poniedziałek, 7 stycznia 2013

Beata Pawlikowska "Blondynka w zaginionych światach"
A na obiad... świnka morska!

Beata Pawlikowska
Blondynka w zaginionych światach
Wyd. G+J RBA
2011
300 stron
Trudno nie zauważyć, że w niemal opinii czy recenzji dotyczącej książek Beaty Pawlikowskiej narzekam na jej styl, po czym zapowiadam, że jak natrafię na jakąkolwiek inną podróżniczą publikację autorki, to i tak pewnikiem przytargam ją do domu. Sprawdziło się to i tym razem. Z jednej z ostatnich wypraw do biblioteki przyniosłam Blondynkę w zaginionych światach.

Szczerze mówiąc nie sprawdzałam w jaki zakątek świata zamierza zabrać czytelnika Blondynka. Tytuł brzmiał tajemniczo, zdjęcie z okładki pozwalało na snucie jedynie mglistych przypuszczeń, a not z wydawcy raczej nie czytuję. Okazało się, że "zaginione światy" to Meksyk, Peru, Kambodża i Wyspa Wielkanocna. Nieco mnie to zdziwiło. Skąd ta reakcja? Ano stąd, że w przypadku "Blondynki w zaginionych światach" sytuacja jest dokładnie taka sama jak to było przy Blondynce na tropie tajemnic (KLIK). Znów w moich rękach znalazło się wydanie zbiorcze łączące w sobie cztery książeczki formatu kieszonkowego. Dwie części już znałam z tych właśnie mini-wydań. Kambodżę i Wyspę Wielkanocną czytałam więc tylko w celu odświeżenia sobie informacji. Z większym zainteresowaniem zabrałam się za Meksyk i Peru.

Każda z czterech części, dotyczących tak różnych zakątków świata, zawiera całą masę ciekawostek.
Czy wiecie na przykład, że aztecką walutą były ziarna kakaowca, a o ich wartości świadczył fakt, że trafiali się spryciarze, którzy próbowali dokonać fałszerstwa, napełniając puste łupiny ziemią? Albo, że w meksykańskim metrze są osobne wagony dla kobiet? I nie chodzi tu o dyskryminację, a o bezpieczeństwo niewiast. 
-(...)mężczyźni meksykańscy nie mają szacunku do kobiet. Czasami traktują je instrumentalnie.
-Instrumentalnie? - podniosłam brwi, bo mimo woli wyobraziłam sobie orkiestrę pełną wiolonczeli w kształcie kobiet.*
Cytat ten wybrałam nieprzypadkowo. Oprócz tego, że uwiarygodnia ciekawostkę, o której Wam wspomniałam, to przy okazji stanowi też próbkę tej infantylnej, na siłę zabawnej części pisarstwa Beaty Pawlikowskiej, która niezmiennie mnie irytuje. Ale wróćmy do tego, co w tej książce dobre.



Jest tego sporo. Wspomniane ciekawostki, opisy, piękne zdjęcia, przytaczane przez autorkę legendy i historie pozwalające lepiej zrozumieć mieszkańców danych miejsc. Mam wrażenie, że gdy autorka ma do napisania tekst, który ma zmieścić się w formacie kieszonkowym, łatwiej jej ukrócić wodze wyobraźni i zamiast serwować kolejne historyjki z pogranicza jawy i snu, skupia się na konkretach, co zdecydowanie podnosi wartość jej publikacji. Tym razem niewiele było "natchnionych i nawiedzonych" fragmentów, które zwykle tak mnie drażnią. Skupiłam się więc na poznawaniu miejsc, które niegdyś były w posiadaniu wielkich cywilizacji. Piękne zdjęcia i charakterystyczne rysunki autorki jak zwykle świetnie uzupełniały tekst, pokazując to, czego nie podsunęła wyobraźnia.




Beata Pawlikowska pisze nie tylko o miejscach, ale i o ludziach. Schodząc z utartych, turystycznych szlaków poznaje przedstawicieli lokalnej ludności, dzięki którym lepiej poznaje dany region. Na rożnie pieką się świnki morskie, w zębach chrzęszczą smażone świerszcze, a Blondynka z właściwym sobie optymizmem snuje kolejne opowieści.

Tak, tę książkę z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim miłośnikom egzotycznych podróży.

---


*Beata Pawlikowska, Blondynka w zaginionych światach, wyd. G+J RBA, 2011, s. 14.

