niedziela, 8 września 2013

Katarzyna Kociuba "Rejs po Węgrzech"
Rzuć wszystko i jedź nad Balaton!

Katarzyna Kociuba
Rejs po Węgrzech
Warszawska Firma Wydawnicza
2013
124 strony
Kto choć raz słyszał węgierską mowę, ten z dużym prawdopodobieństwem doszedł do wniosku, że brzmi ona niezrozumiale i skomplikowanie. Pochodzenie języka jest nieznane, a dbałość o jego czystość sprawiła, że ciężko w nim znaleźć słownictwo z naleciałościami pochodzącymi z języków najpowszechniej używanych. Tam nawet zwykle wszędzie zrozumiały hotel to obco brzmiąca szálloda, a komputer określają wyrazem számitógép. Do tego należy dodać trudną gramatykę czy kosmicznie długie słowa, których wymowa staje się nie lada wyzwaniem. Okazuje się jednak, że chcieć to móc. Wystarczy odpowiednia motywacja.

Katarzyna Kociuba na Węgrzech była raz. Miała wówczas pięć lat. Zwiedziła Budapeszt, ale z w pamięci małej dziewczynki pozostało jedynie wesołe miasteczko. Szukając pomysłu na wakacyjny wyjazd, pomyślała o Balatonie, największym węgierskim jeziorze. Ten wyjazd był jej potrzebny. Lato zapowiadało się kiepsko, potrzeba odpoczynku dawała się we znaki, a związek z ówczesnym  partnerem wchodził w fazę "chyba nie mamy ze sobą już nic wspólnego". W towarzystwie przyjaciółki Sylwii, Katarzyna rusza do Siófok, turystycznego miasta nad Balatonem, określanego mianem letniej stolicy Węgier. 17 kilometrów plaży i szalone, imprezowe noce - idealne miejsce, by oderwać myśli od nieudanych związków lub... poszukać nowego partnera. Na jedną noc lub na nieco dłużej.

Najlepsze wakacje to te nieplanowane, a im bardziej coś się nie układa na wstępie, tym bardziej z reguły rosną szanse na szczęśliwe zakończenie. Mało kto jednak, jadąc na urlop, zakłada, że wywróci sobie życie do góry nogami. Nawet ktoś tak oddany przygodom jak ja[1] - tymi słowami rozpoczyna się Rejs po Węgrzech.  Katarzyna Kociuba, obecnie mieszkanka Siófok, właścicielka biura turystycznego HelkaTours, wyjechała nad Balaton tylko na chwilę, na kilka dni, by podładować akumulatory i oderwać się od codzienności. Miała przywieźć stamtąd kilka zdjęć, wspomnień i piasek w butach. Po jakimś czasie ta wycieczka stałabym się jedynie jedną z wielu, ot, wakacyjny wyjazd, który z roku na rok wspomina się coraz rzadziej. Stało się jednak inaczej. Kociuba najpierw przedłuża urlop, później wyjeżdża, wraca, wyjeżdża, wraca... W międzyczasie z zapałem uczy się języka, aż w końcu podejmuje decyzję zmieniającą całe jej życie.

Rejs po Węgrzech to opowieść Polki zafascynowanej Węgrami. Krajem i ludźmi, płci męskiej - należałoby dodać dla oddania pełnego obrazu sytuacji. Katarzyna Kociuba udowadnia, że upór i motywacja to motory o niesamowitym napędzie, pomagają wiele osiągnąć, jeśli tylko nie traci się z oczu celu i nie poddaje zwątpieniu. Nie jest łatwo nauczyć się języka węgierskiego, a formalności związane z przeprowadzką do innego kraju mogą zabić nawet najdzikszy entuzjazm, ale nie są to przeszkody mogące pokonać wulkan energii, jakim jest bez wątpienia autorka recenzowanej książki. Cała ta historia jest świetnym materiałem na książkę, niestety w tym wypadku nieco zmarnowanym. Dlaczego? Już wyjaśniam.




