środa, 2 lipca 2014

Iwona J. Walczak "Dom złudzeń. Iga"
Mamo, to jak ty chcesz wyjść z dna?
([recenzja przedpremierowa]

Iwona J. Walczak
Dom złudzeń. Iga
Wyd. Replika
2014
Nie kojarzę tego uczucia, gdy nie ma się żadnych obowiązków, czas nie goni, a pieniądze lecą z nieba i właściwie nie musi się nic więcej niż tylko oddychać, jeść i wydalać. Nie wiem jak to jest, gdy się śmiga z obcym facetem wynajętym samochodem po Minorce, w przerwach między wizytami w spa, a zakupami. Nie noszę markowych skarpetek, nigdy nie sprowadziłam sobie ze Stanów kowbojskich botków, a w torebce panoszą mi się raczej paczki chusteczek higienicznych i tabletki przeciwbólowe zamknięte w blistrach niż ruloniki banknotów. Po dziesięć tysięcy. Na cukiereczki[1].

To świat Igi, nie mój. I biorąc pod uwagę dalsze losy bohaterki powieści Iwony J. Walczak Dom Złudzeń. Iga, wcale mi nie żal tych markowych skarpetek i ruloników na cukiereczki też. Skoro na pierwszych stronach Iga zwana Teksańską ma się nad wyraz dobrze, to ani chybi zdarzy się coś, co zetrze z jej twarzy i uśmiech, i zapewne super drogą szminkę. Owszem, tak właśnie się stało.

Przyszła kryska na Matyska, przyszła i na Igę. Firma, którą zarządzał jej mąż okazała się kolosem na glinianych nogach. Dmuchnął nieco większy wiatr, domek z kart runął. Zostały głównie długi, ujemny bilans rozsiadł się na fotelu prezesa, a wierzyciele zastukali do drzwi. Leszek długo ukrywał przed żoną kiepski stan finansowy, a ta, choć na Minorce zauważyła, że strumień docierającej do niej gotówki stał się jakby mniejszy, to wniosków nie wyciągnęła, zadowalając się nieco tańszym jedzeniem i towarzystwem faceta, który skłonny był to i owo jej zasponsorować. Na słonecznej wyspie Iga nie miała jeszcze świadomości, że oto sielanka się skończyła i nic już nie będzie jak dawniej. Kobiecie przyjdzie stanąć do walki o utrzymanie firmy i domu, domu złudzeń, pełnego rodzinnych wspomnień, do których wraca przeplatając je opowieściami z przykrej teraźniejszości.

Dom złudzeń. Iga jest drugą, po Nagich myślach, powieścią Iwony J. Walczak, którą miałam okazję przeczytać. I niby te dwie powieści są zupełnie różne, historie bohaterek do siebie niepodobne, a jednak punktów wspólnych jest sporo. Zarówno Elżunia z Nagich myśli, jak i Iga, łatwo w życiu nie mają. Ta pierwsza od zawsze, ta druga raz miała lepiej, raz gorzej, aż w końcu zrobiło się naprawdę nieciekawie. Mąż najpierw uświadomił jej jak kiepsko mają się ich finanse, a następnie spakował się i przeprowadził do kochanki. Bohaterki obydwu powieści Iwony J. Walczak rozpaczliwie pragną ciepła i miłości, na swojej drodze spotykają mężczyzn, przy których na nowo odkrywają radość z życia, seksu, bliskości. Te związki nie są jednak idealne. Ani kochanek Elżbiety, ani przyjaciel Igi, nie zamierzają porzucać dotychczasowego życia, klękać, oświadczać się, obiecywać domek z ławeczką pod oknem i jabłonką przy okalającym podwórko płocie. Są wspaniałymi kochankami, pieniądze wydają lekką ręką, intrygują niedopowiedzeniami i sekretami, które trzymają w zanadrzu, by w końcu prawdą sypnąć prosto w oczy. I wtedy płyną łzy.

Iwona J. Walczak, Poznań 2013

Kobiety łączy coś jeszcze - każda pragnie zmian, a nie bardzo potrafi dopasować rzeczywistość do swoich oczekiwań. Niby podejmują próby, niby stawiają na swoim, ale Elżuni nie starcza sił, by nie oglądać się wstecz i rozpocząć nowe życie, a niby silniejsza, bardziej zdeterminowana Iga i tak zawsze się w coś wplącze. Tak to jest, gdy rozsądek śpi bardzo głęboko. Wystarczy, że na horyzoncie pojawi się amant i pstryknie palcami, by Teksańska galopem, w kowbojskich botkach prosto a Ameryki, popędziła nie rozglądając się na boki, nie patrząc pod nogi  i wpadając owemu amantowi w ramiona.

