środa, 24 lutego 2016

Tove Jansson "Córka rzeźbiarza"
Nie tylko Muminki

Tove Jansson
Córka rzeźbiarza
Wyd. Marginesy
Wyd. 2016
160 stron
Siedem lat po śmierci swego Victora Janssona, do rąk szwedzkich czytelników trafiła książka Tatuś Muminka i morze, autorstwa jego córki Tove Jannson. Była ona opatrzona dedykacją dla pewnego ojca. Książka ta weszła do cyklu o przygodach Muminków, sympatycznych trolli, które podbiły serca także i polskich czytelników.

Choć Tove Jansson kojarzona jest głównie z Muminkami, dała się także poznać m.in. jako ilustratorka (wykonała ilustracje m.in. do Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carolla i Hobbita J. R. R. Tolkiena). Ma na swoim koncie także kilka innych książek, w których próżno szukać muminkowych mordek, choć niektórzy próbują znaleźć wspólne motywy. Jedną z nich jest Córka rzeźbiarza.

Rodzina artystów



Książka ta format ma niewielki. Niespełna sto sześćdziesiąt stron podzielonych na dziewiętnaście miniatur, tekstów ciepłych, delikatnych, niemal poetyckich. Tekstów o dziewczynce w świecie artystów, bo nie tylko tytułowy rzeźbiarz, ojciec małej Tove miał artystyczną duszę, ale i jego żona Signe, takową posiadała, dając się poznać m.in. jako ilustratorka i karykaturzystka. Z dzieciństwa wyłaniają się więc obrazki, w których pracownia staje się miejscem nad wyraz istotnym, tatuś robi kolejny gipsowy odlew, a mama wachluje kartką ze świeżo skończoną ilustracją, by ta szybciej wyschła. Trudno się dziwić, że wychowana w takim otoczeniu dziewczynka, także podążyła artystyczną ścieżką.

W Córce rzeźbiarza zaskakuje fakt, że choć Tove Jansson była gotowa poświęcił cały rozdział zwierzętom domowym, to już relacje z braćmi (a było ich dwóch) nie zasłużyły na to, by na nich się skupić. Dlaczego tak się stało? Nie mam pojęcia. Lars i Per Olov zostali zepchnięci na bok, a uwagę ich siostry zaprzątały raczej hałaśliwe kanarki, zwinna małpka Poppolino czy pewna owca.

Weszła na werandę, nie wycierając nóg, tupała, rozpychała się i dostała wszystko, co chciała. Potem wyniosła się na tych swoich sztywnych kulasach, ze swoim idiotycznym beczeniem, zeszła po schodach,  kręcąc brudnym, idiotycznym tyłkiem, nie mając najmniejszego pojęcia o całej miłości, którą ją obdarzono![1]

Wewnętrzne dziecko


Tove Jansson
[źródło]
Język, jakim posługuje się narratorka, łączy w sobie pierwiastki dziecięcej wrażliwości i dorosłego wyczucia słowa. Patrząc na świat okiem dziecka, widzimy go zupełnie inaczej. Rezolutność małej obserwatorki rzeczywistości, idzie w parze z jej niekiedy naiwną jej oceną, która tak bardzo rozbroiła mnie podczas lektury opowiadania Kamień (nie powiem Wam, o co chodzi, sami musicie przeczytać). Tove Jansson pięknie opisuje te małe czynności, które w dziecięcych zabawach (będących często w oczach dziecka przedsięwzięciami całkiem serio) nabierają wielkiej wagi. Wspomniany kamień musi pokonać długą drogę toczony z mozołem drobnymi dziecięcymi rękami. Jest w tym cel, jest tu misja. Zrozumiesz je, jeśli wciąż masz w sobie wewnętrzne dziecko.

Owe wewnętrzne dziecko, Jansson musiała pielęgnować starannie, w przeciwnym razie spod jej pióra nie wyszłyby ani przygody Muminków, ani Córka rzeźbiarza. Nawet jeśli nie chce się szukać porównań między tymi książkami, zjawiają się one niejako same, jak choćby wtedy, gdy silny opad śniegu przykrywa dom, oblepiając nawet szyby, w którym przybywały mała Tove ze swoją mamą. 

Spacerowałyśmy sobie w koszulach nocnych i nie robiłyśmy nic. Mama nie rysowała. Byłyśmy niedźwiedziami z igliwiem w brzuchu i rozszarpywałyśmy każdego, kto zbliżał się do naszego legowiska. Nie oszczędzałyśmy drzewa opałowego, wrzucałyśmy polana jedno po drugim, a ogień buzował na całego[2].

Czytając o bitwie na poduszki, o śmiechu brzmiącym w czterech ścianach, miałam wrażenie, że lada moment Muminek zejdzie z pięterka i razem z Małą Mi oraz niewiele większą Tove, zaczną zimowe harce.

Niby nie autobiografia, ale...