Lubię zwariowanych ludzi, takich, którzy nie boją się zmian, nie chowają po kątach, tryskają energią, pomysłami, nie potrafią usiedzieć na miejscu. Taka jest Katarzyna Kociuba i taki jej obraz wyłania się z Rejsu po Węgrzech. Czytelnik, nawet ten średnio spostrzegawczy, bez problemu to zauważy. Autorka najwyraźniej w to nie wierzy, bo uparcie powtarza jaka to jest szalona, spontaniczna, z głową pełną nieszablonowych pomysłów. Mnie to zniechęca, tym bardziej, że autorka nawet mało odkrywcze koncepcje próbuje przedstawić jako coś niezwykłego. Ot, choćby tę dotyczącą nauki języka. Wpadłam też na genialny pomysł, że ponieważ nie mam węgierskiego chłopaka będę w kółko słuchać węgierskiej muzyki. Miało to zastąpić konwersacje. Nie, to też nie było normalne zachowanie, nie oszukujmy się. Ale skuteczne[2]. Fascynujące wydają się autorce motywacje do nauki języka polegające na tym, że jeden z kursantów chce się móc dogadać z kontrahentami, któraś kursantka z dziadkami, a jeszcze inna poznać język swego męża pół-Węgra. Faktycznie, wszystko to jest niesamowicie zaskakujące i nietuzinkowe.

Fascynacja Katarzyny Kociuby Węgrami odnosi się przede wszystkim do mężczyzn, nie zaś kraju. Piękni panowie wspominani są częściej niż inne atrakcje. Niby nie ma w tym nic złego, autorka sama przyznaje ja chyba zdecydowanie jestem kochliwa[3] (a skąd!), ale pojawianie się kolejnych kochanków (w tym także tych potencjalnych) nieco nudzi. Zdecydowanie bardziej interesujące były fragmenty dotyczące ciekawostek z życia w kraju, różnic kulturowych czy zmagań z biurokracją przy próbie przeprowadzki (okazuje się, że pod tym względem nie tylko Polska jest krajem pełnym absurdów).



Rejs po Węgrzech czyta się niezwykle szybko. Format jest niewielki, kilka zdjęć uatrakcyjnia opowieść, a humorystyczny styl sprawia, że miejscami robi się całkiem zabawnie. Książka pisana jest potocznym językiem, co może nie przeszkadza, ale niekiedy tu czy tam coś zgrzyta w składni. Teraz ZUS. Co prawda straszą mnie, że za moje lata pracy należy mi się 300 złotych, ale piechotą nie chodzi[4]. Bywa, że w oczy razi jakaś literówka lub użycie wyrazu "przekonywującej", a podpisy pod zdjęciami zaczynające się od wielkich liter z niejasnych przyczyn nie kończą się kropkami.

Gdyby tak autorka mniej uwagi poświęciła swym przystojnym węgierskim przyjaciołom, a nieco mocniej skupiła się na samym kraju, ciekawostkach przyrodniczych czy kulturowych, Rejs po Węgrzech byłby zdecydowanie bardziej fascynującą lekturą. Wszak nie tylko od odległych, egzotycznych krajach można pisać ciekawie. Często tak mało wiemy o pobliskich krajach, a przecież jak mówią mądrości ludowe Polak, Węgier, dwa bratanki. I warto wiedzieć dlaczego.

Mimo moich zarzutów, zachęcam Was do zajrzenia do tej pozycji. Dlaczego? Bo czasami zbyt łatwo rezygnujemy ze spełnienia marzeń czy planów, a spontaniczne decyzje szybko giną przytłoczone wnikliwą analizą ewentualnych konsekwencji. Katarzyna Kociuba pokazuje, że czasami warto wziąć się w garść, ruszając przed siebie. I chwała jej za to.

Locomotiv GT - Egy dal azokert,
czyli węgierski rock lat 70.

Omega - Gyöngyhajú lány,
czyli utwór, który wszyscy na pewno dobrze znacie

---

Książkę polecam
miłośnikom Węgier i Węgrów
hungarystom
planującym wakacje
poszukującym lekkich i zabawnych historii
wybierającym się nad Balaton
upierającym się, że węgierskiego nie można się nauczyć
niewierzącym w hasło "chcieć to móc"

---

[1] Katarzyna Kociuba, Rejs po Węgrzech, Warszawska Firma Wydawnicza, 2013, s. 9
[2] Tamże, s. 27.
[3] Tamże, s. 69.
[4] Tamże, s. 92.

---

Warto zajrzeć

egzemplarz recenzencki

65 komentarzy:

  1. Fakt, język węgierski do najłatwiejszych nie należy, ale przez to jeszcze bardziej mnie intryguje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie koniecznie, ale sam kraj chętnie bym odwiedziła.

