niedziela, 24 listopada 2013

[5] Spotkania autorskie
* Iwona J. Walczak i Ryszard Ćwirlej *


Zacznę od tego, że się spóźniłam. I to kwadrans! Na co? Na trzecie spotkanie z wielkopolskimi pisarzami zorganizowane w ramach akcji Poznań w Matrasie. Lubię to!. Fakt, usprawiedliwienie mam niezłe, ale mimo wszystko... Na szczęście nie tylko nikt mi głowy nie urwał (tzn. kierownik Matrasa ma taki zabieg w planie, mam szansę stracić łepetynę razem z płucami, ale to już z innego powodu), co więcej, wszyscy na mnie poczekali, co szalenie miło mnie zaskoczyło, bo gdy tak pędziłam na obcasach niedostosowanych do biegów terenowych cały czas zastanawiałam się nad tym, jak pisze się relację z tej części spotkania, na której się nie było.

Tyle tytułem wstępu i usprawiedliwienia, a teraz do rzeczy. Kto był gościem wczorajszego spotkania w Matrasie w CHM1?



***

Iwona Walczak - Według Onet. magia.pl - nie ma najłatwiejszego charakteru, jest osobowością samą w sobie. Właściwie dobrze daje sobie radę w każdym niemal zawodzie. Posiada inteligencję praktyczną. Ogólnie mówiąc, odnosi wielkie sukcesy wszędzie, gdzie trzeba prowadzić sprawy wymagające taktu, ostrożności i zdecydowania. Ma dużo intuicji, często wydaje się, że brak jej tylko kryształowej kuli! Zachowuje jednak dystans wobec rzeczywistości.
Iwona, według "Wielkiej Księgi Imion" jest kobietą o ciężkim charakterze. Gdy coś idzie nie po jej myśli, zwija się w kłębek i ucieka przed problemem. To materialistka, uwielbia pieniądze i zaszczyty. Iwona to osoba niezwykle przekorna. Nikt nie jest w stanie przekonać jej do zmiany swoich poglądów. Jest bardzo czuła na porażki, które traktuje jako osobistą zniewagę. Nie zapomina o niczym i mści się za każdą niesprawiedliwość. Iwona jest zdolna do szczerego i bezinteresownego uczucia, ale tylko wobec tego, który potrafi całkowicie oddać jej serce.
Ale ma Iwona przed nazwiskiem tajemniczą literkę „J”, która wnosi stosowne poprawki i dlatego Iwona J Walczak jest kobietą idealną. Kto nie chce wierzyć, niech poczyta jej książki.[źródło]

Iwona J. Walczak

***

Ryszard Ćwirlej – z wykształcenia socjolog, zawodowo dziennikarz i pisarz. Pracował w TVP Katowice, TVP Poznań. Był szefem redakcji Teleskopu, później wydawcą i producentem Telekuriera. Obecnie pełni funkcję zastępcy redaktora naczelnego Radia Merkury. Autor powieści kryminalnych, za jedną z nich - Ręczną robotę był nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru.


Ryszard Ćwirlej

***

W roli prowadzącej wystąpiła, dobrze Wam już znana z poprzednich relacji, Agata Śliwińska ze Stacji Poznań Główny.

Agata Śliwińska

Iwona J. Walczak jest autorką dwóch powieści: Nagie myśli oraz Złocista Dolina. Ryszard Ćwirlej znany jest z pięciu kryminałów osadzonych w czasach PRL: Upiory spacerują nad Wartą, Trzynasty dzień tygodnia, Ręczna robota, Mocne uderzenie, Śmiertelnie poważna sprawa.


Jeszcze zanim spotkanie się na dobre rozpoczęło, pojawili się pierwsi chętni po autografy i na szczęście nie zwiali zaraz po otrzymaniu podpisanych egzemplarzy, tylko uśmiechnięci zajęli wolne fotele, przysłuchując się rozmowie.


W końcu padło pierwsze pytanie: jakie były początki pisarskiej przygody naszych gości?

