środa, 5 lutego 2014

Tymczasowa w Barcelonie


Niektórzy tłumaczą swoją niechęć do czytania tym, że lepiej jest przeżywać własne życie, niż karmić się cudzymi historiami (ci sami często uwielbiają plotki i ploteczki, co nijak ich teorii nie potwierdza, ale to już inna kwestia). A jednak książki to nie tylko cudze przygody, obce emocje. Ileż to razy zdarzało mi się odnaleźć na kartach powieści własne wątpliwości, przeżycia, małe szczęścia i smutki. Takie książki mocno zapadają w serce, czytane wielokrotnie wciąż wzbudzają podobne emocje. 


Niedawno skończyłam czytać Tymczasową Małgorzaty Hayles. Jeszcze Wam o niej napiszę, bo choć to zwyczajna historia, to opowiedziana tak przepiękne, że dostarczyła mi całą masę wzruszeń. Za sprawą autorki, wróciłam też na moment do Barcelony. Znów nad głową miałam słońce, na plecach skrzydła, a w sercu to wspaniałe uczucie, że marzenia się spełniają.




Wokół nas hiszpańska lekkość bytu, karmiona delikatnym mięsem małży, truskawkami, warzywami jak kwiaty. Jedzenie jest nagle przygodą, a perspektywa lunchu cieszy nas nie mniej niż wizyta w sklepie z torebkami i sukienkami marki Desigual. Moda odwzorowuje targowe kolory i kształty. Odwzorowują je też dzieła Gaudiego, Picassa czy Miró. Wszystko się tu przeplata - jedzenie, sztuka i moda, turyści i kieszonkowcy - w wielobarwnym kilimie rozłożonym nad Morzem Śródziemnym jak piknikowy koc[1].




Barcelonę spowija organiczna konstrukcja Gaudiego, niczym jego długa rozwichrzona broda. Gaudi, pomazaniec boży, a może szaleniec, jest tu jak ojciec ponowny założyciel, a jego La Sagrada Familia, położona w równej odległości między górami i morzem, w dokładnym centrum barcelońskiej równiny, definiuje to miasto[2].




Jakże łatwo byłoby, myślę, teraz, kiedy już się nie boję, zostać tu i wkomponować się w ten egzotyczny kilim, nauczyć się języka, znaleźć prostą pracę, choćby w kawiarni i wynająć mały pokoik. Złapać za koniec drabiny, którą w różnych wariacjach obrazu Kobieta, ptak, gwiazda rzuca kobietom Miró. Stać się kimś zupełnie innym (...). Chodzić w tym słońcu z podniesioną głową, w kolorowej sukni, z koszem pełnym owoców morza, seplenić szybko w ich cudownym języku jak bohaterka Almodovara, przesypiać sjestę pod wirującym na suficie wentylatorem. Być Donną Martą, która spotyka Dona Tomasa i pod niebem surrealistów im się udaje. Jakże łatwo byłoby tu w tym słońcu. Dać się ponownie założyć Gaudiemu[3].

Zdarza Wam się trafić na książki, które przywołują wspomnienia? Trafiacie na historie, które równie dobrze mogłyby być Waszymi, na sceny, które są jakby żywcem wyjęte z Waszych życiorysów?

***

[1] Małgorzata Hayles, Tymczasowa, Wyd. Replika, 2012, s. 68.
[2] Tamże, s. 69.
[3] Tamże, s. 71.

29 komentarzy:

  1. Ach, jak ja Ci zazdroszczę tej Barcelony... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja też...zdjęcia i wrażenia boskie;)

      Usuń
    2. Na cytatach miałyście się skupić! ;)

      Usuń
  2. Czasem zdarza mi się czytać, która by była, jakby o mnie. Najbardziej lubię właśnie takie życiowe pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniula, ach, och, trach, jak wspaniale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałuję, że tej książki nie przeczytałam przed wyjazdem. :)

      Usuń
  4. Nie bardzo. To znaczy zdarza się, że znam miejsca, o które w książce się rozchodzi. Ale jako iż czytuję literaturę krwawą, to więcej podobieństw nie uświadczam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba na to nie narzekasz, co? :P

      Usuń
  5. Przeżywać tylkoi wyłącznie swoje życie i nie czytać historii innych? niemożliwe, uwielbiam czytać! Ale każda wymówka jest dobra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wolisz historie podobne do Twojego życia, czy jednak coś zupełnie innego?

      Usuń
  6. Fragmenty, które wybrałaś i ozdobiłaś zdjęciami zrobiły na mnie duże wrażenie. Gdybym już nie miała ustalonej marszruty, ruszyłabym na Barcelonę. Ale nic straconego, mam w planach, a przedtem poznam książkę, którą polecasz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, oj, polecam. Jest pięknie napisana. :)

      Usuń
  7. Ciekawe czy ci, którzy tak jak napisałaś tłumaczą się z nieczytania książek, filmów również nie oglądają :) poza tym przecież książki to źródło wiedzy, a czasem to po prostu jakby rozmowa - tylko że z kimś kogo nie znasz osobiście.
    Rozumiem, że to taki teaser "Tymczasowej", bo ja już się napalałam na recenzję :P

    Myślę, że czasami znajduję w książkach elementy własnych przeżyć, a czasami coś mądrego mi one o sobie uświadamiają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, na filmy traci się mniej czasu, więc więcej go zostaje na intensywne przeżywanie własnego życia. :P

      Będzie recenzja, tylko się jeszcze nie napisała. Czeka, aż pewna blogerka się wyśpi i będzie w stanie sklecić coś w miarę z sensem.

      Oby więcej takich książek. :)

      Usuń
    2. No nie wiem, teraz te filmy robią coraz dłuższe, a niektórzy szybko czytają :P

      To życzę dobrych tabletek nasennych :P

      Usuń
    3. Pas. Trudno mi uzasadniać coś, czego nie rozumiem. :D

      Wyspałam się, ale napiszę o czymś innym. ;)

      Usuń
  8. Chyba inaczej się czyta książkę o miejscu, w którym się było. :)
    Jeśli trafiam na książki, w których mogłabym odnaleźć fragmenty swojego życia, to są to z reguły te fragmenty, o których wolałabym zapomnieć. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w sumie tylko kilka stron, ale kilka naprawdę przyjemnie się czytających stron. ;)

      Boszzz... Co Ty za książki wybierasz? :P

      Usuń
  9. Jak ja ci zazdroszczę Barcelony... mi chyba nawet na weekend nie uda się wyjechać, niestety fundusze drastycznie mi stopniały :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowne zdjęcia : ) Zazdroszczę :>

    OdpowiedzUsuń
  11. Książki bardzo często wywołują we mnie wspomnienia... :) Czekam na recenzję "Tymczasowej" :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie pamiętam, czy czytałem kiedykolwiek taką historię, co nie zmienia faktu, że zdjęcia są przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  13. miło, ze książka przeniosła Cię na chwilę do Barcelony ;)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...