wtorek, 7 stycznia 2014

Jak długo żyje książka?


Na zmianę z Grabarzem lalek Petry Hammesfahr (tej, o której powieści Matka pisałam niedawno) podczytuję Blogotony Ingi Iwasiów. Materiałów do rozmyślań w tekstach (na które składają się felietony oraz fragmenty bloga) polskiej literaturoznawczyni jest sporo. Podkreślałam, robiłam notatki, aż w końcu przerwałam lekturę i postanowiłam się podzielić z Wami poniższym cytatem.

Książka wydana w dużym wydawnictwie żyje 3 miesiące, chyba, że jest bestsellerem. Potem ustępuje miejsca następnym. Cały system recenzowania itp. powoduje, że w czasie tych trzech miesięcy wydarza się wszystko. Potem jest smutno, bo recenzje tam gdzie miały być już były, w prasie literackiej może jeszcze ktoś coś napisze.*

Dopóki książki, które czytałam pochodziły głównie z biblioteki, w rękach miałam raczej starsze pozycje. Teraz zdarza mi się otrzymać książki do recenzji od wydawnictw, portali czy autorów, sama też uważniej śledzę to, co pojawia się na rynku, co jakiś czas zasilając biblioteczkę nowościami. Nie zawsze daną książkę kupuję od razu po premierze, jednak coś w tym jest, że im dłużej zwlekam z zakupem, tym większa szansa, że w końcu nabędę coś innego, nowszego, co pojawiło się właśnie na półkach i spotkało z entuzjazmem czytelników.

Obserwując blogosferę książkową, nietrudno zauważyć, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Na większości stron królują nowości, na portalach literackich jest podobnie (co więcej, zauważyłam, że słabsze recenzje popularnych książek częściej trafiają na główną stronę niż lepiej napisane tych, których "pięć minut", a raczej trzy miesiące już minęły). 

W październiku, na Targach Książki w Krakowie, podeszłam po autograf do Piotra Głuchowskiego, w ręce ściskając świeżo nabyty kryminał Umarli tańczą. Książka ta została wydana rok wcześniej, w kwietniu. Autograf, zdjęcie, krótka rozmowa. Odchodząc od stoiska usłyszałam słowa skierowane do stojącego obok Jacka Hołuba, w których pisarz wyrażał swoje zadowolenie faktem, iż jeszcze kilka egzemplarzy jego kryminalnego debiutu ostatnio się sprzedało. Już wtedy pomyślałam, że to trochę przykre - miesiące, czasem lata pracy nad tekstem, który po roku wypada z obiegu. Inga Iwasiów mówi o trzech miesiącach. Przygnębiające.

Jak długo żyje książka? Rok? Trzy miesiące? Kto za pół roku będzie pamiętał obecnych bestsellerach, o Inferno Dana Browna czy Wołaniu kukułki Roberta Galbraitha? Kto będzie miał w pamięci polskie pozycje, nie te z twarzą jednosezonowego celebryty na okładce, ale także ponadczasowe powieści, literaturę faktu, której nie dezaktualizuje upływ czasu? Jak często sięgacie po książki wydane przed rokiem, przed pięcioma laty, sprzed dekady? 


*Inga Iwasiów, Blogotony, Wyd. Wielka Litera, 2013, s. 227.

***

Zobacz też

93 komentarze:

  1. Ja jestem fanką bibliotek, a tam (przynajmniej u mnie) o nowości trudno. Także u mnie królują "starsze" książki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swego czasu naprawdę dużo wypożyczałam, raz w tygodniu obowiązkowo szłam do biblioteki. Teraz też zaglądam, ale dużo rzadziej.

      Usuń
  2. No niestety rzadko sięgam po książki wydane kilka lat temu. Nowości przyciągają, nęcą, kuszą i w końcu trafiają do mojej biblioteczki. Ale to też nie znaczy, że je szybko przeczytam. Smutne to, że życie książek jest takie krótkie, może ich jest po prostu za dużo? W końcu co miesiąc ukazują się kolejne i w nawale tych nowości łatwo jest przegapić perełkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ja też kupuję, ale nie zawsze czytam od razu. Właściwie to zwykle te książki muszą swoje odleżeć.
      To, że dużo, to drugi fakt. Wystarczy spojrzeć na zapowiedzi. Co miesiąc jestem w stanie wybrać kilkanaście ciekawych tytułów, czyli więcej niż mogę przeczytać.

