wtorek, 13 lutego 2018

Filmowa melancholia "Nasze noce"

Nasze noce - kadr z filmu


Podobno na miłość nigdy nie jest za późno. Podobno świat należy do odważnych. Podobno trzeba swój los brać w swoje ręce. I nie dać sobie wmówić, że nasz czas minął



Addie Moore (Jane Fonda) jest wdową.
Louis Waters (Robert Redford) jest wdowcem.
Żyją po sąsiedzku. Samotnie. Każde w swoim dużym domu pełnym wspomnień i pamiątek po ukochanej, drugiej połówce.

Większość życia mają już za sobą, ale przecież ono wciąż trwa i wciąż ma wiele do zaoferowania. Wiele więcej niż samotne dni i noce.

Pewnego dnia Addie odwiedza Louisa w jego domu i podsuwa mu zaskakującą propozycję. Zdumiony mężczyzna nie mówi ani tak, ani nie. Musi sprawę przemyśleć.

W końcu się zgadza.






Tak zaczyna się ta pełna ciepła historia. Od propozycji wspólnego spędzania nocy, bez seksu, za to z rozmowami tuż przed zaśnięciem. A przynajmniej taki jest plan, bo życie zrobi to, co ma w zwyczaju, ów plan zweryfikuje po swojemu.

Ona bezpośrednia, on zamknięty w sobie. Każde ze swoimi przyzwyczajeniami i mnóstwem niełatwych wspomnień. Krucha więź zrodzona z potrzeby bliskości umacnia się stopniowo, wstyd przed odsłonięciem się przed ludźmi z otoczenia każe zachować niewygodną dyskrecję, a konieczność podjęcia trudnych wyborów pojawia się jak zwykle nie w porę. Ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Nasze noce w reżyserii Ritesh Batry to film ciepły, subtelny. Ma moc wywoływania delikatnego uśmiechu. Nie jest idylliczny, ale daje nadzieję. Pokazuje, że na uczucia nigdy nie jest za późno, że czasami po prostu warto zaryzykować, dać sobie jeszcze jedną szanse na szczęście. Jednocześnie jest w nim sporo obaw o brak akceptacji, jakby w pewnym wieku niestosownym było zaczynanie życia na nowo. 






W ekranizacji powieści Kenta Harufa Jan Fonda i Robert Redford tworzą uroczą parę w jesieni życia. Grane przez nich postaci są tak zwyczajne, tak rozbrajająco niepewne tego, co robią, a przy tym zafascynowane sobą coraz bardziej w sposób wywołujący ciepły uśmiech. Na rozwój tej znajomości patrzy się z przyjemnością. Jest coś poruszającego w sposób w jaki poznają się nawzajem, spoglądają na siebie, spędzają ze sobą czas. Piękno tej produkcji tkwi w jej zwyczajności. W cieple spojrzeń, gestów, słów. Nie jest jednak mdło i słodko. Gdy na drodze rodzącego uczucia staje proza życia, nigdy nie wiadomo czy wpisze się w nie happy end

Subtelny, ciepły, dojrzały film. O samotności, o potrzebie bliskości, o tym, jak ważne jest mieć u boku kogoś, komu można opowiedzieć o minionym dniu.



zwiastun filmu




Zobacz też:


6 komentarzy:

  1. Nie słyszałam jeszcze o tym filmie, ale chętnie go obejrzę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Również nie słyszałam o tym, ale zaciekawił mnie zwiastun ;)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...