środa, 10 października 2018

Wojsław Brydak "Poste restante"
[RECENZJA]

blog książkowy


- Każdy ma jakiś los, Tosia, lepszy, gorszy, nadzwyczajny albo na odwrót. Każdy ma przydział szczęść i nieszczęść. Tylko że one są rozdane jak w domu wariatów. Jak pijana kucharka: jednemu naleje po brzegi, innemu tyle co nic, jednemu wygarnie z dna, drugiemu byle z wierzchu. Jak się nad tym wszystkim zastanowić, to lepiej się nie zastanawiać.
- Jak w domu wariatów? - spytała mama.
- Na świecie nic do siebie nie pasuje. Z tym się rodzimy. - Ojciec przerwał na chwilę. - Jest jak jest, Tosia, i nikt ci nie powie, co dalej. Można płakać, można się śmiać, ale można brać życie bez gadania. Drugiego życia nie będzie[1].



Odkurzane wspomnienia



Jeszcze nie wiesz o czym ta historia opowiada, a już zakochujesz się w języku, jakim Wojsław Brydak ją snuje. Poste restante to klimatyczna podróż w miejscu i czasie. Opowiadana z wyczuciem, dbałością o słowa, wrażliwością na detale. To patchwork życiorysów wielu bohaterów. Niby zwyczajnych, a jednak frapujących. Sylwetki postaci udały się autorowi wybornie. Nawet ci, którzy pojawiają się tu na moment, zapadają w pamięć na dłużej. Jak Czesio Parasolnik, niziutki mężczyzna przemierzający sopockie ulice to w surducie i z melonikiem na głowie, to znów w hełmie wikinga, a jakże!, z rogami, innym zaś razem wkładał różową spódniczkę, romantyczny kapelusz z ptakami, zielone pończochy i czerwone szpilki[2]. Jak pani Jemieljanienko, energiczna staruszka która lekcje gry na fortepianie zamieniła w żołnierską musztrę, uderzenia piórnikiem w dłonie ucznia uważając za świetną świetną metodę egzekwowania jego posłuszeństwa i poprawiania pamięci.

Główny bohater jest jednak jeden. Uzdolniony muzycznie, zakochany miłością niespełnioną, wypełniony oczekiwaniem na listy doręczane tytułową metodą poste restante, a więc do odbioru w urzędzie pocztowym. To jemu będziemy towarzyszyć w tej nieco sentymentalnej przeprawie przez życie. Przeprawie pełnej wspomnień, klimatycznych kadrów uchwyconych niczym na sepiowanych fotografiach, opowieści o ludziach bliskich i obcych tworzących niepowtarzalną przestrzeń.


Kalejdoskop postaci, miejsc, historii



Przeplatają się historie bohaterów, przeplatają czasy. Niekiedy narracja wymaga cofnięcia się do lat sprzed pierwszej wojny światowej. Jak wówczas, gdy dziadek naszego bohatera, wprost z karczmy wjechał rowerem na most, a stamtąd ruchem koziołkującym przez balustradę ku kamienistemu dnu rzeki Raby. 

Uczcijmy go minutą ciszy. 

Jego i innych, którzy odeszli, bo Poste restante to między innymi powieść o rozstaniach na wieczność. 

Innym razem znajdziemy się we wciąż pokaleczonej powojennej rzeczywistości. Podziurawionej wybuchami, z bramami donikąd, pożydowskimi ulicami, porzuconymi mieszkaniami dzielonymi między wielu. Bardzo sugestywne to obrazki. Bardzo przejmujące.

W tle - kalejdoskop miejsc. Kraków, Rzeszów, Zakopane, Sopot... Każde z odmiennym klimatem, uchwyconym spojrzeniem wrażliwca. Czułym na detale. Dźwięki, zapachy, barwy, faktury, emocje.


Album rodzinny



Poste restante to opowieść o tułaczkach, małych ojczyznach porzucanych dla innych małych ojczyzn. O rozstaniach i tęsknotach. Pragnieniach, poszukiwaniach, niespełnieniu. Jest tu miejsce na twardą rzeczywistość. Meble oderwane od zaprzyjaźnionych pajęczyn, książki wysiedlone z należnych im półek, ociemniałe lampy, kieliszki, które zapomniały bukietu wina[3]. Jest miejsce na rozważania o Bogu i religii. Na wyimki z curriculum vitae naszego kraju. Na rodzinne wspomnienia. Ciekawe portrety bohaterów i nie mniej interesujące relacje między nimi (wiele emocji budzi wątek matki protagonisty). Na całą paletę uczuć. Na życiowe refleksje i nieco zadumy. Wreszcie - na świat kultury. Muzyki, teatru, literatury, sztuki. Będziemy świadkami skandalu podczas spektaklu Czekając na Godota, usłyszmy Bacha i Miłość ci wszystko wybaczy, niejedna ważna powieść przewinie się przez nasze ręce.

Powieściowy debiut tłumacza wybranych dzieł F. Scotta Fitzgeralda czy Salmana Rushdiego to lektura do nieśpiesznego czytania. Fikcja miesza się z rzeczywistością, postaci zmyślone z rzeczywistymi. Poste restante jest niczym rodzinny album ze zdjęciami, z którego zdmuchnięto kurz, by pozwolić wybrzmieć utrwalonym na fotografiach historiom.



Wojsław Byrdak
Poste restante
Wyd. Rebis
2018
320 stron

[1] Wojsław Brydak, Poste restante, Wyd. Rebis, 2018, s. 45.
[2] Tamże, s. 160.
[3] Tamże, s. 27.





16 komentarzy:

  1. Będę się rozglądać za tym tytułem. Ps. Świetny kubek. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozglądaj, rozglądaj. Premiera była niedawno, więc bez trudu ją dopadniesz.

      A kubek uwielbiam! Mój najnowszy nabytek. :)

      Usuń
  2. Brzmi świetnie, jak coś totalnie w moim guście! Jestem ogromną fanką Wiesława Myśliwskiego: faktycznie styl tej książki jakoś przypomina tego pisarza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam tylko "Traktat o łuskaniu fasoli", a i to dawno temu, ale myślę, że tak. Że to dość podobny styl, podobna wrażliwość, spostrzegawczość, podobne przywiązanie do detalu.

      Usuń
    2. W takim razie muszę ją zdobyć :)

      Usuń
    3. A potem koniecznie daj znać czy przypadła Ci do gustu. Bo myślę, że to mogą być Twoje klimaty. :)

      Usuń
  3. Będę mieć tę książkę na uwadze, pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi ciekawie, ale nie wiem czy jestem gotowa na tę książkę w tym momencie.

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej się nie skuszę, bo to nie dla mnie ksiązka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Czyli muszę poszukać jakiegoś dobrego kryminału. ;)

      Usuń
  6. Na razie mam inne plany czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...