wtorek, 21 czerwca 2016

Czeski weekend: Praga - Most Karola i rejs po Wełtawie

lipiec 2015


Podczas ubiegłorocznego pobytu w Pradze, drugim punktem spaceru, po Starym Mieście, był Most Karola, chyba najbardziej charakterystyczne miejsce Pragi. i bardzo, a nawet BARDZO chętnie odwiedzane przez turystów.






Most łączy dzielnice Mała Strana i Stare Miasto. Ma prawie 516 metrów długości, ok. 9,5 metra szerokości. Podtrzymuje go piętnaście filarów, pomiędzy którymi są tzw. łęki, czyli elementów w kształcie łuków. Te dane są istotne dla miłośników architektury i wielbicieli zestawień typu "pięć najstarszych kamiennych mostów o takiej, a nie innej rozpiętości przęseł". Dla laika, to po prostu piękny, stary most. Powstał on w miejscu romańskiego mostu Judyty, który nie oparł się niszczącej siły powodzi z 1342 roku.

Jego budowę rozpoczęto za czasów panowania Karola IV, 9 lipca 1357 roku o godzinie 5.31. Zdziwieni tak dokładną datą? Cóż, taki termin ustalili astrologowie. Magia tych liczb miała chronić budowlę, a skoro most wciąż stoi (choć powódź zdołała go naruszyć) to może co tym jest. A nawet jeśli nie, to przynajmniej jest o czym opowiadać.


Brama Mostowa



Na Most Karola wkraczamy od  strony Starego Miasta, Bramą Mostową i płyniemy z falą ludzi, przemykając między amatorami selfie, turystami wpatrzonymi w nurt Wełtawy lub praską zabudowę, sprzedawcami biżuterii, karykaturzystami i portrecistami, muzykami i ludźmi macającymi rzeźby. Nie, to ostatnie to nie jest żart.






Rzeźby macać trzeba, co widać wyraźnie po wytartych fragmentach konstrukcji...




...lub kolejkach ustawiających się do macania. Te ustawiają się do figury św. Jana Nepomucena. Podobno mizianie płaskorzeźby znajdującej poniżej statui przynosi szczęście. Miziać nie miziałam, więc znaleziona w dzieciństwie czterolistna koniczynka (którą optymistycznie władowałam do wazonika, dając jej zwiędnąć zamiast zapewnić jej przetrwanie w formie zasuszonej) musi mi wystarczyć. Za to wiele radości przyniosło mi obserwowanie ogonka macających. Zwłaszcza tych, którzy zmuszeni byli wyczyniać dziwne ewolucje, by do płaskorzeźby sięgnąć. Niech wam szczęście sprzyja.






Most Karola opuściliśmy Małostrańską Bramą Mostową.




W moich wyobrażeniach Most Karola był miejscem bardzo romantycznym. I pewnie takie by było i w rzeczywistości, gdyby nie... dziki tłum turystów. Przejście przez most przypomina próbę przedarcia się przez sklep odzieżowy w okresie wyprzedaży. Jeżeli więc macie w planach romantyczną sesję zdjęciową w tym właśnie miejscu, to z całego serca życzę Wam powodzenia. I z duma prezentuję poniższą fotkę, na której udało się mężowi uchwycić tylko mnie - bez cudzych łokci, kapeluszy, torebek, selfie-sticków czy paszcz.




Mniej więcej w połowie mostu, zaczęliśmy się zastanawiać nad rejsem statkiem po Wełtawie. Błogie lenistwo i ładne widoki. Tego nam było potrzeba.





Słońce powoli chowało się za horyzont, delikatny wiatr łagodził letni upał. Totalny chillout..
































Ukoronowaniem rejsu były fajerwerki na Małej Stranie. Wprawdzie nie na naszą cześć, ale i tak miło było popatrzeć.




Jeśli łudziłam się, że wieczorem na Moście Karola czy w okolicach Rynku, to cóż - rzeczywistość szybko pozbawiła mnie złudzeń. Ludzi było jeszcze więcej niż za dnia!




