sobota, 27 kwietnia 2013

Małgorzata Gutowska-Adamczyk
"Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich"
Miasto świateł i pasji

Małgorzata
Gutowska-Adamczyk
Podróż do miasta świateł.
Róża z Wolskich
Wyd. Nasza Księgarnia
2012
480 stron
Są takie książki, na które czytelnik choćby nie chciał, natyka się co rusz. I choćby na przeczytanie czekało setki innych tytułów, to nagle w kolejkę wpycha się coś, czego wcześniej nie brało się pod uwagę. Jak tu się jednak oprzeć powieści o przepięknej okładce, która zbiera pochlebne opinie, entuzjastyczne recenzje, a w księgarniach sama pojawia się w zasięgu wzroku? Moja silna wola  pokonana wciska się w najbardziej zaciemniony kąt mieszkania, a ja, z książką spoza kolejki, usadowiam się wygodnie na łóżku. Tym razem oprócz kota towarzyszy mi powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich.

Bohaterki tej powieści są dwie, a akcja toczy się dwutorowo. Wątek współczesny należy do Niny, historyczki sztuki, specjalistki od impresjonizmu z Warszawy, zaś paryski dziewiętnastowieczny do Róży, malarki w życiorysem przyprawiającym stateczne damy o zabójcze migreny. Co połączyło losy tych dwóch kobiet?

Zanim wyruszymy w podróż w przeszłość, przenieśmy się do Gutowa. Ci, którzy mają za sobą lekturę trylogii Cukiernia pod Amorem, z pewnością rozpoznają znajome kąty i nazwiska. Nina Hirsch pojawia się w Gutowie po śmierci ciotki. Matka Niny, Irena, od lat nie utrzymywała z siostrą kontaktów, a po jej śmierci nie zamierza zająć się pogrzebem, zrzucając ten obowiązek na córkę. Przyzwyczajona do spełniania wszelkich życzeń matki kobieta i tym razem nie sprzeciwia się woli rodzicielki. W Gutowie poznaje Igę Toroszyn, współwłaścicielkę Cukierni pod Amorem oraz hotelu. Ta, znając zawód i zainteresowania Niny, pokazuje jej wiszący w holu hotelu obraz. Portret przedstawia hrabiego Tomasza Zajezierskiego. Iga podejrzewa, że jego autorką może być Rose de Vallenord, której obrazy od jakiegoś czasu giną w tajemniczych okolicznościach. Słyszała pani o tych włamaniach do muzeów? W ciągu roku skradziono Cézanne'a, Moneta i dwóch Picassów. Trąbily o tym media. (...) W naszej prasie o tym nie wspomniano, ale mąż był ostatnio w Anglii i tam w fachowych gazetach piszą, że przy okazji tych włamań ukradziono też cztery płótna Vallenord! (...) Spać mi to po nocach nie daje. Nie mamy tu żadnych odpowiednich zabezpieczeń, jedynie ochronę[1].

Zaintrygowana Nina podejmuje wyzwanie dokonania ekspertyzy obrazu, odbywając przy okazji emocjonującą podróż w przeszłość i poznając fascynujący życiorys malarki sprzed wieku, rudowłosej Róży z Wolskich, w późniejszych latach Rose de Vallenord, niespokojnego ducha i intrygujaćej kobiecej postaci, jakże wybijającej się na tle statecznych mężatek i dbającej o konwenanse arystokracji. 

Miasto u jej stóp jaśniało niczym wielobarwny dywan utkany ze świateł. Migotało, czarowało, oszałamiało. (...) "Miasto świateł" zachwycało (...) na tysiąc różnych sposobów i z pewnością żadne inne miejsce na świecie nie mogło konkurować z Paryżem, który po zmroku robił jeszcze większe wrażenie niż za dnia, kiedy zadziwiał i przerażał ogromem budynków, hałasem czynionym przez powozy oraz pieszych na bulwarach, zachwycał pięknem kościołów, mnogością pałaców, szerokością ulic, urokiem parków, szokował liczbą teatrów, restauracji, pasaży czy pawilonów wzniesionych specjalnie na wystawę światową. Zdumiewał przybysza z prowincji różnobarwnym tłumem, przemierzającym miasto wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu coraz to nowych atrakcji[2].

