niedziela, 5 sierpnia 2012

Filmowe podsumowanie miesiąca - lipiec 2012 (cz. 3)

Podsumowania lipcowego część trzecia i ostatnia. :)



19. "Step Up 3D" reż. Jon M. Chu (2010); 6/10
(USA; muzyczny)

Mam słabość do filmów tanecznych. Zwykle nawet kiepski scenariusz nie przeszkadza mi podczas seansu. Tak było i tym razem. Kolejne wydarzenia jak zwykle były przewidywalne, fabuła niczym nie zaskakuje, ale film oglądało się świetnie. "Step Up 3D" jest prawdziwą ucztą dla oczu. Dynamiczny, efektowny tanecznie, piękny wizualnie, ze świetnymi choreografiami - powinien się spodobać każdemu wielbicielowi tego typu produkcji. Finałowa taneczna walka i taniec w wodzie, choćby dla tych scen warto obejrzeć ten film.

20. "Nightwatching" reż. Peter Greenaway (2007); 5/10
(Francja, Holandia, Kanada, Niemcy, Polska, Wielka Brytania; biograficzny, dramat historyczny)

Rembrandt dostaje zlecenie namalowania grupowego portretu. Artysta nie zamierza go przyjąć, zmienia jednak zdanie, gdy w dziwnych okolicznościach ginie kapitan oddziału, który Rembrandt miał uwiecznić na płótnie. Stworzenie obrazu malarz potraktuje jako okazję, do wyciągnięcia na światło dzienne przestępstw, które odkrył. W tym samym czasie artysta przeżywa też prywatną tragedię. Jego ukochana żona jest umierająca.

Greenway miał na ten film świetny pomysł. Całość utrzymana jest w teatralnej konwencji i miałaby szansę stać się wspaniałym dziełem. Niestety, film dłuży się niemiłosiernie. Jest przegadany, przekombinowany i zamiast wciągać, po prostu nuży. Jest w nim mnóstwo ciekawych scen, które łatwo przeoczyć, podczas niecierpliwego wyczekiwania napisów końcowych. Zmarnowany pomysł jest tym, co boli widza najbardziej. Nawet niezłe aktorstwo i piękna muzyka nie są w stanie tego filmu uratować.

21. "Wymyk" reż. Grzegorz Zgliński (2011); 7/10
(Polska; dramat)

Alfred (Robert Więckiewicz) i Jerzy (Łukasz Simlat) są braćmi i razem prowadzą rodzinną firmę. Wspierają się, ale i kłócą. Rozmijając się w poglądach dotyczących kierunku rozwoju biznesu, często nie potrafią znaleźć wspólnego języka. Ponadto każdy z nich walczy o to, by być tym lepszym, ważniejszym, pierwszym. Któregoś dnia, jadąc kolejką, bracia są świadkami napastowania młodej dziewczyny. Jerzy reaguje natychmiast, co przypłaca pobiciem przez nastoletnich bandziorów i wyrzuceniem z pędzącego pociągu. Alfred nie spieszy mu z pomocą. Skutki tej decyzji (a właściwie jej braku) będziemy obserwować do końca filmu. Bierność bohatera w tak ważnym momencie, położy się cieniem na jego dalszym życiu.

"Wymyk" to dobry film. O czym? O próbie wyjścia z cienia drugiego człowieka, o przełamaniu lęku przed ukazaniem prawdy o własnych słabościach, o życiu w poczucie winy.

22. "Wszyscy albo nikt" reż. Yimou Zhang (1999); 8/10
(Chiny; dramat)

Wei staje przed trudnym zadaniem. Ta trzynastoletnia dziewczynka ma zastąpić nauczyciela w lokalnej szkole. Nauczyciel obiecuje jej, że jeśli powróci po miesiącu i zastanie w szkole wszystkich uczniów, wypłaci jej dużą nagrodę. Problem w tym, że jeden z chłopców opuszcza wioskę i wyrusza do miasta. Chłopiec pochodzi z bardzo biednej rodziny i postanawia zarobić na jej utrzymanie.

Przepiękny i poruszający film. Prosta historia (oparta na prawdziwych wydarzeniach), malownicza sceneria i duża dawka emocji składają się na wyjątkowy obraz.

Do tej pory udało mi się obejrzeć kilka filmów wyreżyserowanych przez Yimou Zhang: "Zawieście czerwone latarnie", "Droga do domu", "Hero" i "Dom latających sztyletów". Każdy z nich jest inny. Wszystkie gorąco polecam.