Iwona J. Walczak zaczynała od poezji. Jednak jako osoba podchodząca do życia niezwykle praktycznie (sama o sobie mówi, że ma "charakter zadaniowy") skupiła się jednak przede wszystkim za zdobyciu wykształcenia. Przy okazji wyszło na jaw, że jesteśmy "koleżankami po fachu" - obydwie kończyłyśmy geografię społeczno-ekonomiczną, pani Iwona nie poprzestała jednak na tych równie fascynujących co mało praktycznych studiach, ale kształciła się dalej, kończąc m.in. finanse i bankowość. Chęć tworzenia tkwiła w niej jednak na tyle głęboko, że kilka lat temu znów zaczęła pisać - tym razem prozą. Pochwaliwszy się swoim koleżankom, ze zdumieniem usłyszała: przecież ty zawsze pisałaś. Najwyraźniej przed przeznaczeniem nie można uciec, zwłaszcza, gdy jest ono tak przyjemne.


Ryszard Ćwirlej, absolwent socjologii (czyli dla odmiany - "kolega po fachu" Agaty), jest dziennikarzem, niegdyś pracował dla TVP, obecnie jest zastępcą redaktora naczelnego Radia Merkury. W rozmowie przyznaje, że jako dziennikarz napisał w sumie ok. 4 tysięcy stron tekstu. Spora książka, prawda? Któregoś dnia jednak doszedł do wniosku, że nie samymi newsami człowiek żyje i chętnie spróbowałby czegoś innego. Jego debiut Upiory spacerują nad Wartą, nie był planowany jako powieść. Ot, historia na kilkadziesiąt stron, spisana przed laty na kartkach i odłożona do szuflady. Kiedy autor odnalazł zapiski, sam był ciekaw co też mogło wydarzyć się dalej. Tak z kilkudziesięciu stron zrobiło się ich trzysta. Gdy się mówi "A" trzeba też powiedzieć "B" - stwierdził autor i zabrał się za pisanie kolejnych tomów.


Jak każde zajęcie, tak i pisarstwo, składa się z tych lubianych i mniej pożądanych elementów. Co sprawia największą przyjemność naszym gościom, a co największą trudność, gdy biorą się za tworzenie kolejnej książki?

Oddaję głos Iwonie J. Walczak: Najprzyjemniejszym momentem jest gdy mój tekst i historia przeze mnie stworzona spodoba się choćby kilku osobom. Ale po drodze, zanim ksiażka pojawi się w księgarniach, mam również małe miłe momenty. Jak wytnę z tekstu całą "chorą tkankę" i wiem, że nic więcej wyciąć nie trzeba. Gdy spośród wielu tytułów uda mi się wybrać najlepszy, i się spodoba wydawcy. No i lubię zaczynać kolejną historię. Zapytana o trudniejsze momenty, pani Iwona dodaje, że nie lubi tych momentów, w których gubi się w trakcie pisania. Do tej pory pisanie zgodnie z narzuconym sobie planem niespecjalnie jej szło (jak wielu innych pisarzy przyznaje, że książka niekiedy zaczyna żyć własnym życiem), ale ponieważ te momenty ją denerwują, ma mocne postanowienie stworzenia następnej książki według stworzonego wcześniej schematu.


Pani Iwona lubi zaczynać tworzenie nowej historii, zupełnie inne zdanie ma na ten temat Ryszard Ćwirlej. Dużo więcej radości sprawia mu napisanie ostatniego zdania. Innym miłym uczuciem jest ten moment, w którym książka zostaje wydana, a w ręce pisarza trafiają egzemplarze autorskie. Taka przyjemność spotkała pana Ryszarda całkiem niedawno, z racji wznowienia Trzynastego dnia tygodnia. Za to rozpoczynanie nowej książki nie daje już autorowi takiej radości, tym bardziej, że jak przyznaje - nie wie co to jest wena. Nigdy mnie nie odwiedziła - dodaje. 


Inspiracją do tworzenia jest najczęściej samo życie. Tak jest i tym razem. Pani Iwona, jako absolwentka geografii, znalazła miejsce dla swej pasji w pisanych książkach. Przyznaje też, że uwielbia kreować nowe światy, a inspiracją może być dla niej jakiś film, czyjaś wypowiedź, czy otrzymany e-mail. 

