poniedziałek, 15 maja 2017

Krzysztof Bochus "Czarny manuskrypt"
[RECENZJA]

kryminały retro, literatura kryminalna
cykl z Christianem Abellem, tom 1


Wiele rzeczy w tym niewielkim mieście zaskakiwało go w sposób szczególny, jakby kpiąc sobie ze wspomnień, myśli i wyobrażeń, jakie wiązały go z tym miejscem. Mieli tu mieszkać prości, serdeczni i zwyczajni obywatele. Tymczasem ci, których spotykał, okazywali się bestiami w ludzkiej skórze. Nieszczęśnicy, dewianci, mordercy, notoryczni kłamcy i fałszywi chrześcijanie . W tych idyllicznych domostwach powinna gościć codzienność wypełniona pracą, drobnymi przyjemnościami i rodzeniem dzieci, a wypełniały je zbrodnia i występek. Dawny świat odchodził w przeszłość[1].



Obietnica ciekawej historii w mrocznym plenerze



Czarny manuskrypt Krzysztofa Bochusa ma klimatyczną okładkę z rodzaju tych, którym ciężko mi się oprzeć. W ten sam sposób zadziałał na mnie opis na niej umieszczony, głoszący że książka ta to intrygująca powieść z pogranicza kryminału noir, tajemnic historii i sztuki. Do tego należy dodać przyjemność podróży w czasie do lat trzydziestych ubiegłego wieku oraz ciekawe miejsca akcji. Tę autor osadził w Marienwerder (obecny Kwidzyn, rodzinne miasto autora) oraz Marienburgu (dzisiejszy Malbork). Książka wylądowała na liście must read.

Krwawe zbrodnie wśród panów w sutannach, chłód murów katedry, tajemnice krzyżackiego zamku, sekretne bractwo, dzieła sztuki, podziemne korytarze i krypty oraz tytułowy manuskrypt były dla mnie obietnicą fascynującej podróży w przeszłość, z dużą dawką emocji i mrocznym klimatem wywołującym dreszcze.

I niby wszystko się zgadza. Wymienionych składowych nie zabrakło, a opisy miejsc zdecydowanie działały na wyobraźnię. Spodziewanego zachwytu jednak nie było, bo w trakcie lektury co rusz dopadała mnie taka myśl, że powieść ta jest echem innych. Patchworkiem zszytym z dobrze znanych wątków, które przeniesione na atrakcyjny grunt wprawdzie stworzyły zgrabną opowieść, ale w samej fabule zabrakło oryginalności.


Morderstwa i rozpusta



W Marienwerder dochodzi do dwóch brutalnych morderstw. Ich okrutności nie da się zignorować nawet przy braku wyobraźni, gdyż Krzysztof Bochus opisuje ich efekt na tyle soczyście, by czytelnikowi nie umknęły szczegóły (z teatralizacją przywołującą na myśl kryminały Pierre'a Lemaitre'a czy Chrisa Cartera). Śledztwo autor oddaje w ręce radcy kryminalnego Christiana Abella, któremu dzielnie towarzyszy wachmistrz Kukulka. Już pierwsze działania śledcze wykazują, że zamordowani duchowni niekoniecznie żyli tak, jak duchowni żyć powinni. Czystość cielesna czy nieskazitelność moralna były dla nich pojęciami z działu baśni i legend. W realnym życiu oddawali się praktykom zupełnie księżom nieprzystającym. Czyżby ktoś postanowił ukrócić tę rozpustę, ukarać grzeszników wymierzając sprawiedliwość w sposób brutalny, bolesny i okrutny?

Christian Abell ma swoją teorię na ten temat. Zaczyna węszyć, wypytywać, przesłuchiwać i... pakować się w kłopoty. Morderca jest bowiem bezwzględny i nie zamierza rezygnować ze swego planu, tylko dlatego, że stróże prawa mają go na celowniku. Abell węsząc tu i tam, ma coraz więcej wrogów i ani się obejrzy, a jego życie będzie zagrożone.


recenzje kryminałów, polskie kryminały


Ale to już było...



Podczas lektury Czarnego manuskryptu co rusz moje myśli krążyły między wybitnym Imieniem Róży Umberto Eco, a bestsellerowym Kodem Leonarda da Vinci Dana Browna. Gdzieś pomiędzy nimi są liczne historie wiarołomnych duchownych, kościelnych murów pełnych sekretnych przejść, planów, spotkań oraz tajemnic, które wychynąwszy na światło dziennie niechybnie doprowadziłyby do wielkiego skandalu, a nawet upadku fundamentów tej czy innej formacji religijnej.

Na szczęście powieść kryminalna Krzysztofa Bochusa ma do zaoferowania coś, co sprawia, że choć motywy tworzące intrygę kryminalną są wtórne, a finał niezbyt zaskakujący, to czyta się ją z zainteresowaniem. Tym magnesem przykuwającym uwagę jest świat, w którym autor osadził swą powieść, interesująco przez niego opisany, z dbałością o szczegóły wspomagające czytelniczą wyobraźnię i z licznymi ciekawostkami historycznymi.


Miejsca i ludzie



Poruszamy się po czasach, kiedy to Malbork i Kwidzyn, z całą niemieckością ówczesnych nazw, leżały na niemieckiej ziemi. Nawiązując do historii tych ziem, autor tworzy intrygę kryminalną, mocno osadzoną w miejscu i czasie, wykorzystując swój literacki debiut do przemycenia historycznych ciekawostek. Trzeba przyznać, że wiedza autora (ta z powieści i ta z przypisów) robi wrażenie (swoją drogą, przed lekturą nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak kwidzynopedia). Research z pewnością był niezbędny i chwała pisarzowi za to, że się do niego przyłożył, bo dzięki temu mamy powieść bogatą w szczegóły, malującą przed oczami czytelników obrazy przystające do opisywanej rzeczywistości, z atmosferą godną gotyckich murów pełnych tajemnic.

