czwartek, 11 sierpnia 2016

Przemysław Osuchowski "Wenecja - Pekin. Być jak Marco Polo..."
Jedyny taki rajd

Przemysław Osuchowski
Wenecja - Pekin. Być jak Marco Polo
Wyd. Edipresse Książki
2016
256 stron
Ma świat swojego Marco Polo, my możemy mieć Marka Polaka. Marco zaczynał w Wenecji, więc Marek też powinien. Na co nam gondole i włoskie komary, skoro mamy polską Wenecję? Położona dokładnie tak, gdzie powinna, czyli w punkcie, w którym znana nam historia Polaków (Polan, Słowian i kogo tam jeszcze chcecie) się zaczęła. Polska Wenecja leży bowiem rzut kamieniem od Biskupina. W miejscu nie tylko wymarzonym do rozpoczynania rzeczy istotnych, lecz także w miejscu po prostu pięknym![1]

Spotykamy się więc nad Jeziorem Weneckim. Jest pięknie!

18 czerwca 2015 roku, godzina 18.08. Start! 

Zmierzamy w kierunku Pekinu.


Śladami weneckiego kupca


Przemysław Osuchowski, autor pełnej humoru relacji z wyprawy (prawie) śladami Marco Polo, przez wiele lat przemierzał  glob  w roli reportażysty. Ma wiedzę, ma podróżnicze doświadczenie, celne oko, dystans do siebie i świata oraz lekkość pisania. Sześć kontynentów, osiemdziesiąt państw, a w każdym co najmniej cztery tygodnie eksploracji terenu. Ksywka Obieżyświat pasuje więc do niego jak ulał.

Obecnie nie przemieszcza się już jako reportażysta, a pasjonat wyprawa niebanalnych. Rok temu wystartowała pierwsza edycja Rajdu Wenecja - Pekin. Konwój ośmiu samochodów z miłośnikami podróży na pokładzie, ruszył śladami weneckiego kupca i podróżnika. Wenecja - Pekin. Być jak Marco Polo to zapis dwudziestu sześciu tysięcy kilometrów przygody. Zabawne anegdoty, refleksje wywoływane pobytem w danym miejscu, fakty historyczne, ciekawe spotkania, opisy kolejnych destynacji, mnóstwo zdjęć - to wszystko tworzy opowieść ze szlaku przez Eurazję. I jest to także jedna z tych historii, które dają pozytywnego kopa do działania. Jedna podróż, osiem samochodów, uczestnicy w rożnym wieku, z rozmaitymi doświadczeniami. Najmłodszy z nich miał lat cztery i z powodzeniem mógłby być prawnukiem najstarszego ze współtowarzyszy podróży.

Pierwsza wyprawa dobiegła końca. W planach jest kolejna. Jeśli będzie równie udana jak debiutancka, to z przyjemnością poczytam także i o niej.




Razem raźniej i... taniej


Współtowarzyszem wypraw Przemysława Osuchowskiego jest Wiesiek Cholewa. Pseudonim Prezes.

Mamy z Prezesem w sumie ponad 100 lat, ale mamy czworo oczu, cztery ręce i nogi. Koła też cztery. Stanowimy duet od lat, co bardzo niepokoi nasze kobiety. Wygląda na to, że się uzupełniamy. Humanista i technokrata. Marzyciel i praktyk. Dlatego w podróży nigdy się nie nudzimy[2]

Wspólnie założyli klub Discover 4x4 i w duecie podróżują tam, gdzie biura podróży raczej nie docierają. Chętnie zabierają w trasy podobne sobie ekipy. Pomysł świetny, bo z jednej strony dzięi stadnemu przemieszczaniu się pozwala na oszczędności (np. na usługach przewodników), z drugiej - zapewnia niezależność, gdy każda ekipa ma własny środek transportu, jak to było w przypadku Rajdu Wenecja - Pekin. Chcesz przebyć dany odcinek inną trasą? Nie ma problemu. Masz dość i chcesz zawrócić? Droga wolna. Z jednej strony współpraca i wsparcie, z drugiej swoboda. 

Brawo za pomysł!




Wenecja polska, Wenecja włoska i opowieści ze szlaku


Marco Polo wraz z ojcem i stryjem przemierzył Jedwabny Szlak docierając z rodzinnej Wenecji do Chin (choć niektórzy mają wątpliwości, czy faktycznie postawił stopy na chińskiej ziemi - poczytacie o nich w książce, więc nic więcej na ten temat nie powiem). Wyprawa miała miejsce ponad siedem wieków temu, a opowieść o niej można znaleźć w książce Opisanie świata autorstwa włoskiego pisarza, Rustichella z Pizy (taka tam więzienna znajomość z panem Marco). Czy jest ona wierna faktom? Trudno w to wierzyć, skoro obecnie istnieje ponad sto różnych wersji tekstu. Niemniej jednak książka ta inspirowała i wciąż inspiruje wielu podróżników. W tym także Obieżyświata i Prezesa.

