niedziela, 2 sierpnia 2015

Katarzyna Kołczewska "Wbrew sobie"
Rzecz o egoizmie

Katarzyna Kołczewska
Wbrew sobie
Wyd. Prószyński i S-ka
2015
760 stron
Połknęłam. Połknęłam tak, jak jako miłośniczka kryminału połykała powieści Larssona, Miłoszewskiego czy Cartera. Z zapartym tchem śledząc akcję. Wściekając się na bohaterów. Wraz z nimi upadając się i wstając. Wyczekując finału i wypełnienia białych plam, odnalezienia odpowiedzi, odzyskania spokoju po opuszczeniu kurtyny. Zdumiewające jest jednak to, że książka, o której zamierzam dziś napisać, wcale kryminałem nie jest. Skąd więc te emocje, wypieki, jęki zawodu, okrzyki grozy i niecierpliwe pędzenie wzrokiem po kartce, byle dalej, byle wiedzieć co się jeszcze wydarzy? Cóż... Zdaje się, że trafiłam na bardzo dobrą powieść obyczajową.

Wbrew sobie Katarzyny Kołczewskiej zaskoczyło mnie ogromnie. Ogromnie pozytywnie. W podobnych historiach zwykle szukam czegoś, co będzie zawierać punkty wspólne z moim życiem, co pozwoli mi bardziej wczuć się w sytuację bohaterów, porównać doświadczenia, zrozumieć postawy, decyzje, skonfrontować je z tym, co znam z autopsji. Tu tego nie znalazłam. Katarzyna Kołczewska opowiedziała historię zupełnie nie przystającą do mojej rzeczywistości, a jednak przeżywałam ją jak własną. 


Adam i Ewelina stanowią dobraną parę. Od lat są małżeństwem, powodzi im się nieźle, a nawet jeszcze lepiej. On prowadzi z kumplem agencję reklamową, ona jest cenionym chirurgiem. Kochają się, mają piękne mieszkanie, nie muszą sobie niczego odmawiać. Nie byłoby jednak tej powieści, gdyby w tym idealnym świecie nie pojawiła się jakaś rysa. Otóż małżeństwo Rajskich od dawna stara się o dziecko. Całe szczęście, że stać ich na kosztowne zabiegi, które w końcu dały upragniony efekt. Delikatnie zaokrąglony brzuch Eweliny wskazuje na powodzenie misji dziecko. Tak przynajmniej może się zdawać, gdy w pierwszej scenie małżonkowie siedzą w klinice leczenia bezpłodności, a lekarz żartuje, że pacjentka musi znaleźć sobie położnika, bo on takich zdrowych ciężarnych u siebie nie chce. 

Chwilę później, podczas USG, uśmiech spełza z twarzy doktora. A później jest już tylko rozpacz.

Rozpacz, która staje się początkiem efektu domina. Wszystko zaczyna się sypać i przewracać.

Nie wiem jaka była Ewelina przed tym dramatycznym momentem, ale podejrzewam, że wówczas jej egoizm może nieco mniej dawał się we znaki. A może Adam był w nią tak wpatrzony, że nie widział jej wad, wmawiając sobie, że atrakcyjna kobieta, którą poślubił jest bliższa ideałowi niż wskazywała na to rzeczywistość? Tak czy inaczej, Ewelina skrzywdzona przez niesprawiedliwy los, nie umie się otrząsnąć po stracie dziecka. Na męża patrzy z obrzydzeniem, na pozostałych ludzi z niechęcią. Nie rozumie dlaczego rok po tragedii inni nie chcą się nad nią użalać, głaskać po główce i szeptać "moje ty biedactwo" i dlaczego pracodawca zwraca jej uwagę na popełniane błędy (przypominam, że kobieta jest chirurgiem...). Zraża do siebie współpracowników, męża, nadopiekuńczą matkę i siostrę, która niegdyś tak wiele dla niej poświęciła i wciąż stara się ją chronić, choć najwyraźniej nie w taki sposób, jak życzyłaby sobie Ewelina. Wszyscy mają lepiej, nikt jej nie rozumie! Wygina więc usteczka w podkówkę i zamiast wziąć się w garść, lamentuje i zatruwa innym życie.

A tymczasem ci inni mają mnóstwo własnych problemów. Ewelina nie widzi jednak cierpienia męża i jego kłopotów w pracy, nie dostrzega zmęczenia matki i ciężkiej sytuacji Justyny, swojej siostry, która pod skrzydłami ma zbuntowanego, choć kochającego nastolatka, kilkuletnią córkę i męża toczącego przez chorobę, która z dnia na dzień czyni go coraz bardziej niezdolnego nie tylko do pracy, ale nawet do opieki nad samym sobą. Justyna prowadzi zakład fryzjerski, ledwie wiąże koniec z końcem, a każda godzina w ciągu dnia poświęcona bliskim, to mniej klientów, mniejszy dochód, ograniczenie funduszy na życie i leczenie męża.

