piątek, 9 października 2015

Wojciech Zawioła "Szukaj mnie"
Multimedialna powieść, prawdziwe życie

Wojciech Zawioła
Szukaj mnie
Wyd. Edipresse Książki
2015
304 strony
Niektóre książki otwierają mi oczy na pewne sprawy. Nie to, żeby najnowsza powieść Wojciecha Zawioły odkryła dla mnie Amerykę, ale Szukaj mnie przypomniało mi o czymś ważnym - o tym, że wokół nas, w tym zwyczajnym życiu zwyczajnych ludzi, dzieją się rzeczy niesamowite, choć... także zwyczajne. Dzięki takim historiom wieczorem, kładąc głowę na poduszkę i czekając na sen, rozmyślam o tym co wokół mnie, o codzienności, która przecież nie różni się niczym specjalnym od codzienności cudzych, a jednak jest wyjątkowa. Sprawnie, zgrabnie opowiedziana, być może mogłaby być równie interesująca jak ta, którą znajdziemy w Szukaj mnie. Trochę ciepła, miejscami zabawna, czasem smutna i bolesna, momentami niezrozumiała, pełna tego co dobre, ale i przykre, chwilami tajemnicza, pełna marzeń, pasji, ludzi i uczuć. 

Wojciech Zawioła kojarzy się raczej z dziennikarstwem sportowym niż powieściopisarstwem. Ma co prawda na swoim koncie powieść Jest takie miejsce..., ale jego nazwisko widnieje także na wywiadzie rzece z Mariuszem Czerkawskim czy biografii Roberta Lewandowskiego, a w telewizji TVN i TVN24 nie prowadzi programów literackich, za to znaleźć go można w wiadomościach sportowych.

Z zainteresowaniem zabrałam się za lekturę Szukaj mnie, ciekawa fabuły i tego jak wygląda czytanie powieści... multimedialnej.

Nie miałam przyjemności pogrążenia się w lekturze powieściowego debiutu, więc nie wiedziałam czego się spodziewać, no i nie przypuszczałam, że ta przyjemność przekroczy moje oczekiwania. Tak się bowiem składa, że Wojciech Zawioła ma umiejętność bardzo zgrabnego ubierania rzeczywistości w słowa. Wieczór z jego powieścią to jak wieczór z dobrym przyjacielem. Jest sympatycznie, ciepło, bezpiecznie. By nie było przy tym nudno i przewidywalnie, autor wrzucił do fabuły dwa atrakcyjne wątki. Pasję i tajemnicę.

Ta pierwsza wiąże się z literaturą i z miejsca chwyci za serce wszystkie mole książkowe. Główny bohater, młody mężczyzna imieniem Konrad, jest właścicielem dwóch księgarni. Ma swoją wizję tych miejsc, jego pracownicy, tak jak i on, kochają literaturę i dobrze czują się w otoczeniu książek. To zupełnie inne placówki niż sieciowe lokale, w których często bywa tak, że sprzedawcy z przypadku snują się między regałami, a szczytem ich możliwości jest wskazanie kierunku, w którym klient powinien się udać, by znaleźć poszukiwany tom. U Konrada, dam sobie głowę uciąć, sprzedawca poradziłby sobie nawet z zadaniem w stylu "nie pamiętam tytułu książki, ale okładka była niebieska". Plus dla autora za to, że w tej czytelniczej idylli pojawiły się też rysy i dzięki temu wiadomo, że to jednak rzeczywistość, a nie marzenie snute przez bibliofilów.

Ta druga łączy się z przeprowadzką. Konrad kupił mieszkanie w starej kamienicy. W trakcie remontu robotnicy odnaleźli skrytkę w podłodze, a w niej dziennik. Tak oto Konrad poznaje historię Ewy i R. - właściciela dziennika - historię tajemniczą, niedopowiedzianą. By poznać jej zakończenie, mężczyzna będzie musiał odszukać właściciela zeszytu, a to nie będzie proste.

Szukaj mnie wciąga. Tak po prostu. Nie ma tu spektakularnego "wow!", jest za to delikatne, stopniowe pogrążanie się w świecie słów, emocji, myśli. Autor doskonale wie, które elementy przykują uwagę czytelnika i to na nich opiera fabułę. Któryż bibliofil nie będzie chciał choć na moment zajrzeć do księgarni Konrada? Kogo nie zaintryguje odnaleziony przypadkiem dziennik pełen wspomnień, wynurzeń i uczuć? Dodajcie do tego tajemniczą znajomość opisaną w zeszycie tak, że chęć poznania zakończenia staje się niemal obsesją, dodajcie piękne i tajemnicze kobiety, miłość niespełnioną, miłość pełną pożądania, miłość trudną, subtelną, w różnych odcieniach, ale nigdy nie przesłodzoną, nie tworzącą kiczowatych obrazków.



Konrad rozpoczyna śledztwo. Detektyw-amator stara się jak może, by dotrzeć do autora zapisków i dowiedzieć się jak zakończyła się historia nieszczęśliwej miłości. Dociera do kolejnych osób, które mogą wiedzieć coś więcej na temat dawnych lokatorów jego mieszkania, często odbija się od ściany, bo są tacy, którzy niechętnie udzielają odpowiedzi na nurtujące go pytania, na mnożące się wątpliwości. Dokąd zaprowadzi go upór? I czy grzebanie w cudzych życiorysach wyjdzie mu na dobre?

