wtorek, 17 listopada 2015

Jean Teulé "Trujący anioł"
Ankou, pomocnica Śmierci

Jean Teulé
Trujący anioł
Wyd. Sonia Draga
2015
254 strony
- Czemu przez Ankou ludzie umierają?
- Czemu?... On nie potrzebuje powodu, po prostu jeździ sobie tym wozem, który wiecznie skrzypi: łik... łik... Albo spotyka ludzi, albo sam do nich wchodzi, na nikogo nigdy się nie gniewa. Ścina kosą i tyle. Idzie od domu do domu, to jego robota. Robota pomocnika Śmierci[1].

Przyszła na świat w 1803 roku w małej miejscowości położonej w Bretanii. W wieku siedmiu lat straciła matkę, trafiła pod opiekę jej sióstr, pracujących na plebanii w Bubry jako służące. Pod okiem jednej z nich nauczyła się gotować. Mówi się, że w ciągu 18 lat zatruła co najmniej 36 osób.

Hélène Jégado - francuska służąca i kucharka. Seryjna morderczyni, która była niczym Ankou, idąc od domu do domu odbierała ludziom życia.

Celtyckie wierzenia


Nie znałam wcześniej jej postaci, trudno mi więc powiedzieć, na ile literacka wersja historii morderczyni autorstwa francuskiego pisarza Jeana Teulé zgodna jest z rzeczywistością (spoglądając na długość bibliografii, można założyć, że zbieżność zdarzeń jest spora). Faktem jest, że Hélène Jégado to postać historyczna, że jako kucharka często zmieniała pracodawców, przychodząc do żywych, zostawiając ich martwych. Przyprawiała potrawy arszenikiem, a że były to czasy, w których autopsje należały do rzadkości, zaś zgony łatwo było wytłumaczyć powrotem epidemii cholery, klasyfikując je jako naturalne, Jégado długo była bezkarna. 

Tym, co w Trującym aniele jest fascynujące, są pradawne legendy, powtarzane po wielokroć, zapadające w pamięć i serce. Przenikające dusze, w tym także i tę, która znajduje się w ciele siedmioletniej Hélène. Dziewczynka, zwana przez matkę Piorunicą, żywo interesuje się opowieściami snutymi przez rodzicielkę. Religia druidów, źródło baśni i wymysłów, pozostawia widmo w umyśle Piorunicy[2]. Ankou działa na jej wyobraźnię jak mało która postać. Aż w końcu dziewczynka zaczyna wierzyć, że ona sama jest pomocnicą śmierci.

Trzeba jeszcze powylewać wodę z cebrzyków, żeby dusza zmarłej w niej nie utonęła[3].
Nie zamiata się w domu konającego, bo jego dusza już po nim chodzi i miotła mogłaby ją zranić[4].
Jak lewe oko zmarłej pozostaje otwarte, znaczy, że komuś znajomemu grozi rychłe zejście[5].

Zabobony i legendy tworzą atmosferę powieści Jeana Teulé. Jeśli dodać do tego stylizację językową, zdecydowanie wskazującą na to, iż nie mamy do czynienia z opowieścią czasów współczesnych, mamy zapewnioną podróż w czasie, skok o dwa wieki wstecz, do Bretanii, w której nie brak parafii i klasztorów, ale ludzie swoje wiedzą i wierzą niekoniecznie w to, co wpajają im wysłannicy Kościoła. 

Seryjna morderczyni


Po pierwszym, nieudanym morderstwie, Hélène szybko nabiera biegłości w niesieniu śmierci i długo udaje jej się umknąć podejrzeniom. Zupa ziołowa niejednemu zatrzyma serce, a kobieta z uśmiechem opuszczając kolejne domostwo mruczy: Ojej, jej, jeszcze jeden! A jak pomyślę, że nie ostatni!...[6]

Autor bardzo lakonicznie opisuje kolejne morderstwa, nielicznym poświęcając więcej uwagi. Czyżby miał to być sposób na to, by pokazać z jaką lekkością traktowała swoją "misję" Hélène Jégado? Ot, wejść do nowego domu w charakterze kucharki, spędzić tam jakiś czas serwując obiady, aż do dnia, w którym obiad dla gospodarzy staje się ostatnią wieczerzą. Pracodawcy nie ma, czas poszukać nowej posady. I tak w kółko, wędrując po kolejnych miejscowościach Bretanii, zatrzymując się to w Guern, to w Pontivy. To na plebanii, to w klasztorze.

