wtorek, 19 maja 2015

Santiago Pajares "Książka, której nie ma"
W literackim raju

Santiago Pajares
Książka, której nie ma
Wyd. Pascal
2015
Premiera: 20 maja

Miłość od pierwszego wejrzenia. Okładka, tytuł, temat, pierwsze strony. A później było już tylko lepiej, bo okazało się, że Książka, której nie ma Santiago Pajaresa, łączy wątki, które niezwykle rzadko odnajduję zebrane w jednej lekturze. Są tu poruszające historie zwykłych ludzi, są miłośnicy literatury, jest magia chwil, a także urok miejsc, prawdziwość emocji. Jest miejsce na uśmiech, ciepło, przyjaźń, miłość, wolę walki, choć nie obędzie się bez kłótni, smutku, czy zawiedzionych nadziei. Jest tajemnica wymagająca rozwikłania i mnogość wątków, które splatają się w zgrabną całość. Jakby tego było mało, plenerem jest Hiszpania - wielkomiejski zgiełk Madrytu i cisza położonej w Pirenejach wioski Bredagós. 

Książka, której nie ma. Mój mały, literacki raj.


David pracuje w Madryckim wydawnictwie Khoan. Wspiera pisarzy, nadzoruje powstawanie książek i często podróżuje, co irytuje jego żonę, która coraz częściej wspomina o tykającym zegarze biologicznym i marzeniu o cieszeniu się urokami macierzyństwa. Silvia naciska na męża, by ten zmienił obecną pracę na stanowisko niewymagające licznych wyjazdów. David jest już blisko kapitulacji, gdy jego szef zleca mu dość nietypowe zadanie. 

Otóż od jakiegoś czasu, głównym źródłem dochodu wydawnictwa Khoan są bestsellerowe powieści Thomasa Mauda. Debiutancką Spirala przysłano pocztą, doczepiono do niej karteczkę z numerem konta, na które miało być przelane honorarium. Powieść nie wylądowała w koszu. Spodobała się wydawcy, a ten wiele ryzykując wydał ją na kredyt. Niecałe pięć tysięcy egzemplarzy pojawiło się na księgarnianych półkach. Stopniowo zaczęła się sprzedawać. Wszyscy, którzy ją przeczytali, polecali ją swoim znajomym. Ci także ją czytali, zachwycali się nią i polecali ją dalej[1]. Efekt? Ponad sto wydań, około dziewięćdziesięciu milionów sprzedanych sztuk, tłumaczenia na ponad siedemdziesiąt języków. Po prostu bestseller.

W ten sam sposób jak Spirala, w ręce wydawcy wpadają kolejne tomy. Drugi, trzeci, czwarty, piąty... I nagle pojawia się problem, a David ląduje u szefa w biurze, gdzie poznaje historię książki, której nie ma, pisarza, którego tożsamość jest tajemnicą.

Pięć tomów. Jednak saga nie jest jeszcze skończona. Od czterech lat niczego nie wydaliśmy i wszyscy czekają na kolejną część. Wytwórnie filmowe, czasopisma literackie, stacje radiowe i - co najważniejsze - czytelnicy, którzy naciskają, byśmy opublikowali szósty tom po tych czterech latach przerwy. Jak wiesz, pod wpływem tych nacisków zapowiedziałem, że książka trafi do księgarni za sześć miesięcy. I w tym miejscu ty wchodzisz na scenę. Bo książka nie jet gotowa[2].

Jeśli David nie chce stracić pracy, musi odszukać Thomasa Mauda, zdobyć kolejny tom powieści, a tym samym uratować wydawnictwo, które lada moment może stanąć u progu bankructwa. Specjaliści pochylający się nad maszynopisem Spirali oraz dołączonej do niego ręcznej notatce, orzekają na jakiej maszynie była pisana książka, jakie cechy charakteru ma jej autor, skąd może pochodzić i co pozornie zdaje się informacją bardzo ułatwiającą jego odszukanie - że ma sześć palców u jednej z dłoni. Redaktor pakuje więc walizki i wmawiając żonie, że oto wyjeżdżają na tak potrzebny im urlop, rusza wraz z nią do Bredagós, wioski niewielkiej, malowniczej, w której plotki niosą się szybciej niż porwany wiatrem kurz, książki w lokalnej bibliotece można policzyć na palcach jednej ręki, a główną atrakcją mieszkańców są przygodowe opowieści snute przez byłego marynarza. To właśnie tu podobno mieszka Thomas Maud.

