Pierwsze razy to coś, co warto kolekcjonować. Tyle jest wokół fajności, że żal z nich nie korzystać. I chyba kiedyś Wam napiszę o tych małych miłych pierwszych razach, które przydarzyły mi się w ostatnim czasie.
Dziś będzie właśnie o takim małym pierwszym razie. Miłym, choć niedosyt pozostał. Bywa i tak. Pierwsze razy czasami potrzebują drugiej szansy.
Zakochana w magicznych fontannach, wszelakich pokazach światło-woda-dźwięk (patrz
TUTAJ i
TUTAJ) czy pokazach laserowych, od dawna chciałam pojechać na jeden z festiwali świateł (fenomenalne nagrania z Moskwy pokazał mi kiedyś kolega i gdzieś tam na listę marzeń wskoczyło zobaczenie czegoś podobnego na własne oczy). Pojawiła się okazja wypadu na toruński
Bella Skyway Festival i cóż... żal byłoby z niej nie skorzystać. Udało się przy okazji zobaczyć kilka ciekawych detali toruńskiej architektury, zjeść pyszne pierogi i spróbować piernikowego piwa na brzegu Wisły, ale punktem kulminacyjnym był właśnie festiwal.