piątek, 15 marca 2019

Grzegorz Kalinowski "Gra w oczko"
[RECENZJA]



Czuła podekscytowanie, ale nie tym, że ma się zmierzyć z wyzwaniem, unieść wyjątkową presję, i to nie tylko jako komentatorka, ale także uczestniczka wydarzenia. Chodziło o coś innego, coś, co nakazywało jej myślenie o tej sprawie non stop. Kto i dlaczego go zabił? Co takiego zrobił? Czy czasem jej nie odbiło? Co chce przez to uzyskać - zostać dziennikarką śledczą? Przecież to był tylko sąsiad z góry, którego widziała parę razy w życiu, ale ciekawość brała górę. I fakt, że gdy morderca naciskał na spust, był od niej oddalony dosłownie o parę metrów.*




Pod podszewką



To wszystko tak ładnie wygląda z zewnątrz. Świat celebrytów, piłkarzy, modelek, pracowników mediów. Świat fleszy, lansu, okładek kolorowych magazynów, popularności mierzonej w liczbie fanów, kontraktów i oczywiście wysokości gaży. 

Gdy jednak zajrzeć pod podszewkę, zmyć puder, zdjąć markowe ciuchy, sięgnąć głębiej, przyjrzeć się temu, co ukrywane dla świata zewnętrznego, robi się mniej ciekawie.

Pod taką podszewkę zagląda Grzegorz Kalinowski w kryminale Gra w oczko. W świecie celebrytów, który portretuje bardzo wnikliwie, pełno jest brudów. Autor przez dwadzieścia pięć lat pracował w mediach, więc nie brak tu jego własnych obserwacji. To dodatkowo podkręca gorącą atmosferę.

Czytasz i wiesz, że tu nie ma ściemy. Jest brzydkie zaplecze atrakcyjnego pierwszego planu. Jest niewygodna prawda o rzeczywistości ludzi ze świata mediów czy sportu. Są brudne gry, szantaże, polityczne rozgrywki, hazard, podejrzane agencje modelek i nie mniej podejrzane piłkarskie transfery. Mnożą się te brzydkie wątki, a obraz rzeczywistości staje coraz bardziej przygnębiający.


Grzegorz Kalinowski, Poznań 2019


Suma doświadczeń i pasji



Ktoś zamordował młodego, znanego piłkarza, Dawida Błochowiaka vel Oczko. W tę sprawę wmieszała się jego sąsiadka, Joanna Becker, postać znana ze szklanego ekranu. Dziennikarskie śledztwo zaprowadzi ją daleko. W rejony niebezpieczne, do ludzi bez skrupułów. W tym samym czasie trwać będzie dochodzenie policyjne. Stróżów prawa reprezentuje podkomisarz Artur Konieczny, poza godzinami pracy rozwodnik, który stara się mieć jak najlepszy kontakt z dorastającym synem, choć z uwagi na charakter służby, nie będzie to łatwe. Między nim a Aśką (Swoją drogą, czy jej imię i nazwisko z kimś się Wam nie kojarzy? Dodam, że ciotka bohaterki ma na nazwisko Kuhn i jest pisarką kryminałów) będzie iskrzyć, czyli w tym wypadku ruszamy dość utartym w kryminale torem. Co z tego iskrzenia wyniknie, tego oczywiście nie zdradzę.

Grę w oczko cechuje realizm. Grzegorz Kalinowski dokładnie wie o czym pisze. Jego powieść jest sumą doświadczeń i pasji. Zawdzięczamy temu pełnokrwiste postaci i tchnące autentycznością sceny. Podobnie jak w czytanym przeze mnie niedawno kryminale retro Śledztwo ostatniej szansy, tak i w tym przypadku, intryga kryminalna jest zaledwie dodatkiem do wielowątkowej powieści.

Piłkarz w roli trupa okazuje się idealnym punktem wyjście do wysnucia opowieści o dyscyplinie sportu autorowi bardzo bliskiej. Widać, że (podobnie jak muzyka, której w fabule nie brakuje) piłka nożna to ogromna pasja autora. Sporo tu ogromnych emocji z nią związanych, przemyconej wiedzy, ciekawych obserwacji, komentarzy. Staranne odwzorowanie realiów wiąże się także, z wyciągnięciem na światło dzienne rozmaitych brudów.




Swojak, ryś i zimny doktor



Mocno wejdziemy do świata mediów, który reprezentuje Joanna. Mocno wejdziemy i w ten, w którym za życia poruszał się Dawid. Autor maluje rzeczywistość bardzo realistycznie. Autentyzm scen i postaci zbudowany jest nie tylko z wiedzy autora związanej z poruszaną tematyką. Istotny jest tu język. Grzegorz Kalinowski snuje opowieść tonem lekkim, gawędziarskim, niepozbawionym humoru. Styl wypowiedzi bohaterów współgra z ich pozycją społeczną, nie brak slangowych określeń charakterystycznych dla danych grup zawodowych, dzięki czemu dialogi brzmią żywo, jakby wycięte z codzienności.

Dowiemy się czym jest w piłce nożnej "swojak", co to znaczy zrobić coś "na bitelsa" i kim jest "ryś" w dziennikarskim slangu, przyjrzymy się produkcji medialnych doniesień, bezpardonowej walki o ujęcia. Będzie także nieco kadrów z policyjnej roboty, z ciętymi dialogami, "zimnym doktorem", spięciami na linii policjant-prokurator.

Pisarz zadbał także o konstrukcję powieści. Jak na Grę w oczko przystało, mamy tu dwadzieścia jeden rozdziałów, adekwatnie do tematu nazywanych rozdaniami. Kto karty rozdaje? Kto ma w rękawie asa, a kto jest mistrzem blefu?






Grzegorz Kalinowski
Gra w oczko
Wyd. Skarpa Warszawska
2019
448 stron


* Grzegorz Kalinowski, Gra w oczko, Wyd. Skarpa Warszawska, 2019, s. 90.



Zobacz też:





13 komentarzy:

  1. Zapowiada się ciekawie :) Zapisuję sobie tytuł na listę wakacyjną :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Może przeczytam,moja tematyka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, ja teraz szukam czegoś lżejszego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna recenzja- intrygująca książka, jestem pewna że mi się spodoba...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś dałam jej szansę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam książek Kalinowskiego, ale oczywiście mam w planach.. Tymczasem wieczór spędzam ,,Za zamkniętymi drzwiami" i drżę ze strachu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nie miałam okazji poznać książek pana Kalinowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka kojarzy mi się z kryminałami Nikodema Pałasza, chyba głównie przez sam gatunek i opisane środowisko sportowców i dziennikarzy. W każdym razie chętnie dam szansę Kalinowskiemu, mimo że fascynacji piłką nożną nie podzielam :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje się ciekawa ^^ myślę że przeczytam przy jakiejś okazji :)
    trapped-in-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety książka nieco słabsza od poprzednich powieści Kalinowskiego .Szkoda

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Wszelkie obraźliwe komentarze oraz reklamy stron będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...