wtorek, 26 lipca 2016

Filmowa Barcelona: "Biutiful"



Współczesna Barcelona. Nie ta barwna, turystyczna, zachwycająca architekturą, kusząca luksusowymi sklepami i restauracjami. Alejandro González Iñárritu w filmie Biutiful (2010) opowiada o zupełnie innej Barcelonie, świecie odrapanych wnętrz, mdłego jedzenia, finansowego niedostatku, pracy po 16 godzin dziennie, podrabianych torebek znanych projektantów, podejrzanych układów, niepewnego jutra.



Głównym bohaterem jest Uxbal (w tej roli jak zawsze świetny Javier Bardem), samotny ojciec dwójki dzieci. Z żoną (Maricel Álvarez) musiał się rozstać. Dlaczego? Okaże się z czasem. A skoro już o czasie mowa... Nie ma go niestety zbyt wiele. Uxbal zgłasza się do lekarza zbyt późno. Rak pożera jego organizm, przerzuty nie dają szans na wyleczenie. Chemioterapia może mu pomóc wydłużyć życie do kilku miesięcy, a nie je uratować. Mężczyzna rezygnuje z leczenia skupiając się na tym, by zapewnić byt swoim dzieciom. Zarabia na rozmaite sposoby, głównie dzięki pracy nielegalnych imigrantów. Czasu jest coraz mniej. Boli bezradność jaka towarzyszy przyglądaniu się kolejnym ciosom serwowanym naszemu bohaterowi przez życie. I ludzi.

Biutiful to film, w którym próżno szukać nadziei. To film przytłaczający, bolesny, wzruszający. O przemijaniu, samotności, beznadziei, bezradności, chwytaniu się brzytew, które ranią. Tragedia, której świadkiem jest widz, ma wymiar ogromnie osobisty. Intymny obraz nie pozostawia obojętnym. Dramat Uxbala porusza do żywego. 

Kameralna opowieść Iñárritu pozostaje w widzu na długo. Nie da się wymazać z pamięci kolejnych scen składających się na tragedię ludzi, dla których nie ma jasnych światełek nadziei w ciemnych tunelach, w których tkwią próbując przetrwać kolejny dzień, dla ludzi, którzy egzystują zamiast żyć. 

Biutiful nie jest łatwy do udźwignięcia, ale te nieco ponad dwie godziny seansu to o wiele mniejszy ciężar niż życiorysy jego bohaterów i warto go wziąć na siebie, by otworzyć oczy i serce. Zobaczyć ten świat, którego tak często nie chcemy widzieć, a już na pewno nie chcemy go dostrzec w słonecznej Barcelonie, gdzie pachną owoce morza, kuszą słoneczne deptaki, kolorowe pamiątki, atrakcje rozmaitego rodzaju.

Wróciłam do tego filmu nie ze względu na historię, bo tę już przecież znałam (choć przy okazji przekonałam się, że drugi seans boli tak samo jak pierwszy), ale na miejsce akcji. Na Barcelonę, która przyciąga i odpycha, kusi i zwodzi. Na Ramblę tak chętnie zadeptywaną przez turystów, tę samą, przy której czarnoskórzy imigranci sprzedają szyte azjatyckimi rękoma "oryginalne" torebki znanych projektantów, tę samą, którą uciekają przed policją. Na zaułki dzielnicy Raval - odpychające, obskurne, niepocztówkowe zupełnie.

Poszukiwanie barcelońskich tropów filmowych nie zawsze kończy się na słonecznej plaży. Tu, nawet jeśli plaża się pojawia, to w scenie, która boli. Jak wiele innych w tej produkcji.


zwiastun filmu



Zobacz też:

fotorelacje z wycieczek do Barcelony
książki i filmy z Barceloną w tle

14 komentarzy:

  1. Może jestem dziwna, ale ja zamiast komedii tudzież filmów z przewidywalnym happy endem zdecydowanie bardziej wolę filmy głębsze, nawet jeśli przygnębiające i smutne. Takie filmy zawsze zmuszają do jakieś refleksji i nie sposób przejść obok nich obojętnie. Więc prędzej czy później zerknę do Biutiful.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to wcale nie jest dziwne. Mam dokładnie tak samo. :)

      Usuń
  2. Bardzo fajny post, na pewno obejrzę ten film!
    U mnie natomiast recenzja serialu, zapraszam może cię zainteresuje ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. A chętnie zobaczę. Alejandro González zachwycił mnie już ,,Birdmanem" i ,,Zjawą", jestem ciekawa jego innych filmów. A poza tym uwielbiam Javiera Bardema :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze "Babel", "Amores perros" i "21 gramów". Dużo dobrego przed Tobą. :)

      Usuń
  4. Ciągle się zastanawiam, jak to jest, że świat ciągle zaskakuje mnie czymś nowym. To trochę irracjonalne, ale nie spodziewałem się, że Barcelona też ma tę mroczniejszą stronę. Ciekawe, bardzo ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barcelona ma dużo mrocznych stron. Właściwie, to mam wrażenie, że ta kolorowa-turystyczna stanowi jej niewielką część.

      Usuń
  5. Obejrzę na 100%, bo fabuła przyciąga i skuszę się nawet mimo to że nie lubię tego aktora.

    ~Arco Iris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie akurat Bardem to ogromny plus. A fabuła faktycznie ciekawa. Tylko ciężka.

      Usuń
  6. Javier <3 Choćby dla niego poznałabym ten film :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli życie nie wygląda jak w reklamach telewizyjnych, w których zawsze świeci słońce, wszyscy są piękni i szczęśliwi.
    A im więcej będą kupować będą jeszcze szczęśliwsi.
    Życie potrafi boleć....tak napisałaś o filmie, że jak tylko go będzie dostępny online obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, nie wygląda. Choć boleć nie musi, a przynajmniej można starać się temu bólowi nie poddać, choć czasami bywa to ogromnie trudne.

      A film - koniecznie!

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...