niedziela, 10 września 2017

Agnieszka Meyer "Karmin"
[RECENZJA]

recenzje książek


Dzieci... Zacierały wszelkie różnice między dorosłymi i przejawiały tę cudowną zdolność odnajdywania radości, niezależnie od sytuacji i stanu posiadania. Nie bacząc na doznane krzywdy, wizję przyszłości. Po prostu żyły chwilą. Czyż nie o tym myśleli siedzący wokół na ławkach dorośli, obserwując je z mieszanką zazdrości, rozrzewnienia i melancholii?
Bo później traci się ten dar nieodwołalnie[1].



Po dwóch stronach oceanu



Ta książka ma w sobie jakąś magię. Opowiadając jej treść, zbanalizowałoby się ją niepotrzebnie.

Ona i on, najpierw razem, później osobno. Z kimś innym. Dwie pary po dwóch stronach oceanu. 

Ona, konserwatorka książek, przebywa w Europie z tajemniczym nieznajomym. Połączeni zainteresowaniem starodrukami, podzieleni sekretami. Każde ma swoją tajemnicę, o której ani myśli rozmawiać z tym drugim.

On mieszka obecnie w Ameryce. Ma nową partnerkę, prostolinijną, twardo stojącą na ziemi. Gdy nachodzą go wątpliwości, ucieka w seks. Daje się oprowadzać po mieście, ale myślami często jest gdzie indziej.

Sami widzicie. Nie w oryginalności fabuły należy szukać wyjątkowości Karminu, choć jednocześnie prostą historią autorka ujmuje czytelników, opowiadając ją pięknym językiem, zmysłowym, bogatym, oddziałującym na emocje. Jest w tej opowieści mnóstwo uczuć, ogrom pasji. I prosta prawda, że życie oparte na substytutach nigdy nie będzie satysfakcjonujące, a świadomi ulotności chwil, powinniśmy czerpać z nich szczęście garściami.


W rozkroku



Ona, Polka. On, Niemiec. Nie jest to informacja bez znaczenia, bo choć historia opisana przez Agnieszkę Mayer rozgrywa się współcześnie, to bolesna, wojenna historia i związane z nią fakty, uprzedzenia, stereotypy czy miejsca pamięci, wpływają na to, kim są nasi bohaterowie. Co o sobie myślą, co myślą o nich inni. Można być obywatelem świata, ale nie można uciec przed ciężarem narodowej tożsamości. A przynajmniej nie jest to możliwe, gdy człowiek świadom jest swego pochodzenia. 

Karmin ma kosmopolityczny rys. Bohaterowie podróżują po świecie. Są inteligentni, wykształceni, wielojęzyczni. Autorka nie pozwala o tym zapomnieć, wpisując w dialogi obcojęzyczne słowa. To także podkreśla ów kosmopolityzm, a jednocześnie okazuje się ciekawym motywem uwypuklającym fakt, że istnieją słowa tak trafne, że próżno szukać ich zamienników w innych językach. Niemieckie słowo haßliebe określające emocję będącą połączeniem miłości i nienawiści, wpisałam już do swojego słownika.

Mamy więc z jednej strony przywiązanie do korzeni, z drugiej otwartość na nowe miejsca. I wbrew pozorom można odnaleźć stabilizację stojąc w pozornie niewygodnym rozkroku. Dobrze jest jednak mieć przy sobie kogoś, kto zrozumie ten stan.


W niepozornej powieści czasem kryje się tak wiele...



Skomplikowane relacje emocjonalne, które łączą i dzielą bohaterów, nakreślone są w sposób umożliwiający przeżywanie ich jak własnych. Agnieszka Meyer posiada tę wrażliwość i takie wyczucie słowa, które pozwalają jej nie tylko na wczucie się w sytuację bohaterów, ale i obrazowe ukazanie jej czytelnikom. 

Karmin jest niewielki objętościowo i aż dziw, ile mieści się w nim wątków i motywów. Mamy tu niełatwe międzyludzkie relacje, czasem ociekające namiętnością, innym razem rozpaczą, ale zawsze wywołujące szereg emocji. Mamy cudny motyw bibliofilski, zapach starego papieru, konserwację starodruków, nawiązania do słynnej Księgi z Kells, pochylenie się nad pigmentami wykorzystywanymi do zdobienia ksiąg. Mamy językowe bogactwo, to związane z poliglotyzmem bohaterów i to, które sprawia, że słowa Agnieszki Meyer czyta się z przyjemnością. Mamy kosmopolityzm i przywiązanie do ojczyzny. Pamięć i narodowe dziedzictwo. Pasję. Namiętność. Miłość. Podróże. Tajemnice. Ciężar przeszłości. Konsekwencje decyzji. Zderzenie nowoczesności i wiekowości, teraźniejszości i przeszłości. Ulotność chwil. Piękno świata skazanego na wyginięcie. Tego stworzonego ludzką ręką i powstałego pod czułym dotykiem Matki Natury. 

I wspomnienia. Przechowywane z czułością lub wypierane uparcie. 

W tle świat. Nekropolie Dublina, wąskie uliczki Zatybrza, winnice Kalifornii, najstarsze monachijskie kino. 

Karmin to pięknie napisana powieść. Jedna z tych, do których po czasie się wraca, by odkryć w nich coś nowego.

- Więc dlaczego czasem wolisz książki? - zapytał z delikatnym naciskiem na "czasem".
- Bo są takim wyciągiem z ludzi. Tego, co w nich wyjątkowe. Małe opakowanie instant, które zostaje po nich, gdy odchodzą[2].


Agnieszka Meyer
Karmin
Wyd. MG
2017
288 stron



[1] Agnieszka Meyer, Karmin, Wyd. MG, 2017, s. 87.
[2] Tamże, s. 220.




17 komentarzy:

  1. Nie wiem, czy dla mnie odpowiednia, ale w wolnej może chwili zajrzę żeby sama się przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie sprawdzisz to się nie dowiesz. :D

      Usuń
  2. Ta książka to ciekawa mieszanka z tego co czytam. Z chęcią się przekonam, czy mnie wciągnie. Z Twojej recenzji wyczuwam dobry klimat.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Motyw bibliofilski najbardziej mnie interesował. Pięknie zakończyłaś recenzję - trafny cytat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i zachęcam do lektury. :)

      Usuń
  4. Książka wydaje mi się być bardzo wartościowa, ze względu na mnogość poruszanych w niej kwestii. Obok takiej pozycji nie sposób przejść obojętnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie recenzja tej książki jutro :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna recenzja:) chętnie przeczytałabym tą książkę... I piękny cytat na koniec:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z jednej strony nie do końca mnie do tej książki ciągnie, ale z drugiej piszesz o niej Aniu w taki sposób, że chciałabym jednak do niej zajrzeć. Ciekawa jestem czy we mnie ta historia, bohaterowie i styl autorki wzbudziłyby tyle emocji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj. Myślę, że może Ci się spodobać. :)

      Usuń
  8. Bardzo jestem ciekawa tej książki, już od dawna czeka na półce i się do mnie uśmiecha, jeszcze troszkę zanim się spotkamy. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też swoje odczekała, ale najważniejsze, że w końcu ją przeczytałam i bardzo mi się spodobała. Czego oczywiście życzę i Tobie. :)

      Usuń
  9. Czuję się zachęcona, wpisuję na swoją listę :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...