      Usuń
    2. No właśnie, wydawnictw jest kilkanaście, a może kilkadziesiąt nawet i co miesiąc pojawia się całe mnóstwo potencjalnie ciekawych książek. U mnie każda książka musi swoje odleżeć, nabiera mocy przez kilka miesięcy albo nawet lat, zanim wreszcie po nią sięgnę. Ale zamierzam z tym walczyć :)

      Usuń
    3. Walka z leżącymi książkami to mój plan na ten roku (drugi punkt po postanowieniu nadrabiania kryminałów). Na razie idzie kiepsko.
      :D

      Usuń
    4. Mamy podobny plan, na razie z zaległych książek przeczytałam tylko jedną, ale mam zamiar jeszcze w styczniu powalczyć :)

      Usuń
    5. To i tak jesteś już do przodu o jedną. :)

      Usuń
  3. Dużo smutnej prawdy w tym poście - niestety. Szkoda, bo 3 miesiące to bardzo, bardzo krótko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej przygnębiające jest to, że wśród setek nowości giną tytuły najbardziej wartościowe, a miano bestsellerów zyskują książki przeciętne. Sama mam na półkach mnóstwo jeszcze nieprzeczytanych książek i mam nadzieję, że w tym roku uda mi się sięgnąć przynajmniej po część z nich. Co z pewnością nie będzie łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że co chwila coś nowego wpada mi w oko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wystarczy kiepska promocja (lub jej brak) i o niektórych tytułach prawie nikt się nie dowie. :/

      Usuń
  5. ,,Wołanie kukułki", czy ,,Inferno" jakoś sobie poradzą. Gorzej wygląda sytuacja książek mniej popularnych autorów zwłaszcza te, których fabuła nie jest o odnajdywaniu samego siebie, układaniu sobie życia na nowo itp. Niestety, coraz częściej naprawdę wartościowe książki pojawiają się i znikają niezauważone, niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak, bo autorzy są popularni i co jakiś czas o sobie przypominają, ale ciekawi mnie to, o ile spada sprzedaż po miesiącu od premiery, po trzech, po pół roku.

      Usuń
  6. Jest też kwestia wznowień. Ostatnio sporo starszych pozycji (np. Charlotte Link, o której nie dowiedziałabym się, gdyby nie nowe wydanie Soni Dragi) dostało swoje drugie życie. To duży plus. Niestety nie wszystkim książkom jest to dane.

    Na szczęście, dopóki w miejskich bibliotekach na jakąś nowość będzie czekało się w kolejce nawet z rok, dopóty zniecierpliwieni czytelnicy (bywalcy bibliotek) będą sięgać po starocie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - nie wszystkim książkom jest to dane. Wystarczy, że za pierwszym razem miały słabą promocję i kiepsko się sprzedawały. No i koniec kariery.

      To się nazywa optymistyczne podejście. :D

      Usuń
  7. Akurat o Brownie pamięta się zawsze, skoro wyjdzie druga część "Wołania kukułki", ta książka też przeżyje, zresztą to Rowling :) Dużo czytam książek wydanych rok temu czy jeszcze dawniej. Aczkolwiek są to głównie pozycje wydane po roku 2000. No i ze względu na studia siedzę w dwudziestoleciu wojennym z mętlikiem w głowie :P Nowości zalewają rynek, trudno znaleźć perełkę to raz, lepiej się sprzeda coś mniej ambitnego, bo więcej ludzi to przeczyta, dwa, nie ma szans być zaznajomionym na bieżąco z nowościami, skoro zaraz pojawiają się nowe...Podziwiam ludzi zorientowanych, obeznanych w literaturze tak bardzo dobrze. Poza tym trudno się przebić, szum wokół książki jest krótki, jeśli autor przedtem nie był znany. Przykre, przykre, ale taka dola pisarza. Jeśli ktoś chce tworzyć, to wie, na co się decyduje, wie, że on spędzi tak wiele czasu nad książką, a jej sumarycznie nie zostanie poświęcone tyle uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze, ale po jakimś czasie mniej. Teraz autorzy dali o sobie znać, ludzie polecieli na zakupy, ale za chwilę pojawią się inne nowości i nawet Brown już się tak dobrze nie będzie sprzedawał.