Pierwsza książka pana Ryszarda powstała... z ciekawości. Po odnalezieniu zapisków, o których wspominałam wcześniej, koniecznie chciał wiedzieć jak zakończyła się historia i kto zabił. Pomysł na kolejną książkę? Nie wiadomo tak do końca skąd się wziął, ale autor postanowił przenieść bohaterów debiutanckiego kryminału, którego akcja rozgrywała się w 1985 roku, do okresu stanu wojennego. I tak zrodziła się koncepcja napisania dziesięciu książek o milicjantach w czasach PRLu.


Ulubieni bohaterowie? Czarne charaktery - odpowiada Iwona J. Walczak. Lubi m.in. Dorotę ze Złotej Doliny, kobietę, która po wieloletnim pobycie w Niemczech nie potrafi się odnaleźć w polskiej rzeczywistości, w związku z czym bywa po prostu nie do zniesienia. W Nagich myślach ma takich ukochanych postaci dużo więcej. Tworząc swoich bohaterów, największą trudność ma z opisami ich fizyczności (nie zawsze do wyznaczonej roli pasuje sympatyczny pan z brzuszkiem, bródką i łysiną). Charaktery postaci są często zlepkiem cech kilku osób znanych jej osobiście.

Ryszard Ćwirlej z kreowaniem bohaterów ma nieco mniejszy problem. Stworzyłem ich tylko raz - śmieje się, po czym dodaje, że przechodzą oni z książki na książkę, raz działając na pierwszym planie, raz w tle. Stawianie ich w nowych sytuacjach pozwala rozbudowywać ich postaci o nowe zachowania czy cechy charakteru. Czasami bohaterowie wymykają się spod kontroli (co, jak się okazuje po wysłuchaniu wypowiedzi także i innych pisarzy, zdarza się niezwykle często). Ot, choćby Teofil Olkiewicz, który kreowany na pełnokrwistego policjanta-idiotę, w zamierzeniu wcale nie miał wzbudzać sympatii. Czytelnicy pokochali tę postać, a sam Teofil wyewoluował raczej w kierunku sympatycznego kretyna, jak z uśmiechem określa go autor.


Ile pisarzy, tyle metod pisania. Jedni kurczowo trzymają się planu, inni dają się ponieść emocjom. Jeden zna zakończenie, drugi sam nie wie jak historia się potoczy, ktoś dobudowuje całą książkę do jednej sceny, dla innych punktem wyjścia jest wykreowanie ciekawej postaci, której to czy tamto mogłoby się zdarzyć.

Zarówno Iwona J. Walczak jak i Ryszard Ćwirlej przyznają, że próbowali pisać według planu. Z jakim skutkiem?

Pan Ryszard taki plan stworzył i miał zamiar się go trzymać, ale nagle okazywało się, że zarówno fabuła jak i śledztwo wymykają się spod kontroli. Po drugiej próbie autor zarzucił pisanie według sztywnych wytycznych i jego trzecia książka pisana była spontanicznie. Nie myślcie jednak, że autor całkowicie idzie na żywioł. Ryszard Ćwirlej doskonale wie kto zabił, a jego celem jest naprowadzenie na rozwiązanie... milicjantów. Przy tej okazji autor dodał, że według niego dobry kryminał to taki, w którym czytelnik jest w stanie dotrzeć do rozwiązania na chwilę przed śledczymi. Już miałam zaprotestować, bo wydawało mi się zawsze, że nieprzewidywalność jest największym atutem tego typu książek, ale po namyśle, przyznałam autorowi rację.


Iwona Walczak się nie poddaje. Ma mocne postanowienie, że tym razem kolejną książkę będzie pisać według planu, by nic jej nie umknęło, ani niczego nie było za dużo. Jej powieści, po dokładnym sprawdzeniu, tracą 2/3 swojej objętości. Najwyraźniej pani Iwona podziela zdanie Roberta Ziółkowskiego, że sztuka pisania to sztuka skracania. Nie musicie się więc obawiać, że książki autorki będą przegadane.


Spotkanie w takim gronie, przy okazji takiej akcji jak Poznań w Matrasie, musiało zaowocować pytaniem o stosunek autorów do Poznania, o ich ulubione miejsca w mieście oraz o wątki w powieściach, które związane są ze stolicą Wielkopolski.

