Ja wiadomo, u mnie w domu nic nie może się odbyć bez wiedzy i uczestnictwa kota. Wychodzę z mieszkania - kot bada korytarz, wracam - Mysza wita mnie w drzwiach. Planuję wieczorną kąpiel, muszę usunąć małpiszona z wanny, ustawiam książki do zdjęcia, komisja najpierw zatwierdza ich ułożenie (patrz: Mysza walentynkowa dla fotografa surowa). Bez kota nie obejdzie się pakowanie walizek, ani wypakowywanie zakupów. Czystość świeżo umytej podłogi musi zatwierdzić kocia łapa. Wędliną się nie zatruję, lodów niesmacznych nie zjem - futrzasty tester w mgnieniu oka pojawia się z wyciągniętym językiem. Proces akceptacji przechodzą także książki.
Trudno się więc dziwić, że w jedno popołudnie, Mysza zorganizowała nam wyjazd do Paryża.