Choć nasi podróżnicy ruszyli w drogę z Polskiej Wenecji (ta właściwa, włoska, pojawi się jednak w ich relacji i wprowadza nieco narracyjnego chaosu, ale na szczęście ten wątek jest odpowiednio oznaczony, więc wrażenie owego chaosu szybko znika), to starają się na ile to możliwe, podążać śladami wenecjanina. Na ile im się to udało oraz co dzięki temu zobaczyli? Poczytajcie.

Zdradzę tylko, że w tej opowieści znajdzie się miejsce na historię Japonki "przemycanej" przez Tadżykistan (uwielbiam tę anegdotę!), destynacje oczywiste jak Chiński Mur i zaskakujące (przynajmniej mnie) jak rosyjski Suzdal. Przemysław Osuchowski opowiada o mijanych punktach to skupiając się na ich historii, to wrażeniach, to znów ludziach jakich tam spotyka. Nie kładzie nacisku na żaden z elementów rzeczywistości, jeśli uzna, że najciekawszym motywem danego etapu jest zabawna anegdota z życia podróżników, to taką dostaną czytelnicy. Jeśli słuszniejsze będzie mu się wydawało opowiadanie o krajobrazie, ludziach czy historii, to tak właśnie zrobi. Wybiera z wyprawy to, co najciekawsze. Stawia na różnorodność, wzbudza zainteresowanie, ale i nie wyczerpuje tematu do końca, jakby mówiąc: spakuj się i jedź, sam się przekonaj, sama dowiedz, sami to przeżyjcie po swojemu i być może wasza relacja z podobnej wyprawy będzie miała zupełnie inny charakter.



Sporo humoru, ale i odrobina nostalgii


W relacji Wenecja - Pekin. Być jak Marco Polo... to co piękne (jak np, Góry Tęczowe) sąsiaduje z tym, co niezbyt atrakcyjne (jak choćby Ałmaty). Prawdziwy off road zaliczymy na jednej z pustyń, ale będziemy też gładko śmigać po asfalcie. Wypijemy chińską wódkę, obalimy kilka stereotypów, pośmiejemy się z absurdów i przekonamy się, że wiele można osiągnąć, jeśli naprawdę się tego chce (ja wiem, brzmi to banalnie, ale co poradzić, skoro dowodów na to jest sporo). 

W relacji Przemysława Osuchowskiego sporo jest też nostalgii, wspomnień, porównań. Świat się zmienia. Coraz mniej jest miejsc nieskażonych turystycznym butem, coraz trudniej dotrzeć do serca danego miejsca, tego, które bije często pod grubą warstwą dekoracji przeznaczonych dla turystów. Idzie nowe. Nowoczesne. Tam, gdzie kiedyś było naturalne piękno, dziś powstaje infrastruktura turystyczna, a na stepach nietrudno spotkać jeźdźca na motorze zamiast amatora jazdy konnej. I choć cała książka pisana jest lekko, z humorem, z pasją, bez owijania w bawełnę, to nie brak tu momentów skłaniających do refleksji. Nie zawsze wesołych.




Wenecja - Pekin. Być jak Marco Polo... to relacja szczera i niebanalna, zabawna i refleksyjna, zbudowana na fundamentach wiedzy i doświadczenia podróżniczego. To książka pozytywna. Pisana z pasją i budząca ciekawość świata.

Czytajcie. Podróżujcie. Spełniajcie marzenia.





***

Książkę polecam
miłośnikom podróży
chcącym odbyć wyprawę śladami Marco Polo
wielbicielom niebanalnych podróży
miłośnikom relacji podróżniczych
czytelnikom z poczuciem humoru
zainteresowanym Eurazją

***

[1] Przemysław Osuchowski, Wenecja - Pekin. Być jak Marco Polo..., Wyd. Edipresse Książki, 2016, s. 12-13.
[2] Tamże, s. 20.

***




10 komentarzy:

  1. Jakoś nigdy nie ciekawiły mnie książki podróżnicze, choć naprawdę są miłe w odbiorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie bardzo. Przez jakiś czas po nie sięgałam nieco rzadziej, ale teraz znów do nich wracam. :)

      Usuń
  2. Nie jestem ani amatorką podróżowania na własną rękę, ani czytania książek podróżniczych, ale ta publikacja do mnie woła :)) Koniecznie muszę się z nią zapoznać, dzięki za recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na taką wyprawę raczej bym się nie porwała, ale poczytać zawsze warto. :)

      Usuń
  3. Książki podróżnicze bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ta powinna trafić w Twój gust. :)

      Usuń
  4. Podróż, humor i lekkie pióro. Coś dla mnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma to jak książki podróżnicze, muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...