---

Pozostałe recenzje książek Beaty Pawlikowskiej możecie przeczytać tutaj:

67 komentarzy:

  1. Zdecydowanie bardziej podobają mi się te dłuższe książki Beaty Pawlikowskiej, nie jestem fanką wydań kieszonkowych. Mnie również te "natchnione" fragmenty drażnią, a niektóre żarty wydają się być pisane na siłę. Przedemną Blondynka na Bali - mam nadzieję, że więcej będzie ciekawostek niż przemyśleń o życiu autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię te dłuższe złożone z krótszych. :P Mam co czytać, a zawierają więcej ciekawych informacji niż "natchnionych" bzdetów. Przeczytałam już całą masę książek Pawlikowskiej i właśnie taki wniosek mi się nasunął, jak napisałam w recenzji. Najwyraźniej ograniczony format ogranicza też wodolejstwo, co mi ogromnie pasuje. :)

      Usuń
  2. Lubię ksiązki podróżnicze, więc dlaczego nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widzę przeciwwskazań. Wojciechowska to nie jest, ale też niezła. :)

      Usuń
  3. Nie, nie lubię takich książek. Uciekam od nich dalej niż od biografii! :)
    Właśnie mi przypomniałaś, że miałam sprawdzić, czy dam radę wrzucić do tego szablonu któregoś kociaka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee... Nie wiesz co dobre! :P

      A kociaka koniecznie! Już się przyzwyczaiłam do tych cudnych nagłówków. :)

      Usuń
    2. Ojej, a ja wszędzie wypatruję książek podróżniczych i biografii:)

      Usuń
    3. Książki podróżnicze są zwykle ciekawe, ja osobiście bardzo je lubię :)

      Usuń
    4. Uff... Dobre imię literatury podróżniczej obronione. =)
      Biografii nie unikam, ale też jakoś się za nimi nie rozglądam. O kilku osobach chciałabym poczytać i może kiedyś w końcu się za to wezmę. Ostatnio nabrałam ochoty na przeczytanie książki "Martin Scorsese. Rozmowy".

      Usuń
    5. Biografie rządzą! :)

      Usuń
    6. Polecasz coś konkretnego?

      Usuń
  4. Kurczę! To chyba pierwsza książka Pawlikowskiej, którą przeczytałabym bez znużenia i narzekania na filozoficzne wywody. Ciekawostki, które przybliżyłaś, były mi od dawna znane, ale skoro polecasz "Blondynkę w zaginionych światach", to powinnam się skusić. Muszę też w końcu sięgnąć po "Blondynkę na tropie tajemnic", o której pisałaś wcześniej...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego zestawu można jeszcze dorzucić "Blondynkę na safari" - zbiór ciekawostek o Afryce - faunie, florze, atrakcyjnych miejscach itp. Tam chyba w ogóle obyło się bez filozofowania.

      Usuń
  5. I ja tak średnio do pani Pawlikowskiej... Coś czytałam, nawet nie pamiętam, co. Nawet mi się szukać nie chce. Blondynka w dżungli czy u szamana? I podobnie jak Ty lubię rysunki Pawlikowskiej, no i fotki, ale zapewne nie prędko dane mi będzie cokolwiek autorstwa pani Beaty czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szaman też z dżungli, więc jeden czort. ;)
      Gdyby tak wyciąć z tych książek "mądrości" i bajki, to nie byłoby tak źle.

      Usuń
    2. Mądrości i rysuneczki można śledzić na fanpage'u Pawlikowskiej. Ja śledzę :-))

      Usuń
    3. To nie dla mnie. Patrzyłam na ten fanpage, ale o ile rysuneczki są fajne, to te mądrości niespecjalnie mnie przekonują. "Myśl pozytywnie", "Doceń to, co jest", "Świat cię lubi". Baaaaaardzoooo odkrywcze. ;)
      Ale zdaję sobie sprawę z tego, że niektórym takie hasła dodają sił i jeśli choć jednej osobie od tych żółtych karteczek zrobi się lepiej, to niech się pojawiają ile wlezie. Ale to nadal nie dla mnie.

      Usuń
  6. Ten cytat mnie zabił... Potrzebuje reanimacji...
    Chyba radosna twórczość Pawlikowskiej w postaci żartów mnie przerasta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee... Pewnie podobnie jak ja, masz kiepską wyobraźnię. :P

      Usuń
    2. Pfff, mam cudowną wyobraźnie! Chcę książkę fantasy napisać, ale lenistwo mnie gubi. Aczkolwiek ten tekst o instrumentach jest tak bezsensowny, infantylny i zwyczajnie idiotyczny, że przerasta nawet moją wyobraźnie.

