czwartek, 4 maja 2017

[5] Hiszpania 2016: Barcelona - Casa Milà by day




Nie dało się na raz, zwiedzaliśmy więc na raty. Podczas pierwszego pobytu w Barcelonie, wybraliśmy Casa Battló. Zajrzeliśmy też wtedy do Parku Güell. Podczas drugiego nasz wybór padł na bazylikę Sagrada Familia. Trzeci pobyt w stolicy Katalonii zaowocował wizytą (i to dwukrotną!) w Casa Milà, kolejnym ważnym miejscu w dorobku Gaudiego.






Dlaczego wybraliśmy się tam dwukrotnie? Bo postanowiliśmy zobaczyć budynek nie tylko za dnia, ale i w nocy, kiedy to na dachu można podziwiać spektakl światło-dźwięk.




Casa Milà to inaczej La Pedrera, co po polsku oznacza kamieniołom. Budynek powstał w latach 1906 - 1910 i dziś jest uważany za najlepszy, najbardziej dojrzały projekt Gaudiego. W Barcelończykach jednak wcale entuzjazmu nie wzbudzała. W tamtych czasach widziano masywną, niekształtną i kontrowersyjną bryłę. Mieszkańcy miasta nie docenili geniuszu katalońskiego architekta, ciekawych form, nawiązań do świata przyrody, innowacyjnych rozwiązań.




La Pedrera powstała na zamówienie przedsiębiorcy Pery Mili i jego żony (bogatej, młodej wdowy). Snobistyczny Milà zapragnął domu niebanalnego i wyróżniającego się, stąd jego pomysł, by zatrudnić do pracy Gaudiego. No i cóż... Miało być oryginalnie i tak właśnie było. Fala krytyki była jednak ogromna, a czasopisma satyryczne miały używanie.

W ogromnym budynku zamieszkali nie tylko jego właściciele. Wyobraźcie sobie, że we wpisanej na listę UNESCO w 1984 roku atrakcji turystycznej od rana do nocy licznie odwiedzanej przez turystów, wciąż wynajmują mieszkania trzy rodziny! Będą tam mieszkać do śmierci tych członków rodzin, które podpisywały umowę wynajmu. Tak zadecydowano po tym jak w 1986 roku budynek stał się własnością banku Caixa Catalunya. Co jeszcze lepsze - za wynajem w bardzo drogiej, luksusowej dzielnicy płacą śmieszne pieniądze. 




Co tu dużo mówić - Gaudí zachwyca pomysłowością, wyczuciem, dbałością o detale. Byłam zdumiona tym, że szerokie drzwi wejściowe tak naprawdę kiedyś były... bramami wjazdowymi do podziemnego garażu! Milà jako jeden z nielicznych posiadał w tamtych czasach samochód, a garaż w jego domu był pierwszym podziemnym garażem w Barcelonie. W budynku zainstalowano także windy, co również nie należało w tamtych czasach do powszechnych rozwiązań. 





Dzięki otwartym patiom, budynek jest pełen światła. Lepsza jest także wentylacja.




Pięknie pomalowane ściany kojarzyły mi się z ogrodami.









Niechęci Gaudiego do kątów prostych i zamiłowania do łuków czy fal, nie sposób nie zauważyć. Do zwiedzania udostępniono m.in. piętro, na którym niegdyś mieściły się pralnie i suszarnie.






Dzięki specjalnym instalacjom można było podejrzeć w jaki sposób Gaudí pracował nad projektami.





W gablotach umieszczono makiety dzieł katalońskiego mistrza architektury.





Inne gabloty okazały się pełne inspiracji. Antoni Gaudí czerpał je z natury. Pamiętacie zdjęcie chodnikowych płytek z początku notki? Czy nie przypominają Wam one plastra miodu? A czy korytarz z łukowatym sklepieniem nie wygląda jak szkielet węża? Kataloński architekt był bacznym obserwatorem rozwiązań proponowanych przez naturę i chętnie wybierał z nich to co najlepsze, najciekawsze.







Kształty mebli czy innych przedmiotów użytku codziennego, miały dla architekta ogromne znaczenie. Tu każda krzywizna była starannie zaplanowana.




Na krótkim filmiku można było zobaczyć, jak starannie Gaudí projektował zwykłe klamki, nadając im najbardziej ergonomiczną formę.





Na innym ekranie można było obejrzeć film dotyczący historii Casa Milà, a przy okazji zobaczyć Barcelonę dawnych lat.




Zwiedzanie obejmuje też kilka pomieszczeń, w których niegdyś toczyło się codzienne życie. Niektóre wyglądają tak, jakby za chwilę mieszkańcy mieli tam wrócić. W innych zgromadzono rozmaite przedmioty i meble z epoki.

Mnie zauroczył m.in. domek dla lalek...




...z drobiazgowo zaprojektowanymi wnętrzami.





Zajrzeć można m.in. do pokoi dla służby, dzieci, do łazienki, kuchni, sypialni, salonu czy gabinetu.
















Tym, co przykuwa uwagę zwiedzających najbardziej, jest niesamowity dach Casa Milà. To właśnie tu mieliśmy wrócić na wieczorny spektakl światło-dźwięk.




Wieże wentylacyjne i kominy wyglądają niczym wojacy spoglądający na miasto z tarasu tego niesamowitego budynku. 









Dramat turysty, czyli nie ma wody na pustyni.