Zwabieni kolejką do jednego z lokali, zainteresowaliśmy się sprzedawanym tam przysmakiem. Trdelník pochodzi wprawdzie ze Słowacji, ale i w Czechach cieszy się dużym zainteresowaniem. Słodkie ciasto w kształcie walca jest owijane wokół kija i grillowane. Miękki w środku i chrupiący na zewnątrz trdelnik można zjeść z nadzieniem - np. czekoladowym lub waniliowym. Z wierzchu chyba najczęściej posypany jest cukrem z dodatkiem cynamonu, ale posypka może być też. np. czekoladowa lub orzechowa. Wypróbowaliśmy wersję z nadzieniem waniliowym i muszę przyznać, że choć trdelnik okazał się dość smaczny, to pokonał mnie mniej więcej w połowie. Napchana jak beczka potoczyłam się do hotelu.




21 komentarzy:

  1. Jest klimat ;) Ostatnio natrafiłam w internecie na fajne skały w Czechach ;)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i ja na nie trafię. Najlepiej w realu. ;)

      Usuń
  2. Świetne zdjęcia, sama bym się tam wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam kilka lat temu :) Bardzo mi się podobało i na pewno jeszcze wrócę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieję, że wrócę w lipcu. :)

      Usuń
  4. Most Karola najlepiej wygląda albo zimą (im mroźniej i im dziwniejsza pora, tym większa szansa na mały ruch), raz zdybałam most niemal pusty latem, przed piątą rano -- wciąż było na nim kilka osób, ale no, kilka, a nie kilkaset ;). Natomiast gładzenie figury Jana Nepomucena mnie od lat zastanawia, bo to według legendy miejsce, gdzie zrzucono go z mostu i się utopił -- jak połączono to z "przynosi szczęście", nie mam pojęcia ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi pięknie, ale co ma zrobić ciepłolubny śpioch? :P

      Może coś w rodzaju: drogi Nepomucenie (miziu, miziu), nie zabieraj mnie ze sobą w rzeczne odmęty? :P

      Usuń
  5. Ach, Praga! Muszę, muszę, muszę tam kiedyś pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Most jak Most, fajny, ale Mala Strana jest cudowna :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej zauroczyły Hradczany. :)

      Usuń
  7. Ciekawe, my trdelnik jadłyśmy pusty w środku, z cynamonem raz w Pradze, a potem w Berlinie kokosowy i orzechowy. Pycha! Samemu się nie da tego przejeść ;) Co do Mostu Karola, pamiętamy sytuację, jak para młoda chciała sobie zrobić sesję, ale czy ktoś w ogóle zwrócił na to uwagę? Nie, bo po co? Akurat wszyscy musieli iść...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie trdelnik pokonał. :D

      Ludzie mało kiedy na to patrzą. Wiem, że są takie miejsca, w których co chwilę ktoś robi zdjęcia i trzeba by było w ogóle tamtędy nie chodzić, żeby nie przeszkadzać, ale to chyba nie jest wielkie wyrzeczenie, żeby pozwolić młodej parze na zrobienie jedynych w swoim rodzaju fotek. Pamiątek na całe życie.

      Usuń
  8. Byłam już 2 razy w Pradze, uwielbiam to miasto!
    A Trdelník jadłam już w Krakowie i nad naszym polskim morzem, tyle że pusty w środku i dzięki temu da się zjeść w całości :) Pychotka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam szansę być drugi raz. Mam nadzieję, że się uda. :)

      Może kiedyś spróbuję bez nadzienia. Albo kupię na spółkę z mężem. ;)

      Usuń
  9. Byłam w Pradze dawno temu, też niczego nie miziałam;)
    A zdjęcia jak zwykle piękne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może trzeba było? Podobno szczęściu trzeba pomagać. :D

      Dzięki! :*

      Usuń
  10. Wspaniałe widoki :) I sukces, jesteś sama bez obcych osób/ rzeczy innych na zdjęciu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo... Dużo szczęścia. I to bez miziania Nepomucena. :D

      Usuń
  11. Boskie zdjęcia! Marzę o wycieczce do Pragi, mam nadzieję, że to jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...