niedziela, 18 września 2016

Michelle Wildgen "Nie jesteś sobą"
Siła przyjaźni

Michelle Wildgen
Nie jesteś sobą
Wyd. Marginesy
2016
352 strony

Czułam się trochę niezręcznie, przyznając, że nie byłam pewna, czy lubię kobietę na wózku inwalidzkim - chyba z definicji powinnam ją pokochać. Ale wiedziałam, że nieśpieszno mi było do niej, bo znów będę się czuła nieswojo, próbując zrozumieć, co mówi, a ona będzie udawała, że wszystko jest w porządku[1].

Książka i film


Nie jesteś sobą to debiut Michelle Wildgen, nauczycielki, pisarki i redaktorki naczelnej czasopisma literackiego Tin House. Byłam w tej niekomfortowej sytuacji, że miałam za sobą seans filmowy - powieść została bowiem przeniesiona na ekran. Znałam więc już przebieg zdarzeń i miałam w pamięci tych kilka uronionych łez, których dostarczyła mi produkcja z lubianą przeze mnie Hillary Swank w roli Kate, kobiety chorej na stwardnienie zanikowe boczne, SLA. 

Na szczęście okazało się, że w trakcie lektury nie miałam przed oczami kadrów z filmu. Odcięłam się od obrazów zupełnie. Szybko okazało się też, że w wersji filmowej położono nacisk na relacje między głównymi bohaterkami, Kate oraz jej młodą, niedoświadczoną opiekunką, natomiast w powieści skupiamy się raczej na Bec i tym, jak praca w domu Kate i jej męża Evana, wpłynęła na jej życie.

Nowa codzienność


Bec jest naszą narratorką. To jej oczami spojrzymy na Kate i Evana Norrisów oraz sytuację, w której się znaleźli. Młoda kobieta jest znudzoną życiem studentką. Mieszka z przyjaciółką, studia ją nużą, pomysłów na siebie nie ma, na dodatek wikła się w romans z wykładowcą. Podejmuje pracę u Kate, choć nie ma doświadczenia jako opiekunką, ani pojęcia o tym z czym wiąże się choroba Lou Gehriga. 

Nic nie wiedziałam o tej chorobie. Szczerze mówiąc, nie miałam nawet pewności, kim był Lou Gehrig. W końcu przypomniałam sobie, że bejsbolistą. Wyobrażałam sobie kobietę, która powoli nabiera potężnych, męskich kształtów[2].

Bec wydawało się, że będzie czytać Kate książki, podawać miętową herbatę, wozić ją samochodem, wykonywać telefony i załatwiać drobne sprawy. Zaskakuje ją to, że pani Evans jest kompletnie sparaliżowana, że trudno zrozumieć jej mowę, że nie wyciągnie ręki na przywitanie, a zrobić wokół niej trzeba niemal wszystko. Od makijażu po toaletę. Praca okazuje się wyzwaniem, a wdrożenie się w obowiązki zajmie nieco więcej czasu i będzie wymagać większego wysiłku niż Bec się spodziewała.



Ciekawa jestem ogromnie, jaką historię otrzymalibyśmy, gdyby opowiadała ją Kate. Ładna, zadbana, elegancka kobieta, świetna kucharka, towarzyska biznesmenka mieszkająca w pięknym domu wraz z przystojnym, ukochanym mężem. Kobieta, która w wyniku choroby zaczęła tracić wszystko to, co składało się na jej udane życie. Widzimy ją jednak wyłącznie oczami Bec, dla której wakacyjna praca stopniowo przeradza się w coś więcej. Kobiety znajdują wspólny język, a młoda studentka zaczyna więcej widzieć, więcej rozumieć, więcej cenić. 

Bo czasem tak właśnie jest. Jedno spotkanie, jedno zdarzenie, mogą zmienić całe życie.

Kruchość szczęścia


Nie jest łatwo ocenić tę powieść. Z jednej strony skłania do refleksji, pokazuje jak kruche bywa szczęście i że w życiu niczego nie można traktować za pewnik. Bajka Kate skończyła się wraz z diagnozą choroby, a przecież mogła do późnej starości wieść swe udane życie, jakiego wielu mogłoby jej zazdrościć. Dramat Kate pomógł Bec obudzić się z odrętwienia, paradoksalnie, nadał jej życiu sens, pomógł na nowo zdefiniować przyjaźń, miłość, pokazał jak wielką moc oddziaływania na innych tkwi w nas samych. Nie można także przemilczeć obecności Evana, mężczyzny rozdartego pomiędzy miłością do żony, a niekomfortowego sprowadzeniu do roli opiekuna, którą narzuciła mu sytuacja. Niełatwo mu udźwignąć tę sytuację, pogodzić się z tym, że dotychczasowe życie skończyło się bezpowrotnie. 