      Swoją drogą, ciekawa jestem ile trzeba czytać i jak bardzo rozsądnie dobierać lektury, żeby mieć takie ogóle obeznanie w literaturze, tzn. z jednej strony wiedzieć dlaczego Grey to kiepska pozycja, z drugiej wiedzieć, za co Bator dostała Nike, z trzeciej umieć skomentować wybór Munro na Noblistkę, z czwartej wypowiedzieć się na temat poziomu debiutów w polskiej literaturze, z piątej...

      Chciałabym wejść na taki "level", tylko nogi za krótkie, a schody za wysokie.

      Usuń
  8. Też o tym niedawno słyszałam. Przerażające i bardzo smutne. Ja bardzo często czytam książki, które nowościami nie są, chociaż oczywiście niektóre nowości też kuszą. Czasami przeczytam gdzieś recenzję dobrej książki, z latami na karku, ale niestety jest ona praktycznie nieosiągalna. Już wiele razy próbowałam znaleźć jakąś książkę i nie było jej ani w bibliotece, ani w księgarniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak częściej sięgam po nowości, ze starszych pozycji - biorę głównie kryminały, bo chcę nadrobić to i owo, a czasem po prostu w ciemno coś ściągam z półki.

      No i niestety, często jest też taki problem o jakim piszesz - brak dostępu do niektórych starszych pozycji. Tutaj ratunek może będzie za jakiś czas w e-bookach?

      Usuń
  9. Zgłaszam recenzję do wyzwania :)

    "Zabójca" - Maria Nurowska
    http://magicznyswiatksiazki.pl/przedpremierowo-zabojca-maria-nurowska-recenzja-392/

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja czytam rożne książki, nie tylko nowości. Być może nowości żyją 3 miesiące, ale klasyki gatunku są ponadczasowe. Nie znikają, są wielokrotnie wznawiane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klasyki tak, ale co ze zwykłymi książkami? Tymi, które są naprawdę dobre, ale do klasyki na pewno nie wejdą?

      Usuń
    2. Dlaczego nie wejdą? Te wybitne kiedyś mogą zostać klasykami. Przecież obecne klasyki były kiedyś zwykłymi książkami. Niektórych twórców im współcześni nie doceniali, a teraz zna ich cały świat.

      Usuń
    3. No tak, ale najpierw ktoś musiałby je wypromować. Co z tego, że książka jest wybitna, jak nikt na nią nie trafi?

      Usuń
    4. Nie wiem, czy np. "Zbrodnia i kara" czy "Mistrz i Małgorzata" były jakoś specjalnie promowane. Ale kiedyś ludzie mniej pisali, teraz pisze prawie każdy, trudno się wybić. Na pewno do klasyków wejdą książki, które otrzymały prestiżowe nagrody - to chyba największe uznanie i reklama zarazem :)

      Usuń
    5. Prestiżowe, to np. jakie?

      Usuń
  11. Coś w tym jest... Faktycznie recenzje blogowe opierają się głównie na nowościach wydawniczych, bo takowe wydawnictwa czy portale przesyłają swoim recenzentom.
    Kiedy chodziłam do biblioteki, to czytałam przede wszystkim starsze powieści, wydane rok, dwa wcześniej, bo trudno było dopchać się do jakiejś ciekawej nowości.
    A teraz staram się czytać i nowości, i książki nieco starsze. Zadanie ułatwia mi fakt, że kupuję książek bardzo dużo i czasami mijają miesiące, by nie powiedzieć, że lata, zanim daną powieść przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko jak to w takim razie jest? Czytamy i recenzujemy, bo lubimy, czy dlatego, że dają książki? Czy sami z biblioteki czy księgarni przynieślibyśmy te tytuły, czy też po prostu działamy na zasadzie "dają, to biorę"?