Iwona J. Walczak pochodzi z leżących niedaleko Poznania Pobiedzisk. O znanych jej rejonach pisze jej się znacznie przyjemniej niż o tych rzadziej przez nią odwiedzanych, stąd zarówno Poznań jak i rodzinne strony autorki, są obecne w jej twórczości. Ponadto pisarka uważa, że Wielkopolska jest ogromnie niedoceniana w literaturze i warto o niej pisać jak najwięcej. W końcu jest to piękny region, z atrakcyjnym krajobrazem ukształtowanym dzięki lodowcom - dodaje absolwentka geografii.

Ryszard Ćwirlej urodził się w Pile. Obecnie nie wyobraża sobie pisać o innym mieście niż Poznań oraz innym regionie niż Wielkopolska. Twierdzi, że innych miejsc tak dobrze nie zna i... nie chce poznać. Dlaczego pisze o latach osiemdziesiątych? Bo doskonale pamięta poznańskie realia tamtych czasów. Miasto zwiedził dokładnie, poruszając się na piechotę lub tramwajem. Nie bez znaczenia są także jego studenckie przygody, bo kto jak nie student wszędzie dotrze, w każde miejsce zajrzy? Tu autor przytoczył przykład poznawania miasta poprzez poszukiwanie pijalni piwa. Poznań go w sobie zakochał, a że książek o nim nie było, więc pan Ryszard postanowił sam sobie taką napisać. 


Ulubione miejsca w Poznaniu? Autorzy są zgodni - Stary Rynek. Nie tylko samo jego centrum, ale także boczne uliczki i podwórka - dodaje pan Ryszard. Jest najpiękniejszy w Polsce, taki swojski, uzupełnia wypowiedź kolegi, pani Iwona.

Ryszard Ćwirlej dorzuca też ulicę Rybaki (gdzie niegdyś odwiedzał pewną młodą, sympatyczną panią), która w ciągu lat coraz bardziej się zmienia, kamienice są remontowane i tylko panowie z bram są wciąż tacy sami. Wymienia także malowniczy Łazarz i osiedle przy ul. Rocha, pełne wspomnień z czasów studiów.

Iwona Walczak też dodaje kilka miejsc. Wśród nich znajduje się odcinek Warty, na którym trenowała żeglarstwo oraz rejon Żurawieńca, gdzie znajduje się rezerwat przyrody. Tam autorka lubi odpoczywać jeżdżąc na rowerze i podziwiając piękno przyrody.


Nasi autorzy nie tylko uwielbiają pisać, ale także czytać. Oboje bardzo dużo czasu spędzają poznając twórczość innych, choć pani Iwona przyznaje, że gdy pisze to nie czyta. Podobnie robi m.in. Tomasz Sekielski, gdyż jak twierdzi - nie chce się sugerować cudzymi pomysłami. 

Iwona Walczak lubi twórczość Alice Munro, a obecnie czyta najnowszą książkę Joanny Opiat-Bojarskiej. Udany debiut kryminalny - podsumowuje. Najchętniej sięga po twórczość dojrzałych mężczyzn. Uwielbia Wiesława Myśliwskiego, ceni Juliana Barnesa. Zwykle rozpoczyna lekturę kilku książek, często doczytuje do 40. strony, a później - cóż... losy książki się ważą. Jeśli nie będzie to dobra historia, autorka odłoży ją i sięgnie po inną.

Także Ryszard Ćwirlej sporo czasu spędza z książką i też w jednej chwili ma rozpoczętych kilka lub nawet kilkanaście pozycji. Śmieje się, że zapytany o to, co dziś czytał miałby problem z odpowiedzią, bo rano mógł mieć w rękach co innego niż wieczorem. Chętnie sięga po literaturę historyczną, stara się też być na bieżąco z kryminałami. Ceni Raymonda Chandlera. Jego książki czytał wielokrotnie i przyznaje, że chciałby pisać z taką lekkością jak Amerykanin.


Komu autorzy polecają swoje książki?

Pan Ryszard przytacza historię nauczycielki, która przyznała, że jego książki poleca swoim uczniom, gdyż na temat PRL mogą się dowiedzieć z nich więcej niż z podręczników. Dla młodych jest to więc okazja na poznanie czasów tak ogromnie różniących się od obecnych, starsi z pewnością z sentymentem przypomną sobie rzeczywistość, w której przyszło im żyć 20-30 lat temu.