      Usuń
  2. Węgry to faktycznie ładny kraj, byłam przez kilkanaście dni w Budapeszcie, jeszcze w czasach głębokiej komuny. I Węgry jawiły mi się jako prawdziwa Europa, w sklepach nawet był towar na półkach. :)
    A język dziwny, to fakt. Kiedyś czytałam, że spokrewniony jest z fińskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jak wypadłoby porównanie współczesnego Budapesztu z tym z Twoich wspomnień. :)

      Jest spokrewniony, ale podobno Fin z Węgrem się nie dogadają. Na pewno obydwa języki należą do aglutynacyjnych, czyli mają te pokręcone końcówki dodawane do wyrazów podczas ich odmiany.

      Usuń
  3. Dla mnie jednak sporym minusem jest to, że autorka skupia się na przystojnych Węgrach, nie na kulturze kraju. Jakieś to dla mnie niedojrzałe - nie szalone, ale niedojrzałe. Nie mam ochoty na tę książkę, lubię pozycje bardziej rzetelne (co nie znaczy nudne!)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko się czyta, więc jakbyś na nią trafiła, to możesz przelecieć wzrokiem. ;)
      Ale fakt - tą niedojrzałością trafiłaś w sedno.

      Usuń
  4. Mój wuja opowiadał, że jak był na urlopie na Węgrzech, to kilka dni i już potrafił się dogadać - zwłaszcza po kilku piwach, żadnej blokady językowej, węgierski chyba nie jest aż taki trudny. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, idę po cytat.

      Mam!

      "Na szczęście lubię rozmawiać z ludźmi i nie stronię od alkoholu, a to połączenie zdecydowanie pomaga w nauce języka obcego. Jakiegokolwiek." - s. 27. :P

      Usuń
  5. Sama raczej się nie skuszę się na tę książkę, ale myślę, że moja siostra będzie z niej zadowolona, gdyż ona lubi wszelkie podróżnicze/kulturowe publikacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Twoja siostra nie prowadzi przypadkiem bloga? Często o niej wspominasz przy okazji książek podróżniczych. :)

      Usuń
  6. ja nie lubię czytać tego typu książek 0 raczej gustuje w podróżach i wyprawach...samam muszę poznać te piękne rejony świata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kto lubi. Ja się na Węgry na razie nie wybieram, więc chociaż sobie poczytam. :)

      Usuń
  7. Tym razem spasuję, jakoś nie czuję się chętna, żeby po nią sięgnąć...

    OdpowiedzUsuń
  8. książka mnie nie zaitrygowała, za to Węgry lubię :) byłam na Balatonem, ale w Balatonfured i w Budapeszcie - uwielbiam tak samo jak Pragę. A mój mąż pokochał węgierski parlament... jak robił zdjęcie i choćby w rożku dało się uchwycić go to można być pewnym, że tak właśnie zrobił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Węgry mnie jakoś niespecjalnie interesowały, ale kolejne pozytywne opinie bardzo zachęcają do takiej wycieczki. Może kiedyś będzie okazja? Póki co - zdecydowanie bardziej chciałabym zobaczyć Pragę.

      Usuń
  9. Pierwszy raz słyszę o tej książce, zresztą u Ciebie zawsze można znaleźć jakieś perełki, mało znane i nie tylko. Co do książki to zainteresowała mnie, bo bardzo lubię poznawać inne kraje od innej strony, chociażby to były tylko podróże książkowe. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się wybierać różne książki, nie tylko takie, o których można przeczytać "u wszystkich". Trochę się obawiałam, że nikt nie będzie chciał takich recenzji czytać (jakby nie było - recenzja Greya miała dużo więcej czytelników niż recenzje innych książek. :P), ale co mi tam. ;)

      Książki podróżnicze mogłabym czytać niemal bez przerwy (no dobra, na zmianę z dobrymi, wielowątkowymi powieściami obyczajowymi i thrillerami). :)

      Usuń
  10. Budapeszt mnie nie zachwycił, ale ksiązkę chętnie przeczytam, bo fajnie byłoby się wybrać kiedyś nad Balaton i zobaczyć, gdzie się jeździło na wakacje za PRLu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Węgierkie wino wypite nad Baltonem, to mógłby być być całkiem miły sposób spędzenia wieczoru. ;)

      Usuń
  11. Uwielbiam Siofok! Świetne miejsce na wypoczynek, szczególnie przed sezonem:) Tak jak piszesz, książka bardziej by mnie zainteresowała gdyby mówiła więcej o kulturze, zwyczajach itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tak mi się wydaje, że w Siofok w sezonie jest niesamowity tłok, a to mnie nie zachęca, więc jak jechać to w innym terminie. Tym bardziej, że z tego co czytałam, to do zwiedzania nie ma tam zbyt wiele, a to moje główne zajęcie na każdym wyjazdowym urlopie. ;)

      Usuń
  12. No proszę, chyba jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś, kto byłby tak zafascynowany Węgrami jak autorka tej książki. Na Węgrzech byłam tylko przejazdem, więc nie mnie oceniać, czy ten kraj lubię, ale myślę, że wszystkie książki odkrywające przed nami nieznane kultury i narody są warte przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że warte, więc mimo minusów i tak zachęcam do lektury. Kilka ciekawostek można stamtąd wyłowić.

