środa, 11 maja 2016

Mikołaj Golachowski "Czochrałem antarktycznego słonia"
Badacz i jego zwierzołki

Mikołaj Golachowski
Czochrałem arktycznego słonia
Wyd. Marginesy
2016
512 stron
Antarktyda jest dla mnie rajem - to tak powinien ten świat wyglądać. Zapraszam do swojego raju...[1]

No, nie wiem, nie wiem - pomyślałam sobie z miną kogoś, dla kogo raj zaczyna się wtedy, gdy temperatura na zewnątrz przekracza dwadzieścia stopni. Na plusie, oczywiście. Gdy dwadzieścia mam w mieszkaniu, idę zrobić herbatę i otulam się kocem, przeklinając fakt zamieszkiwania strefy klimatu umiarkowanego.

Ale skoro autor tak ładnie zaprasza, a na dodatek z okładki uśmiecha się urodziwy słoń morski, to jak zignorować taką lekturę? Nie da się. A co ważniejsze - ignorować nie warto!




Z uśmiechniętą paszczą, czyli śmiej się śmiej, a czego się dowiesz, to twoje


Gdyby w ten sposób pisano podręczniki, bylibyśmy lepiej wykształceni i bardziej uśmiechnięci. W książce Czochrałem antarktycznego słonia Mikołaj Golachowski nie tylko opowiada o mroźnych i egzotycznych zakątkach świata, przemyca wiedzę dotyczącą tamtejszej fauny i flory, serwuje dawkę informacji o odkryciach geograficznych i wyprawach w nieznane, opowiada o ludziach zamieszkujących odwiedzanie regiony, ich zwyczajach i problemach, przybliża życie badaczy, przewodników, mieszkańców stacji polarnych, uświadamia jakie konsekwencje może mieć ingerencja w środowisko naturalne, ale serwuje taką dawkę anegdot, ciekawostek i humoru, że wiedza sama wskakuje do głowy, a paszcza śmieje się nieustannie.

Z humorem, czyli nie wypinaj się na pochwodzioba


Duża tu zasługa stylu autora, który daleki jest od nadętego, naukowego bełkotu tak nieprzyjaźnie drażniącego oczy i uszy przeciętnych Kowalskich, Nowaków i Wiśniewskich. Wpadasz ten świat jak nieuważny turysta w przerębel. Lub badacz-rutyniarz w zdradliwą szczelinę. Lub jak pingwin w paszczę niedźwiedzia polarnego. Auć. Stop. Zagalopowałam się. Żaden pingwin nie ma szans skończyć tak brutalnie, chyba, że w wyniku jakichś wyjątkowo rażących zaniedbań w jakimś ogrodzie zoologicznym albo w wyniku jakichś wyjątkowo głupich eksperymentów[2]. Lub jeśli jest bohaterem filmu z wytwórni DreamWorks, choć o Rico i spółkę raczej bym się nie martwiła. Krótko mówiąc, mieszkające na Arktyce misie mogą najwyżej słać pocztówki zadomowionym na Antarktyce pierzastym przyjaciołom. W naturalnych warunkach nigdy się nie spotkają. Książka Mikołaja Golachowskiego pełna jest  ciekawostek, od takich, które gdzieś, kiedyś, być może obiły nam się o uszy, po te zupełnie niespodziewane, które sprawią, że jeśli zdarzy się komuś wylądować na Antarktyce i zostać zmuszonym do odejścia na tzw. stronę, piętnaście razy się upewni, czy wypięty tyłek nie znalazł się na celowniku uroczego pochwodzioba.




Z mnóstwem obrazów przed oczami, czyli pamiątki z wyprawy


Podciągnijmy na razie spodnie, zostawmy pingwiny oraz pochwodzioby samym sobie i wróćmy do stylu w jakim Mikołaj Golachowski pisał o nich i innych cudach natury. Tym stylem, lekkością, humorem, dystansem, umiejętnością śmiania się nie tylko z tego co wokół, ale i z samego siebie autor totalnie mnie zauroczył. Pasją, entuzjazmem, wiedzą - ostatecznie podbił moje serce. Z takim przewodnikiem nie tylko chce się ruszyć w podróż, ale i jak najwięcej z tej podróży wynieść. Wiedzy oczywiście, bo jak spróbujecie coś skubnąć z arktycznych czy antarktycznych włości, to dostaniecie po łapach. Stamtąd wynosimy wiedzę, lekcje pokory, anegdoty, wrażenia, fotografie, wspomnienia kolonii pingwinów, barwnych zachodów słońca, wzbudzających respekt lodowców, wyłupiastych oczu uchatek, wyskakujących z wody humbaków.