Tove Jansson nigdy nie napisała autobiografii i Córkę rzeźbiarza także trudno określić tym mianem, ale ta książka przybliża postać autorki, pozwala poznać dzieciństwo twórczyni Muminków jej własnymi oczyma. Ciepło się robi na sercu w trakcie lektury, bo wspomnienia cudze przywołują wspomnienia własne, te, w których każdy dzień mógł zamienić się w przygodę, a małe rzeczy miały wielki sens. Szwedka pisze delikatnie, z dużą dawką ciepła, delikatnym humorem, ogromem melancholii. Tworzy dziewiętnaście pocztówek zachowujących dziecięce wspomnienia na wieczność.

Nie jest łatwo będąc dorosłą kobietą, tak sugestywnie oddać świat widziany oczyma dziecka. Jansson się to udało. Nie ma tu wielkich fabuł, emocjonujących przygód. Są subtelności, ulotności, światłocienie. Jest Anna z dłońmi zanurzonymi w pomyjach, jest ciotka namiętnie produkująca puste pudełka, jest Jeremiasz ze swym młotkiem i czarnymi oczami. Są płatki śniegu i niespokojne morze, kosze pełne grzybów i spódnica z tiulu. Są drobiazgi, o których istnieniu tak łatwo się zapomina, a które budują naszą rzeczywistość.

Córka rzeźbiarza nie do każdego trafi, nie wszystkich czytelników zadowoli. Sięgnąć powinni po nią ci, którzy nie potrzebują dynamicznej zmiany obrazów, za to docenią piękno tychże kadrów. One uwieczniają chwile, które jako dorośli rzadko wydobywamy z pamięci, a jeszcze rzadziej potrafimy je pięknie opisać.




***

Książkę polecam
miłośnikom Muminków
chcącym poznać niemuminkową twórczość Tove Jansson
wielbicielom opowieści z dzieciństwa
chcącym spojrzeć na świat oczami dziecka

***

[1] Tove Jansson, Córka rzeźbiarza, przeł. Teresa Chłapowska, Wyd. Marginesy, 2016, s. 105.
[2] Tamże, s. 136.

***


26 komentarzy:

  1. Najpierw chciałabym przeczytać biografię Jansson, a dopiero potem zabrać się za jej prozę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry pomysł. Podejrzewam, że wtedy można więcej wydobyć z jej twórczości.

      Usuń
  2. Na pewno przeczytam ;) A to ciekawe, że bracia zostali zepchnięci na bok, a zwierzęta skradły więcej uwagi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie bracia byli dokuczliwi a zwierzaki nie :D Taka była moja pierwsza myśl :D

      Usuń
    2. Zwierzaki do najspokojniejszych nie należały, więc jeśli ten tok myślenia jest prawidłowy, to nie chcę myśleć, jacy byli bracia. :D

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o biografię, to wolę film niż książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest biografia, w każdym razie - nie taka typowa. To zbiór krótkich opowiadań.

      Usuń
  4. Muminki nigdy nie były moją ulubioną historią, więc siłą rzeczy i autorka tej opowieści nie jest mi jakoś specjalnie bliska. Zatem książka chyba nie do końca dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Obawiam się, że należę do tej grupy czytelników, która nie do końca będzie usatysfakcjonowana lekturą tej książki, dlatego pomimo zalet publikacji, nie będę jej szukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe. Jakoś mi do Ciebie nie pasuje ta lektura. ;)

      Usuń
    2. Mam takie samo zdanie :)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawa pozycja, o której jeszcze nie słyszałam ;) A że to taka nie za dużo objętościowa książka, to można byłoby się skusić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko się czyta. I można sobie spokojnie dawkować jako przerywnik między innymi lekturami.

      Usuń
  7. Mam nadzieję, że mnie się spodobają te migawki z dzieciństwa Tove :) Lekturą "Wiadomości" byłam usatysfakcjonowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wiadomości" nie czytałam. Może błąd?

      Usuń
  8. Nie lubię autobiografii, więc jednak spasuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest typowa autobiografia, ale luźne wspomnienia z dzieciństwa w formie krótkich opowiadań.

      Usuń
  9. Piękna recenzja i mnie zachęciła do sięgnięcia po lekturę. Domyślam się, że są to raczej krótkie opisy epizodów życiowych, wspomnienia i myślę, że warto przeczytać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wybacz, ale nie zainteresowała mnie ta książka, dlatego nie będę na siłę się do niej przekonywać. Ale recenzja jak zwykle znakomita.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytając "Córkę rzeźbiarza" wciąż miałam wrażenie, że sceneria jest mi znana - właśnie z "Muminków".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam takie wrażenie. Najtrudniej było mi pozbyć się wizji Paszczaka, gdy na scenę wkroczył pan z młoteczkiem. :P

      Usuń
  12. Okładka tej książki przypomina podkoloryzowane wyklejanki Szymborskiej :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...