wtorek, 2 maja 2017

Alek Rogoziński "Do trzech razy śmierć"
[RECENZJA]

cykl z Różą Krull, tom 1



- Ale byłby numer, gdyby nagle zaczęły tu ginąć osoby i okazałoby się, że ktoś je morduje tak samo, jak w pani książce!* - wykrzyknął Kuba i... stało się.



Jesz? Nie czytaj!


Z komediami kryminalnymi mam zawsze pewien problem. Nie jest łatwo wyjść ze strefy mroku, gdzie królują seryjni mordercy, zbrodnie są niekiedy naprawdę paskudne i opisy wywołujące dreszcze, by przenieść się na grunt wprawdzie wciąż kryminalny, ale uprawiany w zupełnie innym celu. Nie po to, by szokować, przerażać, odbierać poczucie bezpieczeństwa, ale by te wszystkie ludzkie słabości odpowiednio podkoloryzować i wykorzystać do zbudowania fabuły na tyle zabawnej, że nawet pojawienie się w fabule trupa, nie ma mocy ścierania uśmiechu z twarzy czytającego.

Do tej pory udane połączenie kryminału i komedii znalazłam u Joanny Chmielewskiej i Olgi Rudnickiej. Teraz przyszedł czas na sprawdzenie, czy twórczość Alka Rogozińskiego również mogę potraktować jako odskocznię od mrocznych fabuł, którymi tak często wypełniam wolne wieczory. Szansa na to była spora, bo od jakiegoś czasu śledzę fanpage autora na Facebooku i przyzwyczaiłam się już do tego, że lepiej nie czytać jego wpisów w trakcie obiadu, bo nieuniknione parskanie ze śmiechu nie służy ekranowi laptopa. Pozytywnie nastawiona sięgnęłam po Do trzech razy śmierć, najnowszą komedię kryminalną w dorobku pisarza i jednocześnie pierwszy tom cyklu Różą Krull w roli głównej. Tę samą, którą w cytacie otwierającym notkę wspomina niejaki Kuba.

Wino chlup i jest trup!


Na czas czytania odłożyłam wszelkie przekąski. Co można zetrzeć z ekranu, tego z papieru może się nie udać. Czy było to konieczne? Cóż... Mam wrażenie, że w krótkich, anegdotycznych wpisach autor sprawdza się lepiej. Bez parskania śmiechem się więc obyło, ale sam uśmiech w czasie lektury z twarzy mi nie schodził i nie, nie był to skurcz, a efekt uczestnictwa w zjeździe pisarek w podkrakowskim dworku. Tam poznałam Różę Krull i jej koleżanki po fachu, cudnie sportretowaną ekipę z wieloma wadami i zaletami, które z pewnością zna ten, kto choć trochę zna środowisko pisarskie od kuchni.

Ledwie impreza się zaczęła, ledwie wzniesiono pierwszy toast, a już trupem padła jedna z uczestniczek. 
Diagnoza? Otrucie!
Morderca? Nieznany!
Motyw? Nieustalony!

Na miejscu zbrodni jej sprawca zostawia czarną różę, a samo przestępstwo w niepokojący sposób przypomina to, które Róża Krull opisała w swej książce. Jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że wspomniana fabuła przewiduje kolejne trupy. Róża wciela się w rolę detektywa-amatora i wspólnie z młodzieńcem zwanym Kubą, węszy po dworku w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie kim jest morderca.




Dworek pełen tajemnic i ekscentrycznych gości


Trzeba powiedzieć jasno, na wielkie emocje związane ze śledztwem się nie nastawiajcie. Historia jest prosta, liczba podejrzanych mocno ograniczona, trochę jak w klasycznych kryminałach, z tym, że bez tamtego poplątania i mnożenia tropów, które sprawiają, że podejrzewa się po kolei wszystkich, po to by w finale odkryć, że i tak dało się wpuścić w maliny. Tu nie intryga jest najważniejsza, bo większej uciechy dostarcza śledzenie relacji i rozmów między bohaterami niż męczenie szarych komórek dedukcją i szukanie odpowiedzi na pytanie kto i dlaczego zabił.

To co w Do trzech razy śmierć najlepsze to poczucie humoru Alka Rogozińskiego. Uszczypliwe, zgrabnie użyte do tego, by opowiedzieć o światku dobrze mu znanym. Literackim. Gdy na zjeździe pisarek pojawiają się twórcy niekiedy dość ekscentryczni, nudno na pewno nie będzie, a że całość jest napisana lekko i z humorem, to trafia się całkiem sporo zabawnych perełek dialogowych czy sytuacyjnych. Jak już wspomniałam wcześniej, może nie powodujących wybuchów śmiechu, ale i tak trudno zachować powagę.