      Z tym mijaniem miesięcy, a nawet lat... O rety, jak ja Cię rozumiem. :D Czekam na premierę, kupuję, a potem... leży i czeka nie wiadomo na co. :D

      Usuń
    2. Czytamy, bo lubimy czytać, a że dają możliwość wyboru i przeczytania nowości książkowych, czasem przed premierą, jest swego rodzaju... prezentem. Choć w moim przypadku mam na koncie mało "współprac" blogowych, więc mogę się skupić na czytaniu tych kilku wybranych powieści, które mnie wybitnie zainteresują, i resztę czasu poświęcam moim prywatnym półkowym skarbom ;)
      A że w styczniu szykują mi się dwie książkowe premiery... ;)

      Usuń
    3. Też mam mało, tyle co nic. Jak czeka na mnie mnóstwo książek do przeczytania (tych, które zobowiązałam się przeczytać w jakimś tam terminie) to się stresuję, zamiast cieszyć. :D

      Jakie? Jakie?

      Usuń
  12. Dobre pytanie, lecz niestety nasuwa sie smutna odpowiedz:( Ja osobiscie czesciej siegam po starsze ksiazki, ktore juz od jakiegos czasu, badz lat kraza w sprzedarzy, rzadziej po nowosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też staram się sięgać po nieco starsze książki, ale niestety - różnie z tym bywa.

      Usuń
    2. Nowości kuszą i zachęcają:) A wiele z nich są warte przeczytania, więc po co czekać:))

      Usuń
    3. Żeby się zestarzały i można było powiedzieć, że się czyta stare książki. :P

      Usuń
  13. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale rzeczywiście dużo w tym prawdy. I podobnie jak Ty, kiedyś częściej sięgałam po te starsze książki, dostępne w bibliotekach, a teraz przeważają nowości. Nie ma w tym chyba nic złego, ale to smutne, że za 3 miesiące książka, która dziś króluje na blogach i portalach, zostanie zapomniana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - nagły bum, wszędzie recenzje, a później... cisza. Czasami naprawdę szkoda.

      Usuń
  14. Mam podobnie jak Ty. Przymierzam się do zakupu jakiejś książki, ale często okazuje się, że w międzyczasie wyszło coś co zainteresowało mnie bardziej. Ogólnie tak jak piszesz, smutne jest to, że miesiące, lata pracy autora tak szybko odchodzą na drugi i kolejny plan...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa razy w miesiącu przeczesuję zapowiedzi, wybieram interesujące mnie tytuły, ale ile raz zajrzałam do zestawień sprzed kilku miesięcy? Już zdążyłam zapomnieć, co w nich było. :(

      Usuń
  15. Ja jestem dziwna, bo nawet jak coś kupię zaraz po premierze, to najczęściej i tak musi swoje odstać na półce, więc u mnie żyje troszkę dłużej;) Ale mimo wszystko, i tak najczęściej sięgam po nowości, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To obydwie jesteśmy dziwne, bo u mnie często też tak jest. :D

      Usuń
  16. Ja mam odwrotnie. Uważam, że najlepsze książki to te - sprawdzone, klasyka, znalezione w antykwariacie... Oczywiście czytuję i nowości, ale musi mnie "tknąć" intuicja... Książkę kupuję, znajduję miejsce na półce i ofiaruję zupełnie chyba przyzwoite życie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jesteś w tej godnej podziwu mniejszości. ;)

      Usuń
  17. Recenzowanie dla wydawnictw itd. siłą rzeczy wymusza częstsze sięganie po nowości. Ale i ja z doskoku sięgam po starsze pozycje... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Pewnie recenzenci czytaliby dużo więcej starszych książek, gdyby nie stała dostawa nowości. Ciekawe, jak to wygląda u "zwykłych" czytelników.

      Usuń
  18. Z Ingą Iwasiów bym się nie zgodziła. Jeśli książka jest przeciętna to może rzeczywiście "żyje" trzy miesiące. Prawdziwie dobre pozycje mają według mnie nieco dłuższy żywot. Weźmy np. książki wspomnianego przez Ciebie Dana Browna. Nie czytałam jeszcze tej najnowszej, ale podejrzewam, że przy okazji jej sprzedaży wzrosła również sprzedać jego poprzednich książek. Sama mam je w domowej biblioteczce i ciągle znajduje się chętny, by je ode mnie pożyczyć. :)

    Na blogach królują nowości, to fakt. Współprace z wydawnictwami mają to do siebie, że zobowiązują nas do publikowania opinii. Myślę jednak, że zawsze warto sięgać po "starsze" lektury. Od czasu do czasu i mnie zdarza się to czynić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre czy popularne? Bo czasami odnoszę wrażenie, że żyją niekoniecznie te dobre, ale te, za którym stoi mocny PR.

