sobota, 9 lutego 2013

[5/9] Oscary 2013 "Miłość"

plakat filmowy
źr. filmweb.pl
Za co lubię Haneke? Za dotykanie tematów trudnych, drażliwych, za wielki przekaz nadawany przy użyciu skromnych środków, bez fajerwerków przytłaczających treść, za naturalność, unikanie taniego sentymentalizmu. Za wyczucie.

Georges (Jean-Louis Trintignant) i Anna (Emmanuelle Riva) to para uroczych staruszków. Oboje są emerytami, zamieszkują przytulny lokal w kamienicy, przebywają w otoczeniu książek i muzyki. Tak chciałabym przeżywać swoją starość. Z bliską osobą, w mieszkaniu pełnym bibelotów-reliktów z przeszłości, wśród książek gromadzonych przez lata. Starość ma jednak niewiele do zaoferowania, poza wolnym czasem, który wreszcie przestaje składać się w kradzionych minut pomiędzy obowiązkami domowymi, rodzinnymi a pracą. Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo jak wiele tego czasu nam zostanie (to jest ten moment, w którym ten i ów może sobie ponarzekać na wydłużenie wieku emerytalnego). Anna nie ma go zbyt dużo.

Chwilowe oderwanie od rzeczywistości. Przez jakiś czas kobieta wydaje się być głęboko zamyślona, pogrążona w letargu. Taką zastaje ją mąż. Przez mieszkanie przepływa chłód niepokoju. Udar to dla Anny wyrok. Kobieta ma sparaliżowaną połowę ciała. Odtąd będzie się poruszać na wózku, a wykonywanie codziennych czynności okaże się nie lada wyzwaniem. Georges wchodzi w rolę opiekuna bez sprzeciwu. Koncentruje całą swą uwagę na żonie. Gdy ta odmawia leczenia szpitalnego, chcąc umrzeć w domu, z godnością (co dr House określił mianem oksymoronu, ale cóż... rozumiem Annę) mężczyzna wynajmuje opiekunkę i czuwa nad małżonką nieustannie.

Michael Haneke
źr. sensesofcinema.com
Haneke nie tylko o powiada o miłości pięknej, o oddaniu, o sile uczuć. Reżyser znów pokazuje nam człowieka postawionego w trudnym położeniu, ekstremalnej sytuacji. Stawia przed Georgesem wyzwanie i niemal do ostatnich minut filmu, nie wiadomo czy mężczyzna udźwignie ciężar, jaki nałożono na jego barki. W głębi serca wciąż nie potrafię znaleźć odpowiedzi na pytanie, czy droga, którą wybrał Georges nie była tą najtrudniejszą, wymagającą wielkiej siły czy też jednak tchórzostwem nie mającym nic wspólnego z miłością. Nie chcę jednak zdradzać zbyt wiele, więc w tym momencie muszę zamilknąć. 

"Miłość" to film złożony z precyzyjnych ujęć, współgrających ze sobą szczegółów. Nic nie zakłóca odbioru, nie ma tu elementów zbędnych. Skrzypiąca podłoga, kapiący kran, dźwięki pianina, nawet gościnny występ gołębia, zdają się tworzyć spójną całość, idealne tło dla tej historii. Choć to film o parze muzyków, samych dźwięków jest w nim niewiele. Odrobina Schuberta, Beethovena, Bacha i kilka ledwie słyszalnych odgłosów codzienności. To wszystko. Skromna scenografia, skromna oprawa dźwiękowa. Haneke udowadnia, że mniej czasami znaczy więcej, silniej, emocjonalnie doskonalej.

Franz Schubert "Impromptu, Op. 90 D899 No. 3 in G-Flat Major wyk. Alexandre Tharaud

Na uznanie zasługuje gra aktorska, zarówno nominowana do Oscara Emanuelle Riva, jak i pominięty Jean-Louis Trintignant spisali się naprawdę dobrze. Ich twarze wyrażają wszystkie emocje, od szczęścia, po ból i rozpacz. Riva wspaniale wczuła się w rolę sparaliżowanej kobiety, której udar odebrał możliwość cieszenie się spokojną starością, obcowania z tak ważną dla niej kulturą, sprawił, że stała się całkowicie zależna od innych. Anna czuła się upokorzona, nie chciała nawet widywać córki. To niełatwa rola, ale jest wspaniałym uwieńczeniem aktorskiej kariery Emmanuelle. 