Wśród bohaterów są pisarki z przywarami, blogerki książkowe (całkiem bystre, dodajmy), piarowiec z zamiłowaniem do kuchni eksperymentalnej i parę innych barwnych postaci, które razem zapewniają czytelnikom rozrywkę. Jest kolorowo, wesoło i ze sporą dawką uszczypliwości. 

Pudełko pełne szpilek


Czy Do trzech razy śmierć trafi do każdego? Z pewnością nie, bo jednych bawi człek przewracający się na skórce od banana, innych gdy baba przychodzi do lekarza, a jeszcze inni nie docenią nawet sucharów prowadzącego Familiadę. Ot, ryzyko pisarza tworzącego humorystyczne fabuły. Ktoś będzie śmiać się do łez, ktoś inny leniwie podniesie kąciki ust do góry, a znajdą się i tacy, którzy uznają, że to żenada i w ogóle co ten autor brał skoro takie teksty sadzi. Jeden powróci do mrocznych kryminałów, inny kurcgalopkiem (!) popędzi po kolejną humorystyczną opowiastkę.

Dla mnie ta powieść to krzywe zwierciadło, w którym odbija się część pisarskiego światka. Obraz jest więc nieco przesadzony, realistyczny raczej mniej niż bardziej, ale dzięki temu bardziej zabawny. Doceniam dystans autora i delikatnie sugeruję, by z dystansem do tej historii podszedł czytelnik. Z dystansem i z uwagą, bo im więcej smaczków zza kulis pisarskiego światka wyłapie, tym lepiej będzie się bawił. Pisząc tę powieść, Alek Rogoziński prawdopodobnie miał pod ręką pudełko pełne szpilek, które wbijał to pisarzom, to blogerom, to wydawcom czy piarowcom, to znów czytelnikom. Jako część tego całego okołoliterackiego bałaganu nie mogłam się nie uśmiechać na myśl, ile tam trafnych komentarzy i obserwacji. 

Jeśli jesteście ciekawi, co może wydarzyć się w budynku pełnym pisarek, to możliwości macie dwie. Wybrać się na takie spotkanie lub poczytać o nim u Alka Rogozińskiego. Co będzie dla was bezpieczniejsze i dostarczy więcej zabawy, o tym już musicie sami zdecydować. 


Alek Rogoziński
Do trzech razy śmierć
Wydawnictwo Filia
2017
328 stron

***

Książkę polecam
miłośnikom komedii kryminalnych
szukających lekkiej rozrywki
czytelnikom z poczuciem humoru
pisarkom
chcącym spojrzeć na pisarski światek od kuchni i odbity w krzywym zwierciadle

***

* Alek Rogoziński, Do trzech razy śmierć, Wyd. Filia, 2017, s. 60.

***




13 komentarzy:

  1. No widzisz, też mam właśnie taki problem, że bardziej mnie śmieszy Alek w facebookowym wydaniu niż w książkowym ;) Ja akurat czytałam "Jak cię zabić, kochanie?" i owszem, zaśmiałam się raz czy dwa, ale na pewno nie oplułam tak, jak przy czytaniu jego postów na fejsie :D No ale gdy będzie okazja, sięgnę po recenzowaną przez Ciebie książkę, bo jako część tej literackiej branży jestem ciekawa, co autor o niej napisał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fejs w tym wypadku zdecydowanie wygrywa. :)

      Usuń
  2. Po kryminały sięgam bardzo rzadko, ale kryminał w połączeniu z komedią? Jestem na TAK! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mówię tak dla autora 4 pozycje przeczytane i liczę na więcej humor w kryminale jak najbardziej - mile widzę ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, baw się dobrze przy kolejnych lekturach. :)

      Usuń
  4. Moje podejście do komedii kryminalnych znasz, więc nie chcę się powtarzać. Dodam tylko, że obawiam się o to czy mam tyle dystansu, żeby po tę książkę sięgnąć. Coś mi się wydaje, że raczej nie, więc na razie dam książce spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... Akurat Tobie bym nie polecała. ;)

      Usuń
  5. Lubię komedie kryminalne, dlatego nazwisko Alka Rogozińskiego od dawna znajduje się na mojej liście autorów, których twórczość chciałabym poznać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cała polska czytała tylko nie ja :P czas w końcu przeczytać jakąś książkę tego pana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, ja też dopiero przeczytałam. Wszystko przed Tobą. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...