sobota, 29 czerwca 2013

Carla Mori "Krew, pot i łzy"
Szatan z Częstochowy


Carla Mori
Krew, pot i łzy
Wyd. Oficynka
2013
310 stron
Gdy na rynku wydawniczym pojawił się Kod Leonarda da Vinci Dana Browna, jedni z wypiekami na twarzy śledzili losy Roberta Langdona, drudzy pomstowali na kiepski styl i liczne błędy, jeszcze inni zszokowani śmiałymi teoriami godzącymi w dobre imię Kościoła rzymskokatolickiego, najchętniej wszystkie wydane egzemplarze spaliliby na stosie. Jedno jest pewne kontrowersyjny temat i wartka akcja sprzedały się w milionach egzemplarzy, a krytyka ze strony przedstawicieli Kościoła nie tylko nie zaszkodziła Brownowi, ale wręcz pobudziła zainteresowanie jego powieścią.

Religia jest tematem drażliwym, śmiem twierdzić, że dużo bardziej niż poglądy polityczne czy preferencje seksualne. Trudno z niej żartować tak, aby nikogo nie zranić. Ryzykowne są też próby podważania z zasady niepodważalnych dogmatów, luźne interpretacje przykazań czy szeroko pojęta krytyka Kościoła. Polski katolik czytający wynurzenia jakiegoś tam pisarza zza oceanu to jedno, ale jak zareaguje ten sam czytelnik na historię rozgrywającą się na rodzimym podwórku, gdy miejscem akcji staje się Częstochowa, a na Kościół rzucone są podejrzenia o uprawianie czarnej magii? Tym bardziej, że i samo miasto ukazane jest raczej mrocznie i nieprzyjaźnie.

O Polakach można wiele powiedzieć. Złego, dobrego, ocierającego się o prawdę lub będącego krzywdzącym stereotypem. Obserwując reakcje na wszelkie odstępstwa od "normy", nietrudno zauważyć, że daleko nam do społeczeństwa ludzi otwartych, tolerancyjnych. Carla Mori odważnie występuje przed szereg, prezentując swą debiutancką powieść Krew, pot i łzy.

W Częstochowie, rodzinnym mieście autorki, dochodzi do tajemniczych zgonów. 

W hotelowym pokoju, znaleziono zwłoki mężczyzny i nastolatki. Pomieszczenie jest zdewastowane, a za przyczynę śmierci uznaje się wykrwawienie. Problem w tym, że nigdzie nie ma śladów krwi. 

Na siłowni, w trakcie treningu na rowerze stacjonarnym, umiera mężczyzna. Młody, silny, zdrowy, wysportowany. Przyczyna zgonu? Wycieńczenie.

To dopiero początek serii dziwnych zdarzeń. Śledztwo rozpoczyna komisarz Malinowski, pod nadzorem prokurator Zuzanny Bachledy. Kobiecie pomaga przyjaciółka, dziennikarka Klara Wasowska, która mimo zaawansowanej ciąży, jest pełna energii i chęci do działania. Chce napisać dobry artykuł, więc pilnie zbiera materiał, przy okazji mieszając się do śledztwa.

Dochodzenie nie należy do łatwych. Trudno racjonalnie wytłumaczyć przyczyny zgonów. Gdy pojawia się świadek, opowiada coś o tajemniczych mnichu odstawiającym dziwne rytuały. Pojawiają się też liściki zawierające rymowane teksty, o dość złowróżbnej wymowie.

Nieprawy, Rozwiązła, Niegodzien
Znaczeni przysłowia liczbami
Wyroku na całym narodzie
Nieszczerość dopełni kroplami[1]

Carla Mori
źr. profil książki na FB
O ile komisarz Malinowski oraz prokurator Bachleda upierają się przy poszukiwaniu racjonalnego wyjaśnienia zgonów, Wasowska nie jest pewna, czy to jedyna, słuszna droga. Babka Klary miała pewien dar, co sprawiło, że i wnuczka bez trudu potrafi dopuścić do siebie myśl o istnieniu spraw, których nie da się wytłumaczyć za pomocą logiki i dedukcji. Mój dar jest wyjątkowy i zapewniam cię, że nie odejdzie wraz ze mną. Ludzie nie widzą, bo nie potrafią patrzeć. Wiem, że ty potrafisz. Pewnego dnia, kiedy mnie już nie będzie, zrozumiesz i zobaczysz[2]. Tych słów Klara nie zapomni nigdy, lecz raczej nie spodziewa się jak bardzo będą prorocze. Gdy Zuza nie chce wierzyć w niesamowitą i przerażającą teorię przyjaciółki, Wasowska bierze sprawy w swoje ręce.