kadr z filmu
źr. cinema-scope.com
Film Haneke został już doceniony podczas rozdania Złotych Globów, wygrywając w kategorii filmów nieanglojęzycznych. W tej samej kategorii powalczy też o Oscara, ale co bardziej zdumiewające "Miłość" znajduje się też w ścisłej dziewiątce filmów startujących w kategorii głównej dla najlepszego filmu, w której do tej pory dominowały filmy anglojęzyczne. Jeszcze rzadszym przypadkiem jest pojawienie się filmu nieanglojęzycznego w obydwu kategoriach. Podobna sytuacja miejsce w 1999 roku, gdy "Życie jest piękne" Roberta Benigniego wygrało kategorię nieanglojęzyczną, w głównej przegrywając z jednym z moich ukochanych filmów - "Zakochanym Szekspirem" Johna Maddena. Czy Haneke ma szansę powtórzyć sukces swego włoskiego kolegi po fachu? A może zrobi coś więcej i zwycięży w obydwu kategoriach? O tym dowiemy się 25 lutego w okolicach czwartej-piątej rano.

Czy owocem tej współpracy będzie statuetka golasa z mieczem?
źr. hitfix.com
W tej chwili dla Haneke zostawiłabym statuetkę za reżyserię i najlepszy film nieanglojęzyczny (choć nie widziałam pozostałych, więc to nieco oszukańczy werdykt, ale Michael naprawdę zasługuje na tę nagrodę). Kategorię główną typować będę dopiero po ostatnim seansie, co do aktorki też jeszcze nie jestem przekonana (choć Riva spisała się świetnie), a za scenariusz... cóż... konkurentem jest "Django". Trudno porównać ze sobą te dwie produkcje, ale gdybym miała wybrać, postawiłabym na Quentina Tarantino. Dziwi mnie fakt, że do tej pory Akademia nie doceniła Haneke, który ma na swoim koncie intrygujące "Ukryte", seksualnie kontrowersyjną "Pianistkę", mroczną "Białą wstążkę" czy wstrząsające "Funny Games" (moim zdaniem najlepszy i najbardziej szokujący film reżysera). Dopóki nie obejrzała "Pianistki", nigdy bym nie przypuszczała, że prozę Elfriede Jelinek można przenieść na ekran, nie czyniąc jej szkody. Wszak teksty Noblistki, to nie tylko szokujące fabuły, ale przede wszystkim mocny, charakterystyczny język. Haneke udowodnił swoją wielkość i czas najwyższy, by Akademia to doceniła.

"Miłość" została już nagrodzona Złotą Palmą na festiwalu w Cannes
źr. nicematin.com
Akademia filmowa nominowała "Miłość" w pięciu kategoriach:
Najlepszy film (Margaret Ménégoz, Michael Katz, Stefan Arndt, Veit Heiduschka)
Najlepsza aktorka pierwszoplanowa (Emmanuelle Riva)
Najlepszy reżyser (Michael Haneke)
Najlepszy scenariusz oryginalny (Michael Haneke)
Najlepszy film nieanglojęzyczny

polski zwiastun

Ocena: 8/10

Pozostałe oscarowe notki:

49 komentarzy:

  1. Och, dla samej obsady / to już historia kina / oglądnęłabym ten film i kiedyś może go obejrzę.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że nie znam tych aktorów, ale w "Miłości" wypadli świetnie.

      Usuń
  2. Bardzo lubię takie życiowe historie , film może kiedyś obejrzę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i ja kiedyś się skuszę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeżeli już bym musiał to udałbym się na to do kina, ale tak z własnej nieprzymuszonej woli?! Nie sądzę...
    Po prostu jakoś niespecjalnie pociąga mnie ta tematyka ;P... Dajcie coś z potężną dawką grozy, która du** urywa, a nóż widelec się skuszę ;D.

    Pozdrawiam!
    Melon

    PS: Przynajmniej film o miłości starych dziadków, a nie o zakochanych nastolatkach (9-13 lat ;P)... Przynajmniej coś innego :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, zależy od której strony patrzeć na temat, dla mnie większą grozą jest udar zabierający człowiekowi resztę życia niż stado krwiożerczych zombie. ;)
      No, ale młode Melony mają jeszcze czas na takie refleksje, w przeciwieństwie do takich staruszek jak ja. =D

      A Ty co masz do zakochanych nastolatków, co? :P

      Usuń
    2. Ja?!
      Ja nic do nich nie mam... tylko, że ja się z nimi spotykam na co dzień, a z dziadkami (oprócz moich... no i Ciebie ;P... dobra, nie będę chamski ;3) nie mam stałego kontaktu...

