sobota, 20 stycznia 2018

Marina Perezagua "Yoro"
[RECENZJA]




Historia, która nie potrafi wyrazić ludzkiego bólu, jest nic niewarta. Wojna jest czymś więcej niż tylko zbiorem faktów, wykazem liczb zabitych, spisem potworności. Wojna jest głęboką raną zadaną godności człowieka, skazą, dziedziczną deformacją dowodzącą kolejnej klęski ludzkości[1]


Spowiedź morderczyni


H w hiszpańskim alfabecie jest nieme. Nazwała siebie H, bo uznała, że zawsze odmawiano jej prawa głosu. Urodziła się z zaburzeniem zróżnicowania płciowego. Jako hermafrodyta. Nigdy nie dane jej było zostać matką, choć bardzo tego pragnęła. Myślała o sobie jako o żebraczce macierzyństwa, kimś niekompletnym. Jako dziecko mieszkała w Hiroszimie, gdy na miasto spadła bomba jądrowa, Little Boy. Przeżyła, ale z okaleczonym ciałem i duszą. I o tym okaleczeniu opowiada, wylewając z siebie potoki bólu, trudnych wspomnień. 

Hiszpańska pisarka Marina Perezagua w powieść Yoro wpakowała ogrom dramatu kobiety, która przeżyła potworną tragedię. W jej opowieści okrucieństwo odmienia się przez rozmaite formy i przypadki. Bohaterka także nie ma czystego sumienia. Już na pierwszych stronach H przyznaje się do popełnienia morderstwa. Ukrywa się, choć jest pewna, że nie potrwa to długo. W międzyczasie spisuje zeznania związane z czynami, których się dopuściła. Przestępstwami, których dokonania nie żałuje.

Wiele twarzy przemocy


Yoro to powieść pełna emocji. Rozliczenie. Spowiedź. Z jednej strony jest krytyką przemocy, soczewką, w której skupiają się rozmaite formy zła o zasięgu globalnym, z drugiej - historią niezwykle intymną, pełną osobistych dramatów. W swoją historię bohaterka wplata mocne, przerażające kadry z życia innych dotkniętych taką czy inną formą przemocy. Niektóre sceny zostają na długo pod powiekami.

Pomiędzy nimi toczy się opowieść o miłości do pewnego mężczyzny i do poszukiwanej przez niego dziewczynki, tytułowej Yoro, której H będzie szukać przez lata. Czy skutecznie, tego nie zdradzę.

To jednak nie wszystko, bo równie istotnym wątkiem jest problem tożsamości seksualnej. Hermafrodytyzm i wojenne okaleczenie na zawsze naznaczają bohaterkę tak fizycznie, jak i psychicznie. H nie ma atrybutów mężczyzny, ale i nie czuje się w pełni kobietą. Nie może być ani ojcem, ani matką. Oblepia ją zdumienie kochających się z nią mężczyzn i nie potrafi się tej uwierającej ją powłoki pozbyć w żaden sposób. To nie pomaga w przepracowaniu traum, zapomnieniu o wstydzie, wyleczeniu się z samotności, zmazaniu piętna.

Ogrom bólu


Zostały mi dni, może godziny, zanim mnie wytropią w tej chacie, w której ja, niezawodnie skazana na śmierć, piszę, otoczona zewsząd życiem, wodą, dzikimi zwierzętami, roślinnością[2].

Yoro to opowieść o próbie odnalezienia się w świecie pełnym tragedii. Marina Perezagua opowiada sugestywnie, choć trudno się oprzeć wrażeniu, że tej dramaturgii jest tu po prostu za dużo, przez co całość jest ogromnie przytłaczająca, a skupienie rozproszone na wiele różnych tematów. Lęki bohaterki przeplatają się z jej wzmożona aktywnością. Huśtawka nastrojów męczy. H ucieka w liczne dygresje, często związane z seksualnością, co rozbudowuje tę opowieść, ale także działa w pewien sposób przytłaczająco. Kwiecisty język pełen metafor odciąga nieco uwagę od tematu.