Książka, której nie ma to magia chwil i miejsc. W Bredagós czas płynie powoli. Tu wszyscy znają wszystkich i wystarczy byś nocą poprosił gospodynię o tabletkę na niestrawność dla żony, by nazajutrz napotykani mieszkańcy wioski życzyli twej małżonce zdrowia. Tu nowoczesność niby dotarła, a jednocześnie zachowało się wiele dawnych zwyczajów. Tu nikt się nie spieszy, za niczym nie goni. Jest cicho, pięknie, a długie spacery pozwalają odetchnąć od zgiełku miasta. David ma jednak swoją misję i stara się ją wypełnić jak najlepiej, z zaangażowaniem węsząc i zadając pytania, snując hipotezy i licząc palce u dłoni mieszkańców. Co rusz ściąga na siebie kłopoty, co dla niego jest bez wątpienia nieprzyjemne, dla czytelnika zaś będzie stanowić wyborną rozrywkę.

Mimo iż David i Silvia chwilowo opuścili Madryt, my zostaniemy tam na moment, towarzysząc poturbowanej w wypadku Magdzie i jej pracującej w wydawnictwie ciotce. Poznamy też tych, którzy żyją z dnia na dzień, to na narkotycznym haju, to znów głodzie. Pojawi się też ktoś, kto potrzebuje impulsu do zmian, bo czuje, że jego obecne życie, coraz mocniej rozmija się z oczekiwanym. I męczy go to coraz bardziej. I gniecie. I uwiera. Także i tu, w Madrycie, pojawi się wątek Spirali. Wiele zmieni, tak jak tylko niezwykłe książki zmienić potrafią. Może niekoniecznie w ten romantyczny do bólu sposób, dzięki czemu nie zrobiło się słodko i mdło, ale jednak...

Piękna jest powieść Santiago Pajaresa, piękna, choć nieidealna. Ot, choćby plotkarski charakter małych miejscowości autor wykorzystuje w zależności od potrzeb fabularnych. Raz mało istotna kwestia w kilka chwil dotrze do wszystkich mieszkańców, innym razem o ważnym zdarzeniu nie dowie się ten, kto bez wątpienia jest jednym z najlepiej poinformowanych tubylców. Trudno mi niestety ocenić język, bo tekst, który czytałam nie był jeszcze wersją ostateczną, ale myślę, że pomoże on wczuć się w atmosferę książki, a obrazy nim malowane, na długo pozostaną w pamięci.

Z przyjemnością poznawałam mieszkańców Bredagós, ze wzruszeniem śledziłam losy związku Estebana i Alicji, bawiły mnie podchody Davida, podziwiałam Ángelę, trzymałam kciuki za siłę woli Frana. Zżyłam się z bohaterami ogromnie, co nie zdarza mi się zbyt często. Śmiałam się i smuciłam, pędziłam wzrokiem po kartach chcąc wiedzieć co będzie dalej lub przystawałam na moment, podkreślając ołówkiem dające do myślenia fragmenty. Gdybym mogła wniknąć w jeden z powieściowych światów, byłby to ten stworzony przez hiszpańskiego pisarza Santiago Pajaresa. I chyba nie chciałabym stamtąd zbyt szybko uciekać. Pajares swym literackim debiutem mnie zaczarował, rozkochał w swojej powieści. Tak pięknie połączył zwyczajność z niezwykłą historią, tak zgrabnie splótł losy bohaterów, opowiedział o ich problemach i rozterkach, coś odebrał, ale w zamian dał o wiele więcej. 

A ja... Po tej lekturze chyba nie jestem już taka sama. Dużo mocniej wierzę w to, że możemy osiągnąć więcej, niż nam się wydaje. Nie wiem, czy i was Książka, której nie ma ujmie tak mocno jak mnie, bo zależy to od wielu czynników, ale z całego serca wam tego życzę.

***

Książkę polecam
poszukującym powieści poruszających, pełnych emocji
wielbicielom niezwykłych historii zwykłych ludzi
miłośnikom książek z motywem... książek
tym, którzy nie wierzą, że nigdy nie jest za późno na zmiany
wielbicielom hiszpańskich klimatów
ciekawym czy David odnajdzie autora Spirali

***

[1] Santiago Pajares, Książka, której nie ma, przeł. Magdalena Olejnik, Wyd. Pascal, 2015, s. 39.
[2] Tamże, s. 52.
(cytaty pochodzą z egzemplarza przed ostateczną weryfikacją)

***

egzemplarz recenzencki

36 komentarzy:

  1. Czyli muszę przeczytać! Widzę zmiana miejsc szablonów, trzeba się teraz przyzwyczaić :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Musisz. :D