W tym świecie musi odnaleźć się kilkuletnia dziewczynka, do tej pory wychowywana na polskiej wsi. Zanim jednak będzie w stanie zacząć korzystać z możliwości, jakie daje stolica Francji, Różę czeka niełatwe życie. Milcząca, terroryzowana przez apodyktyczną matkę dziewczynka, pozna co to głód, strach i samotność. Za próby realizowania marzeń przyjdzie jej słono zapłacić, miłość przyniesie jej cierpienie, a wszelkie próby wyrwania się spod wpływów matki staną się palącym wyrzutem sumienia. Niepokorna Róża będzie jednak walczyć o swoje, mimo ciosów i zwątpień. Rose to klasyczny przykład wrażliwej artystki, targanej namiętnością i wątpliwościami, z sercem na dłoni, brakiem dbałości o konwenanse, z pędzlem w dłoni w szczęściu tworzącym słoneczne portrety, w chwilach smutku obrazy spowite mrokiem. Mogła wyjść bogato za mąż, nie martwić się o jutro. Wybrała jednak wolność i niepewność, nie dając się stłamsić i stając się źródłem plotek oraz niezadowolenia matki. Ja nie mam córki![3] - usłyszy Róża. Nie wiem, czy matka może zranić boleśniej swe dziecko.

okładka drugiego tomu
(premiera w październiku!)
Bohaterki powieści dzieli przepaść czasowa, ale ich życiorysy mają wiele wspólnego Zarówno Róża jak i Nina, mają trudności z wyrwaniem się spod kurateli matek. Do tej pory cierpnie mi skóra na myśl o tym, czego wysłuchiwała przez całe życie młoda Wolska. Obydwie nigdy nie zaznały matczynego ciepła. Surowe, zgorzkniałe rodzicielki stale piętrzyły wymagania wobec córek, a te stłamszone, pozbawione możliwości wyrażania własnego zdania, nieustannie starały się je zadowolić. O ile jestem w stanie zrozumieć matczyny strach przed opuszczeniem gniazda przez jedyną  pociechę (choć to moje zrozumienie nie obejmuje stałej kontroli nad trzydziestopięcioletnią kobietą czy wszelkich prób zdeprecjonowania osiągnięć dziecka), to już numer, który Irena wywinęła córce pod koniec powieści, po prostu nie mieści się w mojej głowie. Nie da się ukryć, że po lekturze Podróży do miasta świateł zaczęłam bardziej doceniać własną mamę. 

Różę i Ninę łączy też zamiłowanie do sztuki. Dzięki pasji tej drugiej, możemy poznać życie malarki i dziewiętnastowieczny Paryż, piękny i niepokojący, targany emocjami bohaterów i politycznymi zawirowaniami. 

Małgorzata Gutowska-Adamczyk potrafi wciągnąć do świata, który kreuje. Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich intryguje od pierwszych stron. Czyta się szybko, język powieści jest plastyczny. Niektóre wypowiedzi bohaterów wydawały mi się nieco sztuczne, jednakże nie na tyle, by psuły odbiór powieści. Świetne przedstawienie postaci Róży, w połączeniu z jej ciekawym życiorysem sprawia, że nie sposób nie polubić tego niespokojnego, artystycznego ducha. Wątek współczesny jest zdecydowanie mniej ciekawy, ale na tyle rzadko przywoływany, że zanim historia Niny zdąży się czytelnikowi znudzić, akcja znów przenosi się do dziewiętnastowiecznego Paryża, miasta świateł, marzeń, emocji, a przede wszystkim miasta uczuć i pasji.



Place de la Concorde w Paryżu
J. Saddlen wg T. Alloma, staloryt, XIX w.
źr. chopin.pl
***

[1] Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich, Wyd. Nasza Księgarnia, 2012, s. 61.
[2] Tamże, s. 19-20.
[3] Tamże, s. 259.


