sobota, 16 maja 2015

Douglas Preston & Lincoln Child "Zaginiona wyspa"
"Szkielety nie kłamią"

Douglas Preston, Lincoln Child
Zaginiona wyspa
Wyd. Burda Książki
2015
440 stron
- Co to ma być, do cholery? - rzucił Gideon, przyglądając się uważniej obrazowi.
- Mapa.
- Mapa? Prowadząca do skarbu?
- Do czegoś cenniejszego niż skarb. Do czegoś absolutnie i bezsprzecznie niezwykłego. Czegoś, co odmieni świat. - Glinn zatrzymał spojrzenie swojego szarego oka na Gideonie. - A zdobycie tego czegoś będzie twoim następnym zadaniem[1].

Poznajcie Gideona Crew. Czarne włosy, szelmowski uśmiech, genialny umysł. Uroczy, błyskotliwy... oszust. Właśnie otrzymał nowe zadanie. Ma ukraść jedną stronę z pilnie strzeżonej Księgi z Kells. Na szczęście już niejednokrotnie Tom Cruise udowodnił, że mission impossible nie zawsze jest taka niemożliwa do wykonania, jak sugeruje nazwa. Może więc i Gideonowi uda się podobna sztuczka.

Rozmowy z rządem Irlandii dotyczące wypożyczenia Księgi z Kells Bibliotece Morgana trwały osiem lat[2]. Nic więc dziwnego, że bogato ilustrowany, ogromnie cenny, średniowieczny manuskrypt, jest starannie zabezpieczony w jednej z sal nowojorskiej Biblioteki Morgana. Glinn wie jednak co robi, zlecając kradzież upatrzonej strony Gideonowi. Sprytny oszust łatwo nie odpuści, choć pochylając się nad planami budynku i schematami jego zabezpieczeń, póki co nie widzi możliwości dokonania tak zuchwałej kradzieży. Pewnie nie główkowałby nad tą sprawą tak intensywnie, gdyby wiedział co go czeka, jak daleko dotrze, co odkryje i jakie będą tego konsekwencje. Rabunek to dopiero początek. Później będzie jeszcze trudniej, jeszcze niebezpieczniej, ale i bardziej ekscytująco, bo przecież taka jest rola bohaterów powieści przygodowej, mają oni dostarczać czytelników emocji i rozrywki. Rejs po burzliwych wodach w towarzystwie tajemniczej i twardej (oraz oczywiście pięknej) kobiety, perspektywa spotkania z piratami oraz bezwzględne starcia z poszukiwaczami skarbów to nie wszystko, co Douglas Preston i Lincoln Child zafundowali Gideonowi oraz czytelnikom powieści Zaginiona wyspa.

Hej, przygodo!

To, co zaczyna się z hukiem w mało egzotycznej scenerii wielkiego miasta, kończy się z jeszcze większym hałasem w plenerze, który z powodzeniem mógłby służyć jako obrazek umieszczony na awersie pocztówki z napisem "pozdrowienia z dziczy". Pomiędzy jednym, a drugim rozpościera się bezmiar burzliwych wód. Trzy różne dekoracje, jedna dynamiczna historia.

Strona Księgi z Kells zawiera coś więcej niż tylko arcydzieło sztuki ilustratorskiej, a podjęcie się jej kradzieży, to zaledwie ułamek tego, co czeka Gideona. Choć to, w poszukiwaniu czego będzie on przemierzał Morze Karaibskie, nie jest klasyczną skrzynią skarbów (Jo ho ho! I butelka rumu.) pełną dukatów, pereł czy co tam mobilizowało ekipy z czaszkami na flagach do opuszczania łajb i poruszania się po dzikich wyspach w poszukiwaniu miejsca oznaczonego krzyżykiem, to nie znaczy, że nie warto dla tego czegoś zaryzykować swego życia. Jest to bowiem coś wyjątkowego. Nie można kupić tego ani za dukaty, ani dzięki pozycji tatusia czy urokowi mamusi, za to - bez wątpienia - każde z nas chciałoby być w jego posiadaniu. Ja na pewno. 

Zaginiona wyspa świetnie sprawdziła się jako lekka, przyjemna przygodówka. Zdarzenia następują po sobie bardzo szybko i jeśli tylko czytelnik nie zadaje sobie pytań w stylu "jak, u licha, do pilnie strzeżonego budynku wszedł facet wyposażony w granat hukowo-błyskowy i granat dymny"[3], będzie się w trakcie lektury bawił całkiem nieźle. O ile samo poszukiwanie skarbu, sztormy, wrogo nastawione załogi sąsiednich łajb, dzikie wyspy i jej równie dzicy mieszkańcy, damsko-męskie duety co to niby się nie zaprzyjaźniają, ale w końcu i tak w którejś ze scen prawdopodobnie nabiorą ochoty, by wyskoczyć z ciuchów, nie należą do wątków pachnących świeżością, to już wprowadzenie do fabuły nawiązań do Odysei i konsekwencji z tym związanych, wydało mi się całkiem niezłym pomysłem. 


