niedziela, 10 lipca 2016

Iva Procházková "Mężczyzna na dnie"
Trup w jeziorze, czyli pierwsze spotkanie z czeskim kryminałem

Iva Procházková
Mężczyzna na dnie
Wyd. Afera
2016
416 stron
W swoich kryminalnych wędrówkach literackich docieram w różne regiony w rozmaitym towarzystwie. Spotykam amerykańskich psychopatów, polskich policjantów, skandynawskich mieszkańców prowincjonalnych miasteczek pełnych tajemnic. W końcu dotarłam także i do Czech. Ogromnie cieszy mnie fakt, że to była bardzo udana wyprawa, na dno jeziora i do mrocznych zakamarków ludzkich serc.

Tym moim pierwszym spotkaniem z czeską literaturą kryminalną była lektura powieści Mężczyzny na dnie. Jej autorka, Iva Procházková, tworzy powieści dla dzieci i dorosłych, pisze sztuki teatralne i scenariusze. To ostatnie jest dla nas o tyle ważne, że nim powstał niniejszy kryminał, jego głównych bohaterów można było spotkać w serialu Vraždy v kruhu (Zabójstwa w kręgu). Chciałabym tę produkcję kiedyś obejrzeć, bo podobno warto. W każdym razie, widzom spodobała się na tyle, że doczekała kontynuacji książkowej. Udanej, jak już wspomniałam. 


Jego śmierci chciało wielu...


Upalne lato to wyzwanie. Żadnych półtonów, wyłącznie ostre kontrasty. Płynna żywica, rozpalona skała. Oślepiające światło i głęboki cień. Mordercze popołudniowe słońce, śmierć o północy[1].

Zwłoki wyłowiono z jeziora. Można by sądzić, że to samobójstwo, ale ślady otarć na przegubach ofiary dowodzą jasno, że nim mężczyzna zaparkował na dnie jeziora, ktoś zadbał o to, by w połowie drogi się nie rozmyślił. Więc nie samobójstwo. Morderstwo. Na miejscu krzątają się śledczy. Technicy zabezpieczają ślady, medycy pochylają się nad zwłokami, padają pierwsze pytania, kiełkują nieśmiałe teorie, tworzy się portret ofiary.

Nie był skory do zwierzeń. Nigdy nie rozmawiał o sprawach prywatnych. W pracy był samodzielny, porządnicki, wręcz pedantyczny. Umiał zyskiwać szacunek. I był wytrzymały. Miał niezłą kondycję. Świetnie sprawdzał się w akcjach wymagających uporu i konsekwencji[2].

Taka laurka nam się powoli krystalizuje, ale my wiemy, że pod gładką powierzchnią nie brak rys, a im dłużej będziemy się przyglądać postaci zamordowanego, tym dłuższa będzie lista osób, które mogłyby go chcieć wysłać na tamten świat.

Podsumujmy: jeden trup, stado podejrzanych, a każdy ma motyw potężny i zupełnie niedający się zignorować. Za to nie bardzo ma alibi. Będzie więc klasycznie, ograniczona liczba podejrzanych i morderca, którego będziemy spotykać na kartach książki zupełnie nieświadomi jego mrocznej tajemnicy.


Dyskusje nad knedlikami, czyli śledztwo po czesku



Przyglądając się naszym podejrzanym, nie tylko widzimy ich reakcję na wieść o trupie z jeziora, ale i za pomocą retrospekcji dowiadujemy się jakie relacje łączyły ich z denatem w tych czasach, kiedy zdawało mu się, że jest bezkarny i może zło rozdawać na lewo i prawo, a ono nie powróci do niego rykoszetem. Kolejne sceny podnoszą ciśnienie, bo trudno zachować spokój wobec takich draństw. Emocje nie mogą nam jednak przysłonić zdrowego rozsądku, wszak mamy sprawę do rozwiązania. My wprawdzie możemy uznać, że sprawiedliwości stało się zadość, ale śledczy muszą stanąć na wysokości zadania i złapać mordercę (chyba pierwszy raz trzymałam kciuki za to, żeby im się nie udało).