Nie polubiłam Igi. Nie umiałam jej współczuć. Irytowała mnie swoim podejściem od samego początku. Później wcale nie było lepiej, bo choć zabrała się za porządkowanie firmowych papierów, podjęła się walki o utrzymanie rodzinnego domu, to pozostała tą samą niestabilną emocjonalnie kobietą. O ile jej desperackie poszukiwanie męskiego ramienia, na którym będzie się mogła wesprzeć, jakoś jestem w stanie zrozumieć (w końcu nie każdy potrafi samotnie walczyć z przeciwnościami losu, a wielkie, dwuosobowe łóżka wynaleźli nie po to, by samotny człowiek spał na nich po przekątnej), to już tego, w jaki sposób traktuje swoich bliskich znieść nie mogłam. Iga to egoistka od początku do końca. Nawet o dom walczyła jakby tylko dla siebie. Chce, żąda, wymaga. Ma żal do swej dorosłej córki, że ta tak rzadko ją odwiedza, a przecież nic nie dzieje się przypadkiem. Błędy z przeszłości zwykle rzutują na przyszłość, a Teksańska nie jest bez winy.

Najbardziej drażniło mnie w bohaterce to, że na swoich błędach się nie uczy. Ma kilkuletniego synka, któremu poświęca mniej czasu niż ja mojej kotce. Staś to rezolutne dziecko, które nieustannie rozbrajało mnie swoimi tekstami (Mamo, to jak ty chcesz wyjść z dna? Musisz się wreszcie oduczyć paniki![2]). Już teraz widzi i rozumie bardzo wiele. Wyobrażam sobie te wielkie, smutne oczy, jak obserwują oddalającą się matkę, która jak zwykle ma coś ważniejszego do zrobienia niż spędzić czas z synkiem i samej mi się robi smutno.

Iga jest pełna pretensji do świata i ludzi. Swoje wady zauważa z trudem i zwykle za późno. Przyczyn swoich niepowodzeń nie szuka w sobie, ale dookoła siebie. Jej niektóre przemyślenia po prostu rozkładają na łopatki. Kwintesencja mojego życia w pigułce. Uświadomiłam sobie, że mam dzieci z dwoma mężczyznami, ani jeden mąż, ani drugi nigdy o mnie nie walczyli i nie próbowali mnie zmienić, co uważam za wyrządzoną mi krzywdę. Nic nie zrobili, żebym stała się lepsza. Czyli byłam im obojętna![3] Biedna, biedna Iga. Tak bardzo chciała się zmienić, tylko nikt jej tej chęci nie uświadomił, nikt za nią tego nie zrobił. Świat się na nią uwziął. Ewidentnie.

Powieść Dom złudzeń. Iga jest bardziej oszczędna w emocje niż Nagie myśli. Elżbieta miała w sobie to coś, co sprawiało, że chciało się ją przytulić, pocieszyć. Zdecydowanie bardziej przejmowałam się jej losem, mocniej odczuwałam to, co się z nią działo. Iga wyzwala raczej negatywne uczucia, a przez to jej opowieść nie porusza tak bardzo, jak historia Elżuni. Strumień myśli tej drugiej był szczery, spontaniczny, zawierał emocje kłębiące się w kobiecie, nie mogąc znaleźć ujścia. Teksańska, nawet gdy snuje swoją opowieść robi to jakby nieco z dystansem, jakby opowiadała cudzą historię nie wierząc, że to jej mogło się to wszystko przytrafić. No, chyba, że się nad sobą użala. Wtedy zaczyna się ekscytować. Niech świat wie, jak bardzo ją skrzywdził. Niech czytelnicy to odczują.

Tytułowy dom złudzeń to nie tylko rodzinna posiadłość, z którą łączą się wspomnienia Igi. Odniosłam wrażenie, że bohaterka zbudowała wokół siebie iluzję prawdziwego domu. Niby ma męża (i ex-męża też), kochanka, córkę, synka, przyjaciół, a więc jest częścią rodziny, częścią kręgu bliskich sobie znajomych, a jednak króluje tu chłód i obojętność, każdy ma swoje własne sprawy, radości i smutki. Nie ma tu prawie głębszych, trwalszych relacji. Staś tak bardzo chce mieć tatusia, że widzi go w każdym facecie, który pojawia się w drzwiach domu. Domu złudzeń, bo przecież prawdziwy dom jest pełen ciepła, nawet gdy przez nieszczelne okna wpada do środka zimny wiatr. Sceny, w którym pojawia się chłopiec to te najciekawsze w powieści. Najbardziej poruszające, czasami zabawne, niekiedy smutne.

Iwona J. Walczak po raz kolejny zabiera swoje czytelniczki do świata, który daleki jest od ideału. Przedstawia bohaterów pełnych wad i słabości, które nie pozwalają im na ułożenie sobie życia. Wciąż jednak próbują, bo przecież w życiu właśnie o to chodzi, by szukać swojej drogi, by nie poddawać się, choćby znikąd nie było pomocy.