Ten ostatni wątek to ciekawy moment tej historii, bo odbiegający od dość monotonnej reszty. Niestety takich momentów nie ma zbyt wiele. Jeśli to zabieg celowy, mający pokazać, jaką rutyną dla trucicielki stała się jej misja jako pomocnika Śmierci, mający uzmysłowić czytelnikom, że zabijanie dla niej to nic szczególnego, ot, zadanie wpisane w jej życiorys, zwykła konieczność czyniona z poczucia obowiązku, to pomysł jest nieco chybiony z tejże prostej przyczyny, że w pewnym momencie zaczyna... nudzić. Zdecydowanie zabrakło mi za to próby wejścia w umysł morderczyni. 

Hélène Jégado
Dziecięca fascynacja legendami przerodziła się w życie zdeterminowane poczuciem przymusu zabijania. Hélène jako wcielenie Ankou, czuła potrzebę uśmiercania ludzi, którzy stali jej na drodze. Skoro mamy tu do czynienia z beletrystyką, nie zaś literaturą faktu, może warto byłoby się pokusić o głębszy rys psychologiczny postaci, która zarysowana jest sprawnie, przeraża, wzbudza dreszcze, niepokoi lekkością z jaką działa, szokuje ironią, z jaką komentuje swe poczynania, ale brakuje w tym obrazku głębszego wglądu w jej myśli i emocje. Poznajemy bohaterkę głównie po czynach i to na ich podstawie budujemy jej obraz. Myślę, że malowaniu portretu bohaterki przysłużyłoby się pełniejsze przedstawienie drogi do choćby jednego z morderstw, które opisywane są dość pobieżnie. Jak wyglądała codzienność Hélène? Jak współżycie z gospodarzami? Co robiła, o czym myślała, w jaki sposób wybierała właściwy moment, czy jej pracodawcy wzbudzali w niej jakiekolwiek emocje? Jak oceniali ją inni? Jakie uczucia w nich wzbudzała?

Nie miałabym także nic przeciwko, gdyby autor bardziej przybliżył świat ówczesnych wierzeń, by nie sprowadzały się do kilku zabobonów, postaci Ankou czy przyciągającej mocy menhirów. Być może wtedy łatwiej byłoby zrozumieć tę historię.

Tajemniczy perukarze


Zastanawia mnie rola normandzkich perukarzy, pojawiających się zawsze tam, gdzie przebywała Jégado. Dwóch mężczyzn zbierających włosy. Jaki jest ich związek z trucicielką? Czy ma on coś wspólnego z wiarą w to, że posiadanie części ciała człowieka (jak choćby właśnie włosy), wobec którego ma się złe zamiary, miało nadać większej mocy rzucanym czarom? W jednej ze scen bohaterka ucina kosmyk włosów swej ofierze. Czy to tylko jedna z wielu zebranych przez nią pamiątek, czy też łączy się ona w jakiś sposób z postaciami perukarzy?

Trujący anioł Jeana Teulé to prawdziwa historia w literackiej formie. Stylizowana, nasycona atmosferą celtyckich wierzeń, z trucicielką w roli głównej. Fabuła jest tak niezwykła, że mogło ją napisać wyłącznie samo życie. Potencjał tej historii nie do końca został wykorzystany i mam wrażenie, że nieznajomość bretońskich legend sprawia, że są w tej opowieści sceny, których odbiór będzie przez to utrudniony. Całość ma przygnębiający charakter. Finał przytłacza. I nie mam tu na myśli losów Hélène Jégado. Gdy jej już nie będzie, na wrzosowisku, nieopodal megalitu, spełni się okrutna, ostatnia wola trucicielki.

Jestem kucharką (...) ugotuję wam zupę ziołową. To moja specjalność, moja duma. Nie znajdziecie żywego człowieka, który by mówił o niej źle[7].



***

Książkę polecam
miłośnikom prawdziwych historii
szukających powieści o seryjnych mordercach
chcącym wejść w świat celtyckich wierzeń
wielbicielom powieści "z klimatem"

***

[1] Jean Teulé, Trujący anioł, przeł. Bożena Sęk, Wyd. Sonia Draga, 2015, s. 18.
[2] Tamże, s. 20.
[3] Tamże, s. 27.
[4] Tamże. 
[5] Tamże.
[6] Tamże, s. 165.
[7] Tamże, s. 174.



