środa, 5 lipca 2017

Aga Sarzyńska "Barszalona"
[RECENZJA]

książki o Barcelonie


Miejsce brudne i niebezpieczne, tak o Ravalu mówią gównie ci, którzy nigdy tu nie mieszkali. Prawie połowa jego mieszkańców to imigranci. Od Pakistańczyków, poprzez Indonezyjczyków i Markokańczyków, na przybyszach z Europy Środkowo-Wschodniej kończąc. Raval to nie jest Hiszpania. Raval to nie jest Katalonia. Raval to nie jest Barcelona. To miasto w mieście. Jestem imigrantką żyjącą wśród imigrantów. Moja okolica to hybryda Afryki, Azji, Ameryki Południowej i Europy Środkowo-Wschodniej[1].



Raval - miasto w mieście



Snując się uliczkami Barcelony, trafialiśmy w różne miejsca. W dzień i po zmroku. Ale naprawdę nieswojo poczułam się dwa razy. Raz późnym wieczorem na niemal pustej stacji metra Drassanes. Niemal, bo oprócz nas była tam grupka młodych ludzi, która razem z nami wysiadła z metra i coraz ciaśniej nas otaczając towarzyszyła przez kilka chwil w drodze do wyjścia. Drugi raz na ulicy Robador. Nagle znalazłam się w zupełnie innym świecie, choć wypełniona turystami, gwarna Rambla była przecież tak blisko, Co tu dużo mówić, czułam się jak intruz czując na sobie spojrzenia stojących tam prostytutek i mijając panów, których raczej nie chciałabym spotkać po zmroku. Kątem oka zerkałam na twarze, nie rozpoznając w nich ani Hiszpanów czy Katalończyków, ani turystów. Niby zwykła, senna ulica, a dreszcze niepokoju zniknęły dopiero, gdy z niej wyszłam. Niby nic niezwykłego się nie działo, a serce biło szybciej.

Obydwa te miejsca znajdują się w dzielnicy Raval. Kosmopolitycznym miejscu na mapie stolicy Katalonii, które najpierw kojarzy się z prostytucją i narkotykami, a dopiero później z kotem Botero czy MACBA (Muzeum Sztuki Współczesnej). Gdzieś wyczytałam, że Raval promuje się jako dzielnicę artystów. Trzeba przyznać, że na kartach powieści Barszalona Agi Sarzyńskiej artystów nie brakuje. W sztuce zwanym życiem odgrywają swoje, często niełatwe role.




Druga twarz miasta



To nie Barszalonę się połyka. To ona czytelnika połknie. Przeżuje, wypluje, upije, a na końcu zostawi w przeświadczeniu, że tę ładną Barcelonę pocięto na pocztówki, oblepiono nią pamiątki sprzedawane za wygórowaną cenę na każdym rogu, na każdej prostej, krzywej, w miejscówce legalnej i z rozkładanego w pośpiechu koca i że tego piękna mogło zabraknąć dla wielu jej mieszkańców. Ta nieładna to jednocześnie ta prawdziwa, problematyczna, pełna ludzi próbujących przetrwać w tym trudnym mieście. Bo Barcelona taka jest. Trudna. Przyciągająca tłumy turystów, kusząca, seksowna, roztańczona, kolorowa, magiczna, tętniąca życiem. Ale jednocześnie brudna, głośna, perwersyjna, niebezpieczna, pijana, halucynogenna, kosztowna, zgubna, zadeptana, zmęczona.

W Barszalonie, której fabuła skupia się na dzielnicy Raval, tę niepocztówkowość widać wyraźnie. I choć to powieść, nie reportaż, to Adze Sarzyńskiej można zaufać. Opisywany przez nią świat istnieje. Wprawdzie nie wiem ile powieściowych kadrów zaczerpniętych jest z życia, ale zaryzykuję stwierdzenie, że sporo. W końcu autorka, która od dwunastu lat podróżuje po świecie, od siedmiu mieszka właśnie w Barcelonie. Raval zna z codzienności.




Współcześni nomadzi, życiowi rozbitkowie



Raval pełen jest nietuzinkowych osobowości o życiorysach tak pokręconych, że nawet doświadczony autorytet w dziedzinie psychologii uciekłby stamtąd bez wstydu przyznając się do klęski na polu zawodowym[2].