      A krwiożercze zombie i tak są lepsze :D!

      Usuń
    3. Dobra, dobra, przyznaj, że jakaś super laska dała Ci kosza. :P
      (udam, że nie widziałam tego, co napisałeś w nawiasie GÓWNIARZU :P)

      Animowane też? Bo jak lubisz animowane, krwiożercze zombie, to polecam "ParaNorman". :P

      Usuń
  5. Chętnie oglądnę w wolnym czasie, bowiem Francuz lubić drama movie's :D

    PS: AnnRK nie wiedziałem że 25 stycznia rozdadzą Nagrody Akademii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie, mój bardzo uważny, wytykający błędy czytelniku. :P

      Usuń
  6. Ja widziałam już wszystkie filmy z nieanglojęzycznej (no poza "No") i myślę, że "Miłość" wygra, choć to najtrudniejszy film. "Kochanek królowej" i "Kon-tiki" nie mają szans, jedynie "Wiedźma wojny" może trochę namieszać.

    Wygrana "Miłości" jednak w głównej kategorii byłaby sporym zaskoczeniem i zdecydowanie zmianą w Oscarach. Do oscarowego finiszu zostały mi "Życie Pi" i "Operacja Argo" i kibicuję "Nędznikom" i "Django". Oba te filmy dostały ode mnie 9/10. W kategorii aktorskiej życzę sobie wygranej Hushpuppy:) Śmiesznie by było:) Chociaż obiektywnie rzecz biorąc to najlepiej zagrała Jennifer Lawrence w "Pamiętniku...".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, żałuję tej "Wiedźmy..." ogromnie. Że też akurat teraz musieli mi wyłączyć Ale Kino. =/

      Też mi się nie wydaje, by Haneke wygrał kategorię główną. Zresztą, chyba bym tego nie chciała. Wygrana w nieanglojęzycznej musi mu wystarczyć. Na "Nędzników" idę w końcu w środę, a dziś w planach jest "Lincoln" (aż się boję :P). Po "Miłości" jestem rozdarta, bo Hushpuppy była przecudna, ale Riva zagrała naprawdę dobrze, no i pewnie miło by było jej dostać nagrodę na koniec kariery. "Poradnika..." jeszcze nie widziałam, więc nie wiem jak Jennifer wypadła, ale słyszałam same dobre opinie.

      Usuń
  7. Bardzo interesujący post! Widziałam zwiastun "Miłości" i to, co rzuciło mi się w nim w oczy, to właśnie ten specyficzny minimalizm. Brak przesytu, który przecież nie musi iść w parze z sukcesem kinowym. Nie sądziłam też że jakakolwiek powieść Jelinek została zekranizowana. W ogóle zastanawiam się jak Haneke podołał temu zadaniu, przecież proza Jelinek jest niezwykle mało elastyczna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)

      Przyznaję, że mam słabość do takich minimalistycznych obrazów i Haneke idealnie trafił w mój gust. A Jelinek nie dość, że została zekranizowana, to jeszcze w naprawdę dobrym stylu. Film jest mocny, przejmujący. Oczywiście, to nie to samo co książka, ale Haneke z pewnością nie ma się czego wstydzić.

      Usuń
  8. Szczerze mówiąc, gdyby nie ta recenzja - tytuł na pewno by mnie odstraszył. :P A tak, może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz dziwną awersję do tego, na czym opiera się większość naszego życia. ;)

      Usuń
  9. Akurat ten film chcę obejrzeć odkąd o nim usłyszałam i obejrzałam zwiastun. Z całą pewnością to zrobię. Sam temat jest niezwykle poruszający, więc nie mogę się doczekać seansu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obejrzyj, obejrzyj. Piękny i poruszający film, świetny aktorsko, bardzo dopracowany. Taka minimalistyczna perełka.

      Usuń
  10. ten film mnie raczej nie zainteresuje - chociaż może kiedyś uda mi się go obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie, ale gdyby Ci się kiedyś zmienił gust, to o nim pamiętaj. :)

      Usuń
  11. Zobacze chociazby dla samej obsady:)
    Powiesci Jelinek nigdy mnie nie wciagnely w swoj swiat, raczej wyrzucaly z hukiem, moze film mnie uwiedzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jelinek jest specyficzna. Ciężka tematycznie, hipnotyzująca językowo. Mnie jej powieści przerażają i fascynują. Tak też było z "Pianistką". Jeśli nie pasuje Ci tylko język Noblistki, to spokojnie możesz oglądać film, ale jeżeli fabuła zupełnie Ci nie odpowiada, to film może też nie trafić w Twój gust. Nie mniej jednak zachęcam choćby do podjęcia próby.