      A co do szablonu. Chciałabym go wreszcie zmienić, tylko nie mam kiedy. :(

      Usuń
  2. Szósteczka? Jestem pod wrażeniem. Książkę dodaję do listy chcę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo niedociągnięć, całość wygląda obiecująco. I okładka śliczna :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te niedociągnięcia to drobiazgi. Wspomniałam o nich tylko dla porządku. Książka jest piękna. :)

      Usuń
  4. Piękna okładka - ma coś w sobie :) Chyba trochę sie u Ciebie zmieniło, albo moja przeglądarka źle ładuje moją stronę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Po tym co przeczytałam, mam wrażenie że jest to idealna ksiażka dla mnie :) Pomysł na fabułę jak i sposób jej prowadzenia brzmią interesująco. Na pewno jej nie przegapię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, chciałabym przeczytać :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Intrygująca fabuła :) Nie jestem do końca przekonana, ale z pewnością będę miała na oku ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyno, potrafisz zaintrygować!
    Pascal to czasami rzuci taką perełeczką,że mnie szokuje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie perełka. :)

      Usuń
  9. Eh, zawsze sie zastanawiam, jak Ty trafiasz na takie ksiazki? Ja, jesli juz na taka trafie, to mija naprawde dlugi czas, zanim uda mi sie zdobyc kolejna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Intuicyjnie. :)
      Ale coraz rzadziej trafiają mi się TAKIE książki. Czytam dużo dobrych książek, ale niewiele jest takich, które naprawdę ogromnie mnie poruszą, jak choćby ta, czy "Mężczyzna imieniem Ove".

      Usuń
  10. Pierrwszy raz o niej słyszę, ale po Twojej recenzji nie mam najmniejszej wąpliwości, że naprawdę warto ją przeczytać. Takich ksiażek szukam, taką literaturę chcę czytać. Bardzo się cieszę, że napisałaś recenzję tej ksiażki, bo bez niej jeszcze długo nie usłyszałabym o tym tytule!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie zapomnij o niej! Szkoda, by było. :)

      Usuń
  11. Na pierwszy rzut oka książka mnie nie zainteresowała, ale tak zachwalasz, że chyba się przekonam, jakie na mnie wywrze wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Koniecznie będę musiała przeczytać. Mnie też już sama okładka do niej zachęca.
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  13. O rany... Chyba, aż kupię tę książkę! Coś czego staram się unikać, bo oszczędzam, ale tak napisałaś o niej, że nie wytrzymam czekania w bibliotecznej kolejce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pożyczyłabym Ci, ale mam tylko egzemplarz przed ostatecznymi poprawkami. No i myślę, że jest duża szansa, że jednak zechcesz mieć własny egzemplarz. ;)

      Usuń
  14. Wczoraj zobaczyłam tą książkę i już dzisiaj wiem, że muszę ją mieć.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wczoraj zobaczyłam tą książkę i już dzisiaj wiem, że muszę ją mieć.

    OdpowiedzUsuń
  16. Recenzja jak się patrzy ! Aż ma się ochotę od razu zacząć tej książki szukać...

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mam wyjścia muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak cudnie piszesz o tej książce, że postanowiłam, że muszę ją mieć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. I mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. :)

      Usuń
  19. Zaintrygowalas mnie. Nie znam autora, wiec poszukam troche info na jego temat. Szkoda, ze w Hiszpanii sie tak nie tlumaczy hurtowo polskich autorów, jak to sie widze dzieje w RP...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak z ciekawości, twórczość których polskich autorów można znaleźć na hiszpańskich półkach?
      Znalazłaś coś o Pajaresie? Jak jego książki odbierane są w Hiszpanii?

      Usuń
  20. Skoro tak Ci się spodobała, to może kiedyś się skuszę. Na razie nadrabiam zaległości po targach książki :P

    OdpowiedzUsuń
  21. tematyka nie moja, ale w tej okładce rzeczywiście można się zakochać!

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam powieści, których bohaterami są książki, więc „Książka, której nie ma” na pewno prędzej czy później trafi w moje ręce.

    OdpowiedzUsuń
  23. Treść tej książki brzmi bardzo ciekawie, bo lubię powieści o pisarzach i książkach, ale tyle razy nacięłam się już na literaturę hiszpańską (która w 90% mi się nie podoba), że po prostu boję się sięgać po kolejnego Hiszpana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak z literaturą każdego kraju, są książki lepsze i gorsze. Może warto przyjrzeć się tym należącym do 10% i szukać podobnych? :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...