      Usuń
  13. Nie wiem, jak to jest w węgierskim, ale w fińskim jest coś koło dwudziestu przypadków. :) Rzadko czytam takie książki, a tę mogę spróbować przeczytać i ocenić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie piętnaście. :)

      Usuń
    2. Czytałam o tym przy okazji lektury innej książki.

      (Sekunda, idę po link).

      O, tej: Co Finowie mają w głowie

      Usuń
  14. To zdanie: "Bo czasami zbyt łatwo rezygnujemy ze spełnienia marzeń czy planów, a spontaniczne decyzje szybko giną przytłoczone wnikliwą analizą ewentualnych konsekwencji" to kwintesencja wszystkiego. Piękny tekst!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, dziękuję. :)
      Sama przyznaję, że analizuję zbyt często i zbyt intensywnie. Czasami to błąd.

      Usuń
  15. Na Węgrzech byłam dwa razy i co do języka absolutnie się zgadzam. Nie pamiętam żadnego słówka, po węgiersku nic nie brzmi znajomo. Tytuł tej książki dopisuję do listy, ale oczekiwań nie mam zbyt wygórowanych ze względu na próbkę stylu autorki, którą zaprezentowałaś. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Styl faktycznie, nienajlepszy, ale kilka ciekawostek w tej książce znajdziesz. Właściwie to czy gdzieś jest jakaś ciekawa książka o tym kraju?

      Usuń
    2. Ja takiej nie znam niestety. Fakt, to może być argument przeważający za przeczytaniem tej książki.

      Usuń
    3. Może się jeszcze takiej książki doczekamy. Wydaje mi się, że dawniej pisało się przede wszystkim o odległych miejscach. Teraz ludzie doceniają też oryginalność tego, co mają pod nosem.

      Usuń
    4. Zgadzam się, jeszcze parę lat temu ze świecą można było szukać książki o niezbyt odległych państwach. A teraz to się zmienia i bardzo dobrze :)

      Usuń
    5. No pewnie, bo może się okazać, że więcej wiemy o krajach Ameryki Południowej niż o sąsiadach. :D

      Usuń
  16. O rany, nie wiedziałam, że tez uwielbiasz, jak ktoś w kółko powtarza, jaki to jest niesamowity, zwariowany i w ogóle. :D Podkreślanie tej niezwykłości mnie zdecydowanie zniechęciło. Pfe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, niesamowita to ja jestem, a cała reszta... :P

      Spodobało mi się, jak kiedyś Cejrowski w rozmowie, zdaje się, z Wojewódzkim powiedział, że to czy ktoś ma charyzmę czy nie, to może ocenić ktoś inny, nie on sam, że nie można powiedzieć "mam charyzmę". I wydaje mi się, że z tą niesamowitością, zwariowaniem itp. jest podobnie.

      Usuń
  17. Ta pozycja jakoś do mnie nie przemawia, więc podziękuję;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No nie wiem, jakoś niekoniecznie przemawia do mnie ta książka, więc tym razem podziękuję. Zdecydowanie tak.

    Pozdrawiam i zapraszam: im-bookworm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno tę książkę jednoznacznie ocenić. Z jednej strony nieco rozczarowuje, z drugiej miejscami bawi, no i zawsze to jakaś dawka informacji o kraju. :)

      Usuń
  19. Pomimo kilku niedociągnięć chętnie sięgnęłabym po tę pozycję :) Węgry choć bliskie geograficznie, to są mi zupelnie obce, z przyjemnością dowiedziałabym się czegoś ciekawego, nawet jeśli będą to przystojni Węgrzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jedna z tych książek, która niby rozczarowuje, ale i tak warto ją przeczytać. Zresztą, duża objętościowo nie jest, więc można ją potraktować jak sympatyczny przerywnik od ciężkich lektur, taki na jeden wieczór.