Pani Iwona zachęca do lektury Złocistej doliny tych, którzy wierzą w przyjaźń. Jest to książka działająca pozytywnie na czytelnika, daje wytchnienie, pozwala się oderwać od codzienności. Nagie myśli poleciłaby tym, którzy lubią teatr (dodaje przy okazji, że był nawet ktoś, kto miał pomysł przeniesienia powieści na deski teatru). To powieść, która daje pozytywnego kopa - dodaje.


Na koniec, jeszcze kilka słów na temat planów.

Pan Ryszard zdradził je już nieco wcześniej. Powstanie w sumie dziesięć tomów przygód milicjantów w Poznaniu lat 80. i jego okolicach. Inspiracją do napisania jednej z książek, są mistrzostwa w piłce nożnej. Gdy ulice pustoszeją, a ludzie zasiadają przed ekranami telewizorów, w mieście mogą dziać się różne rzeczy... Aktualnie powstaje Błyskawiczna wypłata, osadzona w 1982 roku. Czytelnicy mogą się jej spodziewać na początku przyszłego roku.

O swoich planach pani Iwona opowiada tak: od kilku dni mam skończoną rzecz o bizneswoman w intrydze miłości. Ponieważ pracowałam nad dwoma jednocześnie - myślę, że w miarę szybko (trzy, cztery miesiące) będę chciała szukać wydawcy dla kolejnego utworu, powieści refleksyjnej, ale podanej w dużo lżejszy sposób. Tematów na książki mam jeszcze wiele, ale w jakiej kolejności będę je pisać - nie wiem. Niestety.

Po spotkaniu był czas na zamienienie kilku słów z pisarzami oraz zdobycie autografu i zrobienie pamiątkowego zdjęcia.






Za tydzień ostatnia już niestety seria spotkań. Tym razem gośćmi Matrasa w M1 będą: Krystyna Januszewska i Magdalena Kawka

[źródło]
***

Przypominam o konkursie, w którym do wygrania jest książka 
Anny Zgierun-Łaciny Telefony do przyjaciela.

58 komentarzy:

  1. ah kolejne takie udane spotkanie, super :) zazdroszczę Ci, że mieszkasz w dużym mieście ;) P.S. Świetna fotorelacja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      Uparłam się i mieszkam. W Bieszczadach jednak mniej się dzieje. ;)

      Usuń
  2. Szkoda, że ja mieszkam w takim miejscu, że wszędzie mam bardzo daleko. Zazdroszczę spotkania z tak wieloma interesującymi osobami. To było zapewne niezwykłe doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, bo biorąc od uwagę to, ile polskich książek czytasz, takie spotkania i dla Ciebie byłyby bardzo ciekawe.

      Usuń
  3. U mnie niestety nie tworzą takich akcji.. Z chęcią bym się wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że jeszcze tylko jedno spotkanie mi zostało. Ale będzie co wspominać. :)

      Usuń
  4. Super te Twoje relacje :) nie znam jeszcze książek ani pani Iwony, ani pana Ryszarda, rozejrzę się za nimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, tym bardziej, że zabierają sporo czasu i przy trzeciej miałam już chwilę zwątpienia. ;)

      Usuń
  5. "Przy tej okazji autor dodał, że według niego dobry kryminał to taki, w którym czytelnik jest w stanie dotrzeć do rozwiązania na chwilę przed śledczymi" słowa "na chwilę przed" pełnią tutaj kluczową rolę :D Aczkolwiek chyba też wolę nieprzewidywalność do ostatniej chwili, choć jeżeli jest naprawdę "chwila przed", to nie mam nic przeciwko, o. Czytałam "Ręczną robotę" Ryszarda Ćwirleja i przypadła mi do gustu, świetny obraz PRL-u - no ja poświadczyć nie mogę, płodem jeszcze nawet wtedy nie byłam, ale mój tata też przeczytał i poświadczył, że realia napisane są znakomicie - jak i sama historia kryminalna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałam sobie fabułę książki, w której nagle morderca (czy też porywacz) objawił się na samym końcu. Zakończenie było więc niespodziewane, ale czytelnik nie miał szans na rozgryzienie zagadki, bo wcześniej nie było żadnych wskazówek. Nie sztuka stworzyć tego typu fabułę. Sztuką jest napisać coś tak, by podrzucić masę właściwych oraz mylnych tropów, stworzyć logiczną i sensowną fabułę, dać szansę czytelnikowi na rozwiązanie zagadki. Niech mu nie pójdzie łatwo, ale jeśli zechce to na podstawie dowodów dojdzie do rozwiązania. Dla mnie ma to sens. :)

