemplarz biblioteczny. Na zakupy raczej szkoda kasy.

      Usuń
  8. To chyba nie dla mnie. Nie przepadam za książkami podróżniczymi, do tego humor autora, jak wynika z Twojej recenzji, jest z gatunku tych, których bardzo nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie taki humor też nie bardzo trafia. Na początku było czasami zabawnie, ale ile można nabijać się w ten sam sposób z tego samego?

      Usuń
  9. Właśnie jestem na początku "Rekina z parku Yoyogi" Joanny Bator, ale myślę, że już mogę Ci polecić tę książkę jeśli jeszcze nie masz dość tej tematyki. Styl autorki bardzo mi odpowiada, a do Fergusona nie jestem przekonana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bator jestem ogromnie ciekawa. Mam "Japoński wachlarz", tylko nie wiem, kiedy go przeczytam.

      Usuń
  10. Nie sięgam jakoś po książki podróżnicze. A to wywyższanie się autora myślę, że mogło by mi działać potwornie na nerwy, także nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podróżnicze bardzo lubię, ale ta mnie nie do końca przekonała.

      Usuń
  11. Już wiem dlaczego jeszcze nie udało mi się zrealizować mojego marzenia o podróży autostopem - za mało piję :/ Autor niepotrzebnie pojechał tak daleko - skoro i tak chciał pisać przede wszystkim o sobie, to mógł krążyć po rodzinnym mieście, zaoszczędziłby na biletach i jedzeniu ;) 528 ma wersja skrócona - to chyb najlepiej dowodzi, że autor ma duże ego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, czas zmienić tryb życia. :D

      Ogromnie jestem ciekawa jakie sceny kazali mu wyciąć. :P

      Usuń
  12. Jestem tak w połowie i czekam na wolne, żeby na spokojnie sobie dokończyć. Ten autor ma tak cudownie sarkastyczny styl... Aż się rozmarzyć można! // Świetna książka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie on jakoś nie przekonał. Początkowo może i tak, ale później miałam zdecydowanie dość.

      Usuń
  13. Japonia, kraj niezwykle ciekawy, oglądałam o nim z milion dokumentów, może w końcu czas na jakąś książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdziesz jakąś ciekawą, to daj znać. ;)

      Usuń
  14. Zachęciłaś mnie do przeczytania 419, ale nie do "W drodze na Hokkaido". Książek o Japonii czytałam dosyć sporo i nie lubię, kiedy ten kraj przedstawia się jako "wybryk natury" i podchodzi do jego kultury z arogancją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro masz takie podejście, to tej książki zdecydowanie Ci nie polecam.

      Usuń
  15. Aktualnie niezbyt interesuje mnie Japonia, chociaż muszę przyznać, że jest niezwykle specyficzna: gejsze i teatr no, to coś co podziwiam w ich kraju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ogromnie bym chciała zobaczyć ten kraj. :)

      Usuń
  16. O ciekawa książka podróżnicza! Ostatnio stwierdziłam, że za mało takiego gatunku właśnie czytam. Muszę to koniecznie zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jakoś mniej czasu poświęcam tego typu literaturze, a kiedyś czytałam jej sporo.

      Usuń
  17. Tragedia. Tak samo kiepski jak Bruczkowski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że się zjawisz. :D
      Mnie się Bruczkowski nawet podobał, może nie od strony podróżniczej, ale jako powieść czytało się fajnie (choć to było ileś lat temu, może teraz byłabym bardziej krytyczna). W każdym razie przy "Bezsenności w Tokio" świetnie się bawiłam. "Zagubieni w Tokio" już mi się nie podobali. Reszty nie czytałam.

      Usuń
    2. No ba, skoro o mojej ukochanej Japonii. :D
      Ach ci bohaterowie, ach te ich przeżycia. A już te dokładnie zapamiętane po latach rozmowy. ;) Za dużo fantazji... Niech pisze powieść.