      Pewnie, że warto, tylko jest jeszcze jedna kwestia - szukać w "starociach", przekopywać się przez nieznane tytuły, brać w ciemno czy po prostu sięgnąć po coś, co niedawno wyszło i "x" ludzi to chwali? Drugi wariant jest wygodniejszy i chyba częściej stosowany.

      Usuń
  19. Książka żyje tak długo, jak długo ktokolwiek ją czyta.
    Nie gonię za nowościami, choć często mam na to ochotę. Jednak brak funduszy nie pozwala. Czytam więc głównie to, co znajdę w bibliotece - nie kierując się przy tym szczególnie datą wydania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby tak, ale... Co z życiem książki, która przez kilka lat leży zakurzona na bibliotecznej półce, później jakiś zbłąkany czytelnik weźmie do domu na miesiąc, a następnie znów pokrywa ją kurz? To już nie życie, a dogorywanie.

      Usuń
  20. Powiem Ci Aniu,że ja to jestem jakiś ewenement bo owszem mam nowości z wydawnictw ale to przeważnie wtedy gdy nie mogę dostać tych "starszych" jednak jeżeli istnieje taka możliwość odkopuję te z przed kilku nawet lat, mało tego mam wrażenie,że te wcześniejsze książki są bardziej interesujące od nowości, które są reklamowane i zachwalane jeszcze przed wydrukiem, wtedy moja naturalna przekora utwierdza mnie,żeby nie sięgnąć właśnie po nowość :) Ale to prawda smutne jest,że w dobie wielkiego natłoku książek te wcześniejsze są zapominane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, o to zapomnienie chodzi. Przy przeprowadzce znalazłam kartki z listami książek, które chciałabym przeczytać - z podziałem na kraj pochodzenia autora. Każdy tytuł oznaczony kolorem przypisanym do różnych bibliotek, żebym wiedziała, gdzie danej książki szukać. Te wszystkie tytuły były tymi, na których bardzo mi zależało. Po kilku latach większość z nich nic mi już nie mówi i nie wpadłabym na to, by ich teraz szukać.

      Usuń
  21. U mnie wygląda to tak: mam sporo nowości, nie wszystkie czytam od razu, ale moje półki (które miałaś ostatnio okazję zobaczyć) uginają się pod ciężarem również wcześniej wydanych ksiażek i jeszcze długo zachwycać się będę lekturami sprzed lat kilku, a i czytać przez następne lata hity ostatnich miesięcy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie takich książek sprzed lat też jest sporo, większość naprawdę bardzo chcę przeczytać, tylko co z tego, skoro i tak czytam głównie nowości?

      Usuń
    2. Każdy chce po prostu być trendy :) A jak do tego dodać odwieczny brak czasu... Jak tu przeczytać wszystko co byśmy chcieli...?

      Usuń
    3. Nie wiem jak, ale byłabym wdzięczna, gdyby ktoś kto ma taką wiedzę, podzielił się nią ze mną. ;)

      Usuń
  22. Przykre to, ale książka niestety krótko żyje. Pracuję w księgarni, więc widzę jak wszelkie nowości, często nawet po niecałym miesiącu, trafiają na inne półki, i już wtedy mało kto po nie sięga. To właśnie dział nowości, przyciąga najwięcej ludzi, no chyba że ktoś jest wiernym fanem danego autora, wtedy wyszuka go nawet w ciemnym kącie. Smutne to, ale taki już los książki, dlatego lubię biblioteki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, z tej perspektywy możesz zrobić sporo ciekawych obserwacji. :)
      No tak, nowości przyciągają (sama też zawsze je przeglądam, gdy wpadam do księgarni), na prezent kupuje się też głównie nowości.

