piątek, 5 października 2012

Jerzy Stuhr "Tak sobie myślę..."
Krytycznym okiem Jerzego Stuhra

Jerzy Stuhr
Tak sobie myślę...
Wyd. Literackie
2012
272 strony
Nigdy nie wiadomo na kogo padnie tym razem. Tego nie przewidzisz, przed tym się nie zabezpieczysz. Rak. Choroba, która spada jak grom z jasnego nieba. Okrutna, bezlitosna. Często wygrywa. Czasami daje się pokonać. Nasz dzisiejszy bohater wygrał walkę, choć po początkowej diagnozie dawano mu jakieś cztery miesiące życia. Po raz kolejny zaczynam wszystko od nowa. Tym razem jest to poważna walka o życie. Teraz nie ma już moich dokonań, uznania u publiczności, pozycji, popularności. Jestem tylko ja i choroba.[1] W czasie choroby Jerzy Stuhr zapisywał swoje refleksje. Tak sobie myślę... to bardzo osobisty dziennik tego wybitnego aktora, wspaniałego reżysera.


Początkowo dziennik miał być jednym z tych, które pisze się "do szuflady". Tak się jednak stało, że zapiskami zainteresowało się Wydawnictwo Literackie, a aktor dostał szansę przekazania swoich myśli kolejnym pokoleniom. Wszak pamięć ludzka jest krótka, a popisy teatralne aktorów, szybko zacierają się w pamięci widzów. Tak, to jest pokusa ogromna, tego zawsze zazdrościłem pisarzom jako aktor - jednowieczorna łątka.[2] Myśli zawarte w książce mają szansę przetrwać wiele lat.

O czym pisze Jerzy Stuhr? Choć w jego życiu rozgrywa się dramat, niewiele zapisków poświęca chorobie. Komentuje za to wydarzenia ze świata kultury czy polityki. Na każdy temat ma własne zdanie i nie boi się go wyrażać, niekiedy nawet zbyt dosadnie. Pisze o Acta, Euro 2012, sprawie Madzi z Sosnowca. Uważnie śledzi to, co dzieje się dookoła. Swoje zdanie wyraża wprost, bez owijania w bawełnę.

Jerzy Stuhr wydaje się rozczarowany rzeczywistością, która go otacza. Nie sili się na obiektywizm. Krytykuje, porównuje teraźniejszość z przeszłością, surowo oceniając tę pierwszą. Wspomina własną karierę, trudny start w dziedzinie reżyserii i reakcję środowiska filmowców na wieść, że Jerzy Stuhr, ten który od lat bawi widzów aktorskimi popisami, ośmielił się spróbować czegoś więcej i postanowił stanąć po drugiej stronie kamery. Stuhr nakręcił sześć filmów, żaden z nich nie przeszedł nie zauważony. I na tym polu odniósł więc sukces, ale reakcja środowiska reżyserskiego boli go do dziś.

Aktor przygląda się zachodzącym w ludziach i świecie zmianom, i większość tych zmian krytykuje. Boli go wszechobecne zakłamanie, wątpliwa moralność, upadek wartości, które uważał za ważne. Dużo miejsca poświęca na krytykę obecnej kondycji polskiego teatru. Sporo pisze też o filmie. Zachwyca się Erratum Marka Lechki, Różą Wojciecha Smarzowskiego, krytykuje Sponsoring Małgorzaty Szumowskiej czy Wszyscy jesteśmy Chrystusami Marka Koterskiego. Kierunek, w którym rozwija się teatr i samo aktorstwo, zdaje się go jednocześnie smucić i irytować.

Tak sobie myślę... zawiera sporo cennych uwag, celnych obserwacji. Po pierwszym przeczytaniu dziennika, zdążyłam go już mocno pokreślić. Tu postawiłam wykrzyknik, tam podkreśliłam kilka zdań. Ot, choćby takie: Tak, odwaga wstydu, że się czegoś nie wie, że się jest niedouczonym, nieoczytanym, nie na bieżąco, nie trendy, i umiejętność przyznania się do tego to również - w połączeniu z dyskrecją zajmowanego stanowiska - nieodłączne cechy inteligenta.[3] Prawda, że trafne?

