sobota, 1 sierpnia 2015

Rafel Nadal "Szampańskie dni"
Salut!

Rafel Nadal
Szampańskie dni.
Tajemnice rodzinnego imperium

Wyd. Marginesy
2015
352 strony
Wzięłam tę książkę do ręki i pomyślałam: rety, przecież ja nawet nie lubię szampana! Ale czy można się oprzeć lekturze książki napisanej przez urodzonego w Geronie Katalończyka, gdy serce bije szybciej na myśl o wszystkim co związane z jego rodzinnymi stronami? Czy można obojętnie przejść obok historii prawdziwej, opowiadającej o determinacji człowieka, który z niczego zbudował coś znaczącego, obok historii kilku pokoleń opowiedzianej przez przedstawiciela jednego z nich?

Nie wątpię, że znajdą się tacy, którzy potwierdzą, że można. Tak się jednak składa, że ja do nich nie należę.

Szampańskie dni. Tajemnice rodzinnego imperium Rafela Nadala to historia z rodzaju tych, które pokazują, że nie trzeba odziedziczyć milionów, by rozkręcić liczący się biznes. Francisco Oller był świetnie zmotywowany: nie chciał dołączyć do klepiących biedę Katalończyków. 

I tak rozpoczyna się historia małego imperium opartego na wytwarzaniu korków do szampana, historia rozciągnięta między francuskim Reims, a katalońską Cassà de la Selva, wreszcie - historia wzlotów i upadków, rozdawania kart i odbierania ciosów, zysków i strat.

Dla Rafela Nadala Francisco Oller jest pradziadkiem. Urodzony w 1954 roku pisarz i dziennikarz, zbiera dokumenty, wspomnienia, zdjęcia i składa je w kolaż tworzący barwną historię jego rodziny. Szkoda, że fotografie znalazły się jedynie na wewnętrznej stronie okładki. Śledzenie opowieści Nadala nie tylko dzięki słowom, ale i zdjęciom, byłoby jeszcze bardziej fascynujące. Rafel Nadal słucha uważnie. Dziadków, rodziców, ciotek, wujków, każdego, kto mógłby dorzucić choć cegiełkę do wybudowania fabuły, która jest fascynująca jak powieść i prawdziwa jak samo życie

Francisco Oller opuścił rodzinną Katalonię i to we Francji rozkręcił swój biznes. Bo czy dla fabryki korków do szampana, można znaleźć lepszą lokalizację niż Szampania? W tym czasie w regionie przebywało dziesięć katalońskich rodzin trudniących się wytwarzaniem korków. W 1885 roku, od pięciu dekad prym wiodła rodzina Corisów, na produkcji zbijając fortunę. U nich znalazł zatrudnienie młody Oller, po roku awansując na kierownicze stanowisko, ale już w tym czasie myśląc o własnym biznesie. W kolejnych latach myśli przekuł w czyny i tak oto firma Oller i Spółka stała się liczącym graczem na rynku.

Oczywiście w życiu z górki mają tylko nieliczni, a bez wątpienia Francisco Oller do nich nie należał. Próbując rozporządzać życiem własnych dzieci, sparzył się niejednokrotnie. Dopadły go też płomienie bynajmniej nie metaforyczne. 

Szczątki tliły się jeszcze godzinami. Pradziadek oddychał z trudem. Woń spalonego korka, którą zawsze uważał za słodką i delikatną, teraz wydawała mu się ostra, była jak uderzenie bata i napinała mu mięśnie twarzy. Od czasu do czasu dręczył go ból w oskrzelach, zwijał się, kaszląc i łapiąc powietrze, które nie dochodziło do płuc, ale zaraz się prostował, topił spojrzenie w zgliszczach pogrążony w rozpaczy. O świcie poszedł się przebrać do domu przy rue Clovis. W łazience rozebrał się, spojrzał w lustro i się nie rozpoznał: jego włosy zrobiły się całkiem siwe!
Ogień właśnie strawił mu dzieło trzydziestu lat wytrwałej pracy i nie wiedział, czy jako czterdziestosześciolatek znajdzie siły, by zacząć od nowa. Gdy się umył, wrócił do lustra: brwi były czarne, tylko włosy mu pobielały. Poczuł się stary i zmęczony, ogarnęła go panika[1].