***

Zobacz też:



64 komentarze:

  1. Wątek współczesny był w dużej mierze poświęcony analizie uczuć Niny i takiemu "gadu-gadu", a ja oczekiwałam fabuły związanej bardziej z tym obrazem. Być może w kolejnym tomie historia Niny stanie się pasjonująca przez ten wyjazd. Nie mogę się doczekać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, gdyby usunąć historię Róży, zostałoby typowo babskie czytadło. Choć przyznaję, że jestem ciekawa czy uda się wyprostować to, co ta wredna Irena tak chamsko zepsuła. Co za babsztyl!
      Hmm... Właśnie mi uświadomiłaś, że faktycznie o samym obrazie było niewiele. Właściwie nic.

      Drugiego tomu też nie mogę się doczekać.

      Usuń
    2. Obstawiam, że kontynuacja dojdzie i do obrazu :) To budowanie otoczki i napięcia.

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że masz rację. Tylko dlaczego do października jest tak daleko?

      Usuń
    4. I tak Irena nie potrafiła wyprowadzić z równowagi bardziej niż Krystyna...A to, co pierwsza zrobiła na koniec, było ciosem poniżej pasa. Jednak miałam nadzieję, że facet zachowa się trochę inaczej, ale gdzie tam! Pomarzyć mogę;)
      Teraz o październiku też tak myślę, a pewnie ocknę się wtedy z niedowierzaniem, że już październik! Tak jak teraz - już prawie maj!

      Usuń
    5. Rozumiem szok faceta, ale jego zachowanie też było idiotyczne. Bo żeby tak po prostu, bez słowa, bez szansy na usłyszenie wyjaśnień, kompletnie bez zaufania? Ogromnie nie lubię czegoś takiego.

      A z tym październikiem to masz rację. Lato zleci błyskawicznie. Tylko zima ma moc trwania w nieskończoność. :P

      Usuń
  2. Nie mogę się już doczekać drugiego tomu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Szkoda, że tak daleko do premiery.

      Usuń
  3. A wiesz, że może i bym przeczytała? Co by trochę się oderwać... A mój stosik do czytania zamiast się kurczyć, to jakoś dziwnie się rozrasta. A trza siać! I kopać! I sadzić!
    Ja już jestem opalona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że mnie zaskoczyłaś? :)
      Stosiki tak mają. Stosik, który się nie rozrasta, jest stosikiem smutnym.

      Pozdrawiam,
      córka młynarza

      Usuń
    2. O wyrodnej matce? To mnie przekonało. I ładnie napisałaś, że zaczęłaś bardziej mamę doceniać. Takie książki też czytam czasem :P
      Córko młynarza (czemu nie rybaka? mazurrrra z maaaazur;)) mój stosik jest stosikiem tak bardzo wesołym, że zaczynam podejrzewać, że on coś bierze.

      Usuń
    3. Tak się teraz zastanawiam, gdzie kończy się apodyktyczny babsztyl a zaczyna wyrodna matka. Ale pamiętaj, że to raczej historia Róży, niż wyrodnych matek. Choć nie da się ukryć, wredna Krycha, na te historię miała niebagatelny wpływ.

      Bo na Mazurach nigdy nie byłam, a skórę mam kolorystycznie zdecydowanie bliższą mące niż opalonej karnacji poławiacza ryb.

      Wesoły stosik pełen zbrodni. To faktyczni niezła kombinacja. =)

      Usuń
  4. Pisarka po mojej ukochanej "Cukierni..." jest the best. Miała małą wpadkę z "Serenadą...", ale już o tym dawno zapomniałam. Czytałam tę pierwszą część sagi opisywaną przez Ciebie i boleję nad tym , że między kolejnymi częściami jest aż tak duży odstęp czasowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, gdybym wiedziała jak ten tom się skończy, to nie czytałabym go teraz, tylko poczekałabym na to, aż pojawi się druga część.

      Usuń
    2. Właśnie to mówiła moja siostra, więc to był jeden z powodów, dla których ją odłożyłam.