Zdradzę Wam pewien sekret. Tym, co tak naprawdę zachęciło mnie do tej lektury, nie było nazwisko autora do tej pory kojarzące mi się ze sportem, ani ładne wydanie w twardej oprawie, ani nawet opis fabuły, który równie dobrze mógł zwiastować fascynującą historię z tych magących przydarzyć się każdemu, co pospolitą nudę, której brak pazura i czegoś, co odróżni ją spośród innych. Szukaj mnie to jedna z pierwszych na polskim rynku książek multimedialnych i choć tak jak jej autor nie jestem wielką miłośniczką gadżetów, to po prostu nie mogłam się oprzeć możliwości sprawdzenia co też wyróżnia ją spośród jej sąsiadek na księgarnianych półkach.




Szukaj mnie to nie tylko szlaczki zdań ciągnących się przez trzysta stron, ale także dodatkowe treści. Dzięki specjalnej aplikacji można obejrzeć zdjęcia, filmy, posłuchać nagrań związanych z fabułą. Pomysł świetny i mam nadzieję, że doczeka się rozwinięcia i przeniesienia na kolejne publikacje. W książce Wojciecha Zawioły tych dodatkowych "umilaczy" nie ma niestety zbyt wiele, ale wystarczyły, bym zamarzyła o książkach, które w pełni wykorzystują możliwość aplikacji. Dzięki niej możemy słuchać tej samej muzyki co bohaterowie, czy podziwiać identyczne widoki jak te, które oni mają przed oczami.  

Najnowsza powieść Wojciecha Zawioły łączy w sobie prozę obyczajową z nutką romansu i detektywistycznym śledztwem, które prowadzi popychany ciekawością Konrad. Czyta się ją z rosnącym zainteresowaniem. To powieść delikatna, kameralna, ale niepozbawiona emocji. To powieść-plaster. Remedium na ból i złość. To powieść, która działa jak kubek gorącej herbaty. Koi, rozgrzewa, pozwala zebrać myśli.



W tej historii zgrzyta mi tylko jedno, zgrzyta tym mocniej, jeśli przypomnimy sobie czym zajmuje się główny bohater, bo to jego księgarniane wspomnienie przytacza autor. Starszy pan zapytał o Myśli nieuczesane Miłosza. Tego typu książek czytelnicy szukają bardzo rzadko, dlatego też rzadko pojawiają się w księgarniach*. Tej pozycji faktycznie nie znajdą ani w sieciowej księgarni, ani lokalnej księgarence, ani nawet w antykwariacie czy na pchlim targu. Jej miejsce jest w pozycji zatytułowanej Widmowa biblioteka. Leksykon książek urojonych Pawła Dunina-Wąsowicza, zawierającej publikacje istniejące jedynie w cudzych książkach.

Nie zmienia to faktu, że powieść Szukaj mnie polecam serdecznie jako próg zwalniający, dla żyjących zbyt szybko, zbyt intensywnie, zapominających o tym jak wiele ciekawych historii nas otacza. Jak dużo spośród nich budujemy my sami, choć często brakuje nam czasu, by się im przyjrzeć. Brakuje nam czasu, by przyjrzeć się własnemu życiu, własnej opowieści.






***

Książkę polecam
bibliofilom
miłośnikom tajemniczych historii
wielbicielom powieści obyczajowych
ciekawym co to jest powieść multimedialna

***

* Wojciech Zawioła, Szukaj mnie, Wyd. Edipresse Polska, 2015, s. 36.

***



17 komentarzy:

  1. "Jest takie miejsce..." czytałam, całkiem miło wspominam. Na tę powieść także mam ochotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, chyba będę musiała nadrobić. :)

      Usuń
  2. Nie podoba mi się taka interaktywna książka. Jakoś nie jestem zainteresowana..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz traktować ją jak interaktywną. Wystarczy nie odpalać aplikacji tylko czytać i książka multimedialna staje się zwykłą książką. :)

      Usuń
  3. Na razie nie czuję się przekonana do multimedialnych powieści.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na razie podziękuję ;) Nie moja bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O książce wcześniej nie słyszałam; przekonuje mnie Pasja :))
    Głos na blog oddany - powodzenia! :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wrażenie, że to powieść w sam raz dla mnie. Zatrzymać się i zastanowić nad tymi zwykłymi, a jakże potrzebnymi sprawami powinnam, a i określenie tej historii jako multimedialnej sprawia, że jestem nią zainteresowana. Zapisuję na listę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisz, zapisz. Ona jest taka... zwyczajnie ciepła. A dzięki pamiętnikowi, także intrygująca.

      Usuń
  7. Nie spotkałam się z czymś takim jak "powieść multimedialna", ale bardzo odpowiadają mi takie klimaty - będę musiała koniecznie się rozejrzeć i przetestować na własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem - bardzo fajny pomysł. Czekam z niecierpliwością na kolejne książki tego typu.

      Usuń
  8. Jakoś mnie nie ciągnie :)
    Pozdrawiam serdecznie! ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Bibliofilskimi motywami zostałam kupiona :) Ale nie tylko, bo takiej ciepłej, refleksyjnej powieści chyba mi potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem bardzo ciekawa, czym jest powieść multimedialna. Pewnie się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jaką aplikacje używałaś,zeby wyświetliły Ci się te multimedia? Mam problem i nie wiem jaka aplikacja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, nie pamiętam, a książkę zawiozłam do rodziców, więc nie mam jak sprawdzić.
      Ale w książce masz podaną jej nazwę. Wszystko jest tam wyjaśnione krok po kroku, jaką aplikację ściągnąć i jak z niej korzystać.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...