Zaginiona wyspa, to trzeci tom, po Mieczu Gideona i Trupie Gideona, przygód sprytnego złodzieja. Nie wiem jak to było z poprzedniczkami, ale najnowsza powieść duetu Preston & Child cechuje się iście filmową malowniczością i widowiskowością. Na wielkim ekranie prezentowałaby się znakomicie. Spektakularne wybuchy, moc czterech żywiołów, dynamiczna akcja, zmiany krajobrazów, bohaterowie o aparycji nie do zignorowania, tajemnicza mapa, zagadki, ukryty skarb - jest tu wszystko, co powinno znaleźć się we wciągającej powieści przygodowej. 

Tym, co w tej książce kuleje, są bez wątpienia dialogi, czasami równie prawdziwe jak palma na rondzie de Gaulle’a w Warszawie. 

- Przepraszam, że jestem taka beznadziejna - powiedziała.
- Odpoczywaj, a ja tymczasem będę prowadził systematyczne badania terytorium wyspy. Zamierzam stopniowo spenetrować cały jej obszar[4].

Bo rozejrzenie się dookoła i sprawdzenie, czy gdzieś w okolicy nie czeka na odkrycie jakiś skarb, byłoby zbyt prymitywne językowo.

Zaginioną wyspę czyta się błyskawicznie. Wbrew moim obawom, nie odczułam, że napisało ją dwóch autorów. Oprócz motywów charakterystycznych dla powieści przygodowej, znajdziemy tu także nieco wątków sensacyjnych, a także odrobinę fantastyki. Tego ostatniego zupełnie się nie spodziewałam, ale okazało się, że było to całkiem miłe zaskoczenie i tak naprawdę to właśnie ta część najbardziej przypadła mi do gustu. Bohaterowie powieści nie wyróżniają się niczym szczególnym (no, może poza jednym, moim ulubieńcem, który niestety marnie skończył), za to tło spełniło moje oczekiwania - dzikie, różnorodne, takie, w którym raczej nie chce się zgubić i ma się pewne obawy w związku z tym, co można tam znaleźć.

Mam nadzieję, że gdy Gideon dostanie kolejne zlecenie (a nie mam wątpliwości, że tak będzie), razem z nim przeżyję kolejne przygody. Choć Zaginiona wyspa nie jest powieścią, która na długo zapada w pamięć, jako rozrywka świetnie się sprawdza. Indiana Jones na pewno ma ją w swojej biblioteczce.




***

Książkę polecam
miłośnikom powieści obyczajowych
wielbicielom dynamicznych fabuł
poszukiwaczom przygód
ciekawym co ma Odyseja do Zaginionej wyspy
zaintrygowanym jaki skarb cenniejszy jest od złota i pereł
wielbicielom morskich wypraw i dzikich wysp
poszukującym dynamicznej literatury rozrywkowej

***

[1] Douglas Preston, Lincoln Child, Zaginiona wyspa, przeł. Robert P. Lipski, Wyd. Burda Książki, 2015, s. 67.
[2] Tamże, s. 15.
[3] Tamże, s. 60.
[4] Tamże, s. 329.

***

egzemplarz recenzencki

14 komentarzy:

  1. Dawno nie czytałam takiej przygodówki, kto wie może kiedyś na nią natrafię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Z tą całkiem miło spędziłam czas. :)

      Usuń
  2. Miałam tą przyjemność zapoznać się ze stylem tegoż duetu i muszę przyznać, ze była to dla mnie bardzo ciekawa przygoda. Jak sie nie mylę ich wspólne dzieło jaie czytałam to "Dwa groby", które Ci serdecznie polecam :>

    OdpowiedzUsuń
  3. O, a przeczytam ją sobie, już na nią polowalam, ale gdzieś mi umknęła ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W liceum zaczytywałam się w powieściach tych Panów i nadal mam do nich ogromny sentyment, chociaż ostatnio rzadko kiedy sięgam to ten gatunek literacki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że z tego gatunku w pewnym momencie się chyba wyrasta, ale czasem fajnie jest wrócić do tego typu historii. :)

      Usuń
  5. Lubie książki w których akcja rozgrywa się szybko i nie pozwala się nudzic

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi jak coś w sam raz na wakacje :). I okładka od razu przykuwa wzrok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, na wakacje jest idealna. A okładka też mi się podoba. Zapowiada przygodę. :)

      Usuń
  7. dobra i przyjemna lektura, choć osobiście uważam, że typowy kryminał wychodzi temu duetowi lepiej...Biały ogień to majstersztyk wśród ich książek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typowego kryminału jeszcze nie miałam okazji czytać. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...