      Usuń
    3. Hmmm... W sumie słuszna uwaga. Nie pomyślałam o tym.
      A swoją drogą, zawsze mnie zastanawiała ta pamięć do dialogów. Tym bardziej, że pewnie gdybym dziś miała streścić jakąś rozmowę sprzed tygodnia z mężem, to nie dość, że połowy bym zapomniała, to jeszcze pewnie oboje przedstawilibyśmy różne wersje. :P

      Usuń
    4. Pamięć do dialogów jest możliwa tylko w jednym przypadku - gdy nagrywasz te dialogi. ;) W każdym innym przypadku, nawet gdy rozmowa wywarła na tobie wielkie piętno, po dłuższym czasie nie pamiętasz już jej dokładnie, a jedynie sens. ;) Jak tutaj, niespełna rok po moim pobycie: http://thetravellersnotes.wordpress.com/2014/06/05/lost-while-travelling-ep-1/ Żadnej rozmowy nie powtórzę dokładnie. Żadnej.

      Różne wersje i byś różne intencje przypisywała drugiej osobie, niekoniecznie zgodne ze stanem faktycznym.

      Usuń
    5. Co racja to racja. A tak przy okazji - jak mam sama gdzieś dojść i mam mapę to dojdę, ale wystarczy, że idę z kimś i nagle ten ktoś mnie zostawi, a ja muszę wrócić tą samą trasą, to nie ma opcji - zgubię się na 100%. :P

      A, to już osobna kwestia. W odczytywaniu intencji w ogóle jestem chyba dość kiepska. :P

      Usuń
  18. Tak mi przyszło do głowy...zamiast czytać książkę o Japonii, której autor jest tak zachwycony swoją osobą, wolę poczytać blog znajomego. Wprawdzie On nie o Japonii, tylko o Chinach, ale wydaje mi się że jest to o wiele ciekawsze;) Może kojarzysz Kubę?
    http://first-step-chiny.weebly.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja - takie blogi często są ciekawsze i mniej pisane "pod publikę" niż niektóre książki.
      A bloga kojarzę, choć dawno tam nie zaglądałam. Siostra podrzuciła mi kiedyś linka. ;)

      Usuń
  19. Japonia to kraj specyficzny - o tak. Książki nie czytałam i po tej recenzji chyba porzucę zamiar, jednak z tą uwagą nie mogę się nie zgodzić.

    Co do japońskich kierowców. Nigdy nie widziałam tu jeszcze autostopowiczów, natomiast na swoim przykładzie mogę napisać, że tutejsi kierowcy zatrzymują się wcale nie sporadycznie. Zdarza mi się wychodzić na bardzo długie spacery, a przestrzenie dzielące osiedla mieszkaniowe bywają w tym kraju bardzo rozległe, często ma się wrażenie, że granica miasto już dawno z tyłu. Niejednokrotnie spotykam się z tym, że ktoś się zatrzymuje z własnej inicjatywy i proponuje, że podwiezie. Najczęściej latem, które szczególnie poza Hokkaido jest piekielnie gorące i parne, dając solidnie w kość, dlatego kierowcy zwykle okazują wtedy współczucie i stąd ich chęć pomocy. Zaznaczę, że zatrzymują się nawet wtedy, gdy nie mają możliwości wcześniej zorientować się, z kim mają do czynienia - zaznaczam dlatego, że są tacy Japończycy, którzy stronią od obcokrajowców, ale są i tacy, na których gaijini działają jak magnes, lecz z moich doświadczeń wynika, że trafiam na szczerze bezinteresownych. Wobec takie postawy do głowy by nie przyszło, żeby się z nich naśmiewać, nawet jeśli znalazłyby się powody. Wszystko można opisać bez owijania w bawełnę, ale niekoniecznie uciekając się do złośliwości.

    Tyle. Pozdrawiam z Honsiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor często wspomina o tym, że zatrzymujący się Japończycy informowali go, że w ich kraju nie podwozi się autostopowiczów, ale każdy zapraszał go do samochodu. :P

      W tej książce zauważyłam dokładnie to, o czym piszesz. Wielu Japończyków było chętnych do pomocy, bezinteresownych i zainteresowanych gaijinem. I naprawdę, nie mam pojęcia jak korzystając z takiej uprzejmości (kierowcy często specjalnie dla autora jechali inną drogą lub wręcz zawozili go tam, gdzie sami absolutnie się nie wybierali) można jednocześnie tych ludzi wyśmiewać.