Mimo ciągłych narzekań (chwilami miałam wrażenie, że Stuhr właściwie nie jest zadowolony niemal z niczego, co go w tej teraźniejszości otacza), nie sposób nie zauważyć z jaką miłością autor opowiada o swojej rodzinie. Aż się ciepło na sercu robi, gdy dumny ojciec wspomina o swym synu, który ma szansę na równie błyskotliwą karierę i odnosi kolejne sukcesy. Aż łza się w oku kręci, gdy Jerzy Stuhr pisze o swej radości na wieść, że kolejny raz zostanie dziadkiem. Rodzina dodaje mu sił. Z takim wsparciem łatwiej wygrać z chorobą.

Jerzy Stuhr jest bystrym obserwatorem, marudnym intelektualistą z wysoko postawioną poprzeczką, ogromnymi wymaganiami wobec siebie i otoczenia, ale jednocześnie człowiekiem o wielkiej wrażliwości. Potrafi być złośliwy i ironiczny, ale też ciepły i wrażliwy. Swoją książkę uzupełnił zdjęciami, tymi z przeszłości, ale i z czasu choroby. Czytelnik otrzymał ładnie wydaną, wartościową literaturę, obowiązkową dla wszystkich wielbicieli talentu pana Jerzego.




***

[1] Jerzy Stuhr, Tak sobie myślę..., Wyd. Literackie, 2012, s. 7.
[2] Tamże, s. 68.
[3] Tamże, s. 50.

22 komentarze:

  1. No i proszę, jak to niektórzy są utalentowani w wielu dziedzinach. :) Ciekawe, czy książka powstałaby, gdyby nie zachorował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Talentu mu nie zazdroszczę, ale wiedzy i obycia kulturalnego - przeogromnie.

      Hm. Nie zastanawiałam się nad tym.

      Usuń
  2. Brzmi bardzo zachęcająco. Co prawda nie jestem jakoś specjalnie zafascynowana żadnym Stuhrem - choć obydwu darzę ogromną sympatią - ale zapowiada się ciekawa lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że fascynacja Stuhrami nie jest potrzebna do tego, by przeczytać tę książkę. :)

      Usuń
  3. Bardzo chętnie przeczytam! Zdecydowanie moja tematyka:)

    OdpowiedzUsuń
  4. lubię tego pana, lubię go jako autora, ale po książkę raczej bym nie sięgnęła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go lubię jako aktora i reżysera, a teraz polubiłam też jego pisanie.

      Usuń
  5. Bardzo cenie pana Stuhra za jego niezapomniane role Maksia w Seksmisji czy komisarza Ryby w Killerze.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja go bardzo lubię w "Pogodzie na jutro". I kilku innych filmach.

      Usuń
  6. Dzienniki to jeden z moich ulubionych gatunków literackich, Stuhr - jeden z moich ulubionych polskich aktorów. Zdecydowanie chcę tę książkę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam. A dzienniki też bardzo lubię.

      Usuń
  7. Słuchałam z nim wywiadu i wydawał mi się naprawdę inteligentnym i bystrym człowiekiem. Cenię go jako aktora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tej lekturze mam takie same odczucia.

      Usuń
  8. Właśnie się tak zastanawiam, czy nie sprawić sobie tej książki. Tyle dobrego o niej słyszę. ;)

    Co do Anny Janko, jej styl do mnie nie przemówił. Taki zwyczajny. Ale właściwie ta książka to forma pamiętnika, także muszę jej wybaczyć. ;) Osobiście uważam książkę za dobrą. Nie jakąś wybitną, ale dobrą. A gusta są różne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Całkiem niegłupi pomysł. W każdym razie, ja się cieszę, że mam ją na własność. :)

    Ano różne, bo ja byłam zachwycona. Inna sprawa, że czytałam ją dawno temu, a z upływem czasu zmieniają mi się poglądy na literaturę, więc może teraz już nie podobałaby mi się tak bardzo?

    OdpowiedzUsuń
  10. Cenię go jako aktora i jako człowieka. Po książkę sięgnę (już raz miałam ją w księgarni w ręku) ale chyba jeszcze nie teraz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do lektury. Takie zapiski mogą sporo powiedzieć o człowieku.

      Usuń
  11. To jest tak fajny, swojski, mądry facet, uwielbiam go. O tej książce słyszałam wiele dobrego. Jak tylko będę mogła, to się skuszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszna maruda, ale i tak go uwielbiam. ;)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...