      Usuń
    3. I słusznie. Będziesz miała dużo więcej frajdy z lektury i nie będziesz się irytować, jak się nagle skończy tom pierwszy, a wątki urwą się w pół zdania. ;)

      Usuń
  5. swego czasu głośno było o książce, jednak ja jakoś nie czuje do niej pokusy :) obecnie odpuszczam, ale jeszcze nie całkiem rezygnuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to zamieszanie wokół książki jak najbardziej zachęciło do lektury.

      Usuń
  6. Czytałam swego czasu, ciekawa, jednak rewelacji nie było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rewelacji może i nie, ale czyta się bardzo dobrze, a Różę ogromnie polubiłam. :)

      Usuń
  7. No nie, kompletnie nie. :P Nawet ten opis świateł do mnie nie przemawia, a przecież to mój czuły punkt. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marudzisz. Paryskie klimaty są ok. ;)

      Usuń
  8. Już nie mogę doczekać się premiery drugiego tomu :) Dziś książkę zwróciła mi kuzynka i dopytywała się czy nie mam kontynuacji :) Swoją mamę też zaczęłam doceniać bardziej po wyczynach matki Niny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta ostatnia akcja Ireny to był jakiś koszmar. Jak można zrobić coś takiego własnej córce? No jak?

      Usuń
  9. Już dawno obiecałam, że książkę przeczytam, ale został mi jeszcze trzeci tom trylogii Cukierni pod Amorem (mam na półce i powieść w końcu się doczeka swoich pięciu minut). O "Podróży do miasta świateł" naczytałam się już tyle dobrego, teraz jeszcze Ty kusisz, że chyba będę musiała przesunąć w kolejce Cukiernię, aby w końcu móc przeczytać o losach Niny i Róży ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, a ja trzeciego tomu w końcu nie przeczytałam. =/ Nie wiem czy jest sens teraz po niego sięgać, bo mało pamiętam z pierwszych dwóch. A Ty przesuwaj w kolejce i bierz się za "Podróż...". Dużo lepiej się czyta "Podróż..." mając w pamięci "Cukiernię...".

      Usuń
  10. Tak długo się czaję na książki tej autorki, że aż wstyd, że się tylko czaję. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Zaprzeczyć czy nie zaprzeczyć?
      Nie zaprzeczę.

      Wstyd, Ewo, wstyd! ;)

      Usuń
  11. Trylogia o cukierni już dawno za mną, ale ta książka jeszcze nawet nie była w moich rękach... :( Ale czekam cierpliwie, bo wiem, że wato :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może poczekaj do jesieni i od razu przeczytaj obydwa tomy? :)

      Usuń
  12. To chyba, przynajmniej tak mi się wydaje, bardziej kobieca literatura. Raczej ciężko byłoby mi się dać jej porwać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka typowo babska to może nie jest, ale faktycznie, Twojej płci bym jej raczej nie wciskała. ;)

      Usuń
  13. "Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich"... Ach, jaki to cudowny tytuł... Normalnie mogę się zatracić w marzeniach, przemierzając niezliczone połacie mojej wyobraźni... aż do wyrzygania :D. Chyba nie muszę wyjaśniać tego, iż nie zainteresuję się tą książką ani teraz, ani nigdy :P. Nawet jeśli można znaleźć w niej terroryzowaną dziewczynkę przez swoją matkę. To chyba byłby jedyny plus dla mnie :).

    Miłego dnia!
    Melon

    PS: Pozdrów ode mnie Myszę i daj jej słodziutkiego buziaka :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faceci! Za grosz romantyzmu! Ale kota każą całować i zrozum tu tę dziwną płeć. :P

      Usuń
    2. Hahaha :D.
      Faceci nie rozumieją romantyzmu do ludzi, ale do zwierząt to i owszem :P.

      No dobra... daj sobie buziaka i Myszy ode mnie, lepiej ;D!?

      Usuń
    3. Hmm... To może być trudne technicznie. :P

      Usuń
    4. No a kto tu mówi, żeby dawać buziaki w usta ;P. Wystarczy w rękę, albo... wstaw odpowiednie słowo :D.