      Cieszę się, że napisałaś ten komentarz. Fajnie jest poznać opinię kogoś, kto opiera się na własnym doświadczeniu. :)

      Usuń
    2. O, przypomniałaś mi pewną historię. Stopem nie podróżowałam, ale podwózkę miałam. Gdy zapytałam pewnego Japończyka o drogę do jakiegoś miejsca, mimo że szedł w przeciwną stronę, wrócił się ze mną do domu, zapakował mnie w samochód, podjechał kilka kilometrów i jeszcze poinstruował jak mam potem wrócić (gdzie kupić bilet i gdzie prom i w jakich godzinach). :P

      Usuń
    3. Czyli opinia o uprzejmości Japończyków się potwierdza. ;)

      Usuń
    4. Przepraszam Cię, Ann, za z lekka nieskładny koniec poprzedniego komentarza i literówki - zaskoczył mnie dzwonek do drzwi, kończyłam pisać w pośpiechu. Wybacz, proszę.

      Chciałabym nawiązać do wpisu forculturessake, gdyż miałam podobną przygodę. Na początku mojego pobytu w Japonii, gdy jeszcze nie za bardzo orientowałam się w topografii okolicy i zgubiłam się jak dzieciak, zapytałam wychodzącą z pralni Japonkę w średnim wieku o postój taksówek. Nie znała drogi, ale zaprosiła mnie do samochodu i krążyłyśmy po mieście w poszukiwaniu mojego domu. W międzyczasie zadzwoniła z pytaniem o podpowiedź do swojego męża, a ponieważ on również nie znał dobrze układu ulic, zatrzymała się przy jakimś zakładzie pracy i wraz z panem dozorcą oraz kilkoma młodymi robotnikami rozgryźli mój adres. Pani podwiozła mnie pod sam dom, nie chciała przyjąć żadnej gratyfikacji za poświęcony czas i zużytą benzynę, życzyła wszystkiego dobrego i z uśmiechem oraz papatkami odjechała. - W ten oto sposób na sobie samej doświadczyłam tego, o czym napisała forculturessake. Przyznam, że byłam w szoku :) To jeszcze jeden kwiatek do tego japońskiego ogródka.

      Życzę Wam dobrego tygodnia, dziewczyny.

      Usuń
    5. Z wrażenia poszłam szukać tych literówek, bo jakoś żadna mi się wcześniej w oczy nie rzuciła. :D

      Powiem Ci, że dla kogoś, kto mieszka w Polsce, takie historie są jak z bajki. Owszem, nie brak i tu uprzejmych ludzi, ale żadną siłą nie potrafię przenieść takiej sytuacji jak Twoja, na polski grunt. No nie wyobrażam sobie, jak ktoś krąży swoim samochodem ze mną po Poznaniu i pomaga mi szukać mojego bloku czy angażuje do tego innych.

      Wzajemnie! :)

      Usuń
  20. Ten zapis o skróconej wersji i mnie zaintrygował. Moja myśl była identyczna, bo jak ten opasły tom mógł mieć jeszcze większą objętość. Tym bardziej, że to same opisy, bez wizualizacji. Sama wyobraźnia ;) Widocznie ja mam przeogromne poczucie humoru, bo mimo powtarzalności książka bawiła mnie do początku do końca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze powtarzam, że poczucia humoru u mnie jak na lekarstwo, bo niełatwo mnie porządnie rozbawić. ;)

      Usuń
  21. Jak dla mnie to to jego nieokrzesane poczucie humoru bez taktu to raczej taka zbroja, bo inaczej by się załamał - tak jak pisze - kocha i nienawidzi Japonię jednocześnie. Nienawidzi, bo Japończycy nigdy go nie zaakceptują jako jednego z nich, co najwyżej "oswojonego" cudzoziemca. I to w nim wywołuje poczucie samotności i melancholię. :) A Bouvier jest świetny!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...