Scorpions - Wind of Change

***

Książkę polecam
miłośniczkom literatury kobiecej
poszukującym dowodu, że egoizm nie popłaca
wpatrzonym w czubek własnego nosa
ciekawym, jak Iga wybrnęła z kłopotów

***

[1] Iwona J. Walczak, Dom Złudzeń. Iga, Wyd. Replika, 2014, s. 14.
[2] Tamże, s. 163.
[3] Tamże, s. 89.

***

egzemplarz recenzencki

***

Przeczytajcie także

40 komentarzy:

  1. Właśnie dziś będę zabierać się za tę powieść!

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że może być wiele takich osób jak Iga, co nie dostrzegają, że żyją zamknięte w iluzji, a tak naprawdę dalekie od szczęścia i rodziny. No cóż bohaterki pewnie nie polubię, ale może książkę przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne to strasznie. A Stasia naprawdę szczerze mi żal.

      Usuń
  3. To chyba nie jest książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pobieżnie tylko spojrzałam na recenzję, bo liczę, że uda mi się przeczytać tę powieść. Okładki obydwu są cudne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W okładkach też się zakochałam. :)

      Usuń
    2. Dopiero teraz zagłębiłam się w Twoją recenzję, jak już napisałam swoją. O matko jedyna, jak mnie Iga wymęczyła...

      Usuń
    3. Irytująca, no nie? ;)

      Usuń
  5. Lubię od czasu do czasu takie powieści obyczajowe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem w stanie znieść w książkach naprawdę wiele, ale irytujące bohaterki-pańcie z problemami pierwszego świata już nie. Na pewno nie dotrwałabym do ostatniej strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też takie postaci drażnią, ale cóż - świat nie jest od nich wolny, więc i literatura też nie. ;)

      Usuń
  7. Raczej nie dla mnie ta książka. "Nagie myśli" podobały mi się, ale Elżbieta mocno mnie irytowała i nie, nie miałam ochoty jej przytulić, dlatego sądzę, że Iga doprowadzi mnie do szału, a nerwy letnią porą mi nie służą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, skoro Elżbiety nie polubiłaś, to Igi tym bardziej. Choć przyznam szczerze, że hmm... lubię bohaterów, których nie lubię. :P

      Usuń
  8. Musze zapoznać się z tą autorką. Z tego co czytam u Ciebie obie jej książki przypadną mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna recenzja! Nie poznałam jeszcze twórczości tej autorki, a ta książka wydaje się być interesująca (jak na literaturę kobiecą). Chyba będę musiała ją kupić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem co myśleć. Tymczasem zapisuję tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze najlepiej przekonać się samemu. :)

      Usuń
  11. Autorki nie znam jeszcze, ale wiem, że była laureatką wydawnictwa Rebis. Oczywiście mam na nią ochotę. Nawet wiem, że jest w bibliotece pierwsza powieść pisarki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już jesteś na dobrej drodze, żeby poznać twórczość autorki. :)

      Usuń
  12. To była pierwsza książka Iwony J. Walczak, którą przeczytałam i muszę przyznać, mam podobne odczucia jak Ty jeśli chodzi o główną bohaterkę. Książka lekka, dobra na wakacyjne popołudnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie serdecznie polecam "Nagie myśli". Bardzo dobra książka. :)

      Usuń
  13. Nie wiem, co mam o tej książce myśleć, ale chyba sięgnę i wyrobię sobie zdanie na temat tej pisarki i książki. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Literatura kobieca zawsze jest u mnie mile widziana, zwłaszcza naszych rodzimych pisarzy, dlatego będę miała na uwadze powyższą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także :) A poza tym okładka jest przecudowna!

      Usuń
    2. Mnie też zachwyciła okładka. :)

      Usuń
  15. Pomyślę nad tą lekturą, może się skuszę, Choć nie wiem, czy odnajdę się w świecie rulonów na cukiereczki i amerykańskich botków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie, chyba nie miałabym nic przeciwko takim rulonom, z tym, że nieco inaczej bym je spożytkowała. :D

      Usuń
  16. Chyba nie jestem "wpatrzona w czubek własnego nosa", ale książkę może kiedyś przeczytam :D - ale kiedy to nie wiem. Szkoda, że powieść jest oszczędna w emocje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami jestem, niestety. ;)

      Wydaje mi się, że mniej niż "Nagie myśli".

      Usuń
  17. Trudno podejmuje się decyzję o zabraniu się za książkę, w której główna bohaterka robi wszystko, żeby czytelnika wyprowadzić z równowagi :) Ale nie powiem, jestem zaciekawiona i to bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  18. No cóż ... literaturę kobiecą bardzo lubię, a autorki jeszcze nie znam. Obie jej powieści mnie zaciekawiły. Postaram się przeczytać jak czas pozwoli :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo wyczerpująca recenzja... Nie znam autorki. Jeszcze. Myślę, że warto sięgnąć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to się zawsze muszę "nagadać". :P

      Usuń
  20. Jeszcze nie czytałam, jak tylko wpadnie w moje ręce to na pewno się za nią wezmę :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...