wtorek, 18 grudnia 2012

Karol Stefański "Gość w Chicago"
Chcieć to móc!

[źródło]
Powtarzając "nie potrafię", "nie mogę", "nie uda się", sami sobie ograniczamy pole manewru. Obwarowujemy się w twierdzy własnych ograniczeń. Ze strachu przed porażką nie wychylamy nosa poza mury. Lata lecą, szanse ulatniają się bezpowrotnie, a nam pozostaje garść niewykorzystanych okazji.

Celem Karola Stefańskiego, autora niewydanego jeszcze Gościa w Chicago było podjęcie studiów za granicą. Wybrał USA. Nie znał języka, nie udało mu się wziąć udziału w wymianie studenckiej. Postanowił skorzystać z programu "Work & Travel" łączącego wakacyjny wyjazd z pracą zarobkową. Co prawda autor nie bardzo spełniał warunki stawiane uczestnikom programu (znajomość języka kulała, na studiach nie udało mu się zaliczyć roku poprzedzającego wyjazd), ale postanowił się nie poddawać i w końcu... udało się! Nie minęło wiele czasu, a autor już siedział w samolocie zmierzającym w stronę Nowego Jorku. Stamtąd wyruszył na Alaskę, gdzie miał spędzić trzy miesiące. Po tym czasie jego pobyt w Stanach przewidziany w programie dobiegał końca, ale Karolowi wcale nie spieszno było z powrotem do Polski.

W Kanadzie odwiedził rodzinę, a następnie wylądował w Chicago. Tam sprawy się skomplikowały. Szybko się okazało, że na pomoc znajomych nie ma co liczyć. Miałem spędzić swoje pierwsze dwa tygodnie w gronie osób, które zadeklarowały pomoc w znalezieniu pracy, szkoły, wyrobieniu dowodu osobistego i prawa jazdy. Doskonale też znali Chicago, co miało mi bardzo pomóc w szybkim zaaklimatyzowaniu.* Niestety nie wyszło. W tej sytuacji Karol musiał podjąć szybką, męską decyzję. Zostać albo wracać. Nie muszę chyba dodawać, że wybrał pierwszą opcję. Tak zaczęła się wielka przygoda Karola Stefańskiego w Ameryce.

fot. nadesłana przez autora
W swoich wspomnieniach autor pisze o swoich doświadczeniach, o problemach z językiem, które doprowadzały niekiedy do zabawnych nieporozumień, trudnych początkach, poszukiwaniu pracy, odkryciu zamiłowania do tańca i przede wszystkim o poznanych na miejscu ludziach. Przytacza anegdoty, opowiada historyjki, ujawniając przy tym tak cenny dystans do samego siebie. Sporo można się dowiedzieć o tym, co może czekać emigranta w Stanach. Autor pokusił się też o próbę porównania polskiej i amerykańskiej rzeczywistości. Trochę brakowało mi w tekście opisów rzeczywistości otaczającej naszego bohatera. Piękno Alaski na pewno zasługuje na kilka akapitów, które pozwolą wyobrazić sobie świat, w jakim znalazł się Karol.

Język powieści jest lekki. Luźny styl bliższy jest raczej blogowego niż literackiego, niemniej jednak zapiski czyta się nieźle. Oczywiście tekst wymaga jeszcze obróbki redakcyjnej oraz korekty. Tu czy tam trafi się jakaś literówka czy ślad po zgubionym przecinku, niektóre zdania są zbyt zawiłe, psując płynność narracji. Ale po poprawkach tekst będzie już w pełni gotowy do druku.

Karol Stefański jest jedną z tych osób, które udowadniają, że warto się nie poddawać i choćby podjąć próbę zrealizowania marzenia. Udało mu się zrealizować marzenie o wyjeździe i nauce za granicą. Teraz życzę mu ujrzenia Gościa w Chicago w druku.

***

*Karol Stefański, Gość w Chicago, s. 28 wydruku.

***

Gościa w Chicago przeczytałam dzięki uprzejmości jego autora.

28 komentarzy:

  1. już czytałam o tej pozycji... jednak to nie dla mnie - kiedyś tak teraz już odpada :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu kiedyś tak, a teraz nie? :)

      Usuń
  2. Ja podziwiam Karola Stefańskiego za odwagę i konsekwencję. Niedługo u mnie na blogu wywiad z autorem, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ani jednego ani drugiego mu nie brakuje. :)

      Dobry pomysł z tym wywiadem. Chętnie przeczytam. :)

      Usuń
  3. Wow, zapowiada się świetnie. Miałaś szczęście, że już się z tym zapoznałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przyznać, że trochę ciekawych rzeczy tam znalazłam. A że lubię czytać o zderzeniu się człowieka z inną rzeczywistością, to lektura dla mnie była w sam raz.

      Usuń
  4. Te nieporozumienia językowe chyba najbardziej by mnie zaciekawiły. :P
    Nie potrafię, nie mogę, nie uda się... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakimś cudem nie jestem zaskoczona. :P

      Wymaluj to sobie na suficie. =)

      Usuń
    2. A możesz jakiś przykład podać? :P

      Usuń
    3. Jak wrócę z pracy i nie zapomnę. ;)

      Usuń
  5. Książka naprawdę wydaje się interesująca i bardzo chętnie bym coś takiego przeczytała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie trzeba trzymać kciuki za znalezienie wydawcy. :)

      Usuń
  6. Do wyzwania:

    "Lilka" Małgorzata Kalicińska
    http://magicznyswiatksiazek.blogspot.com/2012/12/141-lilka-magorzata-kalicinska.html

    miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Akurat siedzę w bibliotece, a obok plakat "work&Travel" xD znak z nieba? Raczej nie, bo niestety jestem jedną z osób powtarzających "nie..." ;) dlatego podziwiam zaradność autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można tak bezczelnie ignorować znaki z nieba? :P

      Usuń
    2. Nie ignoruję znaków z nieba, tylko podważam ich niebiańskiość :P (prawie pomyliłam z niebieskością ;) )

      Usuń
    3. Któregoś dnia potkniesz się o słownik do angielskiego i może te ziemski znak Cię przekona. ;)

      Usuń
  8. Takie książki sprawiają, że aż chce się zrobić coś, o czym się zawsze marzyło;) Należy tylko pogratulować autorowi, że odważył się na coś podobnego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano. Mnie już sama obawa przed tym, że z moim kulawym angielskim się nie dogadam, zatrzymałaby w domu. :P

      Usuń
  9. Tacy ludzie niesamowicie mnie inspirują i motywują. Lubię o nich czytać, dlatego chętnie zajrzałabym do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jakoś trudno się zmobilizować, ale w pewien sposób takie sytuacje motywują mnie do pracy.

      Usuń
  10. Witam serdecznie wszystkich tutejszych moli książkowych! W związku z roznącym zainteresowanie 'Gościem w Chicago' jak i zbliżającymi się świętami, pomyślałem by rozdać ze dwie kopie..
    Może jakiś konkursik?

    OdpowiedzUsuń
  11. To może coś o Chicago.. Ostatnio myślałem czy lepiej pojechać do Chicago latem czy zimą, powiedzmy na dwutygodniowy wypad. Chętnie poznam wasze propozycje odpowiednio uargumentowane oczywiście. Dwie najciekawsze zdobędą ‘Gościa w Chicago’.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, spróbuję jutro zmodzić z tego jakiś sensowny konkurs. :)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...