Krew, pot i łzy długo wydaje się być zwykłym kryminałem. Zgony, śledztwo, trochę prywatnych problemów głównych bohaterów. Im bliżej końca, tym robi się groźniej, bardziej niepokojąco, a fabuła gatunkowo zbliża się raczej w stronę horroru, by zakończeniem uderzyć czytelnika w przeponę, na moment odbierając mu oddech. Carla Mori potrafi stopniować napięcie, nie da się temu zaprzeczyć.

Autorka przedstawia kościół w krzywym zwierciadle. Jej debiut jest debiutem odważnym, przykuwa uwagę niebanalną okładką i zdaniem: Czy Kościół katolicki uprawia czarną magię? Wszystko wskazuje na to, że to pytanie ma sens, a za murami klasztoru jasnogórskiego, dzieją się tajemnicze i przerażające rzeczy. Ze strony na stronę, atmosfera staje się coraz gęstsza, a losy ludzi niepewne. Szykuje się mocny koniec, rozlew krwi, a może nawet coś jeszcze gorszego. Carla Mori wypływa na niebezpieczne wody, ale dociera do brzegu bez szwanku. Przedstawia odważną historię, ale nie atakuje religii samej w sobie, ot, rzuca teorię pod tytułem "a co by było gdyby", bo przecież niemal wszystko można interpretować na co najmniej dwa sposoby. Jeśli mocno wierzysz, ta powieść niczego nie zmieni. Jeśli się wahasz, może poddasz się wątpliwościom i przeprowadzisz własne śledztwo. Jeśli ten temat cię nie rusza, będziesz się dobrze bawić.

Krew, pot i łzy to nie tylko inna interpretacja symboli czy rytuałów religijnych, to także obnażenie obłudy kleru, nietolerancji wobec homoseksualistów, fałszywej religijności. Pojawia się temat celibatu księży, moherowych beretów, a nawet magii praktykowanej przez papieża. Powieść Mori ma zdecydowany wydźwięk antyklerykalny.

Język powieści jest raczej prosty, ale Krew, pot i łzy to bardzo obiecujący debiut. Ciekawy, kontrowersyjny temat, opisy, które budują klimat i pozwalają bez trudu wyobrazić sobie opisywane sytuacje, miejsca czy postaci, stopniowanie napięcia, mocny koniec, który otwartym zakończeniem pozostawia pole dla wyobraźni - wielu początkującym autorom można życzyć takiego debiutu. Autorka dobrze przygotowała się do podjęcia tematu, co wdać choćby po stosowanej w powieści specjalistycznej terminologii. Sama intryga kryminalna nie jest zbyt zawiła, opis z okładki od razu narzuca kierunek myślenia, ale mimo to książkę czyta się bardzo dobrze i nie raz można się dać zaskoczyć.

Debiut Carli Mori z pewnością nie jest książką dla każdego. Śmiałe teorie nie trafią do osób wrażliwych na punkcie religii lub słabo znoszących krytykę Kościoła. Pozostali powinni być zadowoleni. Krew, po i łzy to ciekawy temat i dobra rozrywka.

---

[1] Carla Mori, Krew, pot i łzy, Wyd. Oficynka, 2013, s. 90.
[2] Tamże, s. 30.


---

Książkę przeczytałam w ramach Obiegu Zamkniętego.
Autorce dziękuję za jej udostępnienie. 


50 komentarzy:

  1. Widzę, że tobie "Krew, pot i łzy" również przypadł do gustu. Rewelacyjna książka. Czekam teraz na kolejne dzieła Carli Mori.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy będzie kontynuacja, czy jednak coś zupełnie innego.