      Usuń
    5. Phi! Taki buziak nie jest wart zachodu! :P

      Usuń
    6. I weź tu człowieku bądź romantyczny ;D.

      Usuń
    7. No nie da się, w takich warunkach i z takimi babami, się po prostu nie da. :P

      Usuń
  14. wybacz, ale przeczytałam tylko fragment Twojej świetnej recenzji... niedługo nadejdzie bowiem chwila, kiedy i ja przeczytam "Różę.." ale o tym cicho sza :) zresztą zobaczysz za jakiś czas na moim blogu :) nie mogę się już lektury doczekać... Twoja recenzja zasiała tylko kolejne intrygujące mnie pytania, bo nie przeczytałam jeszcze 3 tomu Cukierni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam. ;) Też zwykle nie czytuję cudzych recenzji, gdy zamierzam zabrać się za recenzowaną książkę w najbliższym czasie.

      Trzeciego tomu też nie czytałam. :(

      Usuń
  15. Och, cudownie mi się czytało tę książkę i baaardzo jestem ciekawa, co dalej... Pozdrowienia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Zwłaszcza, że ten tom zakończył się dość brutalnie. ;)

      Usuń
  16. Czekam z niecierpliwością na druga część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, a swoją drogą drugi tom ma być też ostatnim?

      Usuń
  17. A wiesz, że swojego czasu ta książką też mi się kilkakrotnie pojawiała w zasięgu wzroku, ale jakoś nie w zasięgu ręki. Ale w tym przypadku będę cierpliwa i jak trafi się okazją to przeczytam. A może poczekam na drugą część i wtedy przeczytam dwie naraz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj. Lepiej przeczytać obydwie części na raz. Gdybym to wcześniej przemyślała, to też bym tak zrobiła.

      Usuń
  18. Na Cukiernie mam smaka już od dawien dawna. Tyle dobrego o niej słyszałam. O tej książce z resztą też. Tylko niestety, doba ma tylko 24 godziny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja niestety też. Ktoś to kiepsko wymyślił. :P

      Usuń
  19. Jestem po cukierni, więc chętnie poznam przyrodnie klimaty. Wątek paryski do mnie przemawia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Paryż jest wspaniały i Róża też. :)

      Usuń
  20. Uwielbiam tę powieść! Teraz czekam na drugi tom, a premiera taka daleko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano niestety. Ale zleci szybko. :)

      Usuń
  21. Przyznaję, że odpuściłam tę książkę:) Ale jak widzę nie była to do końca dobra decyzja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodoba Ci się, zobaczysz. Pomyśl sobie, dziewiętnasty wiek, Paryż, artyści i niepokorna Róża, która wyłamuje się ze schematu i zamiast zostać stateczną żoną, wikła się w niepoprawny romans księciem. Nie brzmi ciekawie? :)

      Usuń
  22. To, co zrobiła Irena to po prostu koszmar. Zachowała się jak najgorszy wróg, a nie matka. Ale z drugiej strony facet Niny też się nie popisał. Powinien inaczej zareagować, a nie od razu we wszystko wierzyć. Wątek współczesny mnie drażnił, wolałabym, żeby cała historia rozgrywała się w XIX wieku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że szczęka mi opadła po tym co zrobiła Irena. Nie wiem, po prostu pojęcia nie mam jak można zrobić coś takiego komukolwiek, a co dopiero własnej córce. A facet też idiota. Żeby nie dać szansy na wyjaśnienia, tylko zmyć się jak tchórz? Wrr...

      Byłoby super! A jak współczesność, to jednak bardziej nawiązująca do obrazu niż relacji Niny z matką.

      Usuń
    2. Otóż to. Ciekawe jak będzie wyglądać wątek Niny w kolejnej części, obawiam się, że zostanie rozbudowany skoro bohaterka wyjechała do Paryża...

      Usuń
    3. Ale może też będzie ciekawszy? O ile będzie się kręcił raczej wokół obrazu niż faceta.

      Usuń
    4. No może, chciałabym, żeby tak było :)

      Usuń
    5. Jeszcze kilka miesięcy snucia przypuszczeń i wszystko będzie jasne. ;)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...