piątek, 25 listopada 2016

Matthew Thomas "Przypomnij mi, kim jestem"
RECENZJA

Matthew Thomas
Przypomnij mi, kim jestem
Wyd. Wielka Litera
2016
584 strony
Miałaś kiedyś wrażenie, że życie ci ucieka, ludzie cię wyprzedzają, a ty nie możesz ich dogonić? Gdybym choć na chwilę mógł zatrzymać świat, a razem z nim tych ludzi biegnących w pośpiechu, może udałoby się go zrozumieć? Chciałbym tak. Chciałbym, żeby wszyscy i wszystko stanęło w miejscu i nie przesuwało się ani o centymetr[1].

Czułam, że to będzie dobra książka, choć opis zdradzał niewiele, a fakt, że jest to debiut, nakazywał ostrożność we wzbudzaniu sobie nadziei na lekturę-nokaut. 

Autor pracował nad nią dziesięć lat. Wśród najważniejszych książek 2014 roku wymieniali ją m.in. New York Times, Washington Post czy Barnes & Noble. 

W końcu powieść Przypomnij mi, kim jestem Matthew Thomasa dotarła do Polski. I mam nadzieję, że jej pojawienie się nie przejdzie bez echa.


Z Nowym Jorkiem w tle


Matthew Thomas dokładnie określa ramy czasowe opowiadanej historii, pierwszy rozdział umiejscawiając w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, przeprowadzając czytelników przez kilka dekad, by zamknąć ją epilogiem dotyczącym 2011 roku. Zmienia się w tym czasie nowojorska przestrzeń, zmieniają się jej mieszkańcy. To będzie naszym tłem. Zmiany. Żywy miejski organizm, w którym trzeba się umieć odnaleźć, mając świadomość tego, że ewoluuje, że wczorajszy Nowy Jork może być zupełnie innym miastem niż ten, w którym obudzimy się jutro. Przypomnij mi, kim jestem jest nie tylko opowieścią o Eileen Tumulty, jej mężu Edzie i synu Connellu, ale także o amerykańskim śnie, amerykańskim społeczeństwie, życiu w Nowym Jorku, a zwłaszcza w Queens.

Nowy Jork jest więc jednym z bohaterów debiutu Amerykanina. Tętni życiem, wiele obiecuje, ale potrafi sprowadzić marzących do parteru. To miasto uwodzi marzycieli i pragnących lepszego życia. Przyciąga imigrantów, kusi możliwościami, ale też odziera ze złudzeń. Jest różnorodne, pełne kontrastów i barw. Autor portretuje je bardzo ciekawie, skupiając się nie tylko na przestrzeni, ale i ludziach. Tu znaczenie ma baseball i dzielnica, w której mieszkasz. Łatwo cię określić po tym, komu kibicujesz i jaką ulicę masz w adresie. 

Autor skupił się na pewnych, istotnych dla fabuły, aspektach życia w tym mieście. Dlatego wnikliwiej przyjrzymy się medycznemu wycinkowi rzeczywistości - szpitalom, praktykom ubezpieczeniowym, funkcjonowaniu domów opieki. Dlatego zobaczymy jakie zmiany zachodzą w psychice potomków imigrantów, jak zachłyśnięcie nowym światem może wpłynąć na pamięć o korzeniach. Dlatego zrobimy rundkę po nowojorskich nieruchomościach, określając dobrobyt liczbą sypialni przesiąkniętych zapachem potpourri. Dlatego zderzymy się z bezdusznym prawem, przyjrzymy systemowi emerytalnemu, zajrzymy na uniwersytet, dotrzemy na dno butelki po alkoholu.


Przeszkoda



Eileen i Edward pragną lepszego życia niż to, które pamiętają z dzieciństwa. Oboje mają za sobą nieprzyjemne przeżycia. Ich przyszłość ma być inna. Doskonalsza, szczęśliwsza. Eileen, z zawodu pielęgniarka, z urodzenia córka imigrantów, pamięta rodziców, którzy smutki i nadzieje topili w alkoholu. Ed zdaje się gwarantować jej inne życie. Nieco ekscentryczny, raczej introwertyczny wykładowca, ma w sobie jakiś magnes i jakąś obietnicę. Lepszego życia, harmonii, szczęścia. Nie będzie bajki, bo okazuje się, że oczekiwania mają nie do końca zbieżne. Eileen marzy o dobrobycie. O dużym domu z drewnianym parkietem i granitowymi blatami, o mniej etnicznie różnorodnym sąsiedztwie, o lepszej pracy, gronie dobrze ustawionych przyjaciół. Ed... Cóż... Ed ma nieco inne priorytety. Lata mijają, na świecie pojawia się Connell, coś się zmienia, coś pozostaje takie samo, aż w końcu zmienia się wszystko. Eileen za wszelką cenę chce urealnić swój sen o życiu w dostatku, ale pojawiają się kolejne przeszkody. 