      Usuń
  2. Tym razem książka nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też nie jest książka z tych, po które zwykle sięgam, ale dobrze się czytało. :)

      Usuń
  3. Jestem katolikiem i, mimo tego, zamierzam przeczytać tę powieść, bo zainteresowałaś mnie nią strasznie. Zresztą "Kod Leonarda da Vinci" czeka na mnie jeszcze. Co oni tam robią, kto ich wie. Jeśli księża molestują chłopców, to czemu nie mieliby uprawiać czarnej magii. Kiedyś oglądałem taki program na dwójce, tytułu już nie pamiętam, w którym ukazano, w jaki sposób papieże XX i XXI radzili sobie ze wszystkimi aktami niewierności, nieposłuszeństwa w kościele. Jednym słowem: wszystko było zamiatane pod dywanik, nawet Jan Paweł II tak robił, co mnie ogromnie zdziwiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwiej zamieść pod dywan, niż zmierzyć się z kolejnym atakiem na Kościół, kolejnym skandalem i dawać do ręki kolejne argumenty zagorzałym przeciwnikiem instytucji.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Aż tak entuzjastycznie nie zareagowałam, ale warto po nią sięgnąć.

      Usuń
  5. Dobra książka, już jakiś czas się za nią rozglądam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może dopisz się do Obiegu? :)

      Usuń
  6. Ja się robię coraz bardziej antyklerykalna, więc nie sądzę, żeby książka mnie zbulwersowała;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już tyle dobrego słyszałam o tej książce, że chyba muszę się za nią rozejrzeć :)

    Jeśli chodzi o Browna, to nigdy mnie do niego nie ciągnęło, choć była na niego moda. Ja zdecydowanie bardziej wolę mniej popularnych twórców thrillerów i kryminałów z wątkiem religijnym - Paula L. Meiera ("Ślad życia, ślad śmierci", "Coś więcej niż ślad") czy Donnę Fletcher Crow "Morderstwo w klasztorze".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie. ;)

      W sumie nawet nie pamiętam dlaczego sięgnęłam po Browna. Chyba jeszcze-wtedy-nie-mąż przyniósł "Kod..." do domu, więc przeczytałam i ogromnie się w tę książkę wciągnęłam. "Anioły..." dużo mniej mi się podobały, ale to może być wina tego, że wcześniej widziałam film. A wymienionych przez Ciebie autorów w ogóle nie znam.

      Usuń
    2. Bo niestety wymienieni przeze mnie autorzy są mało popularni. A szkoda. Ludzie wolą bardziej sensacyjne książki ;)

      Usuń
    3. Te bardziej sensacyjne są też chyba lepiej reklamowane.

      Usuń
    4. Poza tym ważne jest także wydawnictwo. A Promic jest raczej mało znane.

      Usuń
    5. Fakt. Np. na blogu nie mam żadnej recenzji książki tego wydawnictwa. I nawet nie wiem czy czytałam coś z ich oferty.

      Usuń
  8. Książka wydaje się bardzo interesująca, więc poszukam tego tytułu w bibliotece. Zbulwersowana na pewno nie będę, bo do kościoła mnie daleko, a "Kod Leonarda da Vinci" swego czasu czytałam z wypiekami na twarzy i mało mnie interesowały negatywne recenzje. Podobały mi się również "Anioły i demony", ale "Cyfrową twierdzę" i "Zaginiony symbol" uważam za powieści mało udane. "Zwodniczy punkt" od kilku lat stoi na półce i czeka na swój czas, ale jakoś niespecjalnie mnie do tej książki ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kod..." bardzo mi się podobał, "Anioły..." mniej, ale tak jak pisałam wyżej - to może być efekt tego, że wcześniej widziałam film, więc ominęły mnie wszelkie zaskoczenia. "Cyfrową..." mam na półce, ale jakoś mnie do niej nie ciągnie. "Zaginionego..." też nie czytałam. "Zwodniczego..." nie polecam, ot przeciętniak.

      Usuń
  9. Książka w tym tygodniu do mnie dotarła więc wkrótce ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamieszczasz gdzieś recenzje przeczytanych książek?