      Usuń
    3. Pisz! Zamawiam pierwszy egzemplarz recenzencki! :)
      Masz już jakiś konkretny pomysł, pierwszy rozdział? :)
      Pisz!
      PISZ! =)

      Usuń
    4. Dla Ciebie zawsze :)
      Pomysł mam, ale rozdziału na razie nie mam. Muszę pomysł dopracować, bo widzę w nim dziurę logiczną.

      Usuń
    5. Trzymam kciuki za wenę, przezwyciężenie lenistwa i brak logicznych dziur. =)

      Usuń
    6. Jak coś tam sklecę to ci wyślę próbkę, żeby się dowiedzieć, czy to się w ogóle nadaje do czegokolwiek.

      Usuń
    7. Chętnie przeczytam. :)
      Tylko wiesz, słabo znam się na fantastyce. Właściwie... hmmm... wcale. Ale i tak chętnie przeczytam. :)

      Usuń
    8. A nie musisz się znać. Mam na myśli coś w stylu czy to się nadaje do czytania, czy grafomania kompletna :)

      Usuń
    9. Spoko, spoko. Chętnie spróbuję. :)

      Usuń
  7. Może nie powinnam się przyznawać, ale mnie cytat całkiem rozbawił ;) sfrustrowałam się też trochę, bo niektórym w życiu łatwiej - ile my musielibyśmy się namęczyć, żeby sfałszować pieniądze (można to zobaczyć na wielu filmach, akurat wczoraj oglądałam "Zabójczą broń 4" i jest tam taki wątek), a tacy Aztekowie mieli dużo łatwiej, myślę, że nawet ja dałabym radę sfałszować ich walutę...Książek podróżniczych nie czytuję, ale lubię czytać ich recenzję, bo zawsze poznam jakąś ciekawostkę przy okazji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej się nie przyznawaj. :P

      Aaaa... Zapomniałam o "Zabójczej broni". :(

      To się nazywa droga na skróty! :P

      Usuń
    2. Skąd ten smutek przy wspominaniu "Zabójczej broni"? ;) Zaraz droga na skróty, po prostu korzystam z doświadczeń innych, m.in. dzięki temu nasza cywilizacja tak dobrze się rozwija :P

      Usuń
    3. Nie przy wspominaniu, a przy zapominaniu. Chciałam obejrzeć, a tu zonk. Tzn. skleroza.

      Cywilizacja cywilizacją, ale gdzie dbałość o rozwój jednostki? Wszak własne a nie cudze doświadczenia dają nam najwięcej. Choć te cudze pozwalają uniknąć wielu przykrości, np. przeczytaniu kiepskiej książki. :P

      Usuń
    4. To pechowo, ale pewnie jeszcze będą powtarzać :) ja obejrzałam przypadkowo, miałam się uczyć, ale zetknęłam na telewizor, zobaczyłam Jeta Li i już zostałam ;)
      No cóż, trzeba znaleźć złoty środek miedzy własnymi a cudzymi doświadczeniami ;)

      Usuń
    5. Co najmniej milion razy. =D

      W szukaniu złotych środków nie jestem najlepsza. =)

      Usuń
  8. Pisałam już kiedyś u Ciebie, że mam ochotę poznać książki Pawlikowskiej i teraz muszę napisać, że moja ochota z każdym dniem rośnie. W niedzielę słuchałam też jej audycji w radiu i muszę przekonać się jaki jest jej styl, czy poczuję klimat tych wszystkich egzotycznych wypraw itd. Zobaczymy też, czy uwagi niezwiązane z podróżami będą mnie irytować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa, bo reakcje są różne. Na wszelki wypadek możesz zacząć od zbiorów wydań kieszonkowych. Dawka radosnej "tfurczości" jest w nich mniejsza. =)

      Usuń
    2. Miałam taki zamiar, ale boję się, że później dam się naciąć w przypadku obszerniejszych książek, skoro w nich znajduje się to samo, co w kieszonkowych wersjach.

      Usuń
    3. Zamotałam. Chodziło mi o to, żebyś spróbowała przeczytać te duże wydania, ale zawierające te małe, np. "Blondynkę w zaginionycvh światach". :)

      Usuń
    4. Teraz rozumiem :) To ma sens :)

      Usuń
    5. Uff... Czyli odplątałam co namotałam. :P

      Usuń
  9. To jedna z dwóch książek Pawlikowskiej, jakie przeczytałam dotąd. Ja przymykam oko na jej fantazje i cieszę się ze zdjęć i ciekawostek, jej styl też lubię, choć momentami...zresztą sama wiesz :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też można. Ale momentami pasowałoby przymknąć więcej niż jedno oko, a to znacznie utrudnia czytanie. =)

      Usuń
  10. Bardziej przekonuje mnie, reportaż w stylu Ryszarda Kapuścińskiego, niż pani Beaty. Może to kwestia tego,że bardziej skłaniam się co historycznych rozważań i aspektów podróżowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to tak jak z "Zawrociem" i "Rozlewiskiem" - zupełnie inne światy. :P
      Mi pasuje i taki lżejszy, rozrywkowy styl, i ten bardziej faktograficzny. Byle nie było w tym przesady, bo nie znoszę ani nadmiaru bzdur ani nużących suchych faktów.