Ale co tam inni! Ewelina cierpi, sama niezdolna do empatii żąda współczucia dla siebie. Nie widzi tego, jak źle się dzieje wokół niej i jak bardzo ona sama przyczynia się do pogłębiania cudzych nieszczęść. Konia z rzędem temu, kto nie zechce podczas lektury wsadzić jej głowy pod zimny prysznic celem otrzeźwienia lub potrząsnąć nią mocno, nie bacząc na niezrozumienie w oczach i rozżaloną minkę. A tymczasem Ewelinkę boli kręgosłup, więc pędzi do mamy po pomoc:

O tej porze [matka] powinna była siedzieć i czekać na córkę. Ewelina bowiem ostatnio dość często wpadała do niej po pracy. Co prawda zawsze bez uprzedzenia, ale cóż innego matka miała do roboty, niż czekać na niezapowiedzianą wizytę córki. 
(...)
Cisza. Co tam się dzieje? Może zasłabła czy co, zastanawiała się zdenerwowana Ewelina. Nie miała kiedy, naprawdę, w najgorszym możliwym momencie, jeszcze mi tylko chorej matki brakowało[1].

Wbrew sobie Katarzyny Kołczewskiej to świetna powieść psychologiczno-obyczajowa, pełna emocji, niełatwych relacji, niezagojonych ran i tajemnic rodzinnych. To opowieść o sile i bezsilności, o poświęceniu i egoizmie, o ludziach, którzy się nie uginają pod naporem nieszczęść i takich, którzy nie widzą tego, jak hojny był dla nich los. Zestawienie odmiennych postaw (choćby sióstr) dało ogromnie ciekawy efekt i doskonale obrazuje, jak wiele w naszym życiu zależy od nas samych i jak ważne jest to, by się nie poddawać i nie zamykać na potrzeby innych. Autorka stworzyła bardzo dopracowane, wiarygodne portrety bohaterów. Wrzuciła wykreowane postaci w wir zdarzeń, które nie pozostawiają obojętnym. Psychologiczny aspekt powieści jest jej ogromnie mocną stroną. Nawet jeśli zachowania bohaterów (Ewelina!!!) bywają mocno niezrozumiałe, to jednocześnie są tak świetnie opisane, tak spójne z wizerunkiem postaci, że nie da się podważyć ich wiarygodności.

Powieść Katarzyny Kołczewskiej to nie tylko warta uwagi fabuła i udzielające się emocje, ale także motywacja do przyjrzeniu się sobie, swojemu zachowaniu i sposobom, w jakie budujemy relacje z innymi. Autorka udowadnia, że wiele w naszym życiu zależy od tego, w jaki sposób odnosimy się do innych. Czy chcemy czy nie, stanowimy część społeczeństwa, jesteśmy zależni od innych i wiele możemy zdziałać mając wsparcie otoczenia. Nie zyskamy go jednak wpatrzeni w czubek własnego nosa, przybierając postawę roszczeniową i traktując innych jak środek do celu, nie widząc cudzych uczuć, problemów, potrzeb.

Opisując rzeczywistość, autorka pokazuje ludzi o różnych zawodach, statusach materialnych, charakterach, w różnym wieku i o rozmaitych poglądach. W tym świecie nikt nie ma idealnego życia, bo i ze świecą takich życiorysów szukać. Wśród pęknięć i rys znajdziemy jednak odrobinę nadziei i otuchy, siłę własną i cudzych, wyciągniętych ku nam ramion. Będą rozstania i powroty, osobowości niejednoznaczne, ludzie rozdarci, silni, niepewni, podejmujący decyzje trudne, kluczowe. Znajdzie się miejsce na miłość, przyjaźń, zdradę i śmierć, na biznesowe pułapki, niewesołą sytuację w służbie zdrowia, seks i narkotyki, nagie kobiecie ciała i alkoholizm. Dużo? Niekoniecznie. Wszystko to łączy się zgrabnie i nie powoduje uczucia przesytu. Ważne jest to, że jako lekarz z wykształcenia, z wyboru zaś przedsiębiorca, autorka pisze o rzeczywistości, którą zna.

Wbrew sobie to opowieść bez upiększeń i warstewki lukru. To opowieść prawdziwa, otrzeźwiająca, dająca do myślenia. To opowieść, którą gorąco wam polecam, bez względu na to czy lubicie powieści obyczajowe, czy nie.



***

*Katarzyna Kołczewska, Wbrew sobie, Wyd. Prószyński i S-ka, 2015.