      Usuń
  12. Jestem ciekawa tego filmu :) Moje dwa podejścia do "Django" skończyły się porażką już po kilku minutach, ale chyba spróbuję po raz trzeci. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na MOIM blogu przyznajesz się, że Ci się "Django" nie podoba??? Śmierci się nie boisz? :P
      A tak serio, co Ci się w nim nie podoba? Sam styl Tarantino, czy coś konkretnego?

      Usuń
  13. koniecznie muszę obejrzeć, coś czuję, że mi się ten film spodoba

    OdpowiedzUsuń
  14. Tarantino Oscara nie dostanie (bo... nie ;) ). Nie widziałam jeszcze Operacji Argo, która jest wymieniana w gonie ścisłych faworytów, to jednak bardzo mnie zdziwi, aby film akcji, który obejrzymy, a potem zapomnimy (bo tak wynika z recenzji, które czytałam) miałby dostać Oscara za najlepszy film. Chociaż podobnie było z "King's speech", więc wiele mnie nie zdziwi.
    Film jest naszprycowany emocjami i ludzkim cierpieniem, takie natężenie nie oddziałowuje dobrze na widza, szczególnie dzisiaj, gdy oczekuje się strzelanki, pościgów i akcji, a nie spokojnej i wyważonej historii, w której nie pada wiele słów, ale każda scena jest ważna i ma wpływ na to, co widzimy na ekranie. Podczas seansu miałam wrażenie, jakbym była nieco manipulowana (ale w dobrym znaczeniu tego słowa, o ile takowe istnieje) napięcie rosło z każdą minutą, wraz z cierpieniem, którego doznają bohaterowie.
    Dlatego mam nadzieję, że ten film dostanie sporo nagród 25 lutego :) Bo nie jest łatwo o nim zapomnieć, choć widziałam go w kilka dni po polskiej premierze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie dostanie. Tak samo jak nie mogło go dostać "Prawdziwe męstwo" (chlip, chlip).
      Co do "Operacji Argo" to się nie zgodzę. To nie jest jakieśtam zwykłe kino akcji, o którym się zapomina na kilka minut po seansie, bo jest podobne do miliona innych nieznaczących produkcji. Obejrzyj, a zobaczysz. :)

      "Jak zostać królem" to bardzo dobry film z genialnym aktorstwem. Stawiałam wtedy na "Czarnego łabędzia", drugie w kolejce było "Prawdziwe męstwo" (ale jak już pisałam, wiadome było, że Oscara nie dostanie), trzecie "Jak zostać królem", więc w sumie to rozdanie mnie nie rozczarowało aż tak bardzo.

      A "Miłość" jest świetnym filmem i życzę mu Oscara, ale nie w kategorii głównej. ;)

      Usuń
  15. Czekałem na tę recenzję :) Nie wiem czemu filmowcy boją się ukazywać starość, a jeżeli już to jako coś niepotrzebnego i zbędnego w życiu. Haneke poszedł o krok dalej i ukazał starość jako kolejny etap w życiu, który ma swoje zalety i wady.

    Cóż scenariusz "Django" trzyma się mocno i pewnie. Lecz czasem i pewniaki zostają w tyle. Werdyktu akademii nie przewidzisz :P

    A tak poza tym mam kolejny film który można obejrzeć z L. Będzie zachwycona :)
    "Mordercza Opona" w reżyserii Quentina Dupieuxa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodych starość nie interesuje, starszym ciężej ten temat pokazać, bo ciąży nad nimi świadomość bliskości jej obecności. Tak mi się przynajmniej wydaje. Mnie starość przeraża, bo może to jest moment odpoczynku po tych wszystkich latach, ale jak pokazuje Haneke choroba może nam go odebrać. W mojej najnowszej recenzji książkowej tez jest taki przypadek, gdy bohaterkę dopada Alzheimer.

      No tak, Akademia już nie raz udowodniła, że nie wie co dobre. Członkowie powinni częściej czytać blogi. :P

      "Mordercza opona"? O_o Wiesz, lubię Leanikę, chyba nie mam aż tak sadystycznych skłonności. :P
      Idę poszukać trailera. =D

      Usuń
    2. Ekhm, Ciastek, ja wszystko widzę i o wszystkim wiem :P
      Jak mnie zmusisz do oglądania "Morderczej Opony", to zemszczę się okrutnie. Przywiążę cię do krzesła i obejrzysz sobie kilka starannie przeze mnie wybranych produkcji.