      Usuń
    2. Nie miałam na myśli powieści, w której morderca wyskakuje totalnie znikąd na samym końcu, bo chyba by przeleciała przez pokój, toż to bez sensu, hej, to ja, szkoda, że nie mieliście ani jednej poszlaki, nawet mało widocznej, to ja bym też mogła napisać i w 5 minut na końcu wszystko wyjaśnić ;) Lubię, kiedy intryga kryminalna jest tak mocno zamotana, że często moje hipotezy idą w łeb, a zakończenie udowadnia, że jednak trzeba zwracać jeszcze większą uwagę na szczegóły - a ja znowu skupiłam się na czymś innym lub wymyśliłam inną wersję, która by pasowała. Można powiedzieć, że lubię autorów, którzy właśnie dają szansę w potężnej gmatwaninie, ale trzeba być niezwykle czujnym, żeby odgadnąć fenomenalne rozwiązanie. Takie są naj, naj, najlepsze. Wtedy czytelnik czuje się omotany, ale nie oszukany:)

      Usuń
    3. Przykłady, gorąco proszę o przykłady. :)

      Dla mnie takim autorem jest Deaver. Zawsze, ale to zawsze wpuści mnie w maliny. :D

      Usuń
  6. Ale wspaniale w tym Matrasie, świetny klimat, zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie się cieszę, że mogę brać udział w tej akcji. Jest naprawdę świetna. :)

      Usuń
    2. "Kostka i Bruno, bajki wychowajki" Dominika Słomińska - 1pkt
      http://basiapelc.blogspot.com/2013/11/kostka-i-bruno-bajki-wychowajki.html#more

      Nie mogę jakoś tego dodać w Polacy nie gęsi II, więc dodaję tutaj.

      Usuń
    3. Możesz, możesz - nawet trzy razy dodałaś. :P

      Jak się robi więcej komentarzy niż 200, to się tworzą takie kwiatki. Co jakiś czas muszę stare usuwać, ale dodajecie linki szybciej niż ja je sprzątam. :P

      Usuń
    4. Bo jestem jak speedy gonzalves (jakoś tak się to pisało:P). Aniula kochaniula podlinkowałam Twoją recenzję "Między wariatami" Mellera do zabawy z żyrafą Tosią.
      http://basiapelc.blogspot.com/2013/12/zyrafa-tosia-z-czytelni-grudzien-2013r.html#more

      Jeżeli masz coś przeciwko to napisz mi w moich komentarzach, to zdejmę. Buziaki xxx

      Usuń
  7. Najpierw piszesz o usprawiedliwieniu, a potem nie podajesz przyczyny. Nie wiem, czy można tak budować napięcie. Powinnaś zamieścić je w formie pisemnej w relacji :P W dodatku nie wiem, z jakiś powodów urywają głowę w Matrasie, skoro nie za spóźnienie. A wolałabym wiedzieć, bo czasem tam chodzę ;) I nie pokazałaś autografów, jestem niepocieszona. Dobra, koniec marudzenia.

    Musze wreszcie poznać tego Chandlera, bo wszyscy się ostatnio na nim wzorują. Jak nie Mosley, to Ćwirlej. W dodatku Armalkolit mi do polecała. W sumie powieści Ćwierleja też bym chętnie poznała, chociaż dzieją się w PRL-u :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu się o literaturze pisze, a nie o życiowych niespodziankach. :P
      Spoko, to tylko w tym jednym Matrasie i tylko mnie. Czuj się bezpieczna, kupuj do woli. :D
      Na fotki autografów zabrakło mi już energii. :/
      Maruda.