      Usuń
    2. sporadycznie m.in. „gościnnie” na blogach, ale zastanawiam się nad założeniem swojego bloga :)
      Jak się zmobilizuję i blog powstanie to dam Ci znać ;)

      Usuń
    3. Załóż koniecznie! To naprawdę świetna sprawa. :)

      Usuń
    4. Jeżeli tak mówisz ;) - to nie pozostaje mi nic innego jak postarać się go założyć - kiedyś ;)

      Usuń
    5. Kiedyś to taki hmm... termin odległy i lekko niepewny. ;)
      No pomyśl, nie chciałabyś mieć własnego kącika, w którym będziesz mogła się dzielić swoimi przemyśleniami?

      Usuń
    6. Chciałabym ;) - pomyślę o tym :)

      Usuń
    7. Byle intensywnie! ;)

      Usuń
  10. To coś dla mnie :) Z pewnością sięgnę po tę powieść. Wydaje się interesująca ;)

    Zapraszam do mnie: http://recenzje-daniela.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać, czy była równie interesująca, jak się zapowiadała. ;)

      Usuń
  11. Moją opinię już znasz :), ale muszę dodać, bo zapomniałam wspomnieć o tym w recenzji, że rozbawiło mnie ogromnie zdanie biskupa, do którego Janusz poszedł po pomoc w przeszłości. Nie wątpię, że są księża, którzy tak myślą i robią, ale język jakim ten fragment został opisany zamiast mnie zszokować czy oburzyć, to rozbawił. Nie wiem czy o taki efekt autorce chodziło :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Jak tak teraz o tym piszesz, to faktycznie, coś w tym jest. Ta rozmowa pojawiła się w momencie, kiedy ogromnie byłam ciekawa co dalej i mniej skupiłam się na języku, ale fakt - ta wypowiedź jest nieco przerysowana.

      Usuń
    2. Właśnie mnie to zburzyło całą atmosferę napięcia, bo też byłam ciekawa, co dalej i nagle bum, takie coś :P

      Usuń
    3. No wiesz! Janusz mało nie padł z wrażenia, cały światopogląd mu się poprzestawiał, a Ty narzekasz, że Ci się napięcie burzy. :P

      Usuń
    4. Otóż to, Januszowi świat się walił, a ja się śmiałam przez to jakim językiem autorka wszystko opisała. Wiem, okropna jestem :P

      Usuń
    5. Gdzie Twoja empatia? :P

      Usuń
    6. W tym przypadku gdzieś się zgubiła :P

      Usuń
    7. Może połknęłaś ją w czasie ataku śmiechu? ;)

      Usuń
  12. Widzę,że Pani Mori zyskuje coraz większą rzeszę fanów. Bardzo mnie to cieszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też. Może średnio jestem zorientowana w tego typu literaturze, ale wydaje mi się, że niewiele jej jest na polskim rynku, a to przecież taka ciekawa tematyka.

      Usuń
  13. Cos czuje, ze ta ksiazka przypadnie do moich gustów. Jak najprędzej muszę ja kupic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niecierpliwie czekam na recenzję. Mam wrażenie, że Ci się spodoba.

      Usuń
  14. Autorka planuje kontynuację, ale obecnie pracuje nad czymś nowym. Zobaczymy czym nas zaskoczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cokolwiek napisze, jestem tego ciekawa. Tak sobie nawet pomyślałam, że właściwie ta powieść nie potrzebuje kontynuacji. Lubię tego typu niedopowiedzenia.

      Usuń
  15. To właśnie lubię w takich książkach. Kontrowersja, tajemniczość i do tego wszystko na naszym podwórku ;-) Gratuluję debiutu!
    Zainteresowanych także zapraszam do naszej recenzji książki "Krew pot i łzy"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzę, że trafiła się kolejna czytelniczka wierna naszym rodzimym podwórkom. ;)
      Cieszę się ogromnie!

      Usuń
  16. O co chodzi w tym zamkniętym obiegu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na FB jest grypa Czytamy Polskich Autorów, a w niej akcja Obieg Zamknięty:
      https://www.facebook.com/groups/178946242262876/doc/181878145303019/

      W ramach Obiegu autorzy udostępniają swoje książki. Jest lista chętnych i książka wędruje od czytelnika do czytelnika. Więcej informacji znajdziesz w powyższym linku.

      Ważne, żeby książki nie zniszczyć, nie przetrzymywać za długo, a po jej przeczytaniu napisać recenzję. :)

      Dzięki tej akcji przeczytałam już kilka dobrych książek. Warto się dopisać.

      Usuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...