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. O kulinariach też jest kilka słow. ;)

      Usuń
  21. Z tematyką węgierską jestem na bieżąco, dzięki niedawnemu wyjazdowi;) Przyznaję, że jedyne węgierskie słowa jakie znam to te, które utkwiły mi w głowie podczas korekty przewodnika po tym kraju oraz tworzenia indeksu do niego (jeszcze w czasie mojej sierpniowej praktyki w Boszu) Na wycieczce nie nauczyłam się absolutnie niczego;)
    Btw, język węgierski należy do języków ugrofińskich, więc jego pochodzenie jest znane. Chociaż do tej pory naukowcy spierają się na ten temat;)

    Zniechęciłam się do tej książki "dzięki" niedociągnięciom, które wymieniłaś. Oczekiwałabym większej ilości informacji o kraju i życiu w nim, za to mniej opisów przygód miłosnych;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będę miała kiedyś okazję pojechać na Węgry, to spróbuję się wsłuchać w ten język. Nie to, żebym liczyła na to, że się czegoś nauczę, ale tak z ciekawości. ;)

      O tym ugrofińskim to czytałam, ale przez te ich spory postanowiłam olać odkrycie. :P A nuż okaże się, że się mylą? Choć jak mi teraz zwróciłaś uwagę, to hmm... chyba zrobię małą korektę, bo faktycznie - trochę wprowadzam w błąd.

      Oj tam, możesz porównać swoje wrażenia z relacją autorki. ;)

      Usuń
    2. Informację o ugrofińskim pamiętam jeszcze z tego przewodnika, ale zanim to napisałam - jeszcze sprawdziłam;)

      Chyba nie będę miała czego porównywać...bardziej skupiałam się na zabytkach niż na przystojnych Węgrach:P

      Usuń
    3. Ja sprawdzałam przed pisaniem notki, a powinnam pamiętać to ze studiów lub szkoły. :P

      Eeee... Kiepska z Ciebie turystka. Nie wiesz co w danym kraju najbardziej godne uwagi. :P

      Usuń
  22. Mimo wad chętnie przeczytam, bo tematyka węgierska jest mi obca, a przygody naszej bohaterki wydają się być interesujące. Lubię też lektury okraszone humorem, więc mam nadzieję, że książka mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie lektury napisane z humorem też bardzo lubię. Lżej się czyta, a przeciez lekki styl nie wyklucza mądrej treści.

      Usuń
  23. Oj, bardzo chciałabym poznać węgierski! I ponownie odwiedzić ten kraj (raz już tam byłam, ale to za mało). Widzę, że autorka jak ja ma na imię Katarzyna - wszystkie Katarzyny lubią Węgry. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to do dzieła! Skoro jedna Katarzyna mogła się nauczyć, to i druga może. ;)

      Usuń
  24. Ciekawa książka. Lubię od czasu do czasu takowe poczytać i marzyć, że może kiedyś też przeżyję taką przygodę.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, a wychodzi na to, że o przygodach nie należy marzyć, tylko je przeżywać. ;)

      Usuń
  25. Książka dla mnie, chętnie bym się z nią zapoznała :)
    http://qltura.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić. :)

      Usuń
  26. Planuję w przyszłości nauczyć się języka węgierskiego choć podejrzewam, że szybciej spełni się moje inne marzenie i niedługo zacznę czytać w myślach:). Interesuje mnie wszystko, co ma jakikolwiek związek z Węgrami i nie podaruję nawet takiej lekkiej powiastce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już się nauczysz, zadzwoń do mnie. Chętnie Cię posłucham. :D

      A tak właściwie, skąd zainteresowanie akurat Węgrami?

      Usuń
  27. Chętnie bym się wybrała na "Rejs po Węgrzech" z Katarzyną Kociubą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Węgrzy kuszą? :P

      Usuń
    2. Byłam na Węgrzech przez jeden dzień (zwiedzałam Budapeszt w drodze do Bułgarii). Być może książka zachęciłaby mnie do dłuższej wycieczki w tamte strony :)

      Usuń
    3. No to czytaj, a później jedź. Opowiesz mi, czy warto. :D

      Usuń
  28. oj tak spotkałam w tamtym roku paru Węgrów, a język budził we mnie mieszane uczucia:) Sami Węgrzy sympatyczni, chętnie zwiedziłabym ich kraj. Mimo minusów, chętnie tę książkę przeczytam, co by trochę wejść w klimaty tego kraju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj, przeczytaj. A nuż Ci się tak spodoba, że popędzisz z powrotem na Węgry? :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...