Główna bohaterka, Matylda, zarabia udzielając lekcji angielskiego, mieszka z katalońskim niebieskim ptakiem i stopniowo wtapia się w ravalską rzeczywistość. Jej opowieść jest barwna, pełna niby zwyczajnych, a jednak nietuzinkowych postaci. Wśród nich Pakiństańczyka Rizwana handlującego piwem, którego sam nie pije ze względów religijnych, Liama o co najmniej dwóch osobowościach, w tym jednej wzbudzającej strach, handlującego okularami Sambę z Senegalu, rumuńskiego rzeźnika Marco, co to ma dwie żony, piwny brzuch i wścibską naturę, wariatkę-indywidualistkę Lady Gagę paradującą zimą w bikini i legginsach. Każde z nich ma swoje problemy i sekrety, jakąś przeszłość i jakieś marzenia, o których czasem mówią, częściej milczą.

To świat rządzący się własnymi zasadami. Fascynujący i niebezpieczny zarazem. Twardy charakter Matyldy pozwala jej znaleźć sobie w tym świecie miejsce, choć dla wielu wciąż jest obca. Jej domem jest kamienica, w której mieszczą się dwa burdele, jej sąsiadami i znajomymi - ludzie różnych narodowości, religii, ras. Bohaterka należy do tych odważnych, ciekawych świata i jego mieszkańców. Dzięki temu ta historia jest tak bogata w zdarzenia, życiorysy, charakterystyki.




Instynkt przetrwania i walka o jutro



Aga Sarzyńska opowiada niezwykle barwnie, trafnie kreśląc ludzkie portrety. Barszalona to inteligentna proza wypełniona interesującymi obserwacjami i fascynującymi, nierzadko trudnymi życiorysami. Cięty, zaprawiony ironią język, doskonale pasuje do malowanej przez autorkę historii, do opowieści o ludziach zamieszkujących miasto w mieście, współczesnych nomadach, życiowych rozbitkach. W tym tyglu kulturalnym wiele się dzieje. Z kolejnych scen składamy obraz życia w dzielnicy wzbudzającej niepokój, z lokalami, do których raczej nie zaglądają turyści, z obskurnymi mieszkaniami sąsiadującymi z burdelami i pozbawionymi światła korytarzami, klatkami schodowymi pokrytymi szkłem. Migają przed oczami twarze jasne i ciemne, wschodnioeuropejski zaśpiew przebija się przez język urdu, marokański, kataloński. W chińskim sklepie kupisz odzież czy akcesoria domowe, u Pakistańczyka telefon komórkowy, u Hindusa warzywa. Idąc ulicą mijasz Elenę, Madonnę i inne kobiety, które za chwilę oddadzą komuś ciało na kilka posunięć, jęków, krzyków. Jeśli chcesz zobaczyć w jakim rytmie żyją mieszkańcy Raval, zajrzyj do baru El Coyote lub Filmax. Nie licz jednak na to, że wtopisz się w tłum. Niepostrzeżenie można tu wpaść w kłopoty, nie na piwo.

Odczarowaną Barcelonę i fragment jej trudnej przestrzeni. Bliższą Biutiful niż Vicky Cristina Barcelona. Z dala od turystycznej bańki, blisko ludzi z kosmopolitycznej dzielnicy, którą straszyć można niegrzeczne dzieci. Blisko imigrantów, dzień w dzień walczących o lepsze jutro lub po prostu jutro. Bez przydawek, marzeń, planów. Czasem dopada ich beznadzieja. Często samotność i niezrozumienie. To właśnie znajdziecie w Barszalonie Agi Sarzyńskiej. 


Aga Sarzyńska
Barszalona
Wydawnictwo Literackie
2017
352 strony


***

Książkę polecam
wybierającym się do Barcelony
planującym błądzenie uliczkami dzielnicy Raval
szukającym nietuzinkowej lektury
ceniącym cięty, barwny język
szukającym interesujących portretów ludzkich
wielbicielom powieści miejskich
współczesnym nomadom
ciekawym życia imigrantów

***

[1] Aga Sarzyńska, Barszalona, Wydawnictwo Literackie, 2017, s. 13.
[2] Tamże, s. 294.

***

Zobacz też:






20 komentarzy:

  1. Na taką literacką podróż, która odziera z tego pocztówkowego fałszu to ja bym się z chęcią wybrała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że się nie zawiedziesz. :)

      Usuń
  2. Ciekawi mnie życie imigrantów więc i ja chętnie bym do niej zajrzała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Książka ma świetny klimat i warto poznać mieszkańców Raval, bo to bardzo barwne postaci.