23. "W moich snach" reż. Neil Jordan (1999); 4/10
(USA; thriller)

Claire (Annette Bening) od wielu lat śni się podobny koszmar. Od jakiegoś czasu sny te przybierają na sile. Claire śni o zamordowanej dziewczynce. Przypuszcza, że dotyczy to morderstwa popełnionego w rzeczywistości. Nie wie jeszcze, że wyśniła zabójstwo własnej córeczki. Po śmierci dziecka, bohaterka przeżywa załamanie nerwowe, wydaje się jej, że psychopatyczny zabójca ją śledzi. Claire ląduje w szpitalu psychiatrycznym. To jednak nie koniec jej problemów.

Miałam nadzieję na wciągający thriller, ale się zawiodłam. Robert Downey Jr. jest jednym z moich ulubionych aktorów, ale w roli psychopatycznego zabójcy raczej mnie bawił niż przerażał, co momentalnie rozwaliło nastrój grozy. Ogólnie rzecz ujmując, to raczej słaby film.

24. "Ślubne wojny" reż. Gary Wynick (2009); 4/10
(USA; komedia)

Dwie przyjaciółki (Kate Hunson i Anne Hathaway) od dzieciństwa wyobrażają sobie ten wyjątkowy dla każdej kobiety dzień, jakim jest jej własny ślub. Każda marzy o weselu w hotelu Plaza i gdy są już bliskie spełniania marzeń, okazuje się, że terminy ślubów się pokrywają. A ponieważ nie można być jednocześnie w dwóch miejscach, jedna z nich musi zrezygnować z tego, co zaprząta jej myśli od wielu lat. Cały problem w tym, że chętnej do rezygnacji ze spełnienia marzenia swojego życia, po prostu nie ma. Radosne ślubne przygotowania zastąpi więc wojna podjazdowa. A wiadomo - baba potrafi być złośliwa. 

Przeciętna, średnio zabawna komedia. Do obejrzenia na raz.

25. "Sherlock Holmes: Gra cieni" reż. Guy Ritchie (2011); 7/10
(USA; kryminał, przygodowy)

Gdy oglądałam "Sherlocka Holmesa" z 2009 roku, byłam "trochę" zaskoczona kreacją Roberta Downey'a Jr. Trochę czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do szalonego Holmesa, tak innego od jego wizerunku, który stworzyłam w wyobraźni na podstawie książek Doyla.

I tym razem głównym przeciwnikiem duetu Holmes & Watson (Jude Law) pozostaje okrutny i inteligentny profesor Moriarty (Jared Harris), który ma nowy, genialny plan warty pokrzyżowania. Akcja pędzi tak, że nie sposób się nudzić. Robert Downey Jr. jest rewelacyjny. W filmie mamy też okazję zobaczyć Noomi Rapace, znaną ze szwedzkiej filmowej wersji "Milelnium" Larssona.

Film jest dopracowany wizualnie, zdjęcia są świetne. Szczególnie podobają mi się wszelkie zbliżenia na detale, staję się też coraz większą fanką "slow motion", czyli efektu spowolnienia czasu akcji. Przyznaję, że w pewnym momencie od samej fabuły ciekawsze stały się dla mnie właśnie efekty.  

26. "Po deszczu" reż. Takashi Koizumi (1999); 6/10
(Francja, Japonia; dramat, kostiumowy)

Misawa Ihei jest bezrobotnym samurajem. Zaprzestawszy godzących w honor samuraja walk na pieniądze, wraz z żoną boryka się z ubóstwem. Nie traci jednak pogody ducha. Misawa jest człowiekiem skromnym, uprzejmym, brak mu typowej dla samurajów arogancji i pychy. To sprawia, że nie jest mu na tym świecie lekko. Odważnie patrzy jednak w przyszłość.

Scenariusz do "Po deszczu" napisał Akira Kurosawa i to on miał ten film wyreżyserować. Gdy Kurosawa zmarł, zastąpił go Koizumi, jego asystent. Nie jest to film łatwy. Rozczaruje się ten, który nastawi się na dynamiczną akcję i malownicze sceny walki. Akcja rozgrywa się bardzo powoli i nie każdego ta historia wciągnie. To piękna i mądra produkcja, do jej pełnego zrozumienia, chyba jeszcze nie dojrzałam.

---

Na tym kończy się podsumowanie lipcowe. Jak zwykle było różnorodnie i gatunkowo, i w doniesieniu do kraju produkcji.

Zdecydowanym faworytem miesiąca okazało się "Pogorzelisko", zaś największym rozczarowaniem "1920 Bitwa Warszawska".

