wtorek, 2 stycznia 2018

Bartosz Szczygielski "Krew"
[RECENZJA]




W sądowych zakładach patologii organy wyjmowało się każdego dnia, ale rzadko opuszczały one mury budynku. Najczęściej wracały, skąd je wyjęto, tylko że wtedy już nie przejmowano się tym, by je układać w odpowiedniej kolejności. Upychano je i zaszywano denata, licząc na to, że nikt nie będzie chciał sprawdzać na pogrzebie, czy po naciśnięciu brzucha nosem nie wypłyną jelita.*



Mrok i czarny humor


Wpakowanie bohatera do szpitala psychiatrycznego to jest ten manewr, który gwarantuje przykucie uwagi tych czytelników, którzy mając za sobą lekturę Lotu nad kukułczym gniazdem wiedzą doskonale, jak wiele może się wydarzyć w szpitalnych murach. Wpakowanie tam bohatera kryminału sprawia, że oczami wyobraźni widzimy już mrok pomieszany z szaleństwem i obiecującą wiele tajemnic fabułę.

Bartosz Szczygielski po bardzo obiecującym debiucie wraca z drugim tomem serii z Gabrielem Bysiem. Osadzona w pruszkowskim półświatku Aorta okazała się mroczna, ale i niepozbawiona ironii czy sarkazmu. Autor konsekwentnie trzyma się raz obranej taktyki pisarskiej i w podobnym stylu napisał kontynuację. Krew ma swój ciężar emocjonalny, ale i całkiem pokaźny dodatek w postaci czarnego humoru, uszczypliwych komentarzy, ironicznych opisów. 

Nie ufaj nikomu


Po wydarzeniach opisanych w Aorcie, w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach ląduje komisarz Gabriel Byś. Ani myśli jednak narzekać na swój los. Przeciwnie, wcale mu nie śpieszno do świata za murami, policyjnego munduru, ścigania przestępców i całego tego policyjnego bałaganu. W placówce odzyskuje równowagę, a największym wyzwaniem jakiego musi się podjąć jest stworzenie portretu z warzyw. 

Niestety zbrodnie zdarzają się wszędzie, a w Tworkach akurat zdarzyła się taka, która przysporzy śledczym sporo problemów. Bysiowi także, bo to on dokona makabrycznego odkrycia i to on będzie jedynym wiarygodnym świadkiem, oczami śledczych, pacjentem, którego zdaniu można zaufać. A przynajmniej tak się wydaje...

Byś nie jest jedyną osobą odciętą od zwykłego życia. Gdzieś w zamknięciu tkwi Katarzyna Sokół, która spłaca pewien dług oddając swoje ciało napalonym facetom. Kaśka, w przeciwieństwie do Bysia, nie zamierza jednak tkwić w odosobnieniu. Szykuje brawurowy plan ucieczki. Jej przeciwnik jest jednak bezwzględny, wpływowy i ma stadko wiernych mu pachołków. I nawet ta sprytna dziewczyna nie przypuszcza, jak daleko sięgają jego macki i jakie będą konsekwencje wcielenia w życie szalonego planu.

I Kaśka, i Gabriel powinni pamiętać o jednej zasadzie. Nie ufaj nikomu.

Silni i bezbronni


Krew nie należy do kryminałów przesadnie dynamicznych, a mimo to dzieje się tu sporo. Bartosz Szczygielski jest świetny w tworzeniu klimatu, budowaniu interesującej scenerii, a sposób, w jaki opowiada o świecie swoich bohaterów (i o nich samych, rzecz jasna) sprawia, że zwyczajnie w ten świat wierzymy. Obydwa wątki toczą się równolegle i obydwa dostarczają emocji oraz trzymają w napięciu. 

Bartosz Szczygielski jest też świetnym portrecistą. Tak ludzi, jak i miejsc. Z wyczuciem kreśli kolejne sceny, dawkuje emocje, buduje napięcie, u czytelników wywołuje to uśmiech, to niepokój. Świat jego bohaterów narysowany jest mocną kreską, ale nieprzerysowany. Tworki nie mają nic z upiornego szpitala rodem z horroru klasy B, a jednak to miejsce wywołuje dreszcze. Zamieszkują je ludzie bezbronni pełni neuroz i traum. Doskonały materiał do wykorzystania przez tych, którzy osiągnięcie własnych korzyści stawiają nad empatię. Byś na swoją oazę spokoju będzie musiał spojrzeć pod innym kątem. Coś bardzo złego dzieje się tuż obok niego.

Również wątek Kaśki party jest na motywie słabszych wykorzystywanych przez silniejszych. Tu także bezbronni i słabsi stają się niewolnikami silniejszych. Ci na dnie hierarchii ważności nie liczą się wcale.

Pozostały słowne pomosty łączące kolejne rozdziały, towarzyszymy tym samym bohaterom, mrok znów przeplata się z ironią. To ten sam Bartosz Szczygielski, a nawet jakby lepszy. Jest jeszcze ciekawiej, jeszcze bardziej naturalistycznie, a o losy bohaterów drży się jeszcze mocniej. 

Co będzie dalej? Nie mogę się już doczekać chwili, w której poznam odpowiedź na to pytanie.


Bartosz Szczygielski
KrewWyd. W.A.B.
2017
400 stron



* Bartosz Szczygielski, Krew, Wyd. W.A.B., 2017, s. 196. (egzemplarz przed ostateczną korektą)

***

Zobacz też:



19 komentarzy:

  1. Brzmi intrygująco. Myślę, że kiedyś się skuszę.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka już czeka na mojej półce, a więc już nie mogę doczekać się lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie zupełnie nowe nazwisko wśród autorów kryminałów. Ale cóż, nie powinnam się dziwić, bo już przyznałam, że jestem do tyłu z naszą literaturą. W każdym razie, rozejrzę się za pierwszą częścią, a potem się zobaczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dominika, myślę, że to jedno z tych polskich kryminalnych nazwisk, na które warto zwrócić uwagę.

      Usuń
    2. Teraz to już na pewno nie mam wyboru :D

      Usuń
  4. Pierwszego tomu nie czytałam, więc na razie po drugi nie sięgnę. Seria jednak zapowiada się dosyć mrocznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadza się, motyw ze szpitalem psychiatrycznym dobrze działa na wyobraźnię (ten wątek ciekawie był rozegrany w "Wyspie tajemnic" - niedawno odświeżyłam sobie ekranizację i tak mi się skojarzyło). A twórczość Szczygielskiego chciałabym poznać, bo coś czuję, że idealnie trafi w mój gust czytelniczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie mi niezmiernie miło :)

      Usuń
    2. @Jagna, potwierdzam! Spodoba Ci się. Czytaj, czytaj. Nagroda za debiut na MFK nie wzięła się znikąd, a "Krew" jest jeszcze lepsza niż "Aorta". :)

      A "Wyspę..." uwielbiam!

      Usuń
    3. Dawno nie czytałam nic o tak mocnym brzmieniu, na pewni się skuszę

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Wszelkie obraźliwe komentarze oraz reklamy stron będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...