Wrażeń będzie mnóstwo! Mikołaj Golachowski opowiada z taką lekkością, pasją, z takim zaangażowaniem, że nawet ciepłolubne stworzenie myśli sobie, że gdyby tak grubszą kurtkę, cieplejszy sweterek, podwójne skarpety, to może, może... Wyprawa z biologiem, który oprócz wiedzy ma też poczucie humoru, okazuje się wyprawą, na którą po prostu chce się wybrać. Budżet nie ten, więc niestety, póki co, jest to wyłącznie podróż literacka, ale jakże ciekawa, zabawna i mądra jednocześnie! Choć nie myślcie sobie, że zabraknie momentów trudniejszych czy refleksyjnych. Natura uczy pokory, a historia odkrywania mroźnych zakamarków pełna jest nie tylko wspaniałych odkryć, ale i niechlubnych wyczynów. Niestety wiele z nich nie trafiła do przegródki z napisem "było, minęło", a wciąż tkwi w "tu i teraz". O nich także poczytacie w Czochrałem antarktycznego słonia.




Wróbel terrorysta, czyli o początkach i ich dalszym ciągu


Gdzieś u początków tego wszystkiego stoją żółw, pies, koty, latają zeberki i pewien bardzo zadziorny wróbel. Pies aportuje żółwia, kot odkrywa w sobie żyłkę podróżniczą, ptaszory żyją w trójkącie, w którym zeberkowej samiczce serducho bije do wróbla-rozbójnika zaś zeberkowy samiec przez ów romans nie może się doczekać potomstwa, a nasz autor z chłopca, co to wróbla uratował, staje się zafascynowanym przyrodą facetem. Odkrywa, że biologia to jest to i właśnie biologiem postanawia zostać. Widząc w zatłoczonych hiszpańskich plażach piekielną czeluść, spogląda w rejony o wiele chłodniejsze, gdzie wprawdzie zdarzają się amatorzy kąpieli w przeręblach, ale jakże taką próbę charakteru porównywać z beztroskim pluskaniem się u rajskich wybrzeży? Na polarne wyprawy i wycieczki, zwykle rusza towarzystwo rozgarnięte, zainteresowane światem, mądre, sympatyczne, takie, z którym chce się płynąć na mroźny koniec świata (choć zdarzają się i Krzysie, które najchętniej rzuciłoby się niedźwiedziom na pożarcie). W każdym razie, czy to na krańcu północnym czy południowym, nie strzelisz focha i nie zabierzesz ręczniczka w palemki, by przenieść się na drugi koniec plaży lub do baru. Tu ludzie skazani są na siebie. W mniejszym stopniu na statku, stuprocentowo w stacjach polarnych. I o tym także autor wspomni, o warunkach, relacjach, kłótniach, imprezach, tęsknocie, badaniach, o tym dlaczego wyposzczony mężczyzna może chcieć pomalować sobie paznokcie, nim schowa się w jakiś odosobniony kącik.




Biolog-gawędziarz, czyli płyniemy czochrać słonie


Mikołaj Golachowski pływał jako przewodnik i odbywał wyprawy jako badacz. Opowiada o obu tych zawodach, o wycieczkach jakie odbył z grupami turystów, z zachwytem malując przed oczami czytelników kolejne plenery i atrakcje. Tu pozostałości jakiejś osady skłaniają go do przybliżenia losów jednej z polarnych wypraw, tam znów niknący w wodnych odmętach ogon humbaka, zachęca do opowiedzenia o zwyczajach waleni. To zachwyca się śnieżnobiałym pochwodziobem, to z dziecięcą radością opowiada o swoim pierwszym spotkaniu z niedźwiedziem polarnym, to znów zabiera nas na Polską Stację Antarktyczną imienia Henryka Arctowskiego, gdzie badacze badają, zwierzęta badać się dają, a technicy czuwają nad tym, by żadne awarie w badaniach nie przeszkodziły.