      Chandler jest też na mojej liście. A Ćwirlej na liście i na półce. :)
      Powoli czyszczę parapet z zaległości do zrecenzowania i biorę się za kryminały. Przynajmniej taki jest plan. :D

      Usuń
    2. Tym razem wybaczam :P Ale jeszcze nurtuje mnie jedna kwestia: czy zapowiadałaś się, że na Ciebie czekali? ;)

      Masz tylko parapet z książkowymi zaległościami, ale Ci dobrze. A ja całą półkę zaległości, na której ugrupowały się aż 3 stosiki :P

      Usuń
    3. Dzień wcześniej mąż dzwonił do Matrasa, więc miał numer telefonu. Miłym zrządzeniem losu mogłam więc zadzwonić. :)

      Twardo pilnuję, żeby mnie zaległości nie przytłoczyły, bo wtedy tylko się stresuję, że ktoś czeka na recenzję, a ja mam jeszcze górę książek do przeczytania. Gorzej to wygląda z moimi całkiem prywatnymi zaległościami. ;)

      Usuń
    4. Myślałam, że może się zadeklarowałaś, że będziesz relacjonować co tydzień spotkania ;)

      A ja już przestałam się przejmować. Skoro SQN się na mnie nie obraziło, to nie ma się czym martwić :P

      Usuń
    5. W sumie to się zadeklarowałam. ;D

      E, ja tam nie lubię zaległości. Jak nie zrecenzuję po miesiącu, to mnie sumienie gryzie. :D

      Usuń
  8. Jak zwykle interesująca i szczegółowa fotorelacja :) Dobrze, że poczekali na Ciebie ;) Nie czytałam żadnej książki p. Iwony, ani p. Ryszarda. A Ty czytałaś? Możesz coś polecić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mnie tym zaskoczyli. :)

      Niestety jeszcze nie czytałam. Pierwszą książkę p. Ryszarda już mam, książka p. Iwony do mnie wędruje. Na razie z czystym sumieniem mogę tylko polecać spotkanie z autorami, bo są przesympatyczni. :)

      Usuń
  9. Powoli zaczynam zazdrościć Ci tych spotkań :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rusz tyłek, zamiast zazdrościć. :P

      Usuń
  10. Tych autorów akurat nie kojarzę, ale miło było przeczytać Twoją relację:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, a autorów (mam nadzieję) będę mogła polecać po lekturze ich książek. Może też się skusisz? :)

      Usuń
  11. Przepadam za Twoimi relacjami, tym bardziej, że zawsze zamieszczasz interesujące zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi. :)

      A mi się już nudzą podobne kadry. Przydałaby mi się drabina i fotki z lotu ptaka. :D

      Usuń
  12. Bardzo wyczerpująca relacja! Uwielbiam takie spotkania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczerpująca piszącą i czytających. :D

      Ja też!

      Usuń
  13. Kolejna bardzo ciekawa relacja:) A książek tych autorów jeszcze nie znam, więc będę musiała ich poszukać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)

      Ja jeszcze też nie, ale po takich spotkaniach zawsze nabieram ochoty na zmianę tego niedopatrzenia. :D

      Usuń
  14. Ale klimatycznie. Zazdroszczę pozytywnie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniale, że organizowane są takie spotkania. Jednak taki kontakt na "żywo" pozwala lepiej zrozumieć twórczość, albo intencje pisarza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, dopiero niedawno doceniłam moc wywiadów i spotkań autorskich. Kiedyś wydawało mi się, że znajomość autora nie jest potrzebna do lektury jego książki, ale cóż - może i nie jest, ale jak fajnie go znać! :)

      Usuń
  16. Świetna inicjatywa księgarni Matras. Mam nadzieję, że i gdzieś w moich okolicach zorganizują coś podobnego. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, oby - bo to świetna sprawa. :)

      Usuń
  17. Cudna relacja, czytałam z wypiekami na mordzie. Uwielbiam czytać o procesie pisania u różnych autorów, o inspiracjach, sposobie prowadzenia historii - i tutaj Ryszard Ćwirlej mnie całkowicie uwiódł swoimi wypowiedziami. Ach, gdybym wciąż mieszkała w Poznaniu, z pewnością byłabym na tych spotkaniach! Zazdroszczę niesamowicie. I zeżarłaś "k" (autora odłoży ją i sięgnie po inną).
    Za spóźnienie łba nie urwali, ale czym podpadłaś, że Ci chcą łeb z płucami wyrwać? ;) I czemuż to się spóźniłaś, nieładnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałabym Ci coś, ale nie napiszę, bo zawsze jak to piszę, to na mnie krzyczysz. ;)

