niedziela, 5 listopada 2017

Mikel Santiago "Zła droga"
[RECENZJA]




Wszyscy znamy to uczucie, gdy w nasze spokojne życie nagle wtargnie przerażenie. Nie różnimy się wtedy od dzikiego zwierzęcia, które u wodopoju dostrzega drapieżnika. Cały organizm nastawia się na jedno: ucieczkę, i wszystko przestaje być ważne, oprócz jednego: biec jak najszybciej przed siebie.*



Powtórzony sukces?



Lektura thrillera Ostatnia noc w Tremore Beach... Ach, co to były za emocje! Ta niedająca się odgonić niepewność, to balansowanie między fantazją a jawą, te niepokojące wizje, wywołujące dreszcze kadry, klimat ciarkotwórczy i napięcie rosnące ze strony na stronę, dawkowane umiejętnie, podkręcające zainteresowanie całkiem ciekawą historią.

Po udanym debiucie Mikel Santiago powraca z kolejną powieścią utrzymaną w podobnym klimacie. Znów scenerią będą miejsca raczej odludne, co autor wykorzysta do opowiedzenia bardzo mrocznej historii, w której to nie zawsze wiadomo co przydarzyło się bohaterom naprawdę, a co rozgrywa się jedynie w ich wyobraźni. Hiszpański pisarz bawi się więc z czytelnikiem, wciąga w grę na śmierć i życie, uwodzi klimatem, choć sukcesu debiutu nie powtarza.


Nie taka sielska Prowansja



Zła droga rozkręca się dość długo. Zbyt długo, moim zdaniem, przez co nim nerwy napną się jak postronki, jest spora szansa, że czytelnika dopadnie znużenie. Owszem, niepokój wisi w powietrzu, odpowiednia dawka tajemniczości przykuwa uwagę, ale później przez wiele stron bohaterowie snują się i rozmawiają w kółko o tym samym. Jest to zrozumiałe, bo problem ma spory kaliber, ale także i nadwyrężające cierpliwość tego czytelnika, który chce by zaczęło się coś dziać. Należy się więc uzbroić w cierpliwość. Później także lawiny zdarzeń nie będzie, ale akcja nabiera tempa, robi się coraz bardziej niebezpiecznie, a Prowansja okazuje się nie taka romantyczna jak twierdzą pracownicy biur podróży.

To właśnie ten francuski region stał się nowym domem pisarza Berta Amendale'a. Wraz z nastoletnią córką i żyjącą sztuką małżonką rozpoczyna ten okres w życiu, który lubimy nazywać nowym rozdziałem. Rodzina przenosi się z Londynu do sielskiej Prowansji, licząc na to, że wszystkie ich kłopoty zostały w brytyjskiej stolicy. I może tak właśnie by było, gdyby po sąsiedzku nie zamieszkał rockowy muzyk Chucks, przyjaciel Berta i obiekt niechęci jego żony. Gdzie Chucks tam i kłopoty. O spokojnym życiu można zapomnieć.


Tak zaczyna się koszmar



Impreza. Alkohol. Nocny powrót samochodem do domu.
Człowiek na drodze. Gwałtowne hamowanie. Uderzenie. Trup.
Chucks ucieka z miejsca wypadku.
Wraca tam nieco później i ze zdumieniem stwierdza, że droga jest pusta. Ani śladu niedawnego dramatu. W kolejnych dniach w dziennikach nie ma nawet najmniejszej wzmianki na temat wypadku. Nikt nie zgłasza sprawy na policję.
Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło, ale przecież Chucks pamięta tamten moment. Szramy na głowie ofiary, zdeformowaną klatkę piersiową, rozbiegane oczy, drżące ciało, ostatnie słowo. L'ermitage. Pustelnia.

Tą historią podzieli się z Bertem. Ta historia stanie się początkiem dramatycznych zdarzeń.