      Usuń
  23. Uwielbiam takie wpisy!!! Aniulu, nie zapominaj o klasyce i o ciągłych wznowieniach książek, które warto wznawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może częściej się będą pojawiać, jak mnie natchnie. ;)
      Pamiętać pamiętam, ale i tak po klasykę raczej nie sięgam. Po wznowienia już częściej, szkoda tylko, że w większości nie wiem, że to jest wznowienie, co potwierdza teorię krótkiego życia książek. :P

      Usuń
  24. W mojej bibliotece liczącej prawie 1500 egzemplarzy, książki nie ulegają zapomnieniu - nie da rady. Niektóre czytam po kilka razy :)
    monweg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1500? Pozostaje kupić duży plecak prowiantu i się wprosić. :D

      Usuń
  25. Ja nie czytam samych nowości, wracam też do starszych wydań, gdy mam na coś ochotę:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak już jest, że kuszą te książki, które właśnie wychodzą z drukarni. Ta adrenalina :) A na poważnie - myślę, że najbardziej wartościowe tytuły przejdą próbę czasu. Szkoda tylko, że przez różne działania promocyjne popularne stają się niekoniecznie dobre powieści... (patrz "Grey") Lubię wracać do klasyki - choć niekoniecznie do tych samych książek, co ulubionych autorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adrenalina jak adrenalina, ten zapach! ;)

      Część przetrwa, część pewnie nie zostanie odkryta (choćby ze względu na to, że najlepsze miejscówki w księgarni zajmie Grey z kajdankami).

      Usuń
  27. Smutne to i prawdziwe, ale są i książki, które żyją na rynku kilka miesięcy, bo po prostu nakład się wyczerpuje. Takiego np. "Atlasu chmur" wydanego w serii Uczta Wyobraźni zwyczajnie nie zdążyłam kupić, bo jak się po czterech miesiącach od premiery namyśliłam, to książkę można było dostać tylko na Allegro. "Ziemiomorze" wydane w listopadzie też już trudno znaleźć w księgarniach(ale tu, po pierwsze może to być skutek sezonowych rozliczeń z wydawcami, a po drugie "Ziemiomorze" można dodrukować, a w serii UW dodruków nie ma, więc nadziei brak).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wyczerpany nakład boli, to fakt - zwłaszcza jak się pojawia wymarzone wydanie, kasy chwilowo brak, a za moment się okazuje, że już nie ma po co dreptać do księgarni.

      A ile jest takich książek, które przeczytało się dzięki "dobrym duszom", które daną pozycję pożyczyły, bo nie ma jej w księgarniach i ciężko ją upolować w bibliotece? Nie cierpię takich sytuacji.

      Usuń
  28. Myślę że książka elektorniczna przynajmniej zniweluje problem z zakupem książek, których nakład papierowy już się wyczerpał. Krótki żywot książki to niestety już bardziej skomplikowany problem - mało kto uważnie śledzi rynek wydawniczy, wiele osób po prostu idzie do księgarni i decyduje pod wpływem aktualnych akcji promocyjnych. Akcja się kończy to i książka przepada...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to liczę, że e-booki będzie można kupić w każdej chwili, nawet po wielu latach od premiery.

      Ano, widzisz. A o tym argumencie zapomniałam. Sama śledzę zapowiedzi i jakoś przez myśl mi nie przeszło, że to nie jest standardowe zachowanie. ;)

      Usuń
  29. Zdecydowanie więcje czytam nowych książek lub wydanych rok wczesniej. Ale siegam tez po coś wydanego dawno temu, wracam nostalgicznie lub doczytuje to co umknęło mi z klasyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą ciekawi mnie to, czy obecna klasyka będzie "wiecznie żywa".

      Usuń
  30. Przypomnę, że C.K. Norwida dopiero doceniono po śmierci, a Franz Kafka kazał spalić swoje rękopisy, czego jego przyjaciel nie zrobił i opublikował je. A z nowoczesnej literatury choćby Stieg Larson, który został uznany dopiero po śmierci. Może to są drastyczne przykłady, ale często tak wygląda w świecie, w którym przyszło nam pisać. Albo masz pieniądze i promujesz swoje dzieło, tym samym zarabiasz więcej pieniędzy.

    Kiedyś p. Niedźwiecki (ten od listy w radiowej trójce) powiedział, że sukces piosenki zależy od ilość puszczań danego utworu. Ludzi można przekonać do wszystkiego, nawet do największego chłamu, wystarczy spojrzeć na listę "bestsellerów" empiku (przepraszam, że tak z nazwy, ale to jest najlepszy przykład). Kiedyś nawet widziałem tam książkę kucharską... smutne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są to jakieś argumenty, nawet dość ciekawe, ale mam wrażenie, że w tej chwili takich przypadków jest jednak baaaaardzo mało.