      Usuń
  3. Mam wrażenie, że aby docenić tę książkę trzeba trochę Hiszpanię znać. Ba, Barcelonę w szczególności, więc jeszcze muszę poczekać z lekturą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Może warto tę książkę przeczytać przed wyjazdem do Barcelony i później spojrzeć na nią pod nieco innym kątem?

      Usuń
    2. To też jest myśl! Nie wpadłam na to, pewnie dlatego że na razie taki wyjazd mi się nie szykuje :(

      Usuń
    3. Jak nie teraz, to może kiedyś? :)

      Usuń
  4. Do tej ksiażki najbardziej przekonują mnie portrety ludzkie nakreślone przez autorkę o których wspomniałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są bardzo interesujące i różnorodne. Zebrane razem tworzą bardzo ciekawą mieszankę wielokulturową. :)

      Usuń
  5. Do Barcelony się nie wybieram, ale bardzo lubię literaturę podróżniczą, więc chętnie bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nazwałabym tej książki podróżniczą, ale fakt - można się dzięki niej przenieść do bardzo ciekawego miejsca. :)

      Usuń
  6. Totalnie przekonuje mnie ten tygiel kulturowy i to, że autorka pokazuje prawdziwą twarz miasta - a nie to, co ładnie wygląda w folderze biura podróży. Zapisuję tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, w końcu, by naprawdę poznać jakieś miejsce trzeba wyjść poza piękne kamieniczki i wszelkie atrakcje dla turystów. I ta książka jest takim sposobem na to, żeby zobaczyć coś więcej. :)

      Usuń
  7. Interesująca propozycja czytelnicza, taka podróż będzie mi bardzo odpowiadała, rozejrzę się za książką. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiele razy szwendałem się po nocach uliczkami Raval. Niepowtarzalne miejsce. Ma swój urok ale i ciemną stronę. Zdecydowanie pewniej spaceruje się tam w dzień. Mnóstwo barów i restauracji, w których jedzą "lokalsi". Super jedzenie za małe pieniądze. Mam tam swój ulubiony bar, w którym jadam zawsze kilka razy podczas wizyt w Barcelonie. Dzielnica, którą trzeba zobaczyć, żeby chociaż trochę zobaczyć jak żyje się w tej "innej" Barcelonie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam tam tylko w dzień. I zamierzam wrócić, poświęcając Raval nieco więcej czasu niż do tej pory. Ale na nocy spacer nie miałabym odwagi. Mam nadzieję, że wystarczy mi jej na zajrzenie do którejś z knajp. ;)

      Usuń
  9. Wydawało mi się, że ta książka będzie słaba. Bo nie lubię, gdy o danym miejscu opowiada mi osoba z tego miejsca nie pochodząca, a tylko w nim przebywająca, mieszkająca od jakiegoś czasu. I tak te wszystkie przewodniki po moim mieście lub porady "co zobaczyć ciekawego" z perspektywy przybywających do Krakowa rzeszy studentów są dla mnie kompletnie bez klimatu - bo ja ze znajomymi poruszam się po zupełnie innych miejscach :)

    A jednak przekonałaś mnie do "Barszalony" (co za przedziwny tytuł!), gdyż Raval to prawdziwy tygiel kulturowy, a zatem trudno byłoby znaleźć urodzonego w Barcelonie bohatera, który w sposób kompleksowy potrafiłby przedstawić nam ten nieco inny świat. Co więcej, w wakacje zawsze mam ogromną ochotę na powieści o mojej kochanej Hiszpanii, a więc pewnie i tą w końcu zamówię (a mój biedny schowek w księgarni Bonito trzeszczy i jęczy z przeładowania).

    P.S. Czy w tym roku również wybierasz się do Hiszpanii? :) Jaki region tym razem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami osoba z zewnątrz ma bardzo ciekawe obserwacje. Pewnie dużo zależy od tego, czy jest przemykającym szybko turystą czy też faktycznie stara się poznać i zrozumieć dane miejsce.

      Tytuł powieści jest, moim zdaniem, bardzo trafny, a schowek na szczęście jest pojemny, więc i ta książka się w nim zmieści (wiem coś o pojemności takich schowków, wiem aż za dobrze).

      Co do Hiszpanii, w planach jest Sylwester w Walencji. A wcześniej? Nie mam pojęcia. Ten rok jest dziwny i na razie niczego nie planujemy, choć pomysłów mam sporo i mam też nadzieję, że któryś uda się wcielić w życie. Obecnie najbardziej kusi mnie północ Hiszpanii. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...