22 komentarze:

  1. Oooo, to coś dla mnie! Co prawda czuję ukłucie zawodu, że sfera wierzeń nie została pogłębiona, ale i tak brzmi intrygująco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekki zawód jest, ale moim zdaniem i tak warto przeczytać. Choć nie miałabym nic przeciwko, by wpadła mi w ręce nieco bardziej rozwinięta wersja tej historii.

      Usuń
  2. Lubię powieści o seryjnych mordercach, ale niestety powyższa książka nie zaintrygowała mnie na tyle, bym chciała ją koniecznie poznać. Ale jeśli przypadkiem trafi w moje ręce to z czystej ciekawości dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, to kompletnie coś dla mnie! Interesują mnie takie tajemnicze rzeczy! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi niepokojąco. Myślę, że historia jest bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 36 trupów faktycznie może wzbudzić niepokój. :D

      Usuń
  5. Mroczna historia. Poczytać o zupie ziołowej mogę, ale jej nie skosztuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. No to mnie zaciekawiłaś i to bardzo! nie zetknęłam się jeszcze z ta książka, ale teraz będę jej poszukiwać i z pewnością przeczytam! Dzięki za recenzję :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po pierwszych zdaniach Twojego tekstu pomyślałam sobie, że to kolejna powieść, którą bym przegapiła; zwłaszcza ta bibliografia mnie przekonała, że to może być coś dla mnie. Ale potem jakoś mi malał zapał, z uwagi na ten niewykorzystany potencjał, o którym wspominasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę się zawiodłam, to fakt, ale absolutnie nie żałuję czasu spędzonego na lekturze. Zaintrygowała mnie choćby wierzeniami celtyckimi i skłoniła do doczytania na ten temat gdzieś indziej.

      Usuń
    2. To jak spotkam gdzieś przypadkiem, to się zainteresuję;)

      Usuń
  8. Zachęcająco brzmia te celtyckie wierzenia, aczklwiek nieco obawiam się tej ksiażki, ponieważ boję się, ze treść mnie przerośnie. Póki co będe ją miała na uwadzę.
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Początek zapowiadał się tak interesująco! Już miałam napisać, że koniecznie muszę tę książkę przeczytać, gdy doczytałam, że portret bohaterki nie jest pogłębiony, a na dodatek z czasem czytanie o tych wszystkich zbrodniach zaczyna nużyć. A to już nie zachęca. I teraz nie wiem co robić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafię Ci jej ani polecić, ani odradzić. Historia jest ciekawa, na dodatek autentyczna, a otoczka celtyckich wierzeń robi całkiem fajny klimat. Tylko szkoda, że autor nie zdecydował się całości bardziej rozbudować. Mogłaby wyjść z tego naprawdę wielka powieść - nie dość, że parta na prawdziwym, szalenie ciekawym wątku kryminalnym, to jeszcze w zestawieniu z zabobonami, opisami życia w tamtych czasach.

      Usuń
    2. Rozumiem, sama muszę zdecydować i na razie skłaniam się ku zostawieniu tej książki w spokoju. Celtyckie wierzenia intrygują i postać głównej bohaterki też, ale jednak mam wrażenie, że jako całokształt powieść by mnie rozczarowała.

      Usuń
  10. Przygnębiające te klimaty- hm... na razie nie będę jej szukać...

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziś właśnie zamierzam skończyć "Trującego anioła", zostało mi zaledwie kilkanaście stron. Bardzo podoba mi się mroczna atmosfera tej książki, ale faktycznie autor mógł bardziej rozbudować rys psychologiczny Helene.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak? Czekam niecierpliwie na recenzję!

      Usuń
    2. Podobała mi się. Może nie był to jakiś "szał", ale historia Piorunicy bardzo mnie zaciekawiła, na pewno poszukam o niej więcej informacji :)

      Usuń
  12. Czuję, że muszę to przeczytać! Jak ja lubię takie historie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Intrygująca fabuła. Samo połączenie celtyckich wierzeń i seryjnej morderczyni jest interesujące :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...