28 komentarzy:

  1. Wstyd, ale z tej listy nie obejrzałam żadnego filmu, choć bardzo chciałabym zobaczyć "Nightwatching" zarówno z uwagi na Rembrandta, jak i Greenawaya (oraz zdjęcia! ;-)).
    Zaczęlam kiedyś oglądać "Bride Wars", ale szybko dałam sobie spokój, kompletnie nie moja bajka. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nightwatching" mnie wymęczył, ale postanowiłam się nie zniechęcać i obejrzeć jeszcze jakiś film Greenawaya. Polecasz coś konkretnego?

      Usuń
  2. Sherlocka Guy'a kocham, facet stworzył coś niepowtarzalnego i niesamowitego. Oglądanie tego w kinie na dużym ekranie, było boskie! Nightwaching planuję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, skoro na małym ekranie film prezentował się świetnie, to w kinie efekt musiał być piorunujący.

      Usuń
  3. O! Właśnie jedna z Twoich recenzji przypomniała mi, co miałam obejrzeć - 'Code blue'. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten film też mam w planach, ale z którą recenzją Ci się skojarzył, to już dla mnie zagadka. =)

      Usuń
    2. Wymyk. ;) W sumie chyba nie tak odległe skojarzenie. ;)

      Usuń
    3. A bo ja wiem? Jak obejrzę "Code blue" to Ci powiem. =)

      Usuń
    4. Ja nie oglądałam ani jednego, ani drugiego, ale chyba pisałam zapowiedź "Kodu" i tak mi coś świta. ;)

      Usuń
    5. Ciemność widzę, ciemność.

      Usuń
    6. Ja też, bo nie ma pasujących napisów, a mówią po niemiecku chyba. :/

      Usuń
    7. Hmm... Zobaczymy co się da zrobić. Co prawda do jutra się niemieckiego nie nauczę, no ale... =)

      Usuń
    8. Nie no, znalazłam jakieś angielskie. Zresztą, za wiele tam nie mówią. ;) Ale z oglądania na razie zrezygnowałam.

      Usuń
    9. Ich bin, du bist... To ja się tak poświęcam, a Ty znalazłaś inne źródło. Pf.

      Usuń
  4. Bardzo lubię Anne Hathaway i z chęcią obejrzałam ślubne wojny, choć zirytowało mnie jak toczyły się losy granej przez nią bohaterki. W sumie film to chyba rzeczywiście nic wyjątkowego. Sherlocka jakoś nie lubię, nie wiem czemu, ale mnie nie wciągnął. Reszty nie widziałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Annę Hathaway też lubię. Najbardziej mi się podobała w "Rachel wychodzi za mąż". :)

      Usuń
  5. Do Step Upa mam sentyment. Razem z koleżanką, przez przypadek poszłyśmy na pierwszą część w pierwszym dniu jej wyświetlania w kinach i tak nam zostało przy każdej. No dobra, teraz niestety nam się nie udało, ale pewnie nadrobimy ;)

    Sherlocka w tej wersji po prostu UWIELBIAM. Trochę mi pachnie Housem, ale to pewnie dlatego, że to House był wzorowany na Sherlocku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się kojarzy House z Sherlockiem. Ciekawe jak Hugh Laurie zagrałby Holmesa. :P

      Usuń
    2. O jaaaa! To by mogło być naprawdę ciekawe!

      Usuń
    3. Moriarty sam by się poddał. :P

      Usuń
  6. widziałam "Ślubne wojny" oraz Sherlocka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba najpopularniejsze filmy z listy. :)

      Usuń
  7. Co do "Ślubnych wojen" się zgadzam, byłam w kinie i co prawda nie uważam, że kasa zmarnowana, ale żeby robić powtórkę z rozrywki... Dziękuję, postoję ^^ Za to jestem zawiedziona "Nightwatching", miałam na ten film ochotę, ale skoro mówisz, że nużący i przegadany :/
    A reszta dopiero przede mną, "Wymyk" mnie zaciekawił, idę szukać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, nie zniechęcaj się. Nie wiadomo na ile nasze gusta są zbieżne. A nuż Ci się spodoba?

      Usuń
  8. Najchętniej z tej listy obejrzałbym "Stp up 3". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Efektownie zrobiony, więc jeśli lubisz tego typu filmy, powinien Ci się spodobać.

      Usuń
  9. Z tych wszystkich filmów widziałam raptem 2. Mnie osobiście filmy o Sherlocku nudzą.. nie wiem dlaczego, bo lubię tą postać. Ślubne wojny oglądałam 2 razy i za każdym razem bawiłam się wyśmienicie. Jedna z lepszych komedii jakie dane mi było obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u mnie odwrotnie. Holmes mi się podobał, "Ślubne wojny" nie bardzo. =)

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...