Rozerwanie między byciem kobietą a mężczyzną jest przyczyną kryzysu bohaterki. Złość, rozgoryczenie, rozczarowanie narastające przez lata, w końcu muszą znaleźć ujście. Stąd dramatyczny finał. Bohaterka wrażliwa na krzywdy tak swoje, jak i cudze, w końcu pęka. To co robi (a właściwie czym to robi) ma nie tylko porażający skutek, ale i wymiar symboliczny.

Yoro to lektura ogromnie bolesna, pełna trudnych emocji, nieco przeładowana dygresjami i metaforami, ale też jedna z tych, które mocno działają na wyobraźnię, a poszczególne sceny niełatwo znikają spod powiek. To powieść, którą ciężko przeczytać "na raz", choć taki ogrom bólu nawet jeśli serwowany jest w małych dawkach, niełatwo przetrawić.


Marina Perezagua
Yoro
Wyd. Prószyński i S-ka
2017
384 strony




[1] Marina Perezagua, Yoro, przeł. Andrzej Flisek, Wyd. Prószyński i S-ka, 2017, s. 20.
[2] Tamże, s. 72.



Zobacz też:



21 komentarzy:

  1. Koniecznie muszę przeczytać. Często sięgam po trudne tematycznie książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest zdecydowanie ciężkim kalibrem.

      Usuń
  2. Dużo w tej książce ciężkiej tematyki, dużo cierpienia. I chyba na teraz trochę się obawiam tego, że by mnie przytłoczyła. Ale intryguje mnie, bo jest zupełnie inne fabularnie od tego, co zazwyczaj czytam. Tytuł zapamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest przytłaczające, to fakt. Ale jest w tej historii coś co sprawia, że mimo tego bólu brnie się w fabułę dalej.

      Usuń
  3. Czyli mamy dość podobne zdanie na jej temat - jest bolesna, porusza istotną tematykę, ale trochę w niej za dużo... wszystkiego ;). Jestem już trochę po lekturze tej książki i teraz widzę, że ten ból się zaciera w pamięci, a pozostaje niesmak, bo autorka nie wykorzystała okazji, by opowiedzieć o przemocy, lecz by popisać się kwiecistym językiem, tanią metaforyką. Bardzo niewykorzystany potencjał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie mam te wszystkie obrazki przed oczami (nie wiedzieć czemu, najmocniej utknęła mi w pamięci scena ściągania skóry jak skarpetki...), ale fakt, z tym językiem to trochę przesada. Odciąga uwagę od problemu.

      Usuń
  4. Z literaturą hiszpańską jeszcze przyjemności nie miałam, więc najwyższa pora to zmienić. Zainteresowałaś mnie tą książką i gdy tylko będę miała do niej odpowiedni nastrój - na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że znajdziesz kiedyś czas, żeby się przyjrzeć literaturze hiszpańskiej, bo kryje się tam nieco ciekawych lektur. :)

      Usuń
  5. Interesująca, ale tak trudny temat wymaga odpowiedniego nastroju. Być może kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Nie zawsze jest dobry moment na taką lekturę.

      Usuń
  6. Na pewno jest emocjonująca i pełna cierpienia. Nie dziwię się, że czasami mogłaś się czuć tym przytłoczona. Nie mniej, chętnie przeczytam, bomnie trochę ta książka zaintrygowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto. Trochę język odciąga uwagę, ale ogólnie jest to lektura, z którą warto się zmierzyć.

      Usuń
  7. Ja na pewno po nią na razie nie sięgnę, bo czuję, że złapałabym doła;p I tak mi dużo do niego nie brakuje, więc po co się dobijać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Jest dołotwórcza. Ja czytałam z przerwami.

      Mam nadzieję, że ten zły czas u Ciebie jest tylko przejściowy. Trzymaj się ciepło!

      Usuń
  8. Lubię trudne książki, ale muszę je czytać, kiedy wiem, że w moim życiu wszystko się układa dobrze, bo w innym wypadku potrafię się nimi tylko jeszcze bardziej zdołować, więc na ten moment muszę ją sobie odpuścić.

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabrzmiało przygnębiająco. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży i będziesz mogła sięgnąć po tę powieść nie martwiąc się o kłopoty we własnym życiu. :)

      Usuń
  9. W tym momencie raczej się na nią nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo cieżka tematycznie książka... nie jestem pewna czy byłabym w stanie jej podołać...

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...