Powieść zaludniają głównie Niemcy, ale i polska postać się tam czasem pojawi, dzięki czemu możemy się przyjrzeć stosunkom panującym między tymi dwoma narodami. Krzysztof Bochus nie tylko chce, by czytelnicy zainteresowali się intrygą kryminalną, ale daje im też możliwość przyjrzenia się ogromnie interesującym czasom, choć jednocześnie nietrudno zauważyć, że mimo iż osadza intrygę w konkretnej przestrzeni, punktuje te ludzkie przywary, które uparcie pozostają uniwersalne.


Pierwszy plan, drugi plan



Nie do końca przekonała mnie postać Abella, śledczego wizualnie wpisującego się w niemiecki porządek, a właściwie tok myślenia tok myślenia. Jakkolwiek trafna miałaby się okazać jego hipoteza w przyszłości, w chwili jej wysnucia miała na tyle słabe uzasadnienie, że zdumiała mnie siła, z jaką trzymał się jej radca. Zawsze wydawało mi się, że prowadząc dochodzenie bierze się pod uwagę rozmaite możliwości, dopuszcza wątpliwości, patrzy na sprawę jak najszerzej.

Postaci drugoplanowe są dość ciekawe. Najsłabiej wypadają bohaterki kobiece, tak w fabule, jak i w dialogach (jak w tym, w którym pada kwestia Jestem żywą kobietą, Christianie![2], który czytany na głos brzmi dość sztucznie, a mnie przy okazji wprawił w zakłopotanie odkryciem, że Christian kojarzy mi się w damsko-męskim układzie jednoznacznie, choć myślałam, że fakt przeczytania Pięćdziesięciu twarzy Greya zdołałam już wyprzeć z pamięci; źle ze mną).

Czarny manuskrypt jest kryminałem dobrym, dość wtórnym fabularnie, ale wciąż intrygującym, ze wspaniale przedstawionym tłem, pełnym barwnych opisów i ciekawostek. Chętnie wybiorę się z autorem do Wolnego Miasta Gdańska w kolejnym tomie z Christianem Abellem, ciekawa do jakiej intrygi wykorzysta tamtą przestrzeń i w jaki sposób ją przedstawi.


polskie kryminały
Krzysztof  Bochus
Czarny manuskrypt
Wyd. Muza
2017
384 strony



***


Książkę polecam

miłośnikom kryminałów retro
mieszkańcom Kwidzyna i Malborka
żądnym ciekawostek historycznych
ceniącym ciekawe tło historyczne
miłośnikom plastycznych opisów

***

[1] Krzysztof Bochus, Czarny manuskrypt, Wyd. Muza, 2017, s. 239.
[2] Tamże, s. 359.






16 komentarzy:

  1. Hmmm... I teraz w sumie nie wiem, czy warto, czy nie warto... Niby moje zainteresowania, ale.. Skoro mówisz, ze to już było. Hmmm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy co już czytałaś i co lubisz. Mnie się bardzo spodobało tło, więc przewidywalność fabuły nie bolała. ;)

      Usuń
  2. Szczegółowe opisy zbrodni trochę mnie odstraszają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tyle zbrodni, co jej efektu. Ale nie było tak "źle", więc możesz spokojnie czytać. Nie ma tu takiej makabry jak np. u Cartera. :)

      Usuń
  3. Czy naprawdę "Czarny manuskrypt' jest "dość wtórny fabularnie"? W kryminałach wszystko już było - w tym sensie rzeczywiście wszyscy autorzy kryminałów żywią się sobą nawzajem. Ale nie przypominam sobie polskiego kryminału, którego rozwiązanie wiąże się z tajemnicami zakonu krzyżackiego. ( no, może za wyjątkiem książek o Panu Samochodziku Jak dla mnie świetny pomysł. A i sama książka napisana znakomicie, wciąga od pierwszej do ostatniej strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, można powiedzieć, że w kryminałach wszystko już było. Co do oceny wtórności, to w dużej mierze zależy ona od doświadczeń czytelniczych. Dla jednego ta książka będzie odkryciem, dla innego powtórką. Przy czym mówię tu o samym przebiegu intrygi i jej rozwiązaniu, nie o tle czy w tym wypadku tym, co wiąże się z zakonem krzyżackim itp. Dla mnie to też coś nowego, intrygującego i przede wszystkim świetnie opisanego.

      Usuń
  4. Nie przepadam za kryminałami retro, więc tym razem spasuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa jestem tej książki. Jak znajdę chwilę to się z nią rozejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę przystopowałaś mój zapał wtórnością, ale ten manuskrypt kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie będzie tak źle? Co dla jednych jest przewidywalne, dla innych może być zaskakujące. Nie dowiesz się, dopóki nie przeczytasz. :)

      Usuń
  7. Jestem ciekawa opisanego tła, skoro autor się przygotował do dokładnego odmalowania miejsc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tło jest super! Mroczne, klimatyczne i bardzo intrygujące. :)

      Usuń
  8. Pamiętam odkrywanie skarbów krzyżackich z Panem Samochodzikiem i w sumie później już nie spotkałam się za bardzo z tą tematyką, więc pomimo wszystko, z przyjemnością sięgnę po ten kryminał. Nawet jeśli nie jest świetnie, to i tak myślę, że warto wybrać się w tę podróż. Tak jak napisałaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że warto. Choćby dla tła, klimatu i ciekawostek. Ale intryga też nie jest zła. To, jak bardzo Ci się spodoba, zależy od tego jakie lektury masz za sobą. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...