      Usuń
  11. Nie czytałam książek Pawlikowskiej, choć bardzo lubię jej audycje w radiu Zet. W ogóle czuję do niej ogromną sympatię.. Jak ci aztekowie wpychali ziemię w te małe nasionka? A co do Meksyku, to właśnie mam przed oczami książkę pt. "Miasto - morderca kobiet" autorstwa Marca Fernandeza i J-C Rampala, traktująca o licznych zabójstwach kobiet (ok. 400 ciał!) w Ciudad Juarez w północnym Meksyku, tuż przy granicy z USA. Kto wie, czy i to nie miało wpływu na to, że kobiety są nieco bardziej chronione (choć z tego, co wynika z książki, to i tak nic się nie zmieniało; książka jest z 2005 roku, ciekawa jestem, jak jest obecnie w Ciudad Juarez).
    Wracając do Pawlikowskiej - bardzo lubię jej odręczne zapiski, nie wiem czy znasz jej fanpage na facebooku - dodaje codziennie żółte karteczki z sentencjami i fajnymi, pozytywnymi aforyzmami.
    A wracając do samej autorki - wiesz, Pawlikowską się lubi w eterze, a może niekoniecznie w prozie, zaś jej byłego małżonka ja osobiście uwielbiam w prozie (Gringo wśród dzikich plemion, śmiałam się w głos) a jako człowieka nie znoszę! Wyjątkiem tu jest Wojciechowska, którą lubię w każdej postaci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz, o sposobach upychania autorka milczy.

      O Ciudad Juarez oglądałam serial (dokumentalny? paradokumentalny?) i film z Jennifer Lopez? :P A tak bardziej serio, to nawet nie wiedziałam, że na ten temat jest książka. Poszukam. A co do bezpieczeństwa... Nie łudziłabym się, że jest lepiej.

      Zajrzę na FB. Jakoś do tej pory mnie on nie interesował. Ale te karteczki baaaardzo mi pasują do p. Beaty.
      Co do Twojej oceny Pawlikowskiej, Cejrowskiego i Wojciechowskiej - zgadzam się w 100%. Tę ostatnią w ogóle darzę niemal bezkrytycznym uwielbieniem. :P

      Usuń
    2. Tak, film z Jennifer chyba i ja widziałam ;) Słabo z pamiecią... ;)

      Usuń
    3. Znam to. Baaardzo często zdarza mi się sprawdzać czy coś oglądałam czy nie. Książki trochę bardziej pamiętam. Filmy, niekoniecznie.

      Usuń
  12. Audycji Pawlikowskiej nie jestem w stanie słuchać, bo nie mogę znieść jej głosu (przyznaję, miewam pewne swoje skrzywienia, jeśli chodzi o głosy; poza tym do szału doprowadzają mnie audycje, które polegają na tym,że po pięciu zdaniach dziennikarza pojawia się kilka piosenek, potem znów pięć zdań, kilka piosenek i tak cały dzień. Przez to nawet wspomnień o Wilhelmim na RMF Classic nie zdołałam wysłuchać). Cytat rzeczywiście wydał mi się na siłę "uzabawniany" - cóż to, osoba pracująca na co dzień słowem tak się dziwi na określenie "instrumentalny"?
    Jakoś mnie trochę odpychają "celebrytki/celebryci w podróży", więc nie czuję zbytniej ochoty, by zapoznać się z tą książką - choć z pewnością własne rysunki i zdjęcia robione z różnych "prywatnych" perspektyw byłyby warte uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie słucham radia. między innymi z tego powodu, o którym piszesz. Jeśli dodać do tego fakt, że audycje przerywane są numerami z czasów, kiedy jeszcze radia słuchałam (jakieś 10 lat temu), granymi w kółko, w kółko, w kółko, to już wiadomo dlaczego radio to rzecz, ktróej w ogóle nie posiadam.