      AnnRK, a więc jednak masz jakieś granice :P Też cię lubię, miło mi, że chociaż raz mnie bronisz przed tym potffffforem.

      Usuń
    3. Obawiam się, że żadna z tych produkcji nie dorówna "Morderczej oponie". Widziałaś trailer? :P

      Solidarność jajników się we mnie obudziła. :P

      Ale, ale - sama się zaczynam zastanawiać nad seansem. Choć ta scena spod prysznica, którą pokazali w zwiastunie, pewnie nie pozwoli mi zasnąć. =D

      Usuń
  16. Mam lekki kryzys oscarowy, zostało mi jeszcze sporo filmów, ale jakoś nie mam siły się do nich zabrać - Miłość jest dość ciężkim filmem, o Lincolnie słyszałam negatywne opinie, więc chyba pora zobaczyć Operację Argo. Chyba i tak nie wyrobię się przed rozdaniem niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Lincolna" oglądałam wczoraj. Hm. No... Yyyy... =)
      Dłuży się nieco (delikatnie rzecz ujmując). :P
      Jestem zawiedziona tym, że film nie tyle jest o postaci Lincolna co o 13. poprawce, ale aktorsko jest świetny, zdjęcia są genialne (brawo Kamiński!), w ogóle wizualnie film prezentuje się cudnie.

      Nie poddawaj się. Masz jeszcze dwa tygodnie. :)

      Usuń
  17. "Miłości" nie mam w planach. Wystarczą mi ambitne lektury, przy ambitnych filmach wysiadam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, poczekaj na odpowiedni nastrój. :)

      Usuń
  18. Oj tak, obejrzę na pewno. Tylko dr House'a w to nie mieszaj... zbyt cyniczny na takie filmy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mam kolejny offtop. Będę w czerwcu w Poznaniu przez kilka dni, jadę odebrać bratanka z rąk brata na wakacje :) Więc, ekhm, tak sobie myślałam.... ;)

      Usuń
    2. Dr House pasuje do wszystkiego. Temat tematem, powaga powagą, ale nie dajmy się zwariować, bo nam kąciki ust zwiędną.

      W ogóle to wreszcie skończyłam oglądać ten serial. Nie wiem ile lat to trwało, ale w końcu dobrnęłam do finału i jestem z siebie dumna. =)

      O! Takie offtopy to ja lubię! :)

      Usuń
    3. Ryczałaś? Ja tak. Najpierw ze smutku, potem ze śmiechu. Świetny koniec.
      No, cieszy mnie to niezmiernie. Będziem w kontakcie, bejb!

      Usuń
    4. Ryczeć nie ryczałam, ale jakoś tak nieswojo mi się zrobiło. No, ale później myślę sobie: dobre zakończenie. Jakby został tam z premedytacją, to by było samobójstwo i przekreśliłoby cały sens serialu. Jakby się uratował, to wylądowałby w więzieniu i też do kitu. Więc stwierdziłam, że zakończenie w stylu chciał a nie mógł było ok. Ale scenarzyści mieli lepszy pomysł. =D

      Cudnie. Będę wypatrywać kolejnych offtopów. :)

      Usuń
  19. Wydaje mi się, że to ciężki film. Ale podjęcie się takiego tematu jest godne podziwu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocjonalnie na pewno. Ale jest dobry i warto go obejrzeć.

      Usuń
  20. Widzę, że moje 1/9 może się schować, idziesz jak burza :). Też mam ambitny plan obejrzenia całej dziewiątki do 24 lutego, ale musiałabym się bardzo spiąć, żeby tego dokonać i nie sądzę niestety, żeby było to jeszcze możliwe.

    Po "Miłości" spodziewałam się właściwie wszystkiego tego, co tu opisałaś. Nie mogę się doczekać seansu, choć generalnie, w ramach odmóżdżania, mam teraz ochotę na innego rodzaju filmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na siłę nie ma co się spinać, w końcu to ma być przyjemność a nie przymus. Rozłożyłam sobie seanse w czasie i powoli realizuję plan. Wczoraj "Lincoln...", dziś "Poradnik..." w środę "Nędznicy" a w weekend "Wróg..." i wsio. :)

      A w ramach odmóżdżania wczoraj zaliczyłam jeszcze animację "ParaNorman". =)

      Usuń
  21. Odpowiedzi
    1. I słusznie, bo jest naprawdę dobry. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...