Czochrałem antarktycznego słonia to wspaniała lektura dla ludzi ciekawych świata, dla tych, którzy chcą spędzić kilka wieczorów w towarzystwie miłośnika przyrody i mroźnych klimatów. To będzie nie tylko czas spędzony wesoło, ale i bardzo owocnie. Nie ma takiej możliwości, by choć część wiedzy wyniesionej z lektury, nie została wam w głowach na dłużej. Są tu i celne komentarze (Picie na mrozie jest dla idiotów, więc szczególnie polecam je myśliwym: nie dość, że mogą zamarznąć, to jeszcze jest nadzieja, że się wystrzelają[3]), i cenne obserwacje (Świat jest znacznie większy niż najlepsze nawet zdjęcie. Nie zmieści się w ramce[4]), i sporo ciekawostek (fakt z życia morsów: jeśli znajdą zamkniętego małża, otaczają go mięsistymi wargami i wysysają. Podciśnienie, które potrafią wytworzyć w pysku, jest tak silne, że znane są też przypadki wysysania mózgu młodych fok przez ich delikatną czaszkę![5]), i anegdot mnóstwo, czy to przyrodniczych, historycznych czy z życia naukowca-przewodnika. Są i błyskotliwe pointy, i trafne komentarze, opinie, ironia, momenty refleksji. Jest ciekawość świata naukowca i dziecięca radość z małych i wielkich spotkań czy obserwacji. Wszystko to zilustrowane kolorowymi zdjęciami i opatrzone bibliografią, by ciekawscy mogli grzebać dalej w mroźnej tematyce bez przeszkód.

Krótko mówiąc: fajnie jest. Wsiadajcie więc na pokład, ruszamy w rejs. Prowadzą nas Mikołaj Golachowski i jego sympatyczne zwierzołki. Płyniemy czochrać antarktyczne słonie!





***

Książkę polecam
WSZYSTKIM i każdemu z osobna
ciekawym świata i z ciekawością rozbudzoną
zimnolubnym i tym, którzy noszą skarpety do sandałów
miłośnikom stworzeń wodnych, lądowych i niezwykłych
terroryzowanym przez wróble, kochanym przez pieski i kotki, wzdychającym do słodkich uchatek


***

[1] Mikołaj Golachowski, Czochrałem arktycznego słonia, Wyd. Marginesy, 2016, s. 11.
[2] Tamże, s. 80.
[3] Tamże, s. 387.
[4] Tamże, s. 475.
[5] Tamże, s. 116.

***



32 komentarze:

  1. Widziałam w tv wywiad z autorem. Bardzo pozytywny człowiek pasji oddany:) Książkę mam już w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. Muszę poszukać. Może znajdę gdzieś w necie.

      Usuń
  2. Chętnie bym przeczytała. Książka zbiera sporo pozytywnych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie książki. Czochrałem..leży tuż przy łóżku, za kilka dni zaczynam lekturę. jestem przekonana, że też będę się świetnie bawić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla samego tytułu byłabym skłonna przeczytać tę książkę :)
    Zapraszam do siebie na konkurs :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam przyjemność rozmawiać wczoraj z Autorem i rozmowa jest równie zajmująca co książka. Jeśli będzie odwiedzał Wasze miasto koniecznie idćcie posłuchać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę ogromnie! I po cichu liczę na to, że autor zjawi się w Poznaniu.

      Usuń
  6. Urzekł mnie już sam tytuł! A widząc już sporo pozytywnych recenzji mam ochotę na tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. W tym roku leciałam nad Antarktydą - wyglądała niesamowicie. Książka z takich, jakie lubię najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest świetna. Bardzo zachęcająco napisałaś tę recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić do lektury.

      Usuń
  9. Ale to z tym wysysaniem mózgu jest beee;) Co do książki, to poczułam się bardzo zachęcona:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i "beee", ale jakie to ciekawe! :D

      Usuń
  10. Bardzo ciekawa książeczka. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też jestem z tych co zaczynają żyć jak jest +20 i więcej, więc pewnie nie zwróciłabym uwagi na te książkę, ale Twoje recenzja brzmi zachęcająco.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj koniecznie. Pewnie mrozów nie pokochasz, ale co się ubawisz, to Twoje. ;)

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem w trakcie, czyta się wybornie

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam. Znakomita lektura!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że autor nie każe nam długo czekać na kolejną książkę w tym stylu.

      Usuń
  15. Lekturę planuję na najbliższy długi weekend. Już nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będziesz miała bardzo udany i wesoły weekend. :D

      Usuń
  16. Obowiązkowa lektura dla mnie!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...