W Casa Milà nawet zwykła klatka schodowa prezentuje się interesująco.




Oczywiście po zwiedzaniu, można zaopatrzyć się w pamiątki.




Następnym razem zabiorę Was na taras w czasie spektaklu. Choć nie liczcie na to, że zdjęcia oddadzą atmosferę tamtego wieczoru. To trzeba zobaczyć na własne oczy.


Informacje praktyczne:


Adres: Passeig de Gràcia, 92. 08008, Barcelona

Strona www: lapedrera.com

Godziny otwarcia: 
* poniedziałek - niedziela, godz. 9.00 - 20.30 i 21.00 - 23.00 
(Poza sezonem godziny otwarcia mogą być krótsze, najlepiej przed wyjazdem sprawdźcie je na podanej wyżej stronie www).

Ceny:
Istnieje kilka możliwych opcji zwiedzania budynku. 
  • La Pedrera by day
    • dorośli: 22 euro
    • studenci, niepełnosprawni, dorośli pow. 65 roku życia: 16,50 euro
    • dzieci w wieku 7 - 12 lat: 11 euro
    • dzieci do lat sześciu - bezpłatnie
    • w cenie: audioguide
  • La Pedrera by day Premium
    • dorośli: 29 euro
    • dzieci w wieku 7 - 12 lat: 11 euro
    • dzieci do lat sześciu - bezpłatnie
    • w cenie: audioguide
  • Gaudí's Pedrera: The Origins
    • dorośli: 34 euro
    • dzieci w wieku 7 - 12 lat: 17 euro
    • dzieci do lat sześciu - bezpłatnie
  • La Pedrera day and night
    • dorośli: 41 euro
    • dzieci w wieku 7 - 12 lat: 20,5 euro
My skorzystaliśmy z wariantu La Pedrera day and night (czyli połączenia zwiedzania dziennego i The Origins, czyli zwiedzania nocnego wraz ze spektaklem, o którym napiszę Wam następnym razem).

Audioguide niestety nie jest dostępny w języku polskim. 
Dostępne języki to: kataloński, hiszpański, angielski, francuski, niemiecki, portugalski, włoski, rosyjski, chiński i japoński.

Plecaki należy zostawić w depozycie. Nie wolno korzystać z selfiesticków, wprowadzać zwierząt (wyjątek stanowi pies przewodnik), wnosić jedzenia. Na terenie budynku obowiązuje także zakaz palenia, a dźwięk w telefonie powinien być wyłączony na czas zwiedzania.

Pamiętajcie też, że w tym budynku wciąż mieszkają ludzie. Warto mieć to na uwadze i starać się nie być uciążliwymi zwiedzającymi.

10 komentarzy:

  1. Byłam tam 7 lat temu, ale muszę jeszcze kiedyś wrócić, bo było za gorąco na zwiedzanie i mało zobaczyliśmy. Miło wspominało się Barcelonę, patrząc na te zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy razy byłam tam w sierpniu, więc wiem o czym mówisz. Ale zwiedzaliśmy ile się dało. Choć mam nadzieję, że następny wypad będzie już w nieco mniej upalnym terminie. :D

      Usuń
  2. Ależ Wam zazdroszczę! Cudnie tam musi być ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech... Moja ukochana Barcelona. :)

      Usuń
  3. Niesamowity człowiek! Porównałabym jego wizjonerstwo do Leonarda da Vinci. Architektura wspaniała. A ten domek dla lalek... to kamienica wręcz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy da się to porównać, bo Da Vinci to jednak większy kaliber, ale nie zmienia to faktu, że twórczość Gaudiego i jego wyobraźnia są absolutnie niesamowite. :)

      Usuń
  4. Wow! Jak tam pięknie. A domek dla lalek to mistrzostwo świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano. Małe cudeńko dopracowane w każdym calu. :)

      Usuń
  5. Cuuuuudowność! <3 zobaczenie Casa Mila jest moim nieziszczonym marzeniem i trwając ww zwuroczeniu Twoimi fotografiami i wspaniałą, porywajacą relacją, jestem Ci nieskończenie wdzięczna za możliwość wspólnej wyprawy! Bukiet wdzięczności dla Ciebie!

    Projekty Gaudiego urzekały mnie jeszcze zanim dowiedziałam się, na czym polega jego fenomen z mądrych albumów. Płynność linii i harmonijne barwne zestroje, kojarzące mi się nie tylko z ogrodami, ale również z niebem, tonią jeziora i skrzydłami ważek oraz motyli oraz splendor zoomorficznych brył... Och! Brak mi słów, by wyrazić swoje urzeczenie - a pisać mogłabym godzinami na temat przedstawionego przez Ciebie Piękna...

    Do podziękowań dodam więc tylko zachwyt nad sukieneczką w groszki - uroczość! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się zobaczyć to na żywo, bo zdjęcia zdecydowanie nie oddają uroku budowli, podobnie jak te przedstawiające Casa Batllo czy bazylikę Sagrada Familia.
      Gaudi miał niesamowitą wyobraźnię i wspaniałe pomysły. Fenomenalne jest to, ile potrafił podpatrzeć w świecie przyrody i jak cudnie przenieść to na architektoniczne detale.

      Dziękuję za miłe słowa. (I mam nadzieję, że w końcu zrobi się na tyle ciepło, żebym mogła wyciągnąć groszki z szafy). :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...