      O, dowcip autorki właśnie często jest taki "na siłę". Zwyczajnie sztuczny. I to się czuje, niestety. W sumie w przypadku p. Pawlikowskiej ciężko orzec, czy to jeszcze przede wszystkim podróżniczka, czy jednak już bardziej celebrytka. Mam wrażenie, że lansuje się jak może. Ale z drugiej strony - głupotą by było mieć swoje pięć minut i ich nie wykorzystać. Zwłaszcza, że co by o niej nie mówić, to co robi, robi z wielką pasją i zaangażowaniem.

      Usuń
  13. Pawlikowska bardzo podobnie prowadzi swój program w Zetce. Ciekawie jest, bo podaje dużo ogólnie nieznanych informacji, ale jej poczucie humoru mi absolutnie nie odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat programu nie znam (gdzieś tam, kiedyś tam może słyszałam jakiś urywek, ale czysto przypadkowo i bez prób wsłuchania się w audycję), więc trudno mi powiedzieć, ale widziałam ją w jakimś programie i potwierdza się to, co w przypadku książek. Jest fajnie, do póki nie pojawiają się próby wprowadzenia elementów humorystycznych.

      Usuń
  14. Na pewno prędzej czy później się do niej dorwę ;) Chociaż muszę powiedzieć, że ciężko mi się Pawlikowską czytało już kiedyś, nie dokończyłam jej książki. Trzeba będzie zrobić podejście drugie.

    A tą bym przeczytała, bo lubię ciekawostki o nieznanych krajach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to na drugie podejście polecam tę książkę, "Blondynkę na tropie tajemnic" i "Blondynkę na safari".

      Usuń
  15. Ja tylko nieśmiało powiem, że mnie te instrumenty rozbawiły... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Późno już. To pewnie zmęczenie. =)

      Usuń
  16. Raczej nie mogę się do pani Beaty przekonać, ale chętnie przewertowałabym jej książkę tylko dla zdjęć. Natomiast z niekłamaną przyjemnością wracam do Twoich recenzji jej książek, tym bardziej, że piszesz obiektywnie, świadoma jej słabszych stron:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia są niewątpliwe sporym plusem takich wydań i nie raz ratują kiepskie książki. ;)

      Miło mi, że tu zaglądasz. Tym bardziej, że znam Twoje recenzje i... sama wiesz, co ja Cię tu znowu będę chwalić. ;)

      Usuń
  17. Lubię zarówno słuchać Pawlikowskiej, jak i czytać jej książki. Znacznie lepiej mi podchodzą niż np. książki podróżnicze Martyny Wojciechowskiej. Powyższą pozycję miałam w swoich rękach, ale nie zdążyłam jej jeszcze przeczytać. Co jednak rzuciło mi się w oczy, to piękne fotografie, liczne zapiski oraz ciekawostki pisane odręcznie na niektórych stronach, jednym słowem: interesujące wydanie. Nie narzekam na styl Pawlikowskiej, ani na jej "wywody" filozoficzne, bo odpowiada mi tak sposób myślenia i poniekąd się z nim utożsamiam. A do "Blondynki w zaginionych światach" koniecznie muszę powrócić na dłużej. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ze mną jest na odwrót. Zdecydowanie bardziej wolę styl Wojciechowskiej. Bardziej rzeczowy, mniej emocjonalny i filozoficzny.

      Za to wydaniu książek Pawlikowskiej faktycznie nie można nic zarzucić. Piękne i przemyślane.

      Usuń
  18. do wyzwania:

    "Kochanka" Patryk Nowodworski

    http://magicznyswiatksiazek.blogspot.com/2013/01/kochanka-patryk-nowodworski.html

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo lubię książki Pawlikowskiej i nie mogę się doczekać, kiedy będę miała okazję sięgnąć po kolejna z jej książek podróżniczych. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje życzyć udanej lektury. ;)

      Usuń
  20. Bardzo lubię te kieszonkowe wersje i podobnie jak Ty znam już "Kambodżę" i "Wyspę Wielkanocną" (nawet zdjęcie rozpoznałam) więc chyba nie skuszę się na wersję łączoną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee... Nie wiesz co dobre. Większy format = większe zdjęcia. I większa przyjemność czytania. :)

      Usuń
  21. Muszę przeczytać :)) Uwielbiam zdjęcia:) A pamiętasz może z jakiego kraju to zdjęcie?? 3, które u siebie umieściłaś? http://1.bp.blogspot.com/-pBsYH3eAJfk/UOsFDZnl6cI/AAAAAAAAF2Y/EIw39ZMkvS4/s1600/blondynka_w_zaginionych_swiatach.jpg Wygrałam od niej rozmówki hiszpańskie i właśnie to jest na okładce i jestem bardzo ciekawa..

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...