z Pragą w tle



Nasz zespół policyjny to ekipa malownicza i dająca się szybko polubić. Miłośnik rogalików, podinspektor Marián Holina, jak na literackiego głównego śledczego przystało, ma na barkach ciężar dramatu z przeszłości, ale za to nie ciągnie się za nim zapach przetrawionego alkoholu (rzecz dość powszechna u jego kumpli z innych kryminalnych powieści). Jest typem zupełnie zwyczajnym, co od wspomnianych kumpli go odróżnia, i może właśnie dlatego wzbudza szczerą sympatię. Holina potrafi jednak zaskoczyć. Długo śmiano się z profilowania, długo tę dziedzinę ignorowano, a tymczasem czeski podinspektor sięga po zdecydowanie bardziej abstrakcyjne metody wspomagające prowadzenie śledztwa. Otóż nasz bohater wierzy w moc astropsychologii i broni wyśmiewanego przez kumpli poglądu, że doświadczony astropsycholog potrafi nie tylko opracować rzetelny profil ofiary, ale i sprawcy, co pomoże nam zawęzić grono podejrzanych i uściślić dochodzenie[3]. Tak więc, ślady to jedno, ale i tego, co zapisane w gwiazdach, nie będziemy ignorować.

Do pomocy nasz Holina ma aspiranta-żółtodzioba, który bardzo chce się wykazać i zadziorną panią kapitan, co to energii ma więcej niż różowy króliczek z reklamy wiadomych baterii. Na porządku dziennym są dyskusje nad śledztwem na stołówce (wszak wiadomo, że najlepsze pomysły przychodzą nad talerzem knedlików), a czesko-słowacko-węgierskie popisy lingwistyczne szefa powoli już nikogo nie dziwią. 

Bohaterowie są wykreowani świetnie, szkoda natomiast, że autorka osadziwszy akcję powieści w Pradze, nie wykorzystała mody na wędrówki śladami bohaterów i tak mało praskich pejzaży podarowała czytelnikom.

I mrocznie, i lekko


Mężczyzna na dnie to z jednej strony mrok, tak gęsty, jak gęsta może stawać się atmosfera w tej samej w chwili, w której na planie pojawia się postać zupełnie pozbawiona empatii i zdolna do naprawdę paskudnych czynów, z drugiej zaś - pisany jest lekko, z humorem. Czytałam tę książkę z delikatnym uśmiechem, czasami wzdrygając się, gdy wspomniany mrok brał górę, ale dzięki wspaniałej umiejętności łączenia przez autorkę tego co złe z lekkością narracji i luzem, historia mnie nie przytłoczyła. 

Iva Procházková świetnie splata momenty trudne z zabawnymi, ciężkie z humorystycznymi, refleksyjne z rozrywkowymi. Na każdy mroczny akcent, przypada przynajmniej jeden, dzięki któremu kąciki ust wędrują w górę. Czeszka udowadnia, że można stworzyć mocną fabułę, dramatyczne wątki, trudne relacje i paskudne postaci, a jednocześnie nie przytłoczyć czytelnika na skandynawską modłę, tylko dać mu i czyste zło, i porcję rozrywki. Sprawia, że kończąc ostatni rozdział, czytelnik będzie świadom dramatu bohaterów, będzie przeżywał szereg emocji poznając kolejne elementy układanki, a jednocześnie nie zamknie książki z ponurą miną. Za to kilka refleksji będzie mu się tłoczyć pod czaszką.

Ano właśnie, emocje. Tych będzie cała gama - od szerokiego uśmiechu po totalny dół, od sympatii po nienawiść, od współczucia po "dobrze ci tak!". Autorka przygląda się temu, co kryje się za fasadami zwyczajnych domów, co kryją serca zwyczajnych ludzi. I zdziwicie się, ileż tam jest tajemnic, ileż nadziei i rozpaczy.

Chętnie się dowiem, co jeszcze ma do zaoferowania czeski kryminał. Seria, którą otwiera Mężczyzna na dnie, zapowiada się obiecująco.

***

Książkę polecam:
miłośnikom kryminałów
chcącym poznać kryminalną odsłonę literatury czeskiej
poszukującym niebanalnego kryminału
wielbicielom książek dających do myślenia
szukającym książek z dramatami zwykłych ludzi

***

[1] Iva Procházková, Mężczyzna na dnie, przeł. Julia Różewicz, Wyd. Afera, s. 61.
[2] Tamże, s. 122.
[3] Tamże, s. 363.