***

egzemplarz recenzencki



34 komentarze:

  1. Rzadko czytam powieści obyczajowe, a już szczególnie polskie, ale zaintrygowałaś mnie. Pewnie Ewelina irytowałaby mnie niezmiernie, ale jestem bardzo ciekawa jak kończy się ta historia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zauważyłam już wiele pochlebnych opinii o tej książce. Czas ją wpisać na moją listę "must read";-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po takiej recenzji i rekomendacji nie mogę ominąć "Wbrew sobie"- realistyczna, sporo emocji, życiowe problemy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę "cegła" :D jeśli chodzi o liczbę stron, ale z chęcią po Twojej recenzji bym po nią sięgnęła. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam niestety na tablecie i szczerze mówiąc nawet nie wiedziałam, że ma aż tyle stron. A przeczytałam błyskawicznie. Nawet nie zdążyłam "zabić" oczu. ;)

      Usuń
  5. Bardzo dobra powieść, warto przeczytać.
    Spojrzenie EM

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę ją mieć! Kolejna z serii "Kobiety to czytają", która wygląda na bardzo atrakcyjną propozycję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pierwsza, którą czytałam, więc nie mam porównania. :)

      Usuń
  7. Właśnie do mnie dotarła (-: Polecam wszystkie tej autorki (-:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno prędzej czy później po nie sięgnę.

      Usuń
  8. Po takiej recenzji z jeszcze większą przyjemnością zatopię się w lekturze, choć nie znoszę ebooków ;) Nadal zarys fabuły przypomina mi ksiązkę Barbary Sęk "Miłość na szkle", ale może to tylko pierwsze wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co czytałam o "Miłości na szkle" to dotyczy ona starań o dziecko. "Wbrew sobie" ma zdecydowanie inną fabułę.

      Usuń
    2. Już wiem, że Wbrew sobie ma zdecydowania inną fabułę, a starania o dziecko to tylko maleńki początek. Świetna książka, miałaś rację ;)

      Usuń
    3. Cieszę się, że Ci się podoba. Moim zdaniem, warto ją polecać. :)

      Usuń
  9. Książka o imponującej objętości i interesującej fabule - to zdecydowanie coś dla mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. To druga recenzja tego tytułu, którą dziś czytam i powiem Ci Aniu, że skutecznie mnie utwierdziłaś w przekonaniu, że zdecydowanie warto ją przeczytać. Czuję, że będę chciała potrząsnąć Eweliną, a w czasie czytania towarzyszyć mi będzie wiele emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie będzie. Ewelina potrafi działać na nerwy. Za to na pewno polubisz jej siostrę. :)

      Usuń
  11. Pewnie połknę książkę tak samo jak Ty:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna recenzja! Naprawdę, z ręką na sercu. :) Natłok polskich pisarek-obyczajówek sprawia, że coraz trudniej mi zdecydować się na które powieści warto zapolować, bo przecież mam od groma kryminałów, które też na uwagę zasługują. ;) Ta książka jednak zdecydowanie wpisuje się na moją listę życzeń. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Z ręką na sercu polecam książkę. Warto ją przeczytać nawet jeśli czekają stosy kryminałów. U mnie też czekają, ale jakoś to znoszą. ;)

      Usuń
  13. Mam wrażenie, że chociaż problemy bohaterki również są mi obce, to będę potrafiła zaangażować się w tę powieść i z równie wielką niecierpliwością wyczekiwać dalszych wydarzeń. Dobre obyczajówki tak działają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest świetnie napisana, więc nie może być inaczej. :)

      Usuń
  14. Kolejna powieść, którą mnie zainteresowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam w planach tę książkę, bo wiem już, jak pisze Kołczewska. Porównam nasze wrażenia potem:)

    OdpowiedzUsuń
  16. To już chyba 5 recenzja tej książki, jaką dzisiaj czytam. Wszystkie są pozytywne, więc muszę także sięgnąć po tę lekturę, co by nie być w tyle.

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię powieści obyczajowe pełne emocji, których fabułę śledzi się z zapartym tchem. Koniecznie będę musiała przeczytać. Zwłaszcza, że TAK ją opisujesz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj, jest świetna!

      Usuń
    2. Już mam na czytniku! Teraz jestem ciekawa, kiedy znajdę na nią czas...

      Usuń
  18. Jestem w połowie tej lektury i zgadzam sie z Tobą w 100%. Mam ochotę trzasnąć Ewelinę w twarz za jej zachowanie... ale mam nadzieję złudną, ale mam, że przejrzy jednak na oczy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko we mnie wzbudziła takie emocje. :D

      Usuń
  19. Skoro tak zachęcasz, to może się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...