      Smutne? No to nie zaglądaj na obecną listę, bo depresję masz murowaną...

      Usuń
  31. nowości to czytuję tylko recenzenckie i ulubionych autorów...kupuje niektóre, ale czytam po jakimś czasie, a po książki sięgam z dawnych lat - ostatnio czytałam Verne - wydanie jeszcze rodziców, poza tym mam książki nawet z 1920 roku które przeglądam co jakiś czas, a w pamięć zapadają mi te które po prostu mi się spodobają i wracam do nich... Władca Pierścieni, Diuna, Świat Dysku, Wiedźmin - te na pewno każdy będzie znał..myślę, że lektury szkolne i książki dla dzieci także długo funkcjonują;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lektury szkolne pewnie tak, tylko skojarzenia z nimi są jakieś takie mało pozytywne. Życie znienawidzonej książki nie jest godne pozazdroszczenia. ;) Choć "na stare lata" zaczyna się część lektur doceniać. ;)

      Usuń
  32. Świetny post! Ja myślę, że każda książka znajdzie swojego wielkiego fana i ten ktoś będzie ją uwielbiał i wychwalał i wracał do niej, pamiętał... I takich czytelników się właśnie kocha. Nigdy nie jest tak, że książka ginie, bo zawsze do każdego dotrze. Wiem, że w tym temacie jestem aż zbytnią optymistką, ale zawsze tak uważałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)

      I tak - jesteś optymistką. Nie powiem, że zbytnią, ale na pewno ogromną! :D

      Usuń
  33. Przykre to :(, ale prawdziwe... Ja często sięgam po nowości (ale nie zawsze z 3 pierwszych miesięcy:) ), ale szukam też „starszych” książek. W bibliotekach (2) jestem przynajmniej raz w miesiącu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś chodziłam do dwóch, do jednej raz w miesiącu, do drugiej co tydzień. Teraz chodzę do jednej raz w miesiącu, ale to też dlatego, że mam dalej niż dawniej. ;)

      Usuń
  34. Trudno dać jednoznaczne odpowiedzi na końcowe pytania, które zadałaś. Głównie dlatego, że czytelnicy nie są jednorodną grupą. Każdy z nas, z różnych powodów, ma nieco inne podejście do książek. Można oczywiście jakoś pogrupować nasze preferencje, ale i tak nie da to jednoznacznych odpowiedzi

    Ja sama nie kupuję już książek, bo nie mam miejsca miejsca w mieszkaniu, a przede wszystkim nie stać mnie na to. Książki są za drogie na kieszeń emeryta.
    Nie czytam nowości, bo nie chcę wiązać się w żaden sposób z wydawnictwami i pisać pod presją. I nawet nie chodzi o presję "zawsze pozytywnych opinii", ale bardziej o formę recenzji. Uważam, że wiele osób, które piszą na swoich blogach o nowościach otrzymanych z wydawnictw, trochę na wyrost nazywa swoje posty recenzjami. Ja prawdziwą recenzję rozumiem jednak inaczej.

    Jak długo żyje książka? - żyje cały czas od momentu wydania. Nawet jeśli długo czeka na półce na kolejnego czytelnika.
    Jak często sięgam po książki wydane przed rokiem, przed pięcioma laty, sprzed dekady? - tylko po takie sięgam, z niewielkimi wyjątkami od czasu do czasu. I dlatego nie znam na przykład całego nurtu współczesnej polskiej tzw. literatury kobiecej.

    A w ogóle to podstawowym jest w takich rozważaniach rozdzielenie sukcesu marketingowo-finansowego od rzetelnego propagowania książki. A wiemy, że ten pierwszy teraz dominuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te trzy miesiąc to spore uogólnienie, ale wydaje mi się, że jednak sporo w nim prawdy. Na pewno jest mnóstwo wyjątków, bo znam i takich czytelników, którzy zaopatrują się w książki niemal wyłącznie w antykwariatach i takich, którzy czytają to co nowe, modne i sterczy z półki z bestsellerami, ale wydaje mi się, że książki tak na prawdę żyją krótko, po jakimś czasie wpadają w stan hibernacji czekając na czytelnika, który je z niego wyrwie.