Czy Oller się poddał? Oczywiście, że nie! To nie jest opowieść o tych, którzy przewracając się na kłodach ryją twarzami w glebę i już się nie podnoszą. Katalończyk miał zmysł obserwacji, żyłkę do interesów i stale był gotowy do działania. Nieco gorzej szło mu w utrzymywaniu ciepłych relacji z bliskimi, których często uważał za elementy, na których można oprzeć strategię rozwoju firmy i niespecjalnie liczył się z tym, że syn może mieć własny pomysł, a córka niekoniecznie mieć ochotę na aranżowane małżeństwo. W Szampańskich dniach poczytamy więc nie tylko o biznesie, układach czy inwestycjach, ale także o relacjach rodzinnych, miłościach, konfliktach, ucieczkach z domu czy potajemnych schadzkach. W tekście przebija się też temat własnej tożsamości, temacie ważnym dla imigrantów, a więc i dla naszych Katalończyków osiedlonych we Francji.

Historia Ollera i jego rodziny nie jest zawieszona w próżni. W tle, a często i nie bez wpływu na losy naszych bohaterów, toczą się dwie wojny światowe. Jest czas upływający pod znakiem szampana i czas, gdy kryzys kazał ludziom zacisnąć pasa, a napoje z bąbelkami niekoniecznie plasowały się wysoko w hierarchii ludzkich potrzeb i na listach zakupów gospodyń domowych.

Rafel Nadal nadaje snutej przez siebie opowieści charakter powieściowy. Mamy tu więc nie tylko fakty, listy i kalejdoskop zdarzeń, ale i emocje, a także sporo opisów.

Każdego popołudnia wspinała się do winnic rozłożonych na wapiennych wzgórzach w równych rzędach jak ogrody i z daleka przyglądała się zagajnikom nad Marną, pełnym olszyn i płaczących wierzb, wciąż jeszcze zielonych, majestatycznych we wspaniałym świetle słońca zachodzącego od strony Épernay[2].

Szampańskie dni momentami jednak się dłużą, zwłaszcza, gdy Rafel Nadal postanawia zdradzić biznesowe szczegóły, które dla przeciętnego miłośnika szampana mogą być nieco nużące. Na szczęście takich momentów nie ma zbyt wiele. Kolejną trudnością jest mnogość nazwisk. Bądźcie mądrzejsi niż ja. Odnajdźcie ukryte na końcu książki drzewo genealogiczne, zanim skończycie czytać.

Historie oparte na schemacie od pucybuta do milionera, warto włączać do listy lektur choć od czasu do czasu, by pamiętać, że sukces osiągają nie tylko dzieci z bogatych rodzin, które poduszki mają wypchane banknotami, a podłogi ich pokoi wykładane są złotymi monetami w miejsce klasycznych paneli. Łeb na karku i ciężka praca to nienajgorsze fundamenty. Na nich można wybudować imperium lub choćby dzięki nim zapewnić sobie niezłe życie. I nawet jeśli przyjdzie pożar zabierając wam dotychczasowy dorobek, a z rozpaczy osiwieją wam włosy, to otrzepawszy się z kurzu i popiołu, stańcie raz jeszcze do walki.

[źródło]





***


[1] Rafel Nadal, Szampańskie dni. Tajemnice rodzinnego imperium, przeł. Adriana Sara Jastrzębska,Wyd. Marginesy, 2015, s. 66.
[2] Tamże, s. 134.

***

egzemplarz recenzencki


12 komentarzy:

  1. Te dłużyzny chyba mnie trochę zniechęcają, ale gdybym spotkała książkę gdzieś przypadkiem, mogłabym przeczytać.
    Polska okładka jakoś mniej mnie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama tak do końca nie wiem jak tę książkę ocenić. Chyba po prostu jest nieco nierówna. Są momenty naprawdę wciągające i takie, które się nieco ciągną. Pewnie zależy, co kogo interesuje. Mnie bardziej ciekawili ludzie niż firma.

      Usuń
  2. Ta okładka całkowicie mnie oczarowała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciężką pracą i wytrwałością można sporo zdobyć. Książka mnie zainteresowała, może kiedyś ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno więcej niż bierną postawą i załamanymi rękoma. :)

      Usuń
  4. Okładka jest moich kolorach i może bym miała ochotę, ale ostatnio sagi z Marginesów mega mnie zawiodły

    OdpowiedzUsuń
  5. Warto poznawać takie opowieści, które dodają sił i motywacji do ciężkiej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Biografie ciekawych osób zawsze mnie interesują, więc mam nadzieję, że kiedyś uda mi się przeczytać ,,Szampańskie dni".

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś nie bardzo lubię biografie, oczywiście czasem robię wyjątki. Ale tym razem się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...