Wśród nich jest taka, której nie da się ani obejść, ani przeskoczyć.




Moje nadzieje i bolesny temat



Spodziewałam się książki dobrej, nie spodziewałam się takiej, która uderzy mnie tam, gdzie boli. Boli bardzo. Są takie tematy, które dotkliwie uświadamiają mi całą kruchość planów na przyszłość. Są takie historie, które aż krzyczą, by nie odkładać niczego na jutro, na kiedyś, na potem. Są takie problemy, których całym sercem pragnę nie mieć i choć staram się o tym nie myśleć, to wiem, że być może któregoś dnia... Dlatego tak mocno przeżywałam lekturę. Dlatego poruszył mnie epilog, który jest odbiciem moich lęków.

Wszystko się w tej powieści zgrało: od tła po bohaterów i ich losy. Autor stworzył postaci ogromnie prawdziwe. Nietrudno się z nimi utożsamiać, nietrudno wejść w ich skórę nawet jeśli nasze życiowe doświadczenia nie są zbieżne z tym, co przeżywają. Zwyczajna rodzina postawiona w trudnej sytuacji musi sobie radzić z własnymi emocjami i kryzysami. Obserwując ich codzienność, dostajemy solidną dawkę realizmu. Nie ma tu spektakularnych scen, mocnych rozgrywek. Jest życie ze swymi wzlotami i upadkami, marzeniami i momentami zwątpienia, aspiracjami i goryczą porażek, walką i przegraną, miłością, poświęceniem, rozczarowaniami

Matthew Thomas jest wnikliwym obserwatorem i dobrym psychologiem. W jego debiucie znajdziecie wiele prawd i refleksji. Mnie Przypomnij mi, kim jestem przypomniało o tym, że żyć trzeba tu i teraz, że należy się liczyć z tym, że podarowane nam "jutro" może mieć inną formę niż oczekiwaliśmy.

I mam taką cichą nadzieję, że nigdy nie zapomnę kim jestem. 

W końcu mam jeszcze tyle do przeżycia, tyle wrażeń na mnie czeka, tyle drobnych, codziennych przyjemności. Łyk świeżo zaparzonej czarnej herbaty; wyczuwalna pod dłonią sprężystość ciepłych ręczników ułożonych w schludny stos; stłumione śmiechy dzieci dochodzące zza okna sypialni; smak rurek z kremem; nagłe drgnięcie końskiego ucha odpędzające muchę; neonowa zieleń trawy na zapolu; siatka linii papilarnych na dłoni; zapach i dotyk, nawet smak ziemi; uczucie bliskości, gdy ciało przywiera do drugiego ciała[2].

***

Książkę polecam
miłośnikom powieści obyczajowych
szukającym powieści z Nowym Jorkiem w tle
łowcom udanych debiutów
wielbicielom powieści o zwykłych ludziach


***

[1] Matthew Thomas, Przypomnij mi, kim jestem, przeł. Anna Zeler, Wyd. Wielka Litera, 2016, s. 183.
[2] Tamże, s. 579.






17 komentarzy:

  1. Super. Zapisuję sobie. Dziesięć lat to szmat czasu, książka widać dopracowana i dopieszczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie - niesamowita lektura. Ciekawe, czy i Tobie się spodoba.

      Usuń
  2. Mam tę książkę w planach, odkąd zobaczyłam ją w zapowiedziach. Bardzo się cieszę, że tak dobrze ją oceniłaś, może mi też się tak spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam o niej, a zachęciłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. Daj koniecznie znać, jak wrażenia z lektury. :)

      Usuń
  4. Zaintrygowana jestem co to za przeszkoda, przez którą bohaterowie nie mogą urealnić swojego snu o dobrobycie- będę mieć ten tytuł na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam o tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zachwyciłaś mnie Aniu swą opinią.Do tej pory jakoś nie zwróciłam uwagi na tę książkę, ale ostatnio mniej czytam recenzje nowych książek. Ta jednak, muszę przyznać mnie bardzo zainteresowałaś tym zdaniem : "Eileen za wszelką cenę chce urealnić swój sen o życiu w dostatku, ale pojawiają się kolejne przeszkody:. Już jestem ciekawa jak ta historia się zakończyła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam i mnie także wzruszyła, skłoniła do refleksji. Oby więcej takich debiutów się pojawiało:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami.

      Usuń
  8. Kolejna lektura na listę kiedyś przeczytam... Chyba na tej liście nigdy nie zabraknie mi miejsca. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co więcej: ona zawsze się będzie chętnie wydłużać. :D

      Usuń
  9. Ależ jestem do tyłu z nowościami :( Ale ta książka niewątpliwie przykuła moją uwagę, widzę, że warto ją przeczytać, więc trafia na listę, która zdaje się nie mieć końca :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...