      Co do nazywania "recenzji" recenzjami - pełna zgoda. Sama się czasami zastanawiam jak nazywać te moje teksty.

      Co do marketingu - to się już raczej nie zmieni. Wydawcy chcą zysków, a taki zapewnią im tylko przeciętne książki dla mas i takie też będą promowane.

      Usuń
  35. Trzy miesiące? Aż dziwne. Nie wiem czy którakolwiek z książek, które kupiłam w zeszłym roku została wydana w 2013. U mnie na półkach królują starsze tytuły. A jak w końcu wezmę się wybiorę do antykwariatu, to i będą kolejne książki sprzed kilkudziesięciu lat. Np. "Czwarta Epoka" Abe Kobo, którą mogę czytać w nieskończoność. Dopiero w 2014 planuję przeczytać jakieś książki z 2013, bo jakoś mi wcześniej nie podpasowało. U mnie na blogu królują starsze książki. Nie przywiązuję wagi do nowości. :D Jeśli coś jest nowe i modne i akurat mi podpasuje (będę miała natchnienie na to) to przeczytam. Data wydania nie ma znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to nie dziwi, choćby dlatego, że jak napisał ktoś w komentarzu wyżej, ludzie często wchodzą do księgarni i biorą "coś". To coś, to książka z półki z nowościami, bestsellerami, pozycje reklamowane w radio, tv czy napisane przez chwilowo błyszczącą gwiazdę srebrnego ekranu.

      Ech, temat rzeka. ;)

      Usuń
    2. Choliba, żyje w jakimś matriksie w takim razie. Bo dla mnie normalnym widokiem jest widok ludzi między regałami, szukającymi książek na półkach, i pustki przy stoisku z nowościami. Ilekroć jestem w jakimś większym sklepie. Nawet jak czasem przystanę przy nowościach, muszę się kompresować, bo ktoś chce przejść. ;) Nie tylko w Polsce. No i książka żyje dłużej we wszelkich "tanich książkach".

      Usuń
    3. O tak, w tanich książkach zdecydowanie. Sama dziś przyniosłam kilka (no dobra, mąż przyniósł - dobrze, że plecak miał). :D

      Ludzie pałętają się między półkami, to fakt, ale przy nowościach też ich nie brak (za to, o dziwo, nie zanotowałam tłoku przy bestsellerach).

      Usuń
  36. 3 miesiące.. smutna sprawa, ale jest w tym trochę racji.. Też zazwyczaj patrzę na nowości, ale kupuję na szczęście na przemian, jedną starszą jedną młodszą. Mam kilka książek w biblioteczce sprzed lat, które chciałabym przeczytać, ale nigdy nie ma czasu bo dochodzą te z krótszym stażem... Mam nadzieję, że uda mi się to w tym roku zmienić i kilka z biblioteczki pójdzie przeze mnie w ruch :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś przytargałam z taniej księgarni kilka książek, niekoniecznie świeżo wydanych, także jest szansa, że mi się statystyki nieco zmienią. ;)

      Trzymam kciuki za wygrzebywanie książek z biblioteczki. Mam nadzieję, że pójdzie Ci lepiej niż mi. :P

      Usuń
  37. Dobre pytanie! Odkąd recenzję, częściej czytam te nowsze pozycje. To fakt, którego nie da się ukryć. Ale lubię sięgnąć po starszą książkę. Tę sprzed roku, trzech, dwudziestu. Jednak co jak co, wszędzie otaczamy się wśród nowych książek, a i te nowsze bardziej nas ciekawią - do czasu, aż o niej zapomnimy, bo następna ciekawa właśnie została wydana. Przykre, ale prawdziwe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, może gdyby nowości pojawiało się nieco mniej, to żywot książki byłby dłuższy?

      Usuń
  38. Ja kupuję tylko te książki, do których będę wracać. Najpierw wypożyczam, czytam. Potem, jeśli mnie urzeknie kupuję. Oszczędność miejsca i pieniędzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi rozsądnie, ale ja tak nie potrafię.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...