Co tak naprawdę wydarzyło się tamtego dnia? Czy wypadek był faktem czy wytworem wyobraźni pijanego muzyka? Ktoś zatarł ślady, a może nic się nie wydarzyło?

To jeszcze nie jest ten moment, w którym można zdradzić odpowiedzi. Rzec można tylko jedno: oto zaczyna się koszmar.


Paranoja i strach



Zła droga potwierdza zamiłowanie Mikela Santiago do tajemniczych historii, w których granica pomiędzy rzeczywistymi zdarzeniami a wizjami podsuwanymi przez rozochoconą wyobraźnię jest bardzo cienka. Ta niepewność z czym mamy do czynienia podkręca emocje. Sekrety uwierają i intrygują, a mroczny klimat odludnych miejsc tworzy tego typu otulinę dla fabuły, która wywołuje dreszcze. Na pierwszy plan wychodzi paranoja, a tuż za nią czai się strach.

Kłopot w tym, że najpierw całość wolno się rozkręca, a gdy już się rozkręci, stopniowo zmierza w kierunku zbyt przewidywalnym, by finał ściął z nóg lub choćby wywołał miłe zaskoczenie. Również kreacje postaci nie zachwycają. Mają potencjał, ale niewykorzystany. Zabrakło bohaterom tych mocnych rysów, które sprawiają, że zapamiętuje się ich na dłużej, a przecież choćby ród van Ernów to ekipa, nad którą warto się bliżej pochylić, by podkreślić niejednoznaczność jego członków. Bert i jego bliscy są zdecydowanie mniej charakterystyczni i nie wychodzą poza schemat przeciętnej rodziny, w której każdy zaczyna żyć własnym życiem i tylko kwestią czasu pozostaje trwały rozpad więzi.

Krótko mówiąc, to klimat jest największym atutem Złej drogi. Mała społeczność, atmosfera niepokoju, uśmiechy maskujące nie zawsze uczciwe zamiary, lasy kryjące niebezpieczeństwo, ludzie, którym lepiej nie udać pochopnie. Całość pozostawia jednak niedosyt. Jest nieźle, ale porównania z debiutem nie wytrzymuje.


Mikel Santiago
Zła droga
Wyd. Czarna Owca
2017
440 stron



*Mikel Santiago, Zła droga, przeł. Maria Mróz, Wyd. Czarna Owca, 2017, s. 141.



***

Zobacz też:





12 komentarzy:

  1. Szkoda, że książka nie dorównuje debiutowi, ale i tak muszę poznać twórczość autora.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobno druga książka to książka najtrudniejsza do napisania, jeżeli debiut był zachwycający. Niełatwo później przeskoczyć wysoko postawioną poprzeczkę. Chyba mówimy teraz o takim przypadku :)
    Nie znam jeszcze twórczości tego autora, więc zacznę od drugiej książki:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam Aniu podobne odczucia, ta książka mogłaby być zdecydowanie lepsza, chociaż nie można odmówić autorowi, że są takie momenty, w których potrafi świetnie budować klimat. I ta niepewność czy coś jest prawdą, czy wytworem wyobraźni. Zakończenie jednak faktycznie nie zaskakuje, a wcześniej długo trzeba czekać, by poczuć jakieś napięcie. Tak czy inaczej pewnie sięgnę po debiut autora, bo jeszcze nie miałam okazji czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W budowaniu klimatu jest bardzo dobry. I w zacieraniu granicy między tym co realne, a tym co bohaterom wydaje się, że jest. :)

      Usuń
  4. Czyta się szybko i dobrze, chociaż druga część książki jest gorsza od pierwszej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jej, ale zaciekawiła mnie :) Chętnie przeczytam i sprawdzę czy mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I koniecznie debiut autora, jeśli jeszcze nie znasz.

      Usuń
  6. Nie czytałam "Ostatniej nocy..., ale po lekturze "Złej drogi" zwątpiłam w zachwyty nad nią. Tą drugą uznałam za dość przeciętną książkę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ta pierwsza jest dużo lepsza. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...