      Jesteś moją najuważniejszą czytelniczką. :D

      To nie są historie na bloga kulturalnego. :P

      Usuń
  18. Pani Walczak w ogóle nie znałam tej osoby, a pana Ćwirleja wyobrażałam sobie nieco inaczej :P jak zwykle świetny barwny wywiad, teraz nie pozostaje nic innego jak rozejrzeć się za książkami tych autorów, bo narobiłaś mi smaczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Nie ma jak post uświadamiający. :D

      Usuń
  19. Aniulu kilka sprawek do ciebie:
    1) Jeżeli pokochałaś język, jakim były pisane przez Alice Hoffman "Gołębiarki", to "Dom nad jeziorem smutku" Marylinne Robinson również powinien przypaść ci do gustu. Piękny język, chociaż mnie akcji, to trzeba się delektować tą książką i spijać każde słowo. Niebywały klimat. Ciekawa jestem jakbyś ją odebrała...
    2) Nie uwierzysz co mi się dzisiaj śniło. Mieszkałaś podobno w moim Koszalinie. Byłaś sławną blogerką :P:DDD i na jednym przystanku była taka tabliczka na której było napisane: Z TEGO PRZYSTANKU CZĘSTO ODJEŻDŻA ANN RK hahahahhahaha (pamiętaj, że to sen) hahhahaa i byłaś gdzieś w tv, czy w radio i udzielałaś wywiadu. Często (my, blogerki) spotykałyśmy się w "naszym" ;) Koszalinie na kawę i sobie rozmawiałyśmy. Było bardzo fajnie, dopóki hahahahhahahahahaha mi się to nie znudziło i delikatnie przestałam się z wami spotykać, bo szkoda mi było mojego cennego czasu hahahahha. Ale sen, co? To może jednak lepiej, że nie mieszkasz w Koszalinie, prawda? :DDDD
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pamiętaj, że też cię kocham :)))

      Usuń
    2. I nie wiem jakim cudem skierowało mnie na ten stary post :P Miałam go zapamiętanego na pasku chyba :)

      Usuń
    3. Basiulu :D - jak gdzieś tę książkę dopadnę, to chętnie przeczytam, choć nie wiem, czy w bibliotece będzie.

      Ejże, dlaczego mam nie wierzyć w swoją blogerską sławę? :P Za to nie wierzę w to, że moje wspaniałe towarzystwo mogło Ci się znudzić! Co może być wspanialszego, od możliwości przebywania ze sławną blogerką? Ciesz się, że mimo tych wszystkich wywiadów, znalazłam dla Ciebie czas! :P

      Yhm. Najpierw rzucasz, później kochasz. Ach, te baby! Nie da się za nimi nadążyć. :P

      Gaduła.

      Usuń
    4. Oj, od twojego wspaniałego towarzystwa cenniejsze jest towarzystwo mojej rodziny, książek itd. :)
      Ok, nie będę cię ranić. Kocham cię miłością umiarkowaną, niezbyt szaleńczą i nie ponad wszystko. :P:D
      No, ale kocham. No... Tak na swój, zdrowy sposób ;). Buziaki, miłego dnia. Pozdrów Szczura? Myszę? Chyba Myszę, tak? pa

      Usuń
    5. Co robić, zadowolę się tym, co oferujesz. :P

      Ja Ci dam szczura! Mysza, drapnij ją!

      Usuń
    6. Tak czy siak gryzoń ;)

      Usuń
    7. Z gryzienia na szczęście wyrosła. Przynajmniej jeżeli chodzi o moje kończyny. :P

      Usuń
    8. Czy twoja też usilnie próbuje gryźć roki książek, ganiam swoją, że hej. Normalnie zachowuje się czasami jak pies!

      Usuń
    9. Na szczęście nie. Bo bym jej ogon w supeł zawiązała. :D

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...