***




26 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze nigdy czeskiego kryminału, może ,,Mężczyzna na dnie" to także będzie mój pierwszy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, to bardzo dobry wybór. :)

      Usuń
  2. Rzeczywiście zapowiada się bardzo dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem. A teraz jestem ciekawa kolejnych. :)

      Usuń
  3. Czeskiego kryminału jeszcze nie czytałam! chyba czas to zmienić :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem otwarta na nowe rzeczy, więc czeski kryminał jak najbardziej mnie kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi świetnie, tyle że ja nie lubię kryminałów. Niewątpliwie zasmakuje wkrótce w literaturze czeskiej, ale raczej nie wybiorę tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie czytałam czeskiego kryminału, a i z samą literaturą czeską swoje spotkania mogę policzyć na placach jednej dłoni, więc mylę że "Mężczyzna na dnie" może być bardzo interesującą lekturą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety także niewiele czeskich lektur czytała. Ale mam nadzieję, że stopniowo będę to nadrabiać. :)

      Usuń
  7. Z czeskim kryminałem jeszcze nie miałam do czynienia, a najchętniej Twoim przykładem spakowałabym tę książkę i wybrała się do Pragi. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Pragi baaaaardzo warto. Problem w tym, że tyle w niej do zwiedzania, że brakuje czasu na czytanie. :D

      Usuń
  8. Mrok i humor, do tego czeskie realia w tle. Zapamiętam tytuł:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja miłośniczką kryminałów nie jestem, ale ostatnio przeczytałam 3 Mroza i czuję się zachęcona do sięgania po więcej kryminałów. Zauważyłam, że bardziej się w nie wciągam. Ta książka ma śliczną okładkę. *-*
    Czeska literatura? Jeszcze takiej nie czytałam, ciekawe...
    Fuj ja jak nie znoszę gdy są opisy zwłok. Później spać nie mogę przez takie coś. Zaciekawiłaś mnie, bardzo fajna recenzja. Może uda mi się sięgnąć po tą książkę. :)
    Pozdrawiam. ♥ Lost in books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę ciężko czyta się kryminały, gdy nie lubi się opisów zwłok. ;)

      A Remigiusz Mróz chyba sporo osób przekonał do tego gatunku. :D

      Usuń
  10. Ależ mnie zachęciłaś :) Chętnie odkryję kryminał w czeskim wydaniu, tym bardziej, że jeszcze nie miałam z takim do czynienia. Ta umiejętność utrzymania równowagi między ciężkimi elementami, a lżejszą otoczką zachęca :)

    PS Pięknie tej książce z Pragą w tle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie - udanego pierwszego spotkania. :)

      Z Pragą w tle wszystkiemu i wszystkim ładnie! :D

      Usuń
  11. Skoro o praskich pejzażach mowa, to w tym serialu na podstawie scenariusza Procházkovej, „Vraždy v kruhu”, są baaardzo piękne zdjęcia. I to różnych dzielnic Pragi. Ja do znudzenia o tym serialu, ale jest naprawdę dobry, świetnie napisany, wciągający, a do tego wizualnie pięknie zrobiony :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie można obejrzeć ten serial?

      Usuń
    2. Ja oglądałam na stronie czeskiej telewizji: http://www.ceskatelevize.cz/porady/10571003683-vrazdy-v-kruhu/video/, tylko to, wiadomo, po czesku. Nie wiem, czy ktoś zrobił do tego polskie napisy. Jak nie, zostaje skombinować sobie prywatnego tłumacza... albo nauczyć się czeskiego ;).

      Usuń
    3. Szukałam z polskimi, ale nie znalazłam. :(
      Prywatnych tłumaczy wokół niet, a nauka czeskiego... Będę szczęśliwa, jak się w końcu jesienią zapiszę na wymarzony hiszpański, bo odwlekam to w nieskończoność. ;)

      Usuń
  12. "Mężczyzna na dnie" to naprawdę świetna lektura ;]

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...