Mamy więc postaci, których historie skłaniają do zastanowienia się nad własnym życiem, nad tym, na ile wykorzystujemy dany nam czas i potencjał. Z drugiej jednak strony, Nie jesteś sobą nie wyzwala takich emocji, jakie powinna wyzwolić tak dramatyczna historia. Teoretyczny punkt kulminacyjny jest zaledwie drobną zmarszczką na fabularnej tafli. Raczej spodziewaną niż uderzającą jak obuch. Jest tylko potwierdzeniem tego, w jakim kierunku podąży Bec, która dostała mocną, życiową lekcję.



Nie do końca wykorzystany potencjał


Michelle Wildgen opowiedziała mądrą historię, ale zabrakło jej nieco umiejętności trzymania w napięciu i angażowania czytelnika w snutą opowieść. Opowiedziała ją plastycznie, realistycznie oddając uczucia Bec. To jednak trochę za mało. Nie ma tu tego, co mogłoby sprawić, że Nie jesteś sobą trafi na listę powieści zdolnych zmienić czyjeś życie. Zabrakło psychologicznej głębi, mocniejszego nakreślenia problemu, z jakim musiała zmierzyć się Kate, co pozwoliłoby na silniejsze zaakcentowanie tego, z czym musieli zmierzyć się najpierw Evan, a następnie nasza narratorka. Oczywiście jako czytelnicy zdajemy sobie sprawę z ciężaru tej historii, ale z jakiegoś powodu Michelle Wildgen nie potrafi czytelników zaangażować w opowieść tak, jak choćby zrobiła to Lisa Genova w powieści Motyl. A przynajmniej nie udało jej się zaangażować mnie.

Przydługie wewnętrzne monologi Bec niekiedy nużą. Brakuje w tej historii mocnych punktów, rosnącego napięcia, atmosfery bliskości, która sprawia, że czytelnik wiąże się z bohaterami. Historia się toczy, ale nie wciąga tak, jak powinna. Porusza, ale delikatnie, choć powinna wstrząsnąć. Jest wartościowa, ale nie wywraca życia do góry nogami. Daje do myślenia, ale nie sprawia, że nagle spadają ci klapki z oczu i stajesz się innym człowiekiem. Dużym plusem jest zwrócenie uwagi na to, jak ciężka, uzależniająca od innych choroba, łączy się z wejściem w intymne relacje z opiekunami. Kate musi zapomnieć o wstydzie, Bec odrzucić skrępowanie. To wymaga ogromnego zaufania do drugiej osoby i nie jest łatwe dla żadnej ze stron. Michelle Wildgen świetnie oddała ten problem w swym debiucie.

Nie jesteś sobą to opowieść o tym, jak wejście w cudze życie może zmienić nas samych. Nas i nasze postrzeganie świata. Nie jest to książka idealna, autorka nie w pełni wykorzystała potencjał opowiadanej historii, ale to obiecujący debiut. A że czyta się go płynnie, to śmiem dodać, że to także bardzo udany debiut tłumaczki - Magdaleny Śniecińskiej. I mimo mojego marudzenia, warto po niego sięgnąć, choć chusteczki w czasie lektury raczej się nie przydadzą.

***

Książkę polecam
 szukającym w literaturze motywu zmagania z ciężką chorobą
miłośnikom książek o przyjaźni
czytującym powieści o dramatycznym charakterze
wielbicielom życiowych historii

***

[1] Michelle Wildgen, Nie jesteś sobą, przeł. Magdalena Śniecińska, Wyd. Marginesy, 2016, s. 39.
[2] Tamże, s. 12.

***

15 komentarzy:

  1. Bardzo lubię taką tematykę, więc z całą pewnością książka jest dla mnie. Do tego bardzo spodobała mi się okładka, a to już w ogóle duży plus ;) Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje życzyć udanej lektury. :)

      Usuń
  2. Ja na chwilę obecną podziękuje, to chyba zupełnie nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo tych mankamentów, bym się skusiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie. Możecie przecież odebrać tę książkę zupełnie inaczej niż ja. Zresztą sama także nie żałuję czasu spędzonego na lekturze. :)

      Usuń
  4. Z jednej strony intryguje, z drugiej - rzadko sięgam po tego typu powieści. Nie mówię nie, ale też nie będę jej specjalnie szukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się zwykle ciężko po takich lekturach pozbierać, więc też niezbyt często po nie sięgam.

      Usuń
  5. Szkoda, że potencjał nie został do końca wykorzystany, ale jak na debiut, to brzmi całkiem nieźle. Może kiedyś dam szansę temu tytułowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak źle. Z pewnością nie jest to taka książką, którą bym odradzała, bo myślę, że każdy może ją odebrać inaczej, w zależności od własnych doświadczeń, własnej wrażliwości itp.

      Usuń
  6. Mam ją już na półce i w niedalekich planach czytelniczych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę szkoda tego niewykorzystanego potencjału, ale to w końcu debiut, a do tego dość trudna tematyka. Rzadko sięgam po tego typu powieści, muszę po prostu "mieć na nie dzień", ale nie